Panie Profesorze, w swoim wpisie na Facebooku z 1 września 2025 roku zwrócił Pan uwagę na fakt, że jubileusz 35-lecia pełnienia funkcji dyrektora Zespołu Szkół STO na Bemowie świętuje właśnie Jarosław Pytlak i że już sam fakt 35-letniego kierowania jedną szkołą stanowi w naszym kraju fenomen wart odnotowania i że nie zna drugiego przypadku tak długiego kierowania jedną placówką.
Jestem pewna, że takich osób jest dużo więcej, sama znam kilka naprawdę wybitnych postaci o dorobku stworzenia wyjątkowych szkół. Na pewno trzeba na to wielu lat, bo szkoła nie powstaje z dnia na dzień. Między innymi dlatego z prof. Marią Mendel byłyśmy pomysłodawczyniami powstania projektu Dlaczego chcieliśmy zmieniać świat? Historie twórców szkół z lat 1989–1995.
Projekt ma ocalić od zapomnienia historie, które zaczęły się ponad 30 lat temu, takie jak historia Jarosława Pytlaka, choć może mniej powszechnie znane. Jarosław Pytlak akurat postanowił nie przystępować do tego projektu, ale organizatorzy zebrali w pierwszej edycji 20 chętnych szkół i mają nadzieję na jeszcze kolejne edycje. Niektóre mają cały czas tych samych założycieli - liderów. Inni liderzy wychowali naprawdę godnych następców. Są też tacy, którzy już od nas odeszli, zaś ich dzieła nadal trwają i tym samym jeszcze ważniejsze jest porozmawiać z tymi, którzy ich pamiętają. Sama zaczęłam o tym myśleć, gdy dowiedziałam się o śmierci Witolda Gromadzkiego, założyciela i wieloletniego dyrektora I Liceum Ogólnokształcącego Fundacji „Ekos” w Swarzędzu, z którym wspólnie na początku lat dziewięćdziesiątych w imieniu Krajowego Forum Oświaty Niepublicznej dyskutowaliśmy w MEN o zapisach prawnych regulujących status oświaty niepublicznej. Był to ktoś naprawdę wyjątkowy i taka jest też stworzona przez niego szkoła.
Zapraszam Pana Profesora na konferencję podsumowującą efekty tego projektu. Pewnie będzie okazja poznać parę ciekawych edukacyjnych historii. Sama z racji własnego życiorysu znam ich sporo ze świata oświaty niepublicznej. Ale pewnie co najmniej równie sporo jest ich w oświacie publicznej, bo szkół publicznych jest po prostu więcej.
Z bliska znam jedną, naprawdę wybitną. Wiesław Kosakowski – dyrektor III Liceum Ogólnokształcącego im. Marynarki Wojennej RP w Gdyni i założyciel tam Gdyńskiej Szkoły Matury Międzynarodowej został dyrektorem w 1990 roku. Zapamiętałam tę datę, bo po wygraniu konkursu na dyrektora zrezygnował z roli nauczyciela geografii w Gdańskim Liceum Autonomicznym, które zakładałam… Spotykaliśmy się potem wielokrotnie. Jego szkoła we wszystkich ogólnopolskich rankingach zajmuje od lat czołowe miejsca. Jej uczniowie wygrywają wiele różnych olimpiad. Jest tam szczególna kuźnia uczestników i laureatów olimpiad informatycznych. Można jeszcze dodać, że sam dyrektor jest opiekunem naukowym największej liczby finalistów i laureatów w całej historii rozgrywania Olimpiady Geograficznej. Sposób organizacji pracy szkoły jest cały czas naprawdę autorski, umożliwiający te różne sukcesy. Było przy niej - kiedy mogło - ciekawie zorganizowane gimnazjum. Absolwenci od pokoleń tworzą ważne trójmiejskie środowisko. Rok temu, gdy świętowali XXX-lecie matury międzynarodowej w Polsce, miałam okazję pogratulować mu tej drogi. To on tych kilka lat wcześniej, gdy zaczął swoją dyrektorską drogę, do Polski ją sprowadził.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą OSOBISTE. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą OSOBISTE. Pokaż wszystkie posty
1 września 2025
27 czerwca 2025
Zawracanie głowy ze świadectwami - czy potrzebne? Odpowiedź w trzech punktach
Obrządek wystawiania rocznych ocen z przedmiotów i zachowania, przygotowywania i rozdawania świadectw znowu zaangażował mnóstwo energii i emocji w polskich szkołach i wokół nich. Za chwilę przetoczy się fala chwalenia się przez rodziców świadectwami swoich dzieci lub domowych napięć, gdy ich wygląd jest poniżej czasem zupełnie wygórowanych i nonsensownych oczekiwań. Siła tradycji w tej sprawie jest ogromna. Wielki zasługi miałby ten, kto miałby odwagę się z nią zmierzyć i skutecznie to wszystko znieść. Dlaczego warto i jak to można zrobić, aby było to z pożytkiem a nie szkodą dla jakości edukacji i klimatu społecznego szkół, uzasadniam dalej w trzech punktach.
Po pierwsze: odrzucić szkolne druki corocznych świadectw i kult średniej
W bardzo wielu krajach informacja dla ucznia i rodzica o efektach rocznej pracy jest sporządzana w sposób ustalony w szkole a nie na szczegółowo zdefiniowanym przez rozporządzenie druku. W Polsce szkoła ma prawo o wynikach klasyfikacji bieżącej i śródrocznej informować według własnego pomysłu - może być to również opisowo, bez tradycyjnych ocen szkolnych, natomiast na koniec roku szkolnego już nie.
W szkołach Dobrej Edukacji widzimy sens przygotowywania wszystkim uczniom dyplomów pozytywnie podsumowujących roczną pracę, zwracających uwagę na największe postępy, zmagania lub osiągnięcia ucznia w danym roku. Oprócz tego oczywiście musimy wykonywać ten cały obowiązkowy obrządek ze świadectwami, bez którego mogłoby się spokojnie obyć.
Rozporządzenie o drukach szkolnych, zawierające między innymi wzory świadectw szkolnych, należy do bardzo skomplikowanych, zmieniane jest często, choćby z uwagi na zmieniającą się listę przedmiotów szkolnych. Definiuje się tam nawet liczbę kropek w każdej linijce… Dużej uważności trzeba, aby dla każdego rocznika dobrać odpowiedni rodzaj druku. Wiele szkół korzysta teraz z oprogramowania pomagającego w tej sprawie, ale autorzy tych specjalistycznych programów też mają co roku sporo pracy, aby to wszystko odpowiednio zaktualizować. Tak samo zresztą jak producenci druków do obecnie już mniej popularnego ręcznego wypełniania.
Po pierwsze: odrzucić szkolne druki corocznych świadectw i kult średniej
W bardzo wielu krajach informacja dla ucznia i rodzica o efektach rocznej pracy jest sporządzana w sposób ustalony w szkole a nie na szczegółowo zdefiniowanym przez rozporządzenie druku. W Polsce szkoła ma prawo o wynikach klasyfikacji bieżącej i śródrocznej informować według własnego pomysłu - może być to również opisowo, bez tradycyjnych ocen szkolnych, natomiast na koniec roku szkolnego już nie.
W szkołach Dobrej Edukacji widzimy sens przygotowywania wszystkim uczniom dyplomów pozytywnie podsumowujących roczną pracę, zwracających uwagę na największe postępy, zmagania lub osiągnięcia ucznia w danym roku. Oprócz tego oczywiście musimy wykonywać ten cały obowiązkowy obrządek ze świadectwami, bez którego mogłoby się spokojnie obyć.
Rozporządzenie o drukach szkolnych, zawierające między innymi wzory świadectw szkolnych, należy do bardzo skomplikowanych, zmieniane jest często, choćby z uwagi na zmieniającą się listę przedmiotów szkolnych. Definiuje się tam nawet liczbę kropek w każdej linijce… Dużej uważności trzeba, aby dla każdego rocznika dobrać odpowiedni rodzaj druku. Wiele szkół korzysta teraz z oprogramowania pomagającego w tej sprawie, ale autorzy tych specjalistycznych programów też mają co roku sporo pracy, aby to wszystko odpowiednio zaktualizować. Tak samo zresztą jak producenci druków do obecnie już mniej popularnego ręcznego wypełniania.
Sporym przewinieniem jest wystawienie świadectw na nieodpowiednim druku (na przykład wybranym przez pomyłkę akurat już niedobrym zeszłorocznym…). Tego rodzaju pomyłki się zdarzają i mnóstwo nerwów dostarcza ewentualne prostowanie tego. Trzeba wiedzieć, że z uwagi na zmiany programowe poszczególne roczniki uczniów często mają mieć na świadectwach inną listę obowiązkowych przedmiotów szkolnych… Do tego dochodzi potrzeba uważności przy obliczaniu średniej ocen, aby ocenić, czy należy się świadectwo z paskiem czy nie. Zmieniane polityczne decyzje o dodaniu lub likwidacji jakiegoś przedmiotu, czy brać pod uwagę religię, jaki wpływ na świadectwo z paskiem ma ocena zachowania, czy szkoła może doliczyć dodatkowo przez siebie wprowadzone autorskie przedmioty, wszystko to jest na barkach przygotowujących świadectwa, wybierających tu odpowiedni druk, sprawdzających to potem i podpisujących.
No i wszystko to jest po to, żeby po przyniesieniu ze szkoły uczeń pokazał ten ważny dokument babci, która jest go ciekawa i potem schował do szuflady “na pamiątkę”, ewentualnie przedtem dostał jeszcze rytualną burę lub pochwałę od rodziców.
Tak naprawdę wymagające formalnego zdefiniowania powinny być jedynie świadectwa ukończenia szkoły konkretnego typu. One świadczą o poziomie wykształcenia, mogą być przydatne przy aplikowaniu o przyjęcie do szkoły kolejnego poziomu lub do pracy.
Przy przenoszeniu dziecka z jednej szkoły do drugiej w trakcie nauki dokumentem przekazywanym między szkołami są i tak odpisy z arkuszy ocen (też odpowiednio w prawie zdefiniowane i wymagające wypełnienia co roku). “Znormalizowane” świadectwa nie muszą tu być wymagane.
Obowiązek wypełniania tych arkuszy ocen i świadectw wspominam jako najbardziej stresujący biurokratyczny obrządek w pracy nauczyciela już z czasu pełnienia obowiązków wychowawcy klasy w pierwszym roku swojej pracy. Było to ponad czterdzieści lat temu i nic istotnego się akurat w sprawie tego wymogu w szkole nie zmieniło…
Po drugie: zlikwidować ocenianie zachowania
Już w pierwszych latach swojej pracy w szkole spotkałam się z rozpaczą uczniów będących pod naciskami rodziców co do podnoszenia oceny zachowania (tak jak zresztą i innych ocen), aby świadectwo było koniecznie “z paskiem”. Tworzone w szkołach kryteria oceniania zachowania bywają bardzo różne, czym bardziej wymyślono je szczegółowo, tym bardziej posługujący się nimi mają z tym duży kłopot.
