Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 6-latki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 6-latki. Pokaż wszystkie posty

13 marca 2016

Przegląd mediów nie tylko edukacyjny

Wobec różnych fundamentalnie ważnych politycznych tematów, edukacja jest teraz na dalszym planie. Tymczasem wprowadzane obecnie zmiany będą także miały istotne skutki dla jakości wykształcenia młodych Polaków za kilka, kilkanaście lat. Chcę zwrócić uwagę na kilka tekstów, które mogą umknąć uwadze. Najpierw dwa linki nie-edukacyjne, choć mówiące o aktywności osób, które ludziom edukacji są dobrze znane.

Romana Giertycha uważałam zawsze za najgorszego ministra edukacji naszego 25-lecia, który wprowadził do szkół atmosferę strachu, zahamował myślenie o upowszechnianiu przedszkoli, obniżaniu wieku szkolnego, czynieniu szkoły bardziej przyjazną dla uczniów. Poprzednie rządy PiS-u uważałam za bardzo duże szkodnictwo w kwestii pogarszania klimatu pracy szkoły. Dziś na Twitterze przeczytałam jego wpis z Facebooka, wyraziście zapowiadający początek dyktatury w Polsce, który podałam dalej i na Twitterze, i na Facebooku. Dzisiejsza sytuacja polityczna sprawiła, że będę obserwować Romana Giertycha i nawet się z nim zgadzać... Nigdy nie myślałam, że do tego dojdzie.

Z kolei ważny i znany autorytet edukacyjny, wystepujący również na ostatnim Kongresie Polskiej Edukacji, wybitny psycholog, prof. Zimbardo, wygłosił wykład we Wrocławiu, w którym mówił na temat zła i władzy totalitarnej, zorganizowany z inicjatywy Instytutu Pamięci Narodowej, w trakcie którego scharakteryzował rozwijanie się dyktatur. Cały jego opis jak ulał przystaje do naszej sytuacji. Powiedział: wszystkie dyktatury rodziły się od małych kroków. Niestety dobrze to współgra z tym, co napisał Roman Giertych. Czy również w systemie edukacji zaobserwujemy wkrótce to, co prof. Zimbardo opisuje jako charakterystyczne w edukacji dla rodzenia się systemów totalitarnych?

Natomiast Justyna Suchecka donosi z Dubaju, gdzie trwa Global Education & Skills Forum, że chwalono tam Polskę jako kraj, który w ostatnich 10 latach wskoczył do światowej, edukacyjnej czołówki. Według prezentowanych tam danych przodujemy także m.in. w nauce krytycznego myślenia i rozwiązywania niestandardowych problemów.

Tymczasem zapowiedziane teraz jest, że te zmiany, którym zawdzięczamy postęp, czyli zmieniona struktura szkolna, podstawa programowa i godziny na zindywidualizowaną pomoc uczniom bedą wycofane.

W ostatnich latach udało się znacząco zredukować odsetek uczniów osiągajacych wyniki najniższe, zaś wzrosła grupa tych o najwyższych wynikach. Z pewnością zawdzięczamy to zindywidualizowanej pomocy nauczycieli, z której to właśnie będzie się rezygnować. W sejmie jest po pierwszym czytaniu rządowego projektu zmian w Karcie Nauczyciela, likwidującego godziny karciane. O tym, i także trochę o historii tego dokumentu napisałam na polityka.pl.

Zapowiedzi zmian w strukturze i programach na razie pojawiały się już różne, jak to ostatecznie będzie miało wyglądać, mamy się dowiedzieć dopiero za parę miesięcy. Na razie zaleca się małym dzieciom repetowanie i pokazano jedynie projekt zmiany podstawy programowej dla najmłodszych uczniów, o czym już pisałam w poprzednich dwóch wpisach. Na ten temat udzieliłam też ostatnio wywiadu Piotrowi Skurze. Przekonamy sie niedługo, czy dalsze zmiany programowe pójdą w kierunku, jaki rysuje prof. Zimbardo.

Kolejne działania cofające postęp osiągnięty w edukacji w natłoku innych politycznych zawirowań najprawdopodobniej przejdą prawie niepostrzeżenie. Efekty różnych zmian, przeprowadzonych kilka lat temu, są po paru latach pozytywnie zauważane na świecie, u nas mało nagłaśniane. Zmiany wprowadzane dzisiaj w edukacji też będą miały swoje skutki. Pewnie ktoś je zmierzy, porówna, dostrzeże, za kolejnych ileś lat. W edukacji skutki zmian widać dopiero po sporym czasie...


1 marca 2016

Ku rozwadze przed zmianą podstawy programowej

Ministerstwo Edukacji ogłosiło projekt zmiany rozporządzenia o podstawie programowej, proponując pozornie niewielkie zmiany w podstawach wychowania przedszkolnego i wczesnej edukacji w szkole podstawowej.

Warto przypomnieć główne powody zmiany stanu prawnego w tej sprawie w 2008 roku. Do podjęcia nauki czytania i pisania trzeba mieć pewne przygotowanie, także emocjonalne, społeczne, grafomotoryczne. Zmiana podstawy programowej wychowania przedszkolnego zwracała uwagę właśnie na ten aspekt edukacji przedszkolnej.

Niestety wcześniej, gdy sześciolatki, które nie uczestniczyły w edukacji przedszkolnej jako pięciolatki, zaczynały zgodnie ze starymi zerówkowymi programami przystepować od razu do zajmowania się nauką pisania, bez odpowiedniego do tego przygotowania, cały czas odstawały od rówieśników chodzących wcześniej do przedszkola i miały potem trudności szkolne. Obowiązek uczestniczenia w przygotowaniu przedszkolnym pięciolatków miał na celu zwiększenie szans edukacyjnych dzieci, zadbanie o dobry start każdego dziecka. W przedszkolu, wbrew obiegowym opiniom, jeśli osiągnięto wobec dzieci to, co zakłada podstawa programowa, można było uczyć więcej, także zacząć czytać i pisać, jednak najpierw do tego odpowiednio przygotowując.

Chcąc przesunąć rozpoczęcie nauki pisania i czytania do przedszkolnej zerówki dla sześciolatków, trzeba wprowadzić obowiązek edukacji przedszkolnej pięciolatka, przygotowujący do tej edukacji, zaś w klasie pierwszej dać już obecne programy klasy drugiej, wtedy zaoszczędzimy dzieciom nudzenia się na starcie szkolnym i powtarzania drugi raz tego samego.

Może obecnie rządzący powinni mieć odwagę powiedzieć: dotychczasowe programy są dobre i dostosowane do wieku dzieci. Mamy polityczną wolę obowiązkową edukację sześciolatka nazwać zerówką a nie pierwszą klasą i przesuwamy po prostu odpowiednio programy o rok. W ten sposób przy obecnej strukturze szkolnej (nawet wykorzystując "rządowe" podręczniki, tylko w klasach rok niżej...) możemy wygospodarować rok więcej dla liceum, co jest naszym celem. Tylko wróćmy jednak do obowiązku przedszkolnego dla pięciolatka, aby nie robić krzywdy dzieciom, których rodzice nie są świadomi potrzeby dobrego przygotowania dziecka do bardziej szkolnych form edukacji!

Dla zainteresowanych szczegółami: bardzo dobra analiza porównawcza proponowanych obecnie zmian w podstawach programowych znajduje się na stronie Fundacji "Przestrzeń dla edukacji".

26 stycznia 2016

Ratujmy maluchy przed repetowaniem

Na razie główną “zdobyczą” ustawy zmieniającej ustawę o systemie oświaty, która weszła w życie 23 stycznia, jest możliwość repetowania w tym roku na życzenie rodziców:
  • w drugiej klasie szkoły podstawowej,
  • w pierwszej klasie
  • i w zerówce.

Kiedyś zostawianie na drugi rok w tej samej klasie było wstydem i porażką. Dziś wymyślono, że ma być to rodzaj przywileju dla najmłodszych. Tylko, czy warto z niego korzystać?

Rodzice mogą uznać, ze ich dziecko nie nauczyło się czego powinno, że pani źle uczyła lub dziecko ma jakiś kłopot z robieniem postępów. Być może taka decyzja rzeczywiście ma sens w wypadku dzieci mających jakieś specjalne potrzeby lub trudności, na przykład bardzo dużo chorujących, które nie były w stanie nadążyć za tym, co działo się w grupie rówieśniczej. Jednak w wypadku przynajmniej przeciętnie uzdolnionego dziecka, pracującego dość systematycznie z osobą mającą odpowiednie kwalifikacje, decyzja o repetowaniu, uczeniu się jeszcze raz tego samego, będzie ewidentną krzywdą, skazaniem dziecka na nudzenie się, tracenie czasu i na brak radości z edukacji w przyszłości.

Wszystko zależy od Rodziców. Warto jednak ratować dzieci przed repetowaniem i dać im szansę na ciekawość świata, nowe wiadomości, zadania, wyzwania i pytania w kolejnym roku. Uratować przed nudą i poczuciem bycia gorszym od tych, co dali radę i poszli wyżej.

Druga bardzo wątpliwa “zdobycz” to możliwość nieuczestniczenia w edukacji przedszkolnej dziecka, które kończy w danym roku pięć lat - dotychczas miało obowiązek przygotowania przedszkolnego. Warto sobie przypomnieć czas sprzed wejścia nowej podstawy programowej w 2009 roku, kiedy sześciolatki bez przygotowania sadzano w szkolnych zerówkach do pisania i czytania, i radziły sobie z edukacją od początku zdecydowanie gorzej, gdy wcześniej nie chodziły do przedszkola. Zapowiadany jest powrót do starych wymagań programowych, czyli gorsze szanse dla tych, którzy do nauki czytania i pisania się w przedszkolu nie przygotowywali.

Trzeba wiedzieć, że miejsce edukacji przedszkolnej dla czterolatka i pięciolatka musi się znaleźć, bo takie ma wprowadzone w 2013 roku prawo ustawowe i badania wskazują, że jego szanse na szkolny sukces w przyszłości będą dużo większe, jeśli tę edukację w przedszkolu zacznie.

Jeśli pięciolatek dobrze będzie sobie radził w przedszkolu, będzie mógł i pójść wcześniej do szkoły, i także lepiej sobie radzić ze zmienionymi programami zerówkowymi dla sześciolatka, jeśli one się za rok rzeczywiście zmienią, tak jak jest zapowiadane.

Warto dawać dzieciom szansę na dobry rozwój i pójście do przodu. Zamiast repetowania.