Dyskusje na wielu radach klasyfikacyjnych nieraz pokazują przywiązanie części nauczycieli do różnicowania uczniów w tej kwestii. Uczeń, który wielu z nich trochę dokuczy swoim zachowaniem, nie może być przecież “wzorowy”. Taki najbardziej kłopotliwy to musi być “naganny” czy “nieodpowiedni”. Tak naprawdę obniżanie ocen zachowania albo irytuje takich uczniów, którym zależy na wyglądzie świadectwa, albo jest całkowicie obojętne lub też wkurzające dla tych, którzy i tak z dobrymi przedmiotowymi wynikami mają kłopot. Nie widziałam jeszcze ucznia, który poprawił swoje zachowanie pod wpływem oceny. Natomiast jest mi szczególnie przykro, gdy uczeń nadpobudliwy czy mający inny problem z panowaniem nad swoimi emocjami lub trochę nadaktywny w trudnej dla niego rzeczywistości szkolnej, zamiast odpowiedniej pomocy psychologicznej i wsparcia dostaje karę w postaci złej oceny zachowania. Jeśli w szkołach brakuje kompetencji czy specjalistów, żeby odpowiednio tu pomóc, nie łudźmy się, że coś naprawimy samym ocenianiem zachowania. Karanie za nadpobudliwość czy niepokorność uważam za nonsens od bardzo wielu lat, ale znowu tu mamy do czynienia z dużym przywiązaniem do tradycji w tej kwestii.
Szkoły Dobrej Edukacji charakteryzuje mała liczebność grup, indywidualna pomoc mentora każdemu uczniowi i dużo większy odsetek specjalistów w gronie pedagogicznym niż w większości szkół. Takie warunki sprawiają, że uczeń mający problemy z dobrym zachowaniem przechodzący z innej szkoły do tych szkół, zyskuje lepsze warunki do rozwoju i adekwatną do potrzeb pomoc psychologiczno-pedagogiczną i na ogół poprawia się jego funkcjonowanie. Szkoły niepubliczne mają też możliwość odmówienia przyjęcia ucznia, któremu nie są w stanie odpowiedniej pomocy udzielić (najczęściej łączy się to wtedy z radą udania się do specjalistycznej placówki). Wiele szkół publicznych niestety zmaga się z brakiem dostatecznej liczby specjalistów i czasu na indywidualną pracę z uczniami. Zniesienie oceny zachowania może tam skutkować poczuciem jeszcze większej bezsilności przy “trudnych przypadkach”. Na pewno powinno być połączone ze zwiększeniem liczby specjalistów - psychologów, pedagogów - w szkołach.
Po trzecie: oceniać efekty edukacji przedmiotowej w sposób spersonalizowany

Jak najlepiej oceniać efekty edukacji przedmiotowej? - pytanie to nurtuje mnie od początku mojej pracy zawodowej. Jeszcze w latach osiemdziesiątych badałam nauczycielskie ocenianie pracując na Uniwersytecie Gdańskim. Gdy założyłam w 1989 roku szkołę działającą w oparciu o autorski program szkolny wypracowany przez zespół pracowników akademickich, prowadziliśmy tam różne poszukiwania co do innych niż tradycyjne funkcji oceniania pracy uczniów - m.in. prowadzenia doradztwa co do wyboru drogi dalszego kształcenia w oparciu o wyniki tzw. “akcji sprawdzających”. Obecnie wypracowany i obowiązujący w szkołach Dobrej Edukacji standard “ocenianie pomagające rozwijać się” jest efektem wielu badań, doświadczeń i przemyśleń. Przełożenie poziomu spełnienia wymagań szkolnych na końcową cyferkę oceny jest skazane na porażkę (zbadanym faktem jest, że te same efekty pracy uczniów przez różne osoby nauczycielskie oceniane są różnie). Wieloletnie obserwowanie dialogu z wizytatorami kontrolującymi wspierane przeze mnie szkoły, upewnia mnie w przekonaniu, że faktyczna pomoc uczniowi w rozwoju na jego drodze edukacyjnej ma się nijak do tego, co tu jest przez różne kontrole oczekiwane.
No i wszystko to jest po to, żeby po przyniesieniu ze szkoły uczeń pokazał ten ważny dokument babci, która jest go ciekawa i potem schował do szuflady “na pamiątkę”, ewentualnie przedtem dostał jeszcze rytualną burę lub pochwałę od rodziców.
Tak naprawdę wymagające formalnego zdefiniowania powinny być jedynie świadectwa ukończenia szkoły konkretnego typu. One świadczą o poziomie wykształcenia, mogą być przydatne przy aplikowaniu o przyjęcie do szkoły kolejnego poziomu lub do pracy.
Przy przenoszeniu dziecka z jednej szkoły do drugiej w trakcie nauki dokumentem przekazywanym między szkołami są i tak odpisy z arkuszy ocen (też odpowiednio w prawie zdefiniowane i wymagające wypełnienia co roku). “Znormalizowane” świadectwa nie muszą tu być wymagane.
Obowiązek wypełniania tych arkuszy ocen i świadectw wspominam jako najbardziej stresujący biurokratyczny obrządek w pracy nauczyciela już z czasu pełnienia obowiązków wychowawcy klasy w pierwszym roku swojej pracy. Było to ponad czterdzieści lat temu i nic istotnego się akurat w sprawie tego wymogu w szkole nie zmieniło…
Po drugie: zlikwidować ocenianie zachowania
Już w pierwszych latach swojej pracy w szkole spotkałam się z rozpaczą uczniów będących pod naciskami rodziców co do podnoszenia oceny zachowania (tak jak zresztą i innych ocen), aby świadectwo było koniecznie “z paskiem”. Tworzone w szkołach kryteria oceniania zachowania bywają bardzo różne, czym bardziej wymyślono je szczegółowo, tym bardziej posługujący się nimi mają z tym duży kłopot.
Dyskusje na wielu radach klasyfikacyjnych nieraz pokazują przywiązanie części nauczycieli do różnicowania uczniów w tej kwestii. Uczeń, który wielu z nich trochę dokuczy swoim zachowaniem, nie może być przecież “wzorowy”. Taki najbardziej kłopotliwy to musi być “naganny” czy “nieodpowiedni”. Tak naprawdę obniżanie ocen zachowania albo irytuje takich uczniów, którym zależy na wyglądzie świadectwa, albo jest całkowicie obojętne lub też wkurzające dla tych, którzy i tak z dobrymi przedmiotowymi wynikami mają kłopot. Nie widziałam jeszcze ucznia, który poprawił swoje zachowanie pod wpływem oceny. Natomiast jest mi szczególnie przykro, gdy uczeń nadpobudliwy czy mający inny problem z panowaniem nad swoimi emocjami lub trochę nadaktywny w trudnej dla niego rzeczywistości szkolnej, zamiast odpowiedniej pomocy psychologicznej i wsparcia dostaje karę w postaci złej oceny zachowania. Jeśli w szkołach brakuje kompetencji czy specjalistów, żeby odpowiednio tu pomóc, nie łudźmy się, że coś naprawimy samym ocenianiem zachowania. Karanie za nadpobudliwość czy niepokorność uważam za nonsens od bardzo wielu lat, ale znowu tu mamy do czynienia z dużym przywiązaniem do tradycji w tej kwestii.
Szkoły Dobrej Edukacji charakteryzuje mała liczebność grup, indywidualna pomoc mentora każdemu uczniowi i dużo większy odsetek specjalistów w gronie pedagogicznym niż w większości szkół. Takie warunki sprawiają, że uczeń mający problemy z dobrym zachowaniem przechodzący z innej szkoły do tych szkół, zyskuje lepsze warunki do rozwoju i adekwatną do potrzeb pomoc psychologiczno-pedagogiczną i na ogół poprawia się jego funkcjonowanie. Szkoły niepubliczne mają też możliwość odmówienia przyjęcia ucznia, któremu nie są w stanie odpowiedniej pomocy udzielić (najczęściej łączy się to wtedy z radą udania się do specjalistycznej placówki). Wiele szkół publicznych niestety zmaga się z brakiem dostatecznej liczby specjalistów i czasu na indywidualną pracę z uczniami. Zniesienie oceny zachowania może tam skutkować poczuciem jeszcze większej bezsilności przy “trudnych przypadkach”. Na pewno powinno być połączone ze zwiększeniem liczby specjalistów - psychologów, pedagogów - w szkołach.
Po trzecie: oceniać efekty edukacji przedmiotowej w sposób spersonalizowany
Jak najlepiej oceniać efekty edukacji przedmiotowej? - pytanie to nurtuje mnie od początku mojej pracy zawodowej. Jeszcze w latach osiemdziesiątych badałam nauczycielskie ocenianie pracując na Uniwersytecie Gdańskim. Gdy założyłam w 1989 roku szkołę działającą w oparciu o autorski program szkolny wypracowany przez zespół pracowników akademickich, prowadziliśmy tam różne poszukiwania co do innych niż tradycyjne funkcji oceniania pracy uczniów - m.in. prowadzenia doradztwa co do wyboru drogi dalszego kształcenia w oparciu o wyniki tzw. “akcji sprawdzających”. Obecnie wypracowany i obowiązujący w szkołach Dobrej Edukacji standard “ocenianie pomagające rozwijać się” jest efektem wielu badań, doświadczeń i przemyśleń. Przełożenie poziomu spełnienia wymagań szkolnych na końcową cyferkę oceny jest skazane na porażkę (zbadanym faktem jest, że te same efekty pracy uczniów przez różne osoby nauczycielskie oceniane są różnie). Wieloletnie obserwowanie dialogu z wizytatorami kontrolującymi wspierane przeze mnie szkoły, upewnia mnie w przekonaniu, że faktyczna pomoc uczniowi w rozwoju na jego drodze edukacyjnej ma się nijak do tego, co tu jest przez różne kontrole oczekiwane.
Wiem, jak pomóc szkole odnaleźć się w tym gąszczu biurokratycznych wymogów, a jednocześnie rozsądnie pracować z uczniami. Wiem też, jak trudne jest podejmowanie prób zmieniania prawa w sposób odbiegający od przyzwyczajeń wielu tysięcy ludzi pracujących w systemie. Jednocześnie istotne jest, aby projektować i stosować rozwiązania dające uczniom motywację do faktycznego uczenia się ważnych dla nich umiejętności, nie zaś tylko motywowania do lawirowania dającego możliwie najwyższe oceny cyfrowe.
Tak naprawdę najlepiej byłoby zobowiązać szkoły do realizacji naszego standardu dotyczącego oceniania. Daje się to robić i obecnie, zgodnie z obowiązującym prawem, ale mogłoby być prostsze przy bardziej elastycznych regulacjach prawnych. W szkołach oceniać trzeba: bieżąco, śródrocznie i rocznie. Jak to robimy?
We wrześniu zaczynamy od diagnozy poziomu zaawansowania ucznia i ustalenia indywidualnej listy celów edukacyjnych obowiązującej go w danym roku szkolnym. Cele edukacyjne dla każdej klasy są zdefiniowane w naszym Programie Dobrej Edukacji, służą dobremu radzeniu sobie z ocenianiem i stanowią wybór przewidzianych w podstawie programowej umiejętności najbardziej niezbędnych do pomyślnego kontynuowania nauki. Jeśli na przykład wrześniowa diagnoza pokaże, że uczniowi właśnie przyjętemu do klasy II liceum brakuje jakiejś istotnej umiejętności programowo obecnej wcześniej, jeszcze w szkole podstawowej, zostanie ona dopisana do jego listy celów. Jeśli z tej diagnozy wynika, że niektóre w programie obecne cele są niedostępne do osiągnięcia dla dziecka na przykład z powodu jego niepełnosprawności czy innych ograniczeń, jego lista jest o te cele uboższa (prawo dopuszcza i zaleca odpowiednie dostosowanie wymagań). Jeśli z kolei mamy jasność, że uczeń umie już więcej niż to, co dla jego klasy jest przewidziane jako najważniejsze, możemy dołączyć mu w jego planie realizowanie niektórych celów formalnie przypisanych do klas następnych i nawet zakwalifikować go do grupy zaawansowania z uczniami od niego starszymi. Ważne jest, aby wymagania stawiane przed uczniem były dla niego wyzwaniem na jego miarę, ani za łatwym, ani za trudnym, aby dawały realną szansę na faktyczny postęp i dobre, efektywne wykorzystanie czasu nauki.