1 grudnia 2015

Ku refleksji przed zawracaniem

Zmiana programów
Wymiana podstawy programowej wymaga namysłu, konsultacji, opracowania do tego podręczników i innych materiałów edukacyjnych. Na pewno musi to potrwać dłużej niż kilka miesięcy, raczej kilka lat. Chcąc szybko wyjść naprzeciw przeciwnikom obniżania wieku szkolnego, trzeba widzieć pozostałe elementy całej edukacyjnej układanki. Zdjęcie obowiązku korzystania z poradni przy podejmowaniu decyzji o dacie rozpoczynania nauki, korzystanie przy tym przez rodziców z opinii nauczyciela przedszkola, a także, dla dzieci rozwijających się na jakimś etapie wolniej, wprowadzenie możliwości wydłużania cyklu edukacyjnego na podstawie opinii rady pedagogicznej, mogłyby bez zaburzania całej struktury systemu edukacji spełnić postulat rodziców, wymagających od tego systemu bardziej przyjaznego i elastycznego podejścia do potrzeb ich dzieci.

Czego można i należy uczyć w przedszkolu
Można w przedszkolu - także zgodnie z obecnym stanem prawnym - uczyć czytać i pisać. Tak samo, jak na każdym etapie edukacyjnym, z każdego przedmiotu, można i trzeba uczyć dzieci więcej, niż to jest minimalnie na danym etapie konieczne, jeśli tylko uczniowie umieją już to wszystko, co na danym etapie powinni. 
Kiedyś 6-latka, bez wcześniejszego uczestnictwa w edukacji przedszkolnej, sadzano w starej “zerówce” do ławek szkolnych i zaczynano od razu naukę kaligrafii oraz czytania. Dzieci, których do tego wcześniej odpowiednio nie przygotowywano były wtedy w dużo gorszym położeniu od swoich, lepiej zadbanych, wcześniej edukowanych przedszkolne lub domowo rówieśników i wraz z upływem kolejnych lat obowiązkowej edukacji te różnice tylko się pogłębiały. 
Dużo ważniejszymi i koniecznymi efektami edukacji przedszkolnej jest nauczenie dziecka funkcjonowania w grupie, współpracy, także samodzielności, skupienia uwagi, koordynacji wzrokowo-ruchowej, zainteresowania czytaniem, gotowości manualnej do podjęcia nauki pisania. Dzieci powinny lepić, wycinać, wiązać, wiele czasu spędzać na świeżym powietrzu, na grach i zabawach ruchowych, tańczyć, malować, umieć słuchać czytania im bajek. W wielu domach niestety dzieci tego wszystkiego nie robią. Bez czasu na to wszystko, skupienie się na samym pisaniu jest zdecydowanie przedwczesne.
Uczyć czytać i pisać w przedszkolu można i bez zmiany podstawy programowej. Zmiana jej na wymagania bardziej szkolne sprawi skupienie się właśnie na nich. Na to, co najbardziej na tym etapie konieczne, może zbraknąć czasu i uwagi.

Prawo do przedszkola
Prawo 3- i 4-latka do bezpłatnej edukacji przedszkolnej (4-latka od 2015, a 3-latka od 2017 roku) i obowiązek przygotowania przedszkolnego 5-latka (od 2009 roku gmina musi zapewnić miejsce w jakiejś formie przedszkolnej dla wszystkich 5-latków i tych 6-latków, które nie podjęły nauki w szkole), do tego od 2015 roku obowiązkowy, bezpłatny język obcy w przygotowaniu przedszkolnym - to najbardziej wartościowe, najważniejsze w naszym kraju narzędzia zwiększania szans edukacyjnych dzieci ze środowisk, które dostępu do dobrego przygotowania do edukacji szkolnej - płatnego lub domowego - nie są w stanie swojemu dziecku dać, dużo bardziej istotne niż sama data obowiązkowego zaczynania edukacji szkolnej, choć z nią ściśle powiązane. 
Zlikwidowanie któregokolwiek z tych praw byłoby z ogromną szkodą dla wielu dzieci. Można poprawić dofinansowanie edukacji przedszkolnej, aby gwarantować bezpłatne posiłki, aby także za czas powyżej bezpłatnych 5 godzin nie pobierać opłat (tej złotówki za godzinę). Środowiska, z których dzieci szczególnie potrzebują jak najwcześniejszego objęcia zorganizowaną profesjonalnie edukacją, właśnie bezpłatnym posiłkiem i czasem bezpłatnej opieki możemy najszybciej do tej edukacji przekonać. 

Data rozpoczynania nauki w szkole
Data rozpoczęcia edukacji szkolnej powinna wynikać z pozytywnej i profesjonalnej diagnozy przygotowania do podjęcia tej edukacji. Obowiązkowa diagnoza przedszkolna ma za zadanie dostarczyć rodzicowi jak najwięcej informacji o tym, co w edukacji przedszkolnej udało się osiągnąć. 
Krzywdą dla dziecka może być wysyłanie go do szkoły, jeśli nie jest na to jeszcze gotowe, nie ma szeregu potrzebnych tam umiejętności. Także jednak wielką szkodą dla dziecka będzie hamowanie jego ciekawości poznawczej. Wczesna edukacja ma za zadanie nauczyć podstaw właśnie czytania, pisania, rozumowania matematyczno-przyrodniczego, funkcjonowania społecznego. Wydłużanie czasu uczenia tych podstaw przez najpierw powtarzanie przygotowania przedszkolnego, a potem jeszcze zapowiadane wydłużenie do 4 lat cyklu wczesnej edukacji w szkole, może sprawić, że niektóre dzieci i przez sześć lat będą się głównie uczyć czytać i pisać i niewiele poza tym. Do edukacji przedmiotowej mogą trafić już kompletnie znudzone i nieciekawe świata. 
Elastyczne podejście do daty rozpoczynania nauki ma sens, tak samo jak może mieć sens wydłużenie cyklu edukacyjnego (stosuje się to obecnie czasem, zgodnie z prawem, w wypadku dzieci z niepełnosprawnościami), aby te same efekty, które trzeba osiągnąć na danym etapie można było osiągnąć trochę wolniej, zależnie od predyspozycji i możliwości dziecka. Takie decyzje mogą być podejmowane na poziomie szkoły czy przedszkola, we współdziałaniu rodziców z nauczycielami, bez konieczności udawania się do poradni. Jednak powinny być podejmowane w oparciu o ocenę funkcjonowania i dla dobra konkretnego dziecka. 
Jeśli po prowadzonym z wieloma zakrętami i trudnościami obniżaniu wieku szkolnego pozostanie nam przyglądanie się każdemu dziecku i decydowanie o przechodzeniu na kolejne etapy edukacyjne w sposób poprzedzony indywidualną diagnozą, będzie to coś pożytecznego. Jeśli jednak na siłę będziemy dzieci w ich ciekawości hamować, utrudniać przechodzenie na kolejne etapy, pogorszymy efekty edukacji. 

Umiejętność personalizacji
Wyzwanie dzisiejszych czasów to spotkanie w szkole z dziećmi czerpiącymi wiedzę z bardzo wielu pozaszkolnych źródeł, to potrzeba uczenia krytycznej analizy i weryfikacji takiej wiedzy. Szkoła będzie przestawiać się w coraz większym stopniu na pracę w grupach różnowiekowych, grupach zaawansowania, grupach zainteresowań. Nauczyciele wczesnej edukacji powinni czuć się szczególnie odpowiedzialni za planowanie i indywidualnej drogi edukacyjnego rozwoju każdego dziecka, pomoc dzieciom w podążaniu własnymi drogami, dostosowanymi do ich potrzeb. Ważny cel to pomoc nauczycielom w bardziej spersonalizowanym organizowaniu edukacji, czyli zakładającym różne cele dla poszczególnych dzieci. W tym kierunku działa wymóg przygotowania i realizowania indywidualnego programu edukacyjno-terapeutycznego dla każdego ucznia posiadającego orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego, potrzeba zatrudniania dodatkowych osób pomagających nauczycielom organizować pracę z takimi uczniami, możliwość zatrudniania asystentów nauczycieli także w “zwyczajnych” klasach, wymóg ograniczenia liczebności oddziałów klasowych. Zamiast kolejnej wymiany programów i podręczników, lepiej byłoby zafundować nauczycielom pomoc w dobrym przygotowaniu się do uczenia w sposób spersonalizowany. 

6 sierpnia 2012

Edukacyjny spis treści

Artykuły napisane przeze mnie w w portalu NaTemat.pl to autorskie spojrzenie na polski system edukacji, na sprawy w nim ważne, potrzebne, czasem niedokończone. Od lutego 2012 roku (kiedy to zaczęłam się tam pojawiać), przez ostatnie pół roku napisałam ich sporo. Niżej wymieniam tematy większości z nich w sposób uporządkowany (tematycznie a nie chronologicznie). Zapoznanie się z nimi może dać w miarę całościowe spojrzenie na problemy systemu (choć uproszczone z uwagi na przyjętą krótką formę). Lista ta pewnie będzie jeszcze uzupełniana, z czasem stanie się dłuższa. Czytając prasę i różne internetowe wypowiedzi o edukacji można zauważyć, ile jeszcze edukacyjnych spraw wymaga lepszego zrozumienia, zbadania i opisania. Staram się na to, co istotne, zwracać uwagę również na swoim Facebooku i Twitterze. Chętnie tam przyjmę również podpowiedzi, które z tematów oświatowych warte są szerszego rozwinięcia. Zachęcam wszystkich tych, których różne rzeczy w edukacji denerwują lub niepokoją, aby spojrzeli na sytuację trochę szerzej. Zmiany demograficzne, rosnące aspiracje edukacyjne młodych Polaków, upowszechnienie kształcenia średniego i wyższego - to przede wszystkim wpływa na obecny kształt szkoły, na problemy, przed którymi stają organizatorzy edukacji na wszystkich poziomach. Szkoła musi wyglądać inaczej niż wyglądała 30 czy 40 lat temu. Zmiany są konieczne. Wiele z tego, co się zdarzyło w polskiej szkole przez ostatnie 30 lat to zmiany na lepsze.