Potem już pracujemy z tą listą celów. Ocenianie bieżące polega na tym, że na bieżąco informujemy, jeśli któryś cel został osiągnięty. Przy klasyfikacji okresowej robimy małe podsumowanie, jaki udało się osiągnąć postęp. Wymieniamy, co się udało, jakie ważne umiejętności są do nadrobienia. Staramy się komunikat w tej sprawie redagować pozytywnie, z jednym wyjątkiem - jeśli postępów zupełnie brak lub jest ich bardzo, bardzo mało, mamy obowiązek poinformować o zagrożeniu niepromowaniem.
Przy klasyfikacji rocznej mamy obecnie obowiązek przełożyć tę listę osiągniętych celów na stopnie. Zabiera to tak naprawdę ostatni miesiąc pracy, który poświęcamy głównie na ustalanie najpierw “ocen przewidywanych”, potem proponowanie możliwości ich podniesienia, następnie na nadrabianie, sprawdzanie, w razie potrzeby dodatkowe egzaminowanie. Gdyby była możliwość takiego opisowego oceniania też na koniec roku szkolnego, a wymóg przełożenia tego opisu na stopnie wyłącznie na świadectwie ukończenia szkoły, byłoby dużo łatwiej.
W szczególnych, uzasadnionych przypadkach można dopuścić powtarzanie klasy, analogicznie jak to jest obecnie we wczesnej edukacji, gdzie nie mamy stopni i z założenia wszyscy są promowani, chyba że rodzice i nauczyciele uznają, że dla dobra dziecka (na przykład dużo chorującego, rozwijającego się trochę wolniej) korzystniejsze będzie powtórzenie klasy. Dla uczniów mających orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego mamy możliwość podjęcia decyzji o wydłużeniu etapu edukacyjnego, gdy widać, że to będzie z korzyścią dla lepszych postępów dziecka. Takie decyzje mogłyby być dostępne także dla dzieci bez orzeczeń, zamiast piętnowania tych dzieci jedynkami. Obecnie dość rzadkie, choć dopuszczalne prawem jest wcześniejsze niż standardowe zaczynanie edukacji lub realizowanie dwóch lat nauki w rok. Jednocześnie na ogół odbierane jako coś bardzo negatywnego jest “repetowanie” klasy. Tymczasem dobra byłaby zasada elastycznego decydowania przez nauczycieli, oczywiście po konsultacji z rodzicami o możliwości przyspieszenia lub opóźnienia tempa nauki, a także zasada, która jest realizowana w szkołach Dobrej Edukacji, że każdy uczy się we własnym tempie, robi postępy zgodnie z własnymi możliwościami i swoją - zaplanowaną dla niego - Indywidualną Drogą Edukacyjnego Rozwoju. Zamiast targować się o oceny, poświęcalibyśmy uwagę umiejętnościom, które są potrzebne do pomyślnego kontynuowania nauki i na nabycie których potrzebny jest odpowiedni czas, czasem potrzebne jest tego czasu trochę więcej, dodatkowa indywidualna pomoc, która może być w szkołach oferowana.
Podsumowując, moje propozycje: zniesienie świadectw rocznych, zniesienie oceniania zachowania, możliwość przedmiotowego opisowego oceniania także rocznego, jedynie z udzieleniem promocji lub nie, zależnie od postępów. W arkuszach ocen wpisywany jedynie fakt udzielenia promocji. Sformalizowanie tylko świadectw ukończenia szkoły. Szkolne roczne ocenianie i format świadectw autorstwa szkoły. Szkoła może pozostać też przy ocenianiu tradycyjnym, ale ma pełną swobodę przy przejściu na podejście opisowe. Musi jedynie zdefiniować i podać na początku roku szkolnego każdemu uczniowi, które umiejętności są mu niezbędne do uzyskania promocji.
Tak naprawdę najlepiej byłoby zobowiązać szkoły do realizacji naszego standardu dotyczącego oceniania. Daje się to robić i obecnie, zgodnie z obowiązującym prawem, ale mogłoby być prostsze przy bardziej elastycznych regulacjach prawnych. W szkołach oceniać trzeba: bieżąco, śródrocznie i rocznie. Jak to robimy?
We wrześniu zaczynamy od diagnozy poziomu zaawansowania ucznia i ustalenia indywidualnej listy celów edukacyjnych obowiązującej go w danym roku szkolnym. Cele edukacyjne dla każdej klasy są zdefiniowane w naszym Programie Dobrej Edukacji, służą dobremu radzeniu sobie z ocenianiem i stanowią wybór przewidzianych w podstawie programowej umiejętności najbardziej niezbędnych do pomyślnego kontynuowania nauki. Jeśli na przykład wrześniowa diagnoza pokaże, że uczniowi właśnie przyjętemu do klasy II liceum brakuje jakiejś istotnej umiejętności programowo obecnej wcześniej, jeszcze w szkole podstawowej, zostanie ona dopisana do jego listy celów. Jeśli z tej diagnozy wynika, że niektóre w programie obecne cele są niedostępne do osiągnięcia dla dziecka na przykład z powodu jego niepełnosprawności czy innych ograniczeń, jego lista jest o te cele uboższa (prawo dopuszcza i zaleca odpowiednie dostosowanie wymagań). Jeśli z kolei mamy jasność, że uczeń umie już więcej niż to, co dla jego klasy jest przewidziane jako najważniejsze, możemy dołączyć mu w jego planie realizowanie niektórych celów formalnie przypisanych do klas następnych i nawet zakwalifikować go do grupy zaawansowania z uczniami od niego starszymi. Ważne jest, aby wymagania stawiane przed uczniem były dla niego wyzwaniem na jego miarę, ani za łatwym, ani za trudnym, aby dawały realną szansę na faktyczny postęp i dobre, efektywne wykorzystanie czasu nauki.
Potem już pracujemy z tą listą celów. Ocenianie bieżące polega na tym, że na bieżąco informujemy, jeśli któryś cel został osiągnięty. Przy klasyfikacji okresowej robimy małe podsumowanie, jaki udało się osiągnąć postęp. Wymieniamy, co się udało, jakie ważne umiejętności są do nadrobienia. Staramy się komunikat w tej sprawie redagować pozytywnie, z jednym wyjątkiem - jeśli postępów zupełnie brak lub jest ich bardzo, bardzo mało, mamy obowiązek poinformować o zagrożeniu niepromowaniem.
Przy klasyfikacji rocznej mamy obecnie obowiązek przełożyć tę listę osiągniętych celów na stopnie. Zabiera to tak naprawdę ostatni miesiąc pracy, który poświęcamy głównie na ustalanie najpierw “ocen przewidywanych”, potem proponowanie możliwości ich podniesienia, następnie na nadrabianie, sprawdzanie, w razie potrzeby dodatkowe egzaminowanie. Gdyby była możliwość takiego opisowego oceniania też na koniec roku szkolnego, a wymóg przełożenia tego opisu na stopnie wyłącznie na świadectwie ukończenia szkoły, byłoby dużo łatwiej.
W szczególnych, uzasadnionych przypadkach można dopuścić powtarzanie klasy, analogicznie jak to jest obecnie we wczesnej edukacji, gdzie nie mamy stopni i z założenia wszyscy są promowani, chyba że rodzice i nauczyciele uznają, że dla dobra dziecka (na przykład dużo chorującego, rozwijającego się trochę wolniej) korzystniejsze będzie powtórzenie klasy. Dla uczniów mających orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego mamy możliwość podjęcia decyzji o wydłużeniu etapu edukacyjnego, gdy widać, że to będzie z korzyścią dla lepszych postępów dziecka. Takie decyzje mogłyby być dostępne także dla dzieci bez orzeczeń, zamiast piętnowania tych dzieci jedynkami. Obecnie dość rzadkie, choć dopuszczalne prawem jest wcześniejsze niż standardowe zaczynanie edukacji lub realizowanie dwóch lat nauki w rok. Jednocześnie na ogół odbierane jako coś bardzo negatywnego jest “repetowanie” klasy. Tymczasem dobra byłaby zasada elastycznego decydowania przez nauczycieli, oczywiście po konsultacji z rodzicami o możliwości przyspieszenia lub opóźnienia tempa nauki, a także zasada, która jest realizowana w szkołach Dobrej Edukacji, że każdy uczy się we własnym tempie, robi postępy zgodnie z własnymi możliwościami i swoją - zaplanowaną dla niego - Indywidualną Drogą Edukacyjnego Rozwoju. Zamiast targować się o oceny, poświęcalibyśmy uwagę umiejętnościom, które są potrzebne do pomyślnego kontynuowania nauki i na nabycie których potrzebny jest odpowiedni czas, czasem potrzebne jest tego czasu trochę więcej, dodatkowa indywidualna pomoc, która może być w szkołach oferowana.
Podsumowując, moje propozycje: zniesienie świadectw rocznych, zniesienie oceniania zachowania, możliwość przedmiotowego opisowego oceniania także rocznego, jedynie z udzieleniem promocji lub nie, zależnie od postępów. W arkuszach ocen wpisywany jedynie fakt udzielenia promocji. Sformalizowanie tylko świadectw ukończenia szkoły. Szkolne roczne ocenianie i format świadectw autorstwa szkoły. Szkoła może pozostać też przy ocenianiu tradycyjnym, ale ma pełną swobodę przy przejściu na podejście opisowe. Musi jedynie zdefiniować i podać na początku roku szkolnego każdemu uczniowi, które umiejętności są mu niezbędne do uzyskania promocji.
23 czerwca 2025
Czarnek - lekcja Giertycha
Działalność ministrów edukacji zawsze śledziłam z dość dużym zaangażowaniem. Od niej zależał los szkół, za które odpowiadałam i potrzebowałam orientować się w kierunkach ich pracy. Wśród ministrów odpowiedzialnych za edukację od 1989 roku wyróżniłabym kilka rodzajów postaw:
- starający się wykonywać swoją pracę merytorycznie;
- urzędujący robiąc jak najmniej;
- działający jak żołnierze partyjni;
- skupieni na radykalnej autopromocji.
Chyba każdego z ministrów można zaliczyć mniej lub bardziej wyraziście do którejś z tych grup. Wydaje się, że analogiczną klasyfikację można przyłożyć do każdego rodzaju ministrów, jak i też nawet do poszczególnych prezydentów. Czuję się merytorycznie przygotowana do analizy działań w obszarze edukacji, dlatego swoje rozważania do niego ograniczę. Mam zwyczaj śledzić i czasem komentować raczej poszczególne proponowane rozwiązania niż postawy ludzi - ministrów. Jednak gdy obejrzałam wywiad z Przemysławem Czarnkiem jako potencjalnym kandydatem na szefa kancelarii przyszłego prezydenta, pomyślałam sobie, że warto jemu uwagę poświęcić, zastanawiając się jednocześnie, jaką lekcję wyciąga z postawy swojego - najbardziej do niego zbliżonego stylem działania - poprzednika.
Do starających się działać merytorycznie dla dobra i jakości edukacji, z pożytkiem dla uczniów, zaliczyłabym na pewno ministrów Samsonowicza (rząd Mazowieckiego), Handkego i Wittbrodta (rząd Buzka), a także siebie (pierwszy rząd Tuska). Na pewno każdy miał jakieś wady, naraził się jakimś grupom społecznym, ale nie można im odmówić myślenia merytorycznego, na rzecz dobrej edukacji.
Do całkiem sprawnych “żołnierzy partyjnych” zaklasyfikowałabym przede wszystkim Krystynę Łybacką (SLD), Krystynę Szumilas (PO) i Annę Zalewską (PiS). Miały merytoryczną znajomość systemu edukacji, ale głównie starały się wypełniać życzenia swoich partyjnych szefów. Nie uchroniło ich to przed wymianą na następców działających w ramach tej samej opcji, żadna nie dotrwała do końca kadencji parlamentarnej.
Tych, którzy działali mało lub wcale raczej szkoda wymieniać, jedynie niektórzy wyróżnili się tym, że mieli bardziej wyrazistych czy merytorycznych zastępców. Warto w tej grupie zauważyć Zdobysława Flisowskiego z rządu Hanny Suchockiej (o skróconej kadencji), którego wyrazistymi i jednocześnie ciekawie merytorycznie działającymi zastępcami byli Anna Urbanowicz i Kazimierz Marcinkiewicz. Ten drugi był potem bardzo sensownym przewodniczącym Rady Konsultacyjnej do spraw reformy edukacji narodowej, działającej przy rządzie Jerzego Buzka. Gdyby nie został jeszcze premierem i mężem pewnej Izabeli, moglibyśmy go wspominać głównie z tego, że na edukacji naprawdę się znał.
Pierwszym ministrem, który postanowił wykorzystać stanowisko ministra edukacji przede wszystkim do promocji swoich radykalnych poglądów i swojej osoby, był Roman Giertych. Jego program “Zero tolerancji” do szkół wprowadził wtedy strach. Na jego podstawie powoływano tzw. “trójki giertychowskie” wzbudzające lęk wśród młodzieży i kadry pedagogicznej. Zdarzało się, że wylęknieni nauczyciele z byle powodu wzywali policję do szkół. Słowo “tolerancja” zamiast pozostać określeniem ważnej wartości wychowawczej stało się straszakiem. Na pewno był najgorszym ministrem edukacji pierwszego trzydziestolecia III RP. Cechował go kompletny cynizm i brak wrażliwości na potrzeby dzieci. Przez ostatnie lata przeszedł zadziwiającą ewolucję, mając teraz zwolenników po zupełnie innej stronie sceny politycznej. Niestety obserwowałam z bliska jego wcześniejszą postawę i trudno mi obecnie uwierzyć w inne niż cyniczne przesłanki jego działań.
Z tego wzoru postawy postanowił skorzystać minister Czarnek. Wydaje się, że sama szkolna edukacja mało go interesowała, natomiast znaczące podniesienie swojej rozpoznawalności i nagłośnienie swoich radykalnych poglądów, jak najbardziej. Niestety drugi przykład pójścia tym torem to Barbara Nowacka. Tylko zamiast walki z osobami LGBT, mamy tu radykalną walkę z Kościołem. Cel nawet był zdaje się ten sam: kierowanie Kancelarią Prezydenta. Być może Przemysławowi Czarnkowi będzie dane ten cel osiągnąć. Jego ostatnie wypowiedzi już pokazują pewną ewolucję, większe ważenie słów. Ciekawe, czy za parę lat przejdzie podobną ewolucję poglądów i działań jak Roman Giertych? Życzę zarówno Przemysławowi Czarnkowi, jak i Barbarze Nowackiej, aby aż tak istotnych przemian nie przechodzili, bo w wypadku ich znanego poprzednika robi się to już groteskowe. Ale trochę umiaru by się im przydało, zarówno dla dobra edukacji, jak i dla dobra prezydenta…
16 grudnia 2024
Mój gotyk czyli marzenie o autonomii polskiej szkoły
Patrzenie w gotyckie sklepienia zawsze dawało mi siłę do realizacji marzeń. Gdy w pożarze obracają się w gruzy, to tak, jakby walił się świat ideałów mojej młodości.
Na zdjęciach odbudowane sklepienia, wcześniej spalone - wnętrze Katedry Notre Dame w Paryżu (za onet.pl) oraz wnętrze Kościoła św. Katarzyny w Gdańsku (za karmelici.pl).


Marzenie o autonomii szkoły po raz pierwszy próbowałam zrealizować uczestnicząc w tworzeniu w 1989 roku istniejącego do dziś Gdańskiego Liceum Autonomicznego. Wymyślona wtedy nazwa “szkoły autonomiczne” zyskała później szersze znaczenie - stała się synonimem szkół tworzonych niezależnie.
Przez dalsze swoje życie zawodowe, w różnych miejscach i rolach, starałam się działać na rzecz jak największej autonomii nauczyciela, dyrektora szkoły, organu prowadzącego szkołę - przekazywania im możliwie najszerszych uprawnień. Niestety zmiany prawne ostatnich lat poszły w innym kierunku. Nauczyciele i dyrektorzy szkół są przytłoczeni pogłębiającym się brakiem do nich zaufania, potrzebą nieustającego i coraz bardziej szczegółowego udowadniania, że dobrze pracują na rzecz uczniów.
Jarosław Pytlak ostatnio napisał Skąd w szkołach tyle biurokracji?! - o przytłaczającej konieczności sporządzania szczegółowych notatek “na wszelki wypadek”. Niestety również z doświadczenia organizacji, w której pracuję, wynika, że nie jest to zbędna zapobiegliwość, a przewidywana całkiem realna możliwość skargi na szkołę do różnych organów i następujących potem kontroli, które można przejść pomyślnie tylko mając odpowiednią liczbę odpowiednio szczegółowych notatek służbowych…
To tylko drobiazg na tle zapowiadanych zmian w sposobie finansowania i dotowania oświaty przez państwo. Dla kadry kierowniczej wspieranych przez nas szkół zorganizowaliśmy na ten temat szkolenie CDS OMNIA, które utwierdziło nas, że nasz ważny cel, jakim są innowacyjne rozwiązania organizacyjne, umożliwiające efektywną i przyjazną pracę z uczniami o zróżnicowanych potrzebach, schodzi na dalszy plan, najważniejsze będzie teraz bardzo szczegółowe opisywanie godzin pracy z uczniami w SIO i ODPN, gdyż może się okazać, że bez tego nie będzie już za co tej pracy prowadzić… Na razie trzeba zaprojektować dodatkowe godziny pracy administracyjnej… Oprócz tego, przyjęte rozwiązania prawne spotęgują nieufność samorządów wobec dotowanych przez nich szkół i placówek niepublicznych oraz wobec władzy centralnej, która ustaliła bardzo skomplikowanie sposób przekazywania pieniędzy na zadania oświatowe. W uproszczeniu: samorządowcy mogą mieć obawy, że celem władzy centralnej jest - poprzez te skomplikowane algorytmy - spowodowanie w dalszej perspektywie oszczędności kosztem samorządu na zadaniach oświatowych i tę swoją rodzącą się tu nieufność przerzucą w stronę dotowanych szkół, tam szukając “winnego” “nadmiernych” kosztów. Niestety, jeśli ten kierunek zmian w prawie się utrzyma, obstawiam, że kontroli będzie coraz więcej i będą coraz bardziej szczegółowe, nieufność w systemie będzie rosła.
Kontrole z samorządów i z kuratoriów są w szkołach najczęstsze, choć oczywiście bywają też inne. Osoby kuratorów oświaty niedawno się zmieniły, ale ich uprawnienia nie.
Ostatni projekt stanowiska Pomorskiej Rady Oświatowej, społecznego organu systemu oświaty, reprezentującego różne instytucje i środowiska Pomorza, którego jestem członkinią (nadal mało przy którym samorządzie takie Rady są, choć mogą od wielu lat być przy każdym), mówiącego o zwiększeniu autonomii samorządów jako organów prowadzących szkoły, wywołał spore kontrowersje i dyskusję wśród członków. Poniżej kilka fragmentów:
Pomorska Rada Oświatowa za pozytywne uznaje rozpoczęcie prac nad przygotowaniem istotnych, długofalowych i kompleksowych zmian w polskim systemie oświaty.
Rada przypomina, że przepisy wprowadzone w latach 2017-2018 w ustawach Prawo oświatowe oraz Karta Nauczyciela, poprzez rozszerzenie uprawnień organu sprawującego nadzór pedagogiczny, ograniczyły samodzielność samorządów w zarządzaniu edukacją, w szczególności w takich obszarach jak:
Rada za konieczne i pilne uznaje przywrócenie regulacji prawnych wypełniających ustrojową zasadę samodzielności i odpowiedzialności samorządu terytorialnego w wykonywaniu zadań publicznych w obszarze edukacji.
Przeciwnicy tego stanowiska byli za wzmacnianiem w systemie roli państwa i kuratorów oświaty. Nawet gdyby jeszcze za tym szło pełne finansowanie zadań oświatowych, nie da się w tak dużym kraju centralnie dobrze dbać o efektywne realizowanie tych zadań. Czym więcej wolności ma swojej pracy nauczyciel, dyrektor szkoły, organ prowadzący, tym większa jest szansa, że będzie podchodził do swojej pracy z autentycznym zaangażowaniem, poczuciem sprawczości i satysfakcji.
Na zakończenie dodam tu kilka zdań wybranych z ostatniego rozdziału Perspektywa osobista mojej, wydanej w 2022 roku książki Szkoła przyszłości. Jakich zmian potrzebujemy w edukacji?. Piszę w nim o spojrzeniu na edukację przez pryzmat swoich doświadczeń rodzinnych i fascynacji z młodości. W ostatnim zdaniu wyraziłam nadzieję i oczekiwanie, że przywracanie autonomii polskiej szkoły zdarzy się wkrótce, oby szybciej niż odbudowa Notre Dame.
Budowanie dobrej edukacji to moja pasja i spełnianie marzeń. Symbolem marzeń były zawsze dla mnie gotyckie kościoły. Gdy byłam nastolatką, czasem przyciągał mnie klimat świętej Katarzyny, czasem wygrywała Elżbieta, niekiedy Józef albo Mikołaj. Gdy odwiedzał mnie ktoś z innych rejonów Polski, prawie zmuszałam do spaceru po gdańskich gotyckich świątyniach. Bo jeszcze jest Jan, Brygida, Barbara, Piotr i Paweł, no i oczywiście kościół Mariacki i katedra oliwska. Każde z tych miejsc ma coś niepowtarzalnego, jakieś piękne detale czy interesujące elementy całkiem współczesnego wystroju. Ogrom Mariackiego, barokowe bogactwo wystroju Mikołaja, oliwskie organy, współczesne witraże Józefa i Barbary, w każdej bocznej kaplicy inne sklepienia u Katarzyny – to moje fascynacje z młodości.