Osobisty punkt widzenia
Kim jestem
Potrzebne forum debaty o edukacji ponad podziałami. Wspomnijmy Annę Radziwiłł

Uczniowie są różni
Kiedy i dlaczego warto, aby dziecko sześcioletnie repetowało przygotowanie przedszkolne zamiast iść do pierwszej klasy?
Uczniowie są różni. System edukacji powszechny
Jak zadbać o najzdolniejszych?
Jak zadbać o niepełnosprawnych?
Programy indywidualne potrzebne dla wszystkich

Edukacja marzeń
Zadania opiekuńcze systemu edukacji
Wychowanie - ważne zadanie szkoły
Edukacja marzeń. Najpierw żłobek i przedszkole
Przyjazna i bezpieczna szkoła podstawowa
Mądry gimnazjalista
Nowoczesne kształcenie zawodowe i ustawiczne
Dobrze przygotowany kandydat na studia
Uczelnie wyższe wpływają na poziom swoich kandydatów

Najważniejsze wyzwania polskiego systemu edukacji
Ze starych kolein na nowe tory. Edukacja przyszłości
Na pomoc szkole
Egzaminy mają wady. Ale bez nich wiedzielibyśmy o szkołach jeszcze mniej
Biznesowy pomysł na e-podręczniki i e-prasę pilnie potrzebny
Wyniki badań edukacyjnych zamiast stereotypów
Oświatowe zadania samorządowe. Zmiany mogą być ewolucyjne

Architektura oświatowa
Budynki za duże
Wnętrza
Architekci czyli marzenia

Nauczyciele - słabość i siła
Nauczyciel autorem lekcji
Iluzja Karty Nauczyciela - przywileje czy raczej wykluczenie
Potrzebne kwalifikacje

Wokół szkoły
Organizacje pozarządowe
Potrzeby rodziców w centrum uwagi
Młodzież




24 marca 2012

Przedszkolak i gimnazjalista - przed nimi ważne wywania

Zarówno przedszkolak inaczej niż kiedyś przygotowujący się do szkoły, jak i gimnazjalista dokonujący wyboru drogi dalszego kształcenia w sposób bardziej przemyślany, dojrzały, to tylko fragmenty większej, przemyślanej całości.

Postrzegamy tradycyjnie szkołę jako zbiór uczniów usadzonych twarzami do tablicy i patrzących w nauczającego nauczyciela, który wszystko wie lepiej i jest jedynym źródłem wiedzy. Zmiany w aranżacji przestrzeni szkolnej oraz wymóg indywidualnego podejścia do rozwojowych potrzeb każdego ucznia przez cały zespół mających z nim do czynienia nauczycieli i specjalistów mogą zmienić tę perspektywę.

Po opisaniu wcześniej różnych trudności na drodzie do edukacji marzeń oraz wyzwań związanych z opieką i wychowaniem na wszystkich etapach systemu oświaty, zajęłam się pokazaniem dwóch bardzo istotnych barier: przestrzennej i mentalnej. Kolejne "odcinki" mojego pisania w naTemat.pl są temu poświęcone:
Uczniowie są różni. Programy indywidualne potrzebne dla wszystkich - 22.03.2012
Uczniowie są różni. Jak zadbać o niepełnosprawnych? - 20.03.2012
Uczniowie są różni. Jak systemowo zadbać o najzdolniejszych? - 19.03.2012
Uczniowie są różni. System edukacji powszechny - 18.03.2012
Kiedy i dlaczego warto, aby dziecko sześcioletnie repetowało przygotowanie przedszkolne zamiast iść do pierwszej klasy? - 15.03.2012
Architektura oświatowa. Architekci czyli marzenia - 11.03.2012
Architektura oświatowa. Wnętrza - 11.03.2012
Architektura oświatowa. Budynki za duże - 9.03.2012

Największym wyzwaniem związanym z indywidualnym podejściem do dzieci jest nowe, zmienione, opisane w wymienionym wyżej tekście, podejście do edukacji przy obniżaniu wieku szkolnego.

Druga bariera mentalna zrobiła się widoczna przy dyskusji o zmianach programowych na poziomie ponadgimnazjalnym. Możliwość dobrego uczenia historii najnowszej również w szkołach zawodowych oraz pogłębiania w liceach wybranych, interesujących nauczyciela i uczniów wątków, bądź systematycznego poszerzenia wiedzy w dużym zakresie dla tych, którzy wybiorą program rozszerzony nie jest dla tradycjonalistów atrakcyjna.

W dyskusji publicznej ważniejsze dla kształtowania patriotycznie nastawionego i rozumiejącego dzisiejszą społeczną rzeczywistość młodego człowieka okazało się trzykrotnie uczenie o piramidach i niepoznawanie dogłębnie historii najnowszej. Tymczasem szkoła dla ucznia atrakcyjna i ciekawa, dająca mu prawo wyboru co do kształtowania swojej drogi edukacyjnej, na ogół będzie dla niego bardziej rozwijająca i skuteczna niż ta odbierana jako przekazująca w jedną stronę, powtarzająca się i nudna.

16 lutego 2012

O wzmocnienie pozycji rodziców w szkole

Z ogromną uwagą wysłuchałam argumentów przedstawianych w debacie o dwóch projektach ustaw zmieniających ustawę o systemie oświaty - poselskim (przedstawiciel wnioskodawców: poseł Kłosowski) i obywatelskim (przedstawicielka: pani Elbanowska). Niestety raczej nie dyskutowano jednak o konkretnych zapisach projektów, ani o ewentualnych konsekwencjach ich przyjęcia, tylko o zupełnie innych sprawach.

Projekt posła Kłosowskiego przyciągnął uwagę większości dyskutantów kuriozalnym terminem wejścia w życie. Naprawdę trudno jest cokolwiek planować w systemie prawnym z aż tak wielkim wyprzedzeniem. Większość posłów musiałaby dożyć 100 lat, żeby zobaczyć skutki tego projektu. W Gdańsku wyobrażamy sobie od paru lat Gdańszczanina 2020, minister Boni widzi Polskę 2030, ale pokusa posła Kłosowskiego, aby dać szansę na zmiany w edukacji bodaj dopiero w roku 2050 jest zaiste zdumiewająca.

Uwaga dyskutujących o projekcie obywatelskim skupiła się z kolei na czarnym obrazie polskiej szkoły namalowanym przez panią Elbanowską. Posłowie dzielili się na tych, którzy znają zupełnie inne szkoły niż wnioskodawcy, widzą jak zmieniają się one, stają się coraz bardziej przyjazne dzieciom, lepiej wyposażone i dobrze opiekujące się dziećmi oraz na tych, którzy głównie widzieli same złe przykłady.

Jeśli nawet niepokój wielu rodziców jest mocno wyolbrzymiony przez własne złe doświadczenia szkolne, obraz medialny tematu i argumenty natury politycznej, trzeba zrobić wszystko, żeby go jak najszybciej rozwiać. Mamy tysiące szkół, setki gmin. Są tam tysiące kompetentnych i oddanych dzieciom nauczycieli. Niestety z pewnością są tam także jacyś niemądrzy czy nielubiący swojej pracy nauczyciele, źle wykonujący swoje zadania i obowiązki dyrektorzy szkół czy wójtowie. Nawet jeśli nie stanowią większości, już kilkanaście takich złych przykładów jest w stanie zapełnić pierwsze strony wszystkich ważnych dla opinii publicznej gazet i pogłębiać lęki rodziców i ich dzieci.

W zapisach projektów trudno znaleźć to, co naprawdę może coś polepszyć. Przecież powrót do zapisów obowiązujących kiedyś, to raczej próba cofnięcia się w czasie, niż faktycznego poprawienia tak krytycznie opisywanego stanu rzeczy. Pozytywnym elementem wśród zgłaszanych propozycji jest na pewno subwencja przedszkolna. Co do niej w Sejmie panuje raczej powszechna zgoda, tylko nie wiadomo kiedy minister finansów otworzy tu zielone światło.

Analizując argumenty projektodawców lub choćby śledząc dyskusje na Facebooku, można dojść jednak do przekonania, że potrzebne są rozwiązania wzmacniające pozycję rodziców wobec dyrektora szkoły lub wójta w tych trudnych sytuacjach, kiedy to czują się szczególnie zaniepokojeni o swoje dzieci.

Przecież wysłanie dziecka rok później do szkoły, jeżeli ona naprawdę źle i nieprzyjaźnie dla dzieci działa, niczego nie poprawi. Do szkoły, której czarny obraz nakreśliła pani Elbanowska, strach posłać również 10-letnie dziecko. Ono też zasługuje na dobre warunki, przyjazne traktowanie, zabawę i opiekę. Jeśli sytuacja gdzieś wygląda aż tak dramatycznie, chyba trzeba wtedy zaangażować się w referendum wymuszające zmianę wójta lub zdecydować się na nauczanie domowe własnego dziecka. Lub właśnie zaproponować wzmocnienie pozycji rodziców w szkole.

13 października 2011

Cztery lata w rządzie – powód do dumy

Cztery lata temu Pan Premier dał mi możliwość podjęcia pracy w rządzie. Starałam się ten czas wykorzystać możliwie najlepiej. Rozpoczęłam swoją pracę jako bezpartyjny, oświatowy i samorządowy ekspert, ze wsparciem politycznym rządzącej koalicji, z dobrze współpracującymi ze mną przez całą kadencję wiceministrami – Krystyną Szumilas z PO i Zbigniewem Włodkowskim z PSL. Unowocześnialiśmy razem polskie szkoły, tak by rzeczywiście uczyły myślenia i przygotowywały do życia we współczesnym świecie. Temu służą nowe programy, upowszechnianie dostępu do przedszkoli, zagwarantowanie wszystkim 5-latkom edukacji przedszkolnej i obniżenie wieku szkolnego. Wprowadziliśmy obowiązkową naukę języka obcego od I klasy szkoły podstawowej oraz drugiego języka od gimnazjum. Przywróciliśmy obowiązek zdawania matematyki na maturze. Modernizujemy kształcenie zawodowe. Pomagamy w stworzeniu przy każdej szkole podstawowej bezpiecznego placu zabaw. Wprowadziliśmy możliwość używania elektronicznych podręczników i dzienników. Podnosząc wynagrodzenia polskich nauczycieli, zobowiązaliśmy ich także do indywidualnego podchodzenia do potrzeb uczniów, odkrywania i rozwijania ich zdolności, pomagania w przezwyciężaniu trudności.

Jesteśmy w drodze do zbudowania szkoły atrakcyjnej i ciekawej, przeplatającej naukę z zabawą w szkole podstawowej, w gimnazjum i liceum proponującej uczniom współdziałanie, wybieranie tematów prac projektowych, wiele rodzajów zajęć i przedmiotów do wyboru, w szkołach zawodowych kształcenie w faktycznych warunkach przyszłego miejsca pracy. Miejsca do zabawy w każdej szkole podstawowej są tylko symbolem tej zmiany. Myślę, że tak samo potrzebny jest jeszcze program wyposażania gimnazjów i liceów w nowoczesne urządzenia i laboratoria do prowadzenia doświadczeń i obserwacji przyrodniczych. Ważne jest, żeby uczeń szedł do szkoły z przyjemnością, czuł, że odkrywane są jego talenty, że się rozwija, był nagradzany za robiony postęp. Nauczyciele przestali już być jedynym źródłem wiedzy, powinni raczej stawać się mądrymi przewodnikami po świecie wiedzy i dbać o czynienie nauki ciekawą, stymulującą w rozwoju. Cieszę się z tego, że po czterech latach rządząca koalicja została pozytywnie oceniona przez wyborców.

W trakcie kampanii wyborczej miałam okazję docenić pracę parlamentarzystów, których często długoletnie więzi ze swoimi wyborcami są nie do przecenienia. Zaproszenie do kandydowania otrzymałam dość późno. Dopiero w ostatnich tygodniach kadencji trochę więcej czasu przeznaczyłam na kontakty z potencjalnymi wyborcami, przyjmując różne zaproszenia z okręgu wyborczego. Zaś przez ostatnie lata większość czasu spędzałam w Warszawie, zajmując się wieloma trudnymi sprawami. Żadnego porównania z pracą tych, którzy od lat są nastawieni na budowanie więzi z wyborcami. Kolejne lata na pewno postaram się spędzić bliżej mieszkańców Pomorza, którym serdecznie dziękuję za zaufanie. Wiem jednak, że kontynuowanie tego, co zostało przygotowane w edukacji ma głęboki sens. Moja wiedza i doświadczenie jest nadal do dyspozycji, również w parlamencie.

Nasza czteroletnia praca przyniesie efekty dopiero po latach. Jak zmiany w edukacji są postrzegane i oceniane przez obywateli, zależy także od tego, jak pracują lokalne samorządy, które są ważnym partnerem rządu w realizowaniu zadań oświatowych. Na przykład ustalanie wysokości opłat za przedszkola czy wdrażanie obniżania wieku szkolnego można zaplanować i prowadzić spokojnie, bez społecznych niepokojów. Jednym samorządom się to bardzo dobrze udaje, innym nie. Bezpośrednio znam wiele, i pozytywnych, i negatywnych przykładów. Klucz do sprostania wyzwaniom edukacyjnym znajduje się właśnie w samorządzie. Trzeba przeprowadzić zmiany prawne pomagające samorządom i szkołom lepiej realizować różne swoje zadania. Założenia bardziej efektywnego systemu wspomagania szkół oraz oceny pracy szkół są przygotowane. Badania monitorujące wprowadzane zmiany oraz analizujące czas pracy i zadania nauczycieli są prowadzone. Na pewno w oparciu efekty tego monitorowania, o fakty i dane, potrzebne będą jeszcze pewne korekty prawa oświatowego. Kierunek unowocześniania polskiej szkoły jednak został przyjęty i – pewnie jeszcze z tymi potrzebnymi korektami po drodze, krok po kroku – ten plan będzie można przez kolejną kadencję kontynuować. Wiem, że bywało trudno, że w trosce o dzieci szczególnie uważnego monitorowania i korygowania wymagają jeszcze warunki obniżania wieku szkolnego w poszczególnych gminach. Jestem jednak pewna, że jeśli kierunek zmian zostanie utrzymany, to po latach absolwenci polskich szkół będą lepiej przygotowani do pracy i do studiowania. Będziemy także w każdym dziecku wcześniej odkrywać i dobrze rozwijać jego talenty. Dziękuję wszystkim, którzy mi w mojej pracy przez cztery lata pomagali.

4 października 2011

O sześciolatku raz jeszcze

Dziękuję wszystkim rodzicom, którzy w ostatnich dniach pisali do mnie i rozmawiali ze mną o różnych trudnych sytuacjach, jakie napotykali w szkołach swoich dzieci. Mamy około 14 tysięcy szkół podstawowych. Wskazano mi przykłady słabych dyrektorów szkół i samorządów, które nie zaplanowały nawet powiększenia stanu bazy oświatowej pomimo kilkukrotnego wzrostu liczby mieszkańców w danym rejonie. Może statystycznie nie jest tych przykładów tak dużo – zdecydowana większość szkół radzi sobie z zadaniem obniżania wieku szkolnego dobrze – ale każde dziecko, któremu grożą złe warunki edukacji, zasługuje na uwagę.

Propozycja rządu, aby wydłużyć okres przejściowy o rok to pomysł na te trudne sytuacje. Szkołom i samorządom damy czas na lepsze przygotowanie się na przyjęcie młodszych uczniów m.in. poprzez skorzystanie z finansowej pomocy rządu. Z drugiej strony, w roku 2012 liczę na znacznie większy niż w tym roku odsetek 6-latków w szkołach podstawowych. Nie ma żadnego sensu na siłę opóźniać rozpoczynania nauki przez dzieci tam, gdzie wszystko zorganizowano i przygotowano dobrze. Jeśli są miejsca zabaw, krzesła i stoły dostosowane do wzrostu dzieci, prawidłowo zorganizowana opieka świetlicowa, to o resztę jestem spokojna. Polscy nauczyciele na ogół mają dobre kwalifikacje, umieją indywidualnie podchodzić do potrzeb dzieci i do tego mają wiele serca do najmłodszych uczniów. O nauczycielach nawet ci bardzo rozżaleni na różne trudne sytuacje rodzice na ogół piszą i mówią dobrze.

Jestem za przyznaniem rodzicom prawa do wnioskowania o odwołanie dyrektora szkoły w wypadkach, kiedy uważają, że bezpieczeństwo dzieci w szkole nie jest zapewnione. Każdy taki przypadek powinien być wnikliwie analizowany przez nadzór pedagogiczny i powinny być wyciągane odpowiednie konsekwencje. Gmina po gminie i szkoła po szkole w najbliższym czasie sprawdzimy stan szkół i zaproponujemy rozwiązania odpowiednie do sytuacji. Możemy udzielić wsparcia finansowego, pokazać dobre wzory, aktywizować rodziców, czy w ostateczności ukarać tych, którzy zaniedbali swoje podstawowe obowiązki. Niech obniżanie wieku szkolnego stanie się w końcu impulsem do uczynienia szkoły podstawowej lepiej troszczącą się o dzieci.

Zmiany dotyczą także moich wnuczek, mam je trzy, a najstarsza ma 5 lat. Uważam, że nowe programy są dostosowane do potrzeb dzieci (szkolne i przedszkolne), a zmiana jest dobra dla ich rozwoju. Jednak oczywiście trzeba dołożyć wielkich starań, żeby wszystko miało jak najsprawniejszy i bezpieczny dla dzieci przebieg.


 

Oto treść oficjalnego komunikatu ze strony MEN:

Informacje przychodzące od rodziców i samorządów pokazują, że większość szkół podstawowych w Polsce jest już przygotowanych na przyjęcie 6-latków. Są jednak szkoły niegotowe na tę cywilizacyjną zmianę. Aby umożliwić wszystkim samorządom dobre przygotowanie się, należy o rok wydłużyć okres, w którym to rodzice podejmują decyzję o rozpoczęciu edukacji szkolnej dzieci sześcioletnich. Taka propozycja zostanie przedstawiona nowemu Parlamentowi:

  • Wszystkie sześciolatki podejmą naukę w szkole od września 2013 roku.
  • Od września 2012 roku wszystkie pięciolatki, tak jak obecnie, będą korzystały z edukacji przedszkolnej.
  • Od września 2012 roku każde dziecko sześcioletnie, które na podstawie decyzji rodziców nie pójdzie do I klasy, tak jak obecnie, będzie kontynuować edukację przedszkolną w sposób dostosowany do jego potrzeb rozwojowych.

Od września 2012 roku nastąpi z pewnością dalszy wzrost liczby sześciolatków rozpoczynających naukę w szkołach podstawowych. Podjęcie decyzji o zapisaniu dziecka do pierwszej klasy ułatwia rodzicom przekazana przez nauczyciela przedszkola informacja o poziomie przygotowania dziecka do edukacji szkolnej. Natomiast informacje o oferowanych warunkach nauki i opieki w szkole podstawowej rodzice uzyskują od samorządu gminnego i dyrektora szkoły podstawowej. Rodzice także mają prawo wpływać na przyjmowane w szkole rozwiązania organizacyjne dotyczące edukacji ich dzieci. Warto, aby zawczasu z tego prawa korzystali.

Proces wprowadzania obniżenia wieku obowiązku szkolnego powinien przebiegać jak najsprawniej. Dlatego nadzór pedagogiczny będzie monitorował współpracę władz samorządu gminnego z rodzicami dzieci i zachęcał do skorzystania z programów i środków rządowych przeznaczonych na wspomaganie tej zmiany.

15 września 2011

Sześciolatki w I klasie

Cieszę się, że jest tak wielu rodziców, którzy tak jak ja przejmują się stanem szkół w kontekście obniżenia wieku obowiązku szkolnego. Szkoły muszą być dobrze przygotowane na przyjęcie dzieci nie tylko 6-letnich, ale i starszych, bo 7-latek czy 8-latek też zasługuje na dobre warunki, miejsca do zabawy, dobrą opiekę i bezpieczeństwo. Dzięki wspólnym staraniom rodziców, samorządu i rządu udało się już 87% szkół wyposażyć w szkolne miejsce zabaw.

To gmina odpowiada za przygotowanie i prowadzenie szkół. Rząd przeznaczył ponad 3 miliardy złotych na wsparcie tej zmiany. Osobiście wiele razy spotykałam się z samorządowcami. Informowałam o możliwościach finansowego wsparcia, o warunkach jakie mogą stworzyć dzieciom. Dlatego znam przykłady samorządów wzorowo i odpowiedzialnie podchodzących do nowego zadania, które umiały z tych funduszy i możliwości skorzystać i teraz rodzice posyłają tam z ufnością swoje 6-latki do pierwszej klasy. Gdyby tak było wszędzie, nie miałabym obaw. Podzielam troskę o jak najszybsze poprawienie warunków nauki i opieki nad najmłodszymi uczniami w każdej polskiej szkole. Bez obniżania wieku szkolnego trudniej byłoby tę poprawę osiągnąć.

Rodzice wybrali w roku 2011 pierwszą klasę dla około 23,6% uprawnionych dzieci sześcioletnich (na podstawie danych z 2262 gmin), od 0% (w 96 gminach, na ogół małych) do 100%, na przykład w wypadku Dzierżoniowa (70 dzieci, woj. dolnośląskie) i Łęczycy (53 dzieci, woj. łódzkie).