Oglądałam z bliska sporo ogromnych i pięknych francuskich budowli gotyckich, ale moje osobiste emocje wiążą się przede wszystkim ze sklepieniem w świętej Katarzynie w Gdańsku. To tam szukałam swoich marzeń jako nastolatka i widziane później gotyckie sklepienia, może obiektywnie wielokroć bardziej sławne, wielkie i piękne, zawsze będą mi przypominać tamte…
Gdy widziałam w telewizji tragiczny, łamiący serce pożar katedry Notre Dame, miałam przed oczami gdańską tragedię – pożar mojej ukochanej, obecnie już odbudowanej świętej Katarzyny. Patrzenie w gotyckie sklepienia zawsze dawało mi siłę do realizacji marzeń. Gdy w pożarze obracają się w gruzy, to tak, jakby walił się świat ideałów mojej młodości.
Burzenie, które zafundowała nam pani minister Zalewska i jej następcy, wymaga mozolnej odbudowy. Teraz przed nami odbudowa autonomii polskiej szkoły. Chcę wierzyć, że nastąpi to szybciej niż odbudowa Notre Dame.
Wydawało mi się wtedy, że odbudowa Notre Dame to bardzo trudne i wieloletnie zadanie. Nie doceniłam sprawności państwa francuskiego i wielkiej ofiarności całego świata na ten cel. Natomiast mój polski polityczny optymizm był nadmierny. Katedrę Notre Dame właśnie otwarto, zaś nieufność w polskim systemie oświaty dalej rośnie a zmian redukujących uprawnienia kuratorów nie widać…
Na zdjęciach odbudowane sklepienia, wcześniej spalone - wnętrze Katedry Notre Dame w Paryżu (za onet.pl) oraz wnętrze Kościoła św. Katarzyny w Gdańsku (za karmelici.pl).
Marzenie o autonomii szkoły po raz pierwszy próbowałam zrealizować uczestnicząc w tworzeniu w 1989 roku istniejącego do dziś Gdańskiego Liceum Autonomicznego. Wymyślona wtedy nazwa “szkoły autonomiczne” zyskała później szersze znaczenie - stała się synonimem szkół tworzonych niezależnie.
Przez dalsze swoje życie zawodowe, w różnych miejscach i rolach, starałam się działać na rzecz jak największej autonomii nauczyciela, dyrektora szkoły, organu prowadzącego szkołę - przekazywania im możliwie najszerszych uprawnień. Niestety zmiany prawne ostatnich lat poszły w innym kierunku. Nauczyciele i dyrektorzy szkół są przytłoczeni pogłębiającym się brakiem do nich zaufania, potrzebą nieustającego i coraz bardziej szczegółowego udowadniania, że dobrze pracują na rzecz uczniów.
Jarosław Pytlak ostatnio napisał Skąd w szkołach tyle biurokracji?! - o przytłaczającej konieczności sporządzania szczegółowych notatek “na wszelki wypadek”. Niestety również z doświadczenia organizacji, w której pracuję, wynika, że nie jest to zbędna zapobiegliwość, a przewidywana całkiem realna możliwość skargi na szkołę do różnych organów i następujących potem kontroli, które można przejść pomyślnie tylko mając odpowiednią liczbę odpowiednio szczegółowych notatek służbowych…
To tylko drobiazg na tle zapowiadanych zmian w sposobie finansowania i dotowania oświaty przez państwo. Dla kadry kierowniczej wspieranych przez nas szkół zorganizowaliśmy na ten temat szkolenie CDS OMNIA, które utwierdziło nas, że nasz ważny cel, jakim są innowacyjne rozwiązania organizacyjne, umożliwiające efektywną i przyjazną pracę z uczniami o zróżnicowanych potrzebach, schodzi na dalszy plan, najważniejsze będzie teraz bardzo szczegółowe opisywanie godzin pracy z uczniami w SIO i ODPN, gdyż może się okazać, że bez tego nie będzie już za co tej pracy prowadzić… Na razie trzeba zaprojektować dodatkowe godziny pracy administracyjnej… Oprócz tego, przyjęte rozwiązania prawne spotęgują nieufność samorządów wobec dotowanych przez nich szkół i placówek niepublicznych oraz wobec władzy centralnej, która ustaliła bardzo skomplikowanie sposób przekazywania pieniędzy na zadania oświatowe. W uproszczeniu: samorządowcy mogą mieć obawy, że celem władzy centralnej jest - poprzez te skomplikowane algorytmy - spowodowanie w dalszej perspektywie oszczędności kosztem samorządu na zadaniach oświatowych i tę swoją rodzącą się tu nieufność przerzucą w stronę dotowanych szkół, tam szukając “winnego” “nadmiernych” kosztów. Niestety, jeśli ten kierunek zmian w prawie się utrzyma, obstawiam, że kontroli będzie coraz więcej i będą coraz bardziej szczegółowe, nieufność w systemie będzie rosła.
Kontrole z samorządów i z kuratoriów są w szkołach najczęstsze, choć oczywiście bywają też inne. Osoby kuratorów oświaty niedawno się zmieniły, ale ich uprawnienia nie.
Ostatni projekt stanowiska Pomorskiej Rady Oświatowej, społecznego organu systemu oświaty, reprezentującego różne instytucje i środowiska Pomorza, którego jestem członkinią (nadal mało przy którym samorządzie takie Rady są, choć mogą od wielu lat być przy każdym), mówiącego o zwiększeniu autonomii samorządów jako organów prowadzących szkoły, wywołał spore kontrowersje i dyskusję wśród członków. Poniżej kilka fragmentów:
Pomorska Rada Oświatowa za pozytywne uznaje rozpoczęcie prac nad przygotowaniem istotnych, długofalowych i kompleksowych zmian w polskim systemie oświaty.
Rada przypomina, że przepisy wprowadzone w latach 2017-2018 w ustawach Prawo oświatowe oraz Karta Nauczyciela, poprzez rozszerzenie uprawnień organu sprawującego nadzór pedagogiczny, ograniczyły samodzielność samorządów w zarządzaniu edukacją, w szczególności w takich obszarach jak:
- ustalanie sieci publicznych przedszkoli i szkół;
- zakładanie, przekształcanie i likwidowanie szkół;
- zatwierdzanie corocznej organizacji przedszkoli, szkół i placówek;
- zatrudnianie i ocena pracy dyrektorów szkół i placówek.
Rada za konieczne i pilne uznaje przywrócenie regulacji prawnych wypełniających ustrojową zasadę samodzielności i odpowiedzialności samorządu terytorialnego w wykonywaniu zadań publicznych w obszarze edukacji.
Przeciwnicy tego stanowiska byli za wzmacnianiem w systemie roli państwa i kuratorów oświaty. Nawet gdyby jeszcze za tym szło pełne finansowanie zadań oświatowych, nie da się w tak dużym kraju centralnie dobrze dbać o efektywne realizowanie tych zadań. Czym więcej wolności ma swojej pracy nauczyciel, dyrektor szkoły, organ prowadzący, tym większa jest szansa, że będzie podchodził do swojej pracy z autentycznym zaangażowaniem, poczuciem sprawczości i satysfakcji.
Na zakończenie dodam tu kilka zdań wybranych z ostatniego rozdziału Perspektywa osobista mojej, wydanej w 2022 roku książki Szkoła przyszłości. Jakich zmian potrzebujemy w edukacji?. Piszę w nim o spojrzeniu na edukację przez pryzmat swoich doświadczeń rodzinnych i fascynacji z młodości. W ostatnim zdaniu wyraziłam nadzieję i oczekiwanie, że przywracanie autonomii polskiej szkoły zdarzy się wkrótce, oby szybciej niż odbudowa Notre Dame.
Budowanie dobrej edukacji to moja pasja i spełnianie marzeń. Symbolem marzeń były zawsze dla mnie gotyckie kościoły. Gdy byłam nastolatką, czasem przyciągał mnie klimat świętej Katarzyny, czasem wygrywała Elżbieta, niekiedy Józef albo Mikołaj. Gdy odwiedzał mnie ktoś z innych rejonów Polski, prawie zmuszałam do spaceru po gdańskich gotyckich świątyniach. Bo jeszcze jest Jan, Brygida, Barbara, Piotr i Paweł, no i oczywiście kościół Mariacki i katedra oliwska. Każde z tych miejsc ma coś niepowtarzalnego, jakieś piękne detale czy interesujące elementy całkiem współczesnego wystroju. Ogrom Mariackiego, barokowe bogactwo wystroju Mikołaja, oliwskie organy, współczesne witraże Józefa i Barbary, w każdej bocznej kaplicy inne sklepienia u Katarzyny – to moje fascynacje z młodości.
Oglądałam z bliska sporo ogromnych i pięknych francuskich budowli gotyckich, ale moje osobiste emocje wiążą się przede wszystkim ze sklepieniem w świętej Katarzynie w Gdańsku. To tam szukałam swoich marzeń jako nastolatka i widziane później gotyckie sklepienia, może obiektywnie wielokroć bardziej sławne, wielkie i piękne, zawsze będą mi przypominać tamte…
Gdy widziałam w telewizji tragiczny, łamiący serce pożar katedry Notre Dame, miałam przed oczami gdańską tragedię – pożar mojej ukochanej, obecnie już odbudowanej świętej Katarzyny. Patrzenie w gotyckie sklepienia zawsze dawało mi siłę do realizacji marzeń. Gdy w pożarze obracają się w gruzy, to tak, jakby walił się świat ideałów mojej młodości.
Burzenie, które zafundowała nam pani minister Zalewska i jej następcy, wymaga mozolnej odbudowy. Teraz przed nami odbudowa autonomii polskiej szkoły. Chcę wierzyć, że nastąpi to szybciej niż odbudowa Notre Dame.
Wydawało mi się wtedy, że odbudowa Notre Dame to bardzo trudne i wieloletnie zadanie. Nie doceniłam sprawności państwa francuskiego i wielkiej ofiarności całego świata na ten cel. Natomiast mój polski polityczny optymizm był nadmierny. Katedrę Notre Dame właśnie otwarto, zaś nieufność w polskim systemie oświaty dalej rośnie a zmian redukujących uprawnienia kuratorów nie widać…
11 grudnia 2022
Inicjatywy III startują - w czym pomagamy, do czego zapraszamy?
Niedawno zapytano mnie, w zarejestrowaniu ilu szkół i placówek oświatowych brałam udział. Nie umiałam tak od razu na to odpowiedzieć.
Zajęłam się zakładaniem autorsko zorganizowanych szkół, jak tylko zaczęło to być możliwe, w 1989 roku. Doliczyłam się po dłuższym namyśle, że było ich w sumie aż 34. Nie wszystkie przetrwały do dziś, była wśród nich choćby spora grupa gimnazjów, które z mocy prawa odeszły do przeszłości. Niektóre zostały połączone w zespoły - zespołów zarejestrowałam 8. Najwięcej z nich to jednostki prowadzone przez Gdańską Fundację Oświatową, w której spędziłam 17 lat mojego życia zawodowego, i przez Stowarzyszenie Dobra Edukacja, z którym jestem związana przez ostatnie 10 lat. Podczas tych 10 lat historii Stowarzyszenia pomogłam przy procesie rejestracji już 24 szkół i placówek oświatowych, z inicjatorami powstania których łączą nas takie same wartości. Z założeniami naszej koncepcji edukacyjnej zapoznawaliśmy nią zainteresowanych poprzez seminaria, konferencje i indywidualne konsultacje.