Niestety jest 212 samorządów (mniej niż 10%), które nie podjęły nawet pieniędzy na wyposażenie szkolnych miejsc zabaw z programu Radosna Szkoła, gdzie nie był wymagany żaden wkład własny.

Mam przekonanie, że wcześniejsze rozpoczynanie edukacji jest dobre dla rozwoju dzieci, jednak musi odbywać się w dobrych warunkach. Każdej szkole i gminie, w której nie umiano dotychczas skorzystać z różnych programów wsparcia tej zmiany, zostanie udzielona dodatkowa informacja i podane przykłady dobrych praktyk. Żeby nie okazało się, że niektórzy umieszczą dzieci na dwie zmiany w piwnicy, zasłaniając się brakiem możliwości.

Dlatego, jeśli - po otrzymaniu pełnych danych w listopadzie z Systemu Informacji Oświatowej - potwierdzą się te wstępnie zebrane liczby, uważam, że warto rozważyć rozłożenie obowiązku na dwa lata. Proponowałabym wtedy, aby w roku szkolnym 2012/2013 obowiązek szkolny objął dzieci urodzone w 2005 roku i sześciolatki urodzone do końca sierpnia 2006 roku, zaś rodzice dzieci urodzonych od września 2006 roku mieli wybór. W roku szkolnym 2013/2014 obowiązek szkolny niech obejmuje już wszystkie sześciolatki urodzone w roku 2007 i od września 2006 roku. Poza tym byłaby utrzymana możliwość przyspieszania i opóźniania rozpoczynania realizowania obowiązku szkolnego na wniosek rodzica poparty opinią poradni. W oparciu o te dane, które dotychczas udało się zebrać, takie rozwiązanie byłoby według mnie optymalne.

Większe miasta, dane orientacyjne z września 2011:

Wrocław – 26,9% sześciolatków ogółem w klasach pierwszych

Bydgoszcz – 19,3% sześciolatków ogółem w klasach pierwszych

Toruń – 15,9% sześciolatków ogółem w klasach pierwszych

Lublin – 21,4% sześciolatków ogółem w klasach pierwszych

Gorzów – 16,9% sześciolatków ogółem w klasach pierwszych

Zielona Góra – 41,5% sześciolatków ogółem w klasach pierwszych

Łódź – 20,0% sześciolatków ogółem w klasach pierwszych

Kraków – 27,0% sześciolatków ogółem w klasach pierwszych

Warszawa – 38,8% sześciolatków ogółem w klasach pierwszych

Opole – 30,8% sześciolatków ogółem w klasach pierwszych

Rzeszów – 14,8% sześciolatków ogółem w klasach pierwszych

Białystok – 17,0% sześciolatków ogółem w klasach pierwszych

Gdańsk – 31,5% sześciolatków ogółem w klasach pierwszych

Gdynia – 57,2% sześciolatków ogółem w klasach pierwszych

Sopot – 45,2% sześciolatków ogółem w klasach pierwszych

Słupsk – 27,7% sześciolatków ogółem w klasach pierwszych

Katowice – 15,5% sześciolatków ogółem w klasach pierwszych

Kielce – 21,6% sześciolatków ogółem w klasach pierwszych

Olsztyn – 32,0% sześciolatków ogółem w klasach pierwszych

Poznań – 34,4% sześciolatków ogółem w klasach pierwszych

Szczecin – 27,9% sześciolatków ogółem w klasach pierwszych

Koszalin – 14,0% sześciolatków ogółem w klasach pierwszych


 

3 września 2011

Zobacz, jak zmienia się szkoła

W naszym otoczeniu funkcjonuje szereg szkół, które znamy od lat (do których chodziliśmy sami, do których chodziły nasze dzieci). Warto odwiedzić te szkoły po latach i zobaczyć czy i jak się zmieniają. Co dobrego robią dla tych szkół ich gospodarze – samorządowcy.

W Szkole Podstawowej nr 1 w Sopocie, gdzie inaugurowałam 1 września rok szkolny, i którą znam bardzo dobrze jako matka sprzed lat, gdyż ją kończyli kiedyś moi synowie, zmodernizowano wyposażenie klas, już rok temu powstał plac zabaw z "Radosnej Szkoły", a w tym roku nowoczesne boisko. I, co najważniejsze, dalej są tam nauczyciele bardzo serdecznie podchodzący do uczniów (relacja ze zdjęciami jest dostępna na stronie MEN i także w Dzienniku Bałtyckim).

Przy Szkole Podstawowej nr 3 w Pruszczu Gdańskim, która wczoraj obchodziła swoje 50. urodziny w ostatnich latach zmodernizowano basen, zbudowano "Orlika" i buduję się plac zabaw "Radosnej Szkoły". Do tego panuje niepowtarzalna atmosfera i lubią do niej wracać dziesiątki znamienitych absolwentów, a wśród nich sam burmistrz, Janusz Wróbel (poniżej dziękujemy razem pani dyrektor za świetną, wieloletnią pracę).

Przy okazji, także w Pruszczu, zobaczyłam pięknie zmodernizowany budynek, w którym umieszczono ośrodek rewalidacyjny dla dzieci niepełnosprawnych.

A nieopodal w Wiślinie, gdzie jeszcze do niedawna opisywano niedobre warunki nauki dla dzieci, wybudowano całkiem nowy obiekt, w którym dzieci aż rozpiera duma, że mają teraz tak ładnie. Obok trwa modernizacja części starego obiektu, który ma zostać połączony z tym nowym. Pani wójt Magdalena Kołodziejczak buduje już kolejną szkołę (całkiem niedawno wybudowano na terenie tej samej gminy dwa inne piękne obiekty szkolne - w Rotmance i Straszynie).


Rozbudowy i modernizacje budynków szkolnych, basenów, powstawanie nowych lub zmodernizowanych boisk i placów zabaw – to dzieje się w bardzo wielu miejscach. A do tego wchodzą nowe programy, metody pracy. Cały Sopot właśnie przeszedł na dzienniki elektroniczne. Pewnie za kilka lat w codziennym użyciu będą też elektroniczne podręczniki.

Wyżej piszę o znanych mi działaniach samorządowców: prezydenta, burmistrza i wójta, modernizujących swoje szkoły. To, co obecnie najpilniejsze – tworzenie dobrych warunków wszystkim najmłodszym – będzie w najbliższym roku szkolnym nadal realizowane. Każdy z nas może sprawdzić na naszej mapie, czy jego burmistrz, wójt, prezydent, skorzystał już z czekających na niego środków na zakup zabawek dydaktycznych, na utworzenie szkolnych miejsc zabaw. Jeśli nie, przypomnijmy mu, że ma taką możliwość i że żaden wkład własny nie jest tu wymagany, środki może otrzymać z MEN, wystarczy tylko wypełnić wniosek (kolejny termin mija w październiku!). Cieszę się z jednej strony, że w 77% szkół te miejsca zabaw już są, ale dzieci z pozostałych 23% też na nie zasługują. Niech najbliższy rok szkolny będzie rokiem, w którym zatroszczymy się o każdą szkołę.

31 sierpnia 2011

Nieporozumienia czyli jak zorganizować doradztwo w przedszkolach i w gimnazjach

W ostatnich dniach, w przededniu nowego roku szkolnego, jestem przepytywana o to, co nowego może się w szkołach w najbliższych dniach zdarzyć.

Osobiście dla mnie bardzo ważne są dwa zagadnienia dotyczące pomocy psychologiczno-pedagogicznej. Jesteśmy na początku drogi zorganizowania naprawdę dobrej pomocy każdemu dziecku. Ale od czegoś trzeba zacząć. Każde dziecko kończące edukację przedszkolną ma być odpowiednio przygotowane do szkoły. Rodzice już kolejny rok (tego wymagają nowe programy) na wiosnę otrzymują informacje, co jest mocniejszą, a co słabszą stroną ich dziecka. Jeśli coś wzbudza wątpliwości, przedszkole kieruje do specjalistów z poradni, doradza rodzicom rok dłużej w przedszkolu. Nauczyciel przedszkola jako "lekarz pierwszego kontaktu", mający za zadanie wychwycić jak najwcześniej ewentualne deficyty rozwojowe dziecka i w razie potrzeby doradzający kontakt ze specjalistami, wydaje się nam wiarygodny, zaś możliwość – po zasięgnięciu opinii tych specjalistów – wysłania dziecka rok później do szkoły gdy rozwija się wolniej, a rok szybciej, gdy jest odwrotnie, także chyba dość jasna. Wierzymy w kompetencje naszych pań (bo najczęściej jednak to są panie!) z przedszkoli.

Dlaczego zatem mało wiarygodni wydają się opinii publicznej jako ci sami "lekarze pierwszego kontaktu" nauczyciele gimnazjów? Wraz z objęciem przez nową podstawę programową całego gimnazjum – a nastąpi to z początkiem nowego roku szkolnego – gimnazjum otrzymuje zadanie zajmowania się doradztwem edukacyjno-zawodowym. Związkowcy natychmiast policzyli. Uważają, że trzeba tysiące nowych etatów. Natomiast ja odpowiadam: potrzeba przede wszystkim zdrowego rozumu! Jako nauczycielka matematyki w gimnazjum mam wystarczające kwalifikacje, żeby powiedzieć swoim uczniom, czy ich dotychczasowa wiedza i umiejętności dobrze rokuje, jeśli chodzi o poradzenie sobie w klasie z rozszerzonym programem matematyki w liceum lub technikum. Z pewnością nauczyciel historii czy języka angielskiego zna odpowiedź na to samo pytanie, dotyczące jego przedmiotu. Jest także w gimnazjum nauczyciel zajęć technicznych oraz nauczyciel chemii, fizyki. Oni widzą, czy nasz podopieczny zdradza jakieś zainteresowania techniczne, konkretne predyspozycje do podjęcia jakiegoś rodzaju kształcenia zawodowego. Zazwyczaj wiedzą też jakie profile klas czy zawody mają w swojej ofercie najbliższe szkoły, których na ogół jest jedynie kilka do wyboru. Duże miasta, gdzie ten wybór jest trochę większy, najczęściej prowadzą jakieś szersze działania informacyjne – przygotowują poradniki dla gimnazjalistów, organizują targi szkolne czy tworzą specjalne strony internetowe informujące o ofercie szkół ponadgimnazjalnych na danym terenie.