Tu zebrałam logotypy niektórych moich “dzieci rejestracyjnych”, które istnieją do dziś i mają się dobrze. Najstarsze ma 33 lata, najmłodsze 3 miesiące.
Tu zebrałam logotypy niektórych moich “dzieci rejestracyjnych”, które istnieją do dziś i mają się dobrze. Najstarsze ma 33 lata, najmłodsze 3 miesiące.
W 2022 roku aż 5 ekip deklarujących zainteresowanie realizowaniem Dobrej Edukacji udało się doprowadzić do rejestracji szkół. Jedne z nich współpracowały z nami już trzeci rok, inne zaczęły współdziałać dopiero w trakcie 2022 roku.
Teraz zajmuje nas wsparcie tych nowych grup Dobrej Edukacji w uruchamianiu szkół, przygotowywaniu się przez nich do pierwszych kontroli. Pomagamy ich kadrze w tym, jak zacząć realizować nasze Standardy i Program.
Zebrane doświadczenia doprowadziły do uruchomienia naboru na Seminarium Inicjatywy III. Będzie to połączenie formuły seminaryjnej, od której zaczynaliśmy tworzyć kolejne nasze Akademie Dobrej Edukacji, z indywidualnymi konsultacjami, przy pomocy których prowadziliśmy uczestników Nagradzamy Inicjatywy I i Inicjatywy II.
Uczestnicy Seminarium Inicjatywy III wspólnie będą otrzymywać wiedzę o tym, jak pracujemy w szkołach Dobrej Edukacji i jak zarejestrować taką szkołę, ale też dostaną konkretne zadania i indywidualne konsultacje przy kolejnych czynnościach zmierzających do utworzenia szkoły.
Teraz zajmuje nas wsparcie tych nowych grup Dobrej Edukacji w uruchamianiu szkół, przygotowywaniu się przez nich do pierwszych kontroli. Pomagamy ich kadrze w tym, jak zacząć realizować nasze Standardy i Program.
Zebrane doświadczenia doprowadziły do uruchomienia naboru na Seminarium Inicjatywy III. Będzie to połączenie formuły seminaryjnej, od której zaczynaliśmy tworzyć kolejne nasze Akademie Dobrej Edukacji, z indywidualnymi konsultacjami, przy pomocy których prowadziliśmy uczestników Nagradzamy Inicjatywy I i Inicjatywy II.
Uczestnicy Seminarium Inicjatywy III wspólnie będą otrzymywać wiedzę o tym, jak pracujemy w szkołach Dobrej Edukacji i jak zarejestrować taką szkołę, ale też dostaną konkretne zadania i indywidualne konsultacje przy kolejnych czynnościach zmierzających do utworzenia szkoły.
W najbliższym tygodniu rozmawiamy z pierwszymi, którzy zgłosili się przez nasz formularz rejestracyjny na to Seminarium. Te indywidualne rozmowy mają nam pokazać, czy ze zgłaszającymi się jest nam po drodze - czy mamy wspólne cele zmieniania edukacyjnego świata na lepsze, czy naprawdę są zainteresowani trwałym współtworzeniem z nami Dobrej Edukacji. Bo tylko takie ekipy, które nam zaufają, że doprowadzimy je krok po kroku do sukcesu, jakim będzie prowadzenie kolejnej, nowej szkoły Dobrej Edukacji, chcemy teraz obejmować naszym wsparciem.
Zgłoszenia jeszcze są przyjmowane. Chcemy skompletować grupę, która zacznie wspólną pracę w drugiej połowie stycznia.
Zapraszamy!
Zgłoszenia jeszcze są przyjmowane. Chcemy skompletować grupę, która zacznie wspólną pracę w drugiej połowie stycznia.
Zapraszamy!
21 września 2022
Tomek Wołek, nauczyciel
Wiadomość o śmierci Tomka Wołka dopadła niespodziewanie. Wydawało mi się, że jeszcze wiele spotkań przed nami.
Znany był opinii publicznej przede wszystkim jako dziennikarz, komentator polityczny i sportowy. Tymczasem ja poznałam go już w latach siedemdziesiątych jako nauczyciela. Choć z wykształcenia był nauczycielem historii, do mojego liceum - VIII LO w Gdańsku - trafił odsunięty od nauczania historii w innej szkole, aby uczyć przysposobienia obronnego. Spotykaliśmy się z nim na lekcjach PO przez rok. Nie tylko dyktował nam przewidziane programem tematy, ale wprowadzał pewne treści dodatkowe. Dobrze zapamiętałam czytanie w odcinkach “W oparach absurdu” Słonimskiego i Tuwima oraz puszczane nam nagrania - melodię głosu i ekspresję sprawozdawców meczów południowoamerykańskich.
Gdy po latach spotykaliśmy się czasem w okolicznościach publicznych lub towarzyskich, z uśmiechem wspominaliśmy swoje role nauczyciela i uczennicy. Myślałam o tym, żeby kiedyś go zaprosić na cyklicznie organizowane spotkania mojej klasy z liceum. Tymczasem już tego nie zrobimy.
Po jego śmierci pojawia się wiele o nim wspomnień, z różnych okresów jego publicznej aktywności. Myślę, że warto przypomnieć też jego podejście do roli nauczyciela. Może to być inspiracja i w dzisiejszych czasach, jak ciekawie można poszerzyć podstawę programową niektórych przedmiotów, niezbyt przejmując się obowiązkowymi do wprowadzenia treściami, traktując je dość pobieżnie, zaś czytając oprócz tego w odcinkach “W oparach absurdu”...
2 sierpnia 2022
Trudne rozstanie
W kolejne lata pracy Stowarzyszenia Dobra Edukacja wkraczamy bez Beaty i Jacka Staniszewskich na pokładzie. Wybrali samodzielną drogę. 29 lipca 2022 r. ogłosili, że zakładają nową szkołę. Byli jednymi z tych, którzy dziesięć lat temu dali początek Dobrej Edukacji. Od pewnego czasu widoczne było, że nie angażują się we współpracę z innymi pragnącymi podążać podobną drogą, że trudno im podporządkowywać się pewnym zasadom obowiązującym w naszej organizacji, być może uwierają ich jej struktury.

Życzę im wszystkiego najlepszego, niech ich nowa szkoła odniesie sukces. Jestem przekonana, że będzie realizować misję bliską naszym celom. Jest miejsce dla wielu szkół pracujących podobnie jak nasze Akademie Dobrej Edukacji. Wraz z Beatą i Jackiem odchodzi grupa pracowników, rodziców i uczniów.
Akademia Dobrej Edukacji w Warszawie będzie dalej istnieć i zatrudniać wysokokwalifikowaną kadrę, zapewniającą realizowanie Standardów Dobrej Edukacji. Pozostaje z nami doświadczona kadra kierownicza, spora grupa uczniów i rodziców, i ponad dwudziestu doświadczonych pracowników, potrafiących wprowadzać do pracy nowe osoby, które każdego roku dołączają do naszego zespołu.
Rozstania są trudne, obecnie przeżywamy trudne chwile, nowa inicjatywa edukacyjna zaczyna od zabrania części ADE. Jest to trochę jak rozwód w rodzinie. Liczymy jednak na to, że profesjonalizm kadry pozwoli zapewnić uczniom bezpieczeństwo i dobrą organizację pracy. W przyszłości ten podział pewnie sprawi, że obie szkoły (naszej Dobrej Edukacji i Staniszewskich) będą łącznie dawać wsparcie większej grupie dzieci i młodzieży niż obecnie.
Stowarzyszenie Dobra Edukacja jest doświadczoną organizacją, obecnie prowadzi dwanaście szkół i placówek oświatowych, w których profesjonalnie podążamy za potrzebami uczniów i rodziców, i zapewniamy dobre, stabilne warunki pracy. Rodzice i nauczyciele mogą mieć zaufanie do naszego Stowarzyszenia. Serdecznie zapraszamy do współpracy.
Życzę im wszystkiego najlepszego, niech ich nowa szkoła odniesie sukces. Jestem przekonana, że będzie realizować misję bliską naszym celom. Jest miejsce dla wielu szkół pracujących podobnie jak nasze Akademie Dobrej Edukacji. Wraz z Beatą i Jackiem odchodzi grupa pracowników, rodziców i uczniów.
Akademia Dobrej Edukacji w Warszawie będzie dalej istnieć i zatrudniać wysokokwalifikowaną kadrę, zapewniającą realizowanie Standardów Dobrej Edukacji. Pozostaje z nami doświadczona kadra kierownicza, spora grupa uczniów i rodziców, i ponad dwudziestu doświadczonych pracowników, potrafiących wprowadzać do pracy nowe osoby, które każdego roku dołączają do naszego zespołu.
Rozstania są trudne, obecnie przeżywamy trudne chwile, nowa inicjatywa edukacyjna zaczyna od zabrania części ADE. Jest to trochę jak rozwód w rodzinie. Liczymy jednak na to, że profesjonalizm kadry pozwoli zapewnić uczniom bezpieczeństwo i dobrą organizację pracy. W przyszłości ten podział pewnie sprawi, że obie szkoły (naszej Dobrej Edukacji i Staniszewskich) będą łącznie dawać wsparcie większej grupie dzieci i młodzieży niż obecnie.
Stowarzyszenie Dobra Edukacja jest doświadczoną organizacją, obecnie prowadzi dwanaście szkół i placówek oświatowych, w których profesjonalnie podążamy za potrzebami uczniów i rodziców, i zapewniamy dobre, stabilne warunki pracy. Rodzice i nauczyciele mogą mieć zaufanie do naszego Stowarzyszenia. Serdecznie zapraszamy do współpracy.
8 września 2021
Znamy się już 50 lat

Zaplanowaliśmy z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem klasową 3-dniową wycieczkę na Podlasie, aby wspólnie powspominać w 45-lecie naszej matury. Miało to być w maju 2020 roku. Odwołaliśmy ją. Nie dało się planować w tym okresie podróżowania. Szczególnie, gdy ma się sporo lat i trochę chorób, lepiej było siedzieć w domu. Złożyliśmy sobie tylko mailowo życzenia świąteczne i niestety tuż po świętach dzieliliśmy się jeszcze wiadomością o śmierci w Wielkanoc naszej klasowej koleżanki.
Ta nasza klasowa wycieczka w końcu doszła do skutku na początku września 2021 roku, choć na jej szczegółowy plan wpłynęły znowu czynniki zewnętrzne - ograniczenia możliwości przemieszczania się w rejonie przygranicznym z Białorusią. Całe szczęście, że zarezerwowany hotel znalazł się poza tą "zakazaną" strefą… Ci, którzy wzięli w niej udział, a było nas całkiem sporo - ponad połowa żyjącego składu klasy, postanowili o organizowaniu podobnej wycieczki, w inny region Polski, za rok i o podjęciu działań mobilizujących do dołączenia się nieobecnych. Myśl przewodnia naszego wyjazdu była taka, że znamy się już 50 lat. Uznaliśmy, że warto spotykać się częściej niż dotychczas.