Czy postawienie przed nauczycielami klasy gimnazjalnej oczekiwania, żeby się raz na jakiś czas spotkali i porozmawiali o predyspozycjach swoich uczniów, pomyśleli o nich, jak im pomóc odnaleźć się na dalszej ich drodze edukacyjnej, jest naprawdę przekraczające ich możliwości? Przeciętne polskie gimnazjum liczy około 200 uczniów, a w oddziale jest ich średnio 23. Czyli pewnie ma 3 klasy III, w których łącznie ma około 70 uczniów. Klasy te mają swoich wychowawców, odpowiedzialnych za organizowanie współpracy pomiędzy uczącymi tam nauczycielami, najczęściej jest też pedagog szkolny, w pobliżu poradnia psychologiczno-pedagogiczna opiekująca się szkołą, a w poradni (czasem także i w samym gimnazjum) na ogół również ktoś, mający odpowiednie przeszkolenie w zakresie doradztwa edukacyjno-zawodowego. Wydaje się również, że ten specjalista z poradni mógłby jedną godzinę poświęcić na spotkanie z każdą z klas, mówiąc coś więcej o możliwościach dalszej edukacji, które mają uczniowie w najbliższej okolicy, proponując także jakieś testy zainteresowań. Zakładając, że jest w szkole nawet więcej niż kilka "trudnych przypadków", na pewno opisana wyżej praca to niekoniecznie dodatkowy etat dla szkoły, tylko raczej lepsze zagospodarowanie tych godzin, które i tak do zagospodarowania są. Wśród tych przykładowych 70 uczniów najczęściej jest 10 dyslektyków (średnio występuje ich 12-13%), którym już nie trzeba poświęcać każdemu przynajmniej 2 godzin pracy na kolejne badanie, żeby wystawić opinię. Opinia ze szkoły podstawowej pozostaje ważna. Mamy tu więc do zagospodarowania jeszcze zaoszczędzone w ten sposób dodatkowo 20 godzin pracy specjalistów z poradni. A każdy z nauczycieli gimnazjalnych oprócz swoich 18 godzin pensum dydaktycznego, ma obowiązek przez przynajmniej 2 godziny w tygodniu poświęcać czas swoim uczniom w sposób bardziej zindywidualizowany. Jako dyrektor takiego przeciętnego gimnazjum w ciągu jednego spotkania z nauczycielami uczącymi najstarszą klasę, jestem w stanie zaplanować, czy zebraniem od nauczycieli informacji o predyspozycjach uczniów danej klasy zajmie się raczej wychowawca czy pedagog szkolny, kto z nich jest w stanie w ciągu najbliższego miesiąca czy dwóch odbyć rozmowę z każdym uczniem klasy o jego planach i zainteresowaniach, którzy z tych uczniów są szczególnie "trudnymi przypadkami" i wymagają być może kontaktu ze specjalistą z poradni.

Jeśli szkoła jest większa niż przeciętnie, najczęściej ma też zatrudnionych specjalistów, więcej kadry kierowniczej, jeśli mniejsza, specjalistów może być mniej, ale za to środowisko mniejsze, wszyscy lepiej się znają i zadanie jest jeszcze logistycznie łatwiejsze. Znam szkoły, które robią to z powodzeniem od lat.

Chcę, żeby doradztwo edukacyjno-zawodowe było obecne również tam, gdzie dotychczas nikt o tym nie myślał. Chcę, żeby naprawdę nauczyciele pomyśleli razem przez chwilę o każdym swoim uczniu. Niech nasz gimnazjalista traktuje swój dalszy los poważnie i idzie do szkoły ponadgimnazjalnej po solidnym zastanowieniu się, do czego ma talent. Wtedy na następnym etapie będzie łatwiej ten świadomy wybór podtrzymywać, motywować do nauki i talent rozwijać.

10 lipca 2011

O szkołach w wakacje

W tym tygodniu, zaraz po mojej poniedziałkowej wypowiedzi, proszącej o sygnały, które szkoły powinny się zmienić, stosownie do potrzeb dzieci i rodziców, otrzymałam dwa listy wskazujące konkretne przykłady z dużych miast. W piątek jeszcze przeczytałam w Dzienniku Bałtyckim (dodatek Trójmiasto), jak pracują nad tym właśnie w Trójmieście. Z relacji dziennikarki wynika, że Sopot meldował dobry stan przygotowania szkół już rok temu, w Gdyni w tym roku w wakacje odbywa się szereg remontów poprawiających stan szkół podstawowych pod kątem dzieci (również tych starszych), zaś w Gdańsku (gdzie jest najwięcej szkół) także się coś działo i dzieje na ten temat, ale pewnie jeszcze niektóre działania trzeba będzie planować też za rok.

Sześciolatki zmobilizowały samorządy do poprawiania stanu bazy oświatowej, która przecież przyjazna i kolorowa powinna być także pod kątem dzieci trochę starszych. Z pewnością nie uda się wymienić wszystkich mebli w całym kraju na nowe (co postuluje jedna z moich korespondentek). Jednak szkolne miejsca zabaw, wyposażone z programu Radosna szkoła, ma już ponad 80% szkół. Szkoła w Nasutowie, którą odwiedziłam niedawno, również ma takie miejsce (jest ono na pierwszym zdjęciu), zaś meble ma, i starsze, i nowsze. Jednak robi wrażenie miejsca przyjaznego, trochę domowego. Pewnie łatwiej o taką domową atmosferę w małej wiejskiej szkole. Mniejszym samorządom, z reguły mającym jedynie kilka szkół (Sopot to także małe miasto, jeśli chodzi o liczbę szkół i dzieci), łatwiej jest wszystko zaplanować i także słuchać całkiem bezpośrednio głosów rodziców.

To początkowe i końcowe fragmenty z tych dwóch listów, o których piszę i za które bardzo dziękuję – opisane są w nich problemy konkretnych, wielkomiejskich, znanych autorkom szkół:

Witam Panią serdecznie, słuchałam dziś Panią minister na konferencji z wielką uwagą i zaangażowaniem, gdyż sama jestem matką dziecka 6-letniego i zgodnie z sugestią Pani podaję informację o szkole, która pomimo ustawicznych modernizacji nie ma pieniędzy na jak to mówi Pani kolorową, radosną szkołę. (…) Sam pomysł uważam za trafny, gdyż wszystkie dzieci powinny mieć równe szanse, ale pod warunkiem, że szkoły są do tego przygotowane - wszystkie szkoły.


Szanowna Pani, myślę, że wiele osób już do Pani napisało. Mieszkam w dużym mieście, ale także obawiam się wejścia mojej bardzo wrażliwej córki do szkoły w wieku 6 lat. (…) Życzę więcej empatii i powodzenia we wprowadzaniu reformy.

Wydaje się, że szczególnie sytuację w dużych miastach musimy monitorować bardzo uważnie. Tam często szkoła wydaje się dzieciom i rodzicom wielka, daleka i anonimowa. I nawet jeśli się zmienia, zyskuje lepsze wyposażenie i przyjazną atmosferę, trudniej z tą informacją dotrzeć do rodziców, przekonać ich do zaufania nauczycielom, ich kompetencjom. To od kompetencji nauczycieli przede wszystkim zależy, czy nasze dzieci będą się w szkołach dobrze czuły, czy zyskają odpowiednią opiekę (bez dobrych nauczycieli najlepsze meble nie pomogą!).

Cieszę się z jednego, że nawet moje dwie korespondentki z wielkich miast, skarżące się na stan bazy konkretnych szkół, piszą w swoich listach o dobrych nauczycielach w tych szkołach, podchodzących do swojej pracy z zaangażowaniem. Postaram się dopilnować, żeby w tych konkretnych wymienionych w ich listach szkołach, przynajmniej do 1 września 2012 roku, warunki pracy się poprawiły.

I jeszcze na zakończenie list – uczniowski głos o tym, że są uczniowie, którzy lubią szkołę i chętnie spędzaliby w niej czas również w wakacje, bo to dla nich najciekawszy sposób spędzania czasu.

Chciałabym, żeby w całej Polsce powstała wakacyjna szkoła, wiem, że może być to pomysł dziwny, bo jak wiadomo, dzieci nienawidzą szkół, jednak czuję, że nie jestem na 100% jedyną taką osobą, która lubi szkołę, może przecież być ich więcej. Chcę, aby Pani może przemyślała tą propozycję. Ja niestety nie mam pieniędzy, żeby sobie pojechać na wakacje, a mi się niestety w wakacje nudzi, a szkoła byłaby najlepszym moim pomysłem.

Wiele samorządów organizuje akcje typu półkolonie czy lato w mieście. Ten list wskazuje, że warto upowszechniać te praktyki. Przed wakacjami chociaż pokazujmy w szkołach, gdzie jest najbliższa biblioteka publiczna i co ma do zaproponowania ciekawego dla naszych uczniów (gdy jako dziecko spędzałam wakacje w domu bardzo dużo czytałam). Proponujmy coś dzieciom niewyjeżdżającym na wakacje. Wielu dzieciom w domu jest nudniej niż w szkole…

8 sierpnia 2010

Ministrowie edukacji ostatniego dwudziestolecia

Akurat tak się złożyło, że w bardzo poruszającym i wzruszającym dniu zaprzysiężenia Pana Prezydenta Rzeczpospolitej zostałam najdłużej urzędującym ministrem edukacji w III Rzeczpospolitej. Dziękuję wszystkim, którzy mi w pełnieniu tej roli pomogli, podejmując się różnych ważnych zadań, współpracując ze mną na różnych etapach mojej pracy w ministerstwie. Doradcy, wiceministrowie, eksperci, osoby podejmujące się kierowania realizacją projektów systemowych. Do tego praca wielu urzędników coraz lepiej identyfikujących się z wprowadzanymi zmianami i coraz lepiej zorganizowanych.

Tymczasem patrząc na liczbę dni, przez jaką było dane pracować kolejnym ministrom edukacji, nawet zakładając, że wszyscy oni mieli dobrą wolę działania w interesie jakości polskiej edukacji, łatwo zauważyć, że nie wszyscy mieli szansę przygotować i wdrożyć cokolwiek. Proces przygotowywania prawa jest niestety długotrwały, prawo oświatowe bardzo złożone, a efekty ewentualnych zmian przychodzą dopiero po latach.



Mamy w naszym kraju nie tylko władze centralne, ale także samorządowe. W tych wszystkich samorządach, w których wyborcy, zadowoleni z aktywności lokalnych radnych, wójtów, burmistrzów czy prezydentów, wybierali ich kilkakrotnie – powtórnie, widać, ile można zrobić zarządzając przez czas dłuższy. Tam, gdzie władza się zmieniała, na ogół narastały problemy i niezadowolenie. Znam jednak wiele samorządów bardzo konsekwentnie, przez wiele lat inwestujących w edukację i dumnych z osiąganych efektów.

W edukacji szczególnie potrzebna jest ciągłość i konsekwentne zarządzanie. Na skutki zmian czeka się wiele lat. Dlatego trzeba stwierdzić, że z każdym dniem konsekwentnej pracy naszego rządu rośnie również szansa na stopniowe uporządkowanie prawa oświatowego. Zawsze spotkam i takich, którzy uważają, że zmieniamy za mało, wskazują kolejne rozporządzenia wymagające korekt, jak i takich, którzy powiedzą, że zmieniamy za dużo i za szybko. Tymczasem pracujemy w sposób bardzo wytężony, w takim tempie, na jakie pozwalają różne okoliczności. Pewnie czeka nas jeszcze przynajmniej parę miesięcy pracy i sporo lat czekania na jej efekty.

Zarządzaniem edukacją – na różnych szczeblach – zajmuję się od 1989 roku. Zastanowiłam się, co istotnego i pozytywnego zapamiętałam z efektów pracy moich poprzedników.

W kolejnych trzech pierwszych rządach za edukację odpowiadała wiceminister Anna Radziwiłł i chyba przede wszystkim temu, że pomagała ona kilku kolejnym ministrom, zawdzięczamy nową – do dziś obowiązującą, z wieloma późniejszymi zmianami – Ustawę o systemie oświaty (z dnia 7 września 1991 roku). Myślenie o przygotowaniu tej ustawy z pewnością zaczęło się na samym początku pracy rządu Mazowieckiego, ale jak widać zajęło dwa lata – ustawa weszła w życie 25 października 1991 roku.

Za rządu Hanny Suchockiej wiceministrami zajmującymi się edukacją byli Kazimierz Marcinkiewicz i Anna Urbanowicz. Pamiętam, że za ich czasów nastąpiło lepsze opisanie w prawie oświaty niepublicznej i podjęte zostały również systematyczne zorganizowane kontakty z reprezentantami tego środowiska oraz zapamiętałam też to, że mieli oni całkiem interesujące pomysły na zmiany w statusie nauczycieli, których jednak nie zdążyli już wdrożyć w życie.

Za ministra Wiatra organizowane i finalizowane były – dość profesjonalnie i kompleksowo – prace nad podstawą programową, jednak żadne prawo na ten temat nie zdążyło być przyjęte.

Reformy rządu Jerzego Buzka – realizowane przez ministrów Handkego (tego do niedawna najdłużej urzędującego ze wszystkich ministrów edukacji) i Wittbrodta z wiceministrami Dzierzgowską i Książkiem oraz, tym razem w roli doradczyni, Anną Radziwiłł – zapamiętali chyba wszyscy. Po dziesięciu latach wyniki badań PISA pokazały, że dzięki tym zmianom nasi piętnastolatkowie lepiej rozumują. Nie dowiemy się, jakie efekty uzyskiwałaby nasza starsza młodzież, gdyby ten plan został wdrożony do końca. Ani planowanej wówczas obowiązkowej matury z matematyki, ani zmian przygotowywanych w kształceniu ponadgimnazjalnym, nie udało się już wprowadzić.

Minister Łybacka wprowadziła obowiązkowe przygotowanie przedszkolne sześciolatków, które miało być tylko krótkim etapem przejściowym do obniżenia wieku szkolnego, czego już nie zdążyła zrobić. Ten etap przejściowy dający programowo, obowiązkowo, prawie to samo sześciolatkom i jeszcze raz siedmiolatkom trwał aż do września 2009 roku.

Teraz ustawowo mamy sześciolatka, upowszechniamy edukację przedszkolną, mamy także maturę z matematyki dla wszystkich, przygotowujemy prawo, które ma spowodować bardziej indywidualne podejście do potrzeb uczniów, nowe egzaminy gimnazjalne i uporządkowanie sposobu edukacji na etapie ponadgimnazjalnym, a także edukacji dla Polaków za granicą. Ciekawe, ile jeszcze zdążymy i co się da zapamiętać po latach jako istotne z tej ponad setki wprowadzonych już rozporządzeń.

21 grudnia 2009

System Informacji Oświatowej

Pracujemy nad nową ustawą o Systemie Informacji Oświatowej. O tym, jak bardzo potrzebne są aktualne informacje w oświacie, najlepiej świadczą tegoroczne przygody z danymi dotyczącymi pięcio- i sześciolatków.

Dane w obecnie funkcjonującym SIO są przekazywane (oraz scalane i weryfikowane na poszczególnych etapach) w określonych ustawowo terminach: ze szkoły do organu ją prowadzącego, z organów do kuratorium, z kuratoriów do MEN, z MEN do GUS. Ociężałość obecnego systemu jaskrawo uwidacznia fakt, że dopiero od kilku dni w ministerstwie dysponujemy danymi z września tego roku. W listopadzie najaktualniejsze dane dotyczące liczby uczniów, przedszkoli, szkół, nauczycieli, jakimi dysponowaliśmy przy pomocy SIO, pochodziły z… września 2008 roku. Aby odpowiadać na pytania ilu właściwie sześciolatków poszło do klas pierwszych od września 2009, ilu pięciolatków jest objętych wychowaniem przedszkolnym, itp. itd., staraliśmy się zbierać dane bezpośrednio od kuratoriów i od jednostek samorządu terytorialnego. Każda z tych dróg dawała zupełnie inne liczby, ich wiarygodność pozostawiała sporo do życzenia.

Obecnie dostępne na rynku technologie pozwalają zbierać dane dużo nowocześniej. Nowy projekt ustawowy zakłada, że dane w SIO2 (tak roboczo nazywamy zmodernizowany system) będą pochodziły sprzed tygodnia, a nie sprzed roku (najpóźniej po tygodniu będzie należało zaktualizować w systemie dane dotyczące uczniów, nauczycieli, szkół i placówek oświatowych).

Finanse na edukację planujemy zawsze zgodnie z danymi z SIO. Dopóki SIO nie będzie faktycznie zliczało każdego ucznia w sposób bezpośredni, również tam możliwe będą przekłamania. Wydaje się możliwe, że nowy system zbierania danych da trochę mniejszą liczbę uczniów ogółem. Każdego dnia zachodzą bowiem zmiany – uczniowie zmieniają z przyczyn losowych szkoły, przedszkola, wyjeżdżają za granicę. Jeśli podajemy tylko dane zbiorcze, istnieje prawdopodobieństwo policzenia tego samego ucznia dwa razy. SIO2 ma automatycznie zabezpieczać przed podwójnym liczeniem – szkoła nie doliczy sobie ucznia, dopóki nie przestanie on być wykazywany w tej szkole, do której był zapisany poprzednio.

Jakiś czas temu, „dociskani” przez media, podaliśmy dane zebrane „ręcznie” bezpośrednio od gmin. Dziś, zestawiając z nimi wreszcie dane uzyskane z SIO – bardziej wiarygodne, bo zbierane zgodnie z regułami ustawowymi – widzimy istotne różnice. Sześciolatków w klasach pierwszych jest o 0,5% mniej. Natomiast, co mnie szczególnie cieszy, trzylatków w przedszkolach jest o 1,4% więcej niż według wcześniejszych szacunków, czterolatków o 2,8%, zaś pięciolatków aż o 3% więcej – aż 75%! W porównaniu do zeszłorocznych 64% (11% wzrostu) wygląda to wyjątkowo optymistycznie.

Przez ostatnie dwa dni zastanawiałam się, skąd takie różnice między szacunkami i danymi z SIO – przecież źródłem obu były gminy. Państwo płaci samorządom subwencję zgodnie z liczbą uczniów, samorządy płacą organom prowadzącym przedszkola dotację zgodnie z liczbą przedszkolaków. Wydaje się, że w gminie lepiej „zauważyć” jak najmniej przedszkolaków (każda placówka niepubliczna musi otrzymywać dotację od gminy), zaś wobec MEN wykazywać jak najwięcej uczniów.

Dobre, wiarygodne, aktualne dane to konieczność, aby dobrze zarządzać oświatą. Obyśmy - przy pomocy przygotowywanego obecnie SIO2 - mieli do nich dostęp jak najszybciej.

6 września 2009

Programy przedszkolne

Nauczyciele przedszkoli niepokoili się czy poradzą sobie z przygotowaniem programów dostosowanych do nowej podstawy programowej. Obecnie otrzymali do analizy, wyboru, wzorowania się lub twórczej modyfikacji sześć programów, stanowiących plon konkursu. Konkursu przebiegającego z przygodami, gdyż pierwsza edycja nie przyniosła rozstrzygnięcia – nadesłano sporo niezłych programów, ale każdy nie spełniał któregoś ważnego warunku konkursu. Dopiero w drugiej edycji nadesłane programy okazały się spełniające w pełni założenia nowej podstawy programowej.

Fragment listu na ten temat:
…Jestem nauczycielką przedszkola i mam grupę dzieci sześcioletnich, którą prowadzę od samego początku. Zawsze staranie realizuję program i dobieram metody do możliwości dzieci, a ich możliwości są dużo większe niż przewiduje program. Skupię sie tylko na poznawaniu liter. W maluchach wprowadziłam czytanie globalne i dzieci rozpoznawały swoje imiona na wizytówkach już w pierwszym półroczu. W pięciolatkach ponad połowa grupy czytała proste wyrazy i wszystkie podpisywały swoim imieniem prace plastyczne. …Mam pytanie i propozycję czy nie warto by było jeszcze w tym roku zostawić po staremu naukę w zerówce, myślę że zadowolone byłyby dzieci, rodzice i oczywiście my nauczycielki. A rok ten pozwoliłby nam na przestawienie się na nową pracę w przedszkolu.

Z mojej odpowiedzi:
…Zachęcam się do zapoznania z plonem konkursu na programy przedszkolne oparte o nową podstawę programową… (może któryś szczególnie przypadnie Pani do gustu lub Panią zainspiruje), jak i do przeczytania wywiadu ze mną zamieszczonego w Polsce The Times – gdzie staram się powiedzieć, że dzieci w przedszkolu powinny się nauczyć bardzo wielu ważnych i potrzebnych w życiu rzeczy, że wcale nie pisanie jest tu najważniejsze. Trzeba przy tym pamiętać, że wszystkie pięciolatki mają w przedszkolach realizować te same programy co sześciolatki! Oczywiście, jeśli wszystkie wymagania programowe są w Pani grupie wobec wszystkich dzieci osiągnięte zawsze można uczyć więcej!
Pozdrawiam serdecznie i życzę satysfakcji z dobrych efektów edukacyjnych.