Spotykamy się regularnie co parę lat. Ktoś coś rezerwuje, zawiadamia i większość stara się brać udział. Dopracowaliśmy się nawet porządnej bazy adresów mailowych. Gdy byłam ministrem, też przyjechałam. Wtedy szczególnie czułam, że muszę być. Dawniej dominowały wspomnienia imprez z młodości. Obecnie niestety zdrowie już u wielu z nas szwankuje i rozmawiamy też o lekarzach, których sobie można polecić… Jako klasa spotkaliśmy się dość licznie, gdy wspólnie świętowaliśmy 60-te urodziny większości z nas. Zupełnie niedawno, w dużo mniejszym składzie, spotkaliśmy się po oficjalnym jubileuszu 70-lecia naszej szkoły – VIII LO w Gdańsku.
Jest w tych spotkaniach coś ważnego. Jesteśmy dla siebie osobami bardzo bliskimi, choć obecnie każdy ma swoje osobne życie, środowisko. Tylko z bardzo nielicznymi, czasem, poza tymi naszymi spotkaniami, przecinały mi się jakieś drogi. Jesteśmy już w takim wieku, kiedy wspólne spotkania nie dostarczają napięć, a jedynie cieszą.
Pierwsze spotkania po paru latach po studiach były chyba bardziej stresujące, towarzyszyły im porównania: kto gdzie pracuje, do czego doszedł, jak mu się prywatnie układa, czy dobrze wygląda, jak się prezentuje.
Dziś, gdy jesteśmy już 60+, wiemy, że wiele więcej niż mamy już nie osiągniemy, może bardziej posiwiejemy, kolejne choroby dopadną nas lub naszych najbliższych, może urodzą się kolejne wymagające naszej opieki wnuki lub trzeba będzie zająć się w pełnym wymiarze chorującymi rodzicami czy współmałżonkami. Krzepiące jest, że w swoim towarzystwie nie musimy udawać, że mamy mniej lat niż mamy, że jesteśmy sprawniejsi niż jesteśmy. A patrząc na siebie widzimy dalej tych chłopców i dziewczęta z naszej młodości, wspominamy nasze stare marzenia, dyskusje i przyjaźnie.
Tym także może być szkoła. Dobrym wspomnieniem. Zacierają się w pamięci jakieś stare krzywdy czy konflikty. Nikt nie pamięta już, jak przeładowane i niemądrze skonstruowane były programy niektórych przedmiotów. Nawet niektórych naszych niezbyt sprawnych nauczycieli wspominamy z pewnym sentymentem. Pamiętamy, że byliśmy młodzi i wszystko było jeszcze przed nami.
11 kwietnia 2020
Zdrowych Świąt!
Świąteczny czas to był zawsze czas spotkań, zatrzymania się trochę w czasie, oderwania od codziennej gonitwy, skupienia na swoich bliskich. Będą to Święta inne niż wszystkie. Rodzice małych dzieci są zmęczeni pewnie bardzo codzienną z nimi obecnością w domu. Zdalni uczniowie i zdalni nauczyciele byli przed świętami w domach dłużej niż zwykle. Tymczasem wielu rodziców dorosłych dzieci nie może zobaczyć się świątecznie z własnymi dziećmi, wnukami.
Tacy jak ja, z mającymi już swoje osobne życie dorosłymi dziećmi, poczują się teraz mocniej tylko zdalnymi rodzicami. Także zdalnymi przyjaciółmi. Zdalnymi uczestnikami świątecznych uroczystości religijnych (osobiście polecam te na gdansk.pl). Dotychczas Święta to był czas rodzinnych i przyjacielskich spotkań, czasem nawet trochę męczących. Teraz będziemy bardzo mocno za tymi spotkaniami tęsknić.
Mimo wszystko, wszystkiego dobrego na ten szczególny świąteczny czas. Przede wszystkim Zdrowych Świąt!
Tacy jak ja, z mającymi już swoje osobne życie dorosłymi dziećmi, poczują się teraz mocniej tylko zdalnymi rodzicami. Także zdalnymi przyjaciółmi. Zdalnymi uczestnikami świątecznych uroczystości religijnych (osobiście polecam te na gdansk.pl). Dotychczas Święta to był czas rodzinnych i przyjacielskich spotkań, czasem nawet trochę męczących. Teraz będziemy bardzo mocno za tymi spotkaniami tęsknić.
Mimo wszystko, wszystkiego dobrego na ten szczególny świąteczny czas. Przede wszystkim Zdrowych Świąt!
8 grudnia 2018
Edukacja do świata za 50 lat
Wielokroć, gdy wspominałam swoich nauczycieli z lat 60. czy 70. ubiegłego wieku, jednocześnie stwierdzałam, że w ogóle im się nie śniło, do życia w jakiej rzeczywistości społecznej i technologicznej przygotowywali swoich uczniów. Przecież wielu z nas, kończących szkoły w tych latach, nadal - po bardzo wielu latach od ukończenia szkoły - funkcjonuje na rynku pracy, korzysta z współczesnych mediów, internetu, jest aktywnymi wyborcami, a często i wybieranymi politykami. Ani dzisiejsza aktywność obywatelska, ani posługiwanie się współczesnymi mediami, z pewnością nie mogły być wtedy celem PRL-owskiej edukacji.
Tylko, czy projektując edukację dzisiaj, chcąc ją wymyślić możliwie najbardziej nowocześnie, nie jesteśmy tak samo jak nauczyciele z tamtych lat pozbawieni wiedzy, jak będzie wyglądał świat za kolejnych kilkadziesiąt lat, kiedy to dzisiejszym uczniom przyjdzie dokonywać różnych dojrzałych działań zawodowych i wyborów życiowych?
Tylko, czy projektując edukację dzisiaj, chcąc ją wymyślić możliwie najbardziej nowocześnie, nie jesteśmy tak samo jak nauczyciele z tamtych lat pozbawieni wiedzy, jak będzie wyglądał świat za kolejnych kilkadziesiąt lat, kiedy to dzisiejszym uczniom przyjdzie dokonywać różnych dojrzałych działań zawodowych i wyborów życiowych?
12 listopada 2018
Dlaczego tworzę Program Dobrej Edukacji?
Założyłam 6 lat temu wraz z grupą przyjaciół Stowarzyszenie Dobra Edukacja, ponieważ chcieliśmy tworzyć szkoły, które przygotowują do przyszłości, a nie są oparte o XIX-wieczne modele edukacyjne. Szkoły zorganizowane w sposób umożliwiający każdemu uczniowi osobisty rozwój i robienie we własnym tempie maksymalnych postępów na miarę własnych możliwości, stawiające na samodzielność, współpracę i odpowiedzialność, wykorzystujące nowoczesne technologie.
Zaczynaliśmy w gronie niewielkiej grupy entuzjastów. Dziś Stowarzyszenie prowadzi kilka szkół w całej Polsce, dodatkowo mamy też parę szkół afiliowanych. Stworzony przez nas Program Dobrej Edukacji jest realizowany z dziećmi i młodzieżą w Warszawie, Gdańsku, Jarocinie, Jabłonnie, Pruszczu Gdańskim, Koszalinie i Białymstoku.
Zaczynaliśmy w gronie niewielkiej grupy entuzjastów. Dziś Stowarzyszenie prowadzi kilka szkół w całej Polsce, dodatkowo mamy też parę szkół afiliowanych. Stworzony przez nas Program Dobrej Edukacji jest realizowany z dziećmi i młodzieżą w Warszawie, Gdańsku, Jarocinie, Jabłonnie, Pruszczu Gdańskim, Koszalinie i Białymstoku.
19 sierpnia 2018
Zapraszam na Kołobrzeską
Prawie 30 lat temu, na wiosnę 1989 roku, zajęłam się zakładaniem pierwszego niepublicznego liceum na Pomorzu. Jego pierwszy adres to była Kołobrzeska 25E w Gdańsku. Dwa lata później szkoła przeprowadziła się na ulicę Osiek i stała się znana już pod tamtym adresem.
Od września 2018 roku symbolicznie wrócę w tę okolicę, przenosząc na Kołobrzeską Instytut Dobrej Edukacji oraz Liceum ADE i Szkołę Podstawową ADE. Obecnie trwają tam remonty, cała kadra wyjeżdża się szkolić w dniach 21-23 sierpnia, ale od 1 września zaczynamy aktywność na Kołobrzeskiej.
21 grudnia 2017
Przepis na świąteczny piernik
W 2009 roku, życząc Dobrych Świąt, zaczęłam się w tym miejscu dzielić swoimi świątecznymi przepisami.
Przygotowując w tym roku świąteczny piernik, zorientowałam się, że przepisu na niego nie zamieściłam jeszcze na blogu. Tymczasem jest to przepis zapisany kiedyś przeze mnie na serwetce pod dyktando babci moich dzieci, rokrocznie stosowany, i tylko na tej serwetce go mam, choć jest coraz mniej czytelny. Jedna z moich synowych już też go zanotowała i stosuje, ale może lepiej zapisać go bardziej czytelnie, a przy okazji jeszcze jakiemuś innemu czytelnikowi bloga może się przyda. Urok Świąt polega również na przekazywaniu świątecznych smaków kolejnym pokoleniom i dzieleniu się nimi.
Przygotowując w tym roku świąteczny piernik, zorientowałam się, że przepisu na niego nie zamieściłam jeszcze na blogu. Tymczasem jest to przepis zapisany kiedyś przeze mnie na serwetce pod dyktando babci moich dzieci, rokrocznie stosowany, i tylko na tej serwetce go mam, choć jest coraz mniej czytelny. Jedna z moich synowych już też go zanotowała i stosuje, ale może lepiej zapisać go bardziej czytelnie, a przy okazji jeszcze jakiemuś innemu czytelnikowi bloga może się przyda. Urok Świąt polega również na przekazywaniu świątecznych smaków kolejnym pokoleniom i dzieleniu się nimi.
16 marca 2017
Wojciech Młynarski osobiste wspomnienie
Cytat z piosenki Wojciech Młynarskiego Układanka: Albo dajcie inne klocki, albo zmieńcie ten obrazek był mottem mojego wstępu do książki Klocki Autonomiczne, którą zredagowałam w 1999 roku. Kolejny raz wstęp znalazł się w książce z programem napisanym na kolejny etap w 2002 roku. Siłą rzeczy ten cytat jest dalej dla mnie ważny, a tekst tego mojego wstępu sprzed lat chyba dla wielu pasjonatów dobrej edukacji nadal aktualny - zamieszczam go poniżej i zapraszam do lektury. Choć pewnie warto też teraz powtarzać za Wielkim Autorem na przykład: Róbmy swoje lub Jeszcze w zielone gramy, jeszcze nie umieramy... Od wczoraj wiemy, że kolejnych pięknych, wzruszających, inspirujących tekstów Jego autostwa już nie będzie. Cześć Jego pamięci.

Wstęp
Budowanie szkolnej koncepcji edukacyjnej przypomina trochę zabawę w budowanie obrazka z klocków, opisaną w piosence Wojciecha Młynarskiego. Obrazkiem – fundamentem są obowiązujące przepisy: ustawa o systemie oświaty, rozporządzenia o podstawach programowych, planach nauczania, klasyfikowaniu i ocenianiu, zewnętrznych egzaminach. Klocki - pomysły znajdujemy w różnych materiałach dydaktycznych, przynoszą nam je uczniowie i nauczyciele. Z uporem układamy. Dopracowujemy się czegoś, co pasuje: do obowiązującego prawa, do oczekiwań dzieci i rodziców, do wizji pracy nauczycieli naszej szkoły. Ale zmienia się obrazek. Nasze starannie wybrane, najlepsze klocki już do niego nie pasują. Próbujemy szlifować dotychczasowe klocki, szukamy nowych, dyskutujemy. Z trudem, po upływie sporego czasu, dopracowujemy się nowego, dobrego zestawu klocków. A obrazek znowu się zmienia. My cały czas układamy. Mimo wszystko, nasza budowla coraz bardziej nam się podoba. Pod warunkiem, oczywiście, że lubimy budować z klocków.