Z kolejnego listu:
…Dziękuję za odpowiedź, życzenia i informacje na temat nowych programów, na pewno skorzystam...


Liczę, że skorzysta nie tylko moja korespondentka, ale także całe tysiące nauczycieli przedszkoli. To na pewno dobre programy, każdy dostosowany do trochę innych realiów. Cieszę się, że już jest w czym wybierać.

22 sierpnia 2009

Szkoły chcą zabawek

Wielkim optymizmem napawa mnie podsumowanie liczby złożonych wniosków w programie Radosna szkoła. Ponad połowa szkół złożyła wnioski o sfinansowanie zakupu zabawek dydaktycznych do szkolnych miejsc zabaw. Nauczyciele, dyrektorzy szkół podstawowych i przedstawiciele organów prowadzących szkoły znaleźli w czasie wakacji czas, aby przeanalizować swoje potrzeby i możliwości, zaplanować potrzebne zakupy, wypełnić i złożyć odpowiednie wnioski. Wszyscy zmobilizowali się, aby najmłodsi uczniowie mogli w szkole mieć jak najbardziej przyjazne warunki do rozwoju ruchowego i nauki poprzez zabawę. Jestem za tę mobilizację ogromnie wdzięczna i widzę, że w wielu szkołach już 1 września dzieci napotkają te dobre warunki.

Place zabaw wymagają dłuższych przygotowań niż wewnątrzszkolne miejsca zabaw: zaprojektowania, zaplanowania wkładu własnego przez organ prowadzący, ale i tu już 11% szkół pokazało swoją gotowość do podjęcia się tego zadania. Wiadomo, że 1 września w całej Polsce będzie przy szkołach przynajmniej 50 nowych placów zabaw - tyle złożono wniosków o refinansowanie właśnie wybudowanych placów.

Wnioskowane kwoty aż trzykrotnie przekraczają możliwości tegorocznego budżetu. Jednak jest dobra wiadomość dla wszystkich tych, którzy złożyli w tym roku wniosek, a nie otrzymają dofinansowania z uwagi na wyczerpanie puli środków. Powinni oni jeszcze raz złożyć wniosek do 10 października i wtedy otrzymają dofinansowanie w pierwszej kolejności. Tak został ustalony sposób dzielenia środków w programie, aby ci, którzy się teraz zmobilizowali, byli pewni, że przynajmniej w kolejnym roku otrzymają środki.

Do 11 września szkoły i organy prowadzące otrzymają informację, komu wojewodowie w tym roku przyznają środki. Do 10 października szkoły mogą składać wnioski o środki na szkolne miejsca zabaw i szkolne place zabaw na rok przyszły. W roku 2010 na pewno otrzymają środki wszyscy, którzy złożą wnioski o szkolne miejsca zabaw oraz wszyscy, którzy w tym roku złożyli wnioski o place zabaw, a nie otrzymają teraz wsparcia. Policzyliśmy już, że w przyszłym roku starczy na to pieniędzy, oraz że jeszcze zostanie trochę środków na nowe wnioski o place zabaw. Warto było zmobilizować się w wakacje.

19 lipca 2009

Szkoła radosna i nowoczesna

W ostatnim czasie podpisałam dwa rozporządzenia mające duże znaczenie dla unowocześniania polskich szkół. Od nowego roku szkolnego dokumentację przebiegu nauczania można prowadzić wyłącznie w formie elektronicznej. Można także używać elektronicznych podręczników. Ile szkół zastąpi tradycyjne dzienniki elektronicznymi? Ilu wydawców do ilu przedmiotów przygotuje również elektroniczne wersje materiałów edukacyjnych? Na razie stworzyliśmy możliwości.

Oprogramowanie dotychczas funkcjonujące obok papierowych dzienników musi spełniać warunki rozporządzenia, organ prowadzący szkołę ma wyrazić zgodę na „elektroniczny dziennik”.

Elektroniczne podręczniki muszą przejść opisaną w rozporządzeniu procedurę dopuszczania do użytku czyli zyskać pozytywne opinie odpowiednich rzeczoznawców. Wtedy dopiero będą mogły być używane zamiast tych papierowych, tradycyjnych.

To tylko nowe prawne możliwości. Wierzę, że będzie powstawać odpowiednie oprogramowanie i coraz więcej szkół będzie z niego korzystać, że rynek wyjdzie naprzeciw nowemu prawu.

Tymczasem rynek pilnie wychodzi naprzeciw zapotrzebowaniu szkół na wyposażenie wynikające z programu Radosna szkoła. Jutro mija termin składania przez dyrektorów szkół podstawowych wniosków o wyposażenie.

Na stronach internetowych wielu firm produkujących zabawki dydaktyczne nadające się do szkolnych miejsc zabaw czy wyposażenie i nawierzchnię odpowiednie na place zabaw jest sporo szczegółowych informacji o naszym programie. Oferta rynku wyszła naprzeciw nowemu prawu. Dzienniki i podręczniki elektroniczne zgodne z nowymi przepisami także będą produkowane.

8 lipca 2009

Listy dodające sił

Od czasu do czasu za pośrednictwem tej strony dostaję listy. Staram się na wszystkie odpowiadać. Dotyczą praw pracowniczych nauczycieli, programów edukacyjnych dla sześciolatków, możliwych sposobów organizacji pracy szkoły, prawa dotyczącego przekazywania szkół. Wyjaśniam, informuję, czasem przy udzielaniu odpowiedzi proszę prawników ministerstwa o pomoc lub – jeśli temat może być interesujący szerzej – przekazuję to co odpiszę również do zamieszczenia w odpowiednich rubrykach strony: MEN informuje. Szczególnie miło jest, jeśli wymiana listów zaczynająca się od różnych pytań, wątpliwości czy żalów kończy się po prostu podziękowaniem. Czasem także dostaję ciepłe słowa. A oto fragmenty dwóch szczególnie sympatycznych, dosłownie dodających sił listów, które przyszły w ciągu ostatniego miesiąca:

Obserwując tryb pisania przez Panią tego bloga zauważyłam, że splata się często z końcem tygodnia. Soboty i niedziele jako luźniejsze poświęca Pani na refleksje. Ale coś Pani chyba wolnego brakuje ostatnio...
Gorączka końca roku!
Życzę zdrowia by podołała Pani zadaniom i pomysłowości na co dzień - w tym samym celu! I odrobinek wakacyjnego odsapnięcia!!!
Piszę „odrobinki” i mam wyrzuty sumienia, ale wciąż czekam na nowe przepisy... i liczę, że starczy Pani sił...

…pragnę Pani serdecznie podziękować, za tę dodatkową godzinę. Jest to duża szansa dla dzieciaków na pomoc i zarażanie aktywnością, pasją. Zauważyłam, że dotychczas najczęściej nauczyciele byli szczęśliwi kiedy tak jak im i dzieciakom się nie chciało – utwierdzając je, że aktywność jest dla frajerów, pokręconych lub lizusów. Dziś dostrzegam szansę na zmianę…
Serdecznie dziękuję również za kąciki zabaw w świetlicy i place zabaw! Z punktu widzenia matki, która ma posłać malucha do szkoły, świetlica jest dla mnie kluczowa. Maluch bowiem musi być porządnie zaopiekowany po zajęciach. Jestem przekonana, że dobra świetlica oraz „wkręcanie” dzieciaków w robienie czegoś interesującego i dobrze zorganizowana pomoc – to podniesienie jakości edukacji i zmniejszenie problemów.
Życzę Pani dużo siły do utrzymania kursu!
Serdecznie pozdrawiam i ciągle trzymam kciuki…


Dziękuję wszystkim, którzy na mnie liczą i jednocześnie zachęcam do czytania tych różnych odpowiedzi gromadzonych na stronach MEN. Tam także jest miejsce do zadawania pytań.

30 czerwca 2009

Szkoła będzie radosna

Ostatnie tygodnie bardzo dużą część mojego czasu i uwagi zajmowało przygotowywanie w MEN kolejnych poprawek do programu RADOSNA SZKOŁA. Różne zgłaszane uwagi opóźniły trochę proces jego przygotowywania, ale uczyniły ten program po prostu lepszym. Sytuacja kryzysowa wymusiła harmonogram finansowania rozłożony na kilka lat. Najważniejsze jest jednak to, że program zacznie być realizowany i że pomimo trudnej sytuacji budżetowej decyzja została podjęta. Dzięki programowi RADOSNA SZKOŁA stanie się wyraźnie widoczne, że uczeń ma w szkole również bawić się i uczyć przez zabawę.

„Wewnętrzne” i „zewnętrzne” place zabaw w każdej szkole podstawowej to cel programu. Te „wewnętrzne” – nazywane w programie szkolnymi miejscami zabaw – mają się znaleźć w każdej szkole w tym lub przyszłym roku i sfinansowane zostaną w całości z budżetu państwa. „Zewnętrzne” wymagają wkładu własnego organów prowadzących szkoły, wskazania przy szkole odpowiedniego terenu, wykonania projektu zgodnego z założeniami programu. Zakładamy, że do końca przyszłego roku powstanie ich na początek kilkaset, ale do roku szkolnego 2012/2013 mogą powstać nawet wszystkie. Ostatnie place będą dofinansowywane z budżetu roku 2014. Jednak może być to także zwrot kosztów poniesionych przez samorząd w 2013 roku. Program zakłada zarówno możliwość przyznania środków na projektowany plac zabaw, jak i zwrot już poniesionych wcześniej nakładów, jeśli tylko przygotowano i wyposażono wszystko zgodnie z założeniami programu. Bardzo chciałabym, aby najmłodszych uczniów najpóźniej w roku wejścia w życie obowiązkowej nauki sześciolatków witały w szkołach radosne miejsca zabaw. Jeśli tylko odpowiednio szybko, dobrze i oszczędnie samorządy przygotują inwestycje w place zabaw, jest możliwe że cały plan zostanie zrealizowany szybciej. Projekt finansowania programu zakłada, ze wszyscy wykorzystają w pełni przewidywane dla nich fundusze. Jeżeli uda się przynajmniej niektóre place wybudować trochę taniej, być może że szybciej powstaną wszystkie. Będziemy co roku informować, ile szkół już przygotowało swoje miejsca zabaw dla najmłodszych.