Zabawę w takie budowanie rozpoczęłam w 1989 roku. Przez dziesięć lat wielokrotnie zmieniał się obrazek i zmienialiśmy klocki. Ponieważ jednak cel przez te dziesięć lat pozostawał cały czas ten sam - budowanie szkoły przyjaznej uczniom i efektywnej - nasza budowla jest coraz bardziej stabilna i dobrze zorganizowana. Klocki zrobiły się solidne, dopracowane. Na pewno jeszcze nie raz przyjdzie nam je wymieniać. Umiemy to robić coraz szybciej i lepiej. Opisując swoją koncepcję, chcemy się podzielić swoimi klockami, metodą ich tworzenia i poprawiania. Zachęcam do takiej zabawy. Może ona dawać dużo satysfakcji.
Z naszych klocków można ustawić taką samą albo całkiem inną budowlę, część klocków można trochę pozmieniać lub całkiem wymienić. Ważny jest tylko cel, o którym trzeba pamiętać - przyjazna uczniom i efektywna szkoła. Jeśli ten cel jest także Waszym celem, bierzcie te klocki i róbcie w Waszej szkole z nimi, co się Wam podoba.
Dedykuję tę pracę wszystkim, którzy ułożyli ze mną którykolwiek klocek, również te, których już dawno nie używamy. Każdy z klocków miał wpływ na jakość następnych i na nasze wspólne myślenie o szkole nawet wtedy, jeśli drogi nam się rozeszły. Myślałam o zamieszczeniu tu listy tych, którzy cząstkę siebie zostawili we wspólnym budowaniu. Nie zrobiłam tego tylko dlatego, że lista jest bardzo długa, a bałam się przeoczyć lub pominąć kogokolwiek. Ale wszystkim bardzo dziękuję.
Katarzyna Hall

Wstęp
Albo dajcie inne klocki, albo zmieńcie ten obrazek
Budowanie szkolnej koncepcji edukacyjnej przypomina trochę zabawę w budowanie obrazka z klocków, opisaną w piosence Wojciecha Młynarskiego. Obrazkiem – fundamentem są obowiązujące przepisy: ustawa o systemie oświaty, rozporządzenia o podstawach programowych, planach nauczania, klasyfikowaniu i ocenianiu, zewnętrznych egzaminach. Klocki - pomysły znajdujemy w różnych materiałach dydaktycznych, przynoszą nam je uczniowie i nauczyciele. Z uporem układamy. Dopracowujemy się czegoś, co pasuje: do obowiązującego prawa, do oczekiwań dzieci i rodziców, do wizji pracy nauczycieli naszej szkoły. Ale zmienia się obrazek. Nasze starannie wybrane, najlepsze klocki już do niego nie pasują. Próbujemy szlifować dotychczasowe klocki, szukamy nowych, dyskutujemy. Z trudem, po upływie sporego czasu, dopracowujemy się nowego, dobrego zestawu klocków. A obrazek znowu się zmienia. My cały czas układamy. Mimo wszystko, nasza budowla coraz bardziej nam się podoba. Pod warunkiem, oczywiście, że lubimy budować z klocków.
Zabawę w takie budowanie rozpoczęłam w 1989 roku. Przez dziesięć lat wielokrotnie zmieniał się obrazek i zmienialiśmy klocki. Ponieważ jednak cel przez te dziesięć lat pozostawał cały czas ten sam - budowanie szkoły przyjaznej uczniom i efektywnej - nasza budowla jest coraz bardziej stabilna i dobrze zorganizowana. Klocki zrobiły się solidne, dopracowane. Na pewno jeszcze nie raz przyjdzie nam je wymieniać. Umiemy to robić coraz szybciej i lepiej. Opisując swoją koncepcję, chcemy się podzielić swoimi klockami, metodą ich tworzenia i poprawiania. Zachęcam do takiej zabawy. Może ona dawać dużo satysfakcji.
Z naszych klocków można ustawić taką samą albo całkiem inną budowlę, część klocków można trochę pozmieniać lub całkiem wymienić. Ważny jest tylko cel, o którym trzeba pamiętać - przyjazna uczniom i efektywna szkoła. Jeśli ten cel jest także Waszym celem, bierzcie te klocki i róbcie w Waszej szkole z nimi, co się Wam podoba.
Dedykuję tę pracę wszystkim, którzy ułożyli ze mną którykolwiek klocek, również te, których już dawno nie używamy. Każdy z klocków miał wpływ na jakość następnych i na nasze wspólne myślenie o szkole nawet wtedy, jeśli drogi nam się rozeszły. Myślałam o zamieszczeniu tu listy tych, którzy cząstkę siebie zostawili we wspólnym budowaniu. Nie zrobiłam tego tylko dlatego, że lista jest bardzo długa, a bałam się przeoczyć lub pominąć kogokolwiek. Ale wszystkim bardzo dziękuję.
Katarzyna Hall
14 marca 2017
Urodziny na Facebooku
Drodzy Facebookowi Znajomi!
Ukryłam datę swoich urodzin na Facebooku w przededniu wejścia w wiek uznany za obecne władze za emerytalny, by oszczędzić Wam doświadczenia przypominania o moich urodzinach, kiedy już mnie nie będzie. Jest ona nadal powszechnie dostępna, choćby w Wikipedii, ale to Facebook Wam o niej przypominał.
Znajomych na Facebooku mam wielu. Dostaję sporo zaproszeń do znajomych. Kiedyś przyjęłam taką zasadę: ma ktoś ze mną sporą grupę wspólnych znajomych - przyjmuję. Nie była to zasada najmądrzejsza, obecnie takich znajomych-nieznajomych mam wielu i czasem nic o nich nie wiem. Szkoda mi też energii na zajęcie się radykalną redukcją tej liczby znajomych. Niektórych bardziej i sensowniej aktywnych udało mi się nawet trochę dzięki Facebookowi poznać...
Codziennie Facebook mi przypomina, kto z moich znajomych-nieznajomych ma urodziny. Ponieważ wszystkim ludziom życzę dobrze, wszystkim wysyłam “Wszystkiego najlepszego!”. Robię to od paru lat i niestety ostatnio zdarza mi się dostać od kogoś wiadomość, że osoba, której złożyłam życzenia, nie żyje. To bardzo przykre doświadczenie. Wszyscy kiedyś zakończymy życie i nie mamy wpływu na to, czy ktoś zamknie nasz facebookowy profil.
Poprzednie “okrągłe” urodziny spędzałam nie korzystając jeszcze z Bloggera, Twittera i Facebooka, pamiętały o nich jedynie najbliższe mi osoby. Dopiero 60-tka nastraja mnie jakoś “schyłkowo”. Całkiem niedawno przeżywałam uroczystości pogrzebowe kilku osób, które uważałam za ważne i bliskie w swoim kręgu prawdziwych znajomych. Pewnie takich pożegnań w kolejnych latach czeka nas - moich równolatków - coraz więcej.
Informuję, że z okazji swoich 60-tych urodzin postanawiam zmienić swoje facebookowe zwyczaje:
Ukryłam datę swoich urodzin na Facebooku w przededniu wejścia w wiek uznany za obecne władze za emerytalny, by oszczędzić Wam doświadczenia przypominania o moich urodzinach, kiedy już mnie nie będzie. Jest ona nadal powszechnie dostępna, choćby w Wikipedii, ale to Facebook Wam o niej przypominał.
Znajomych na Facebooku mam wielu. Dostaję sporo zaproszeń do znajomych. Kiedyś przyjęłam taką zasadę: ma ktoś ze mną sporą grupę wspólnych znajomych - przyjmuję. Nie była to zasada najmądrzejsza, obecnie takich znajomych-nieznajomych mam wielu i czasem nic o nich nie wiem. Szkoda mi też energii na zajęcie się radykalną redukcją tej liczby znajomych. Niektórych bardziej i sensowniej aktywnych udało mi się nawet trochę dzięki Facebookowi poznać...
Codziennie Facebook mi przypomina, kto z moich znajomych-nieznajomych ma urodziny. Ponieważ wszystkim ludziom życzę dobrze, wszystkim wysyłam “Wszystkiego najlepszego!”. Robię to od paru lat i niestety ostatnio zdarza mi się dostać od kogoś wiadomość, że osoba, której złożyłam życzenia, nie żyje. To bardzo przykre doświadczenie. Wszyscy kiedyś zakończymy życie i nie mamy wpływu na to, czy ktoś zamknie nasz facebookowy profil.
Poprzednie “okrągłe” urodziny spędzałam nie korzystając jeszcze z Bloggera, Twittera i Facebooka, pamiętały o nich jedynie najbliższe mi osoby. Dopiero 60-tka nastraja mnie jakoś “schyłkowo”. Całkiem niedawno przeżywałam uroczystości pogrzebowe kilku osób, które uważałam za ważne i bliskie w swoim kręgu prawdziwych znajomych. Pewnie takich pożegnań w kolejnych latach czeka nas - moich równolatków - coraz więcej.
Informuję, że z okazji swoich 60-tych urodzin postanawiam zmienić swoje facebookowe zwyczaje:
- Przestaję dzień zaczynać od pisania wszystkim mającym urodziny “Wszystkiego najlepszego!” - życzę Wam Wszystkim wszystkiego najlepszego cały czas i wybaczcie, że przestanę dołączać do robiących to każdego dnia.
- Przestaję przyjmować do znajomych każdego mającego ze mną wspólnych znajomych (zbliżam się już do liczby, od której więcej przyjąć się nie da).
- Zachęcam do wypisania się z moich facebookowych znajomych tych, którzy faktycznie nimi nie są (wszystkie posty zamieszczam i tak jako publiczne, a życzenia przestanę przysyłać…), można po prostu obserwować mój profil...
23 grudnia 2016
Nowy Rok z nowymi ustawami oświatowymi?
Wszystkim Szanownym Czytelnikom mojego bloga życzę najlepszego na nadchodzące Święta. Wklejam tu obrazek świąteczny z życzeniami od naszej Dobrej Edukacji.

Na razie otwarte pozostaje pytanie, czy wejdziemy w Nowy Rok z nowymi ustawami oświatowymi. Nie znaliśmy na to pytanie odpowiedzi, składając sobie w szkołach życzenia przed przerwą świąteczną. Teksty ustaw, w wersji skierowanej do podpisu prezydenta, można pobrać z tych stron:
Prawo oświatowe http://www.sejm.gov.pl/Sejm8.nsf/PrzebiegProc.xsp?id=EC70C0FB7ECF751CC125806C005AA596;
Przepisy wprowadzające ustawę - Prawo oświatowe http://www.sejm.gov.pl/Sejm8.nsf/PrzebiegProc.xsp?id=F5AF44FD1DD0EFB8C125806C0059D269.
Jeśli zostaną podpisane, pozostanie nam przygotowywać się do ich wdrażania: w samorządach, w innych organizacjach prowadzących szkoły i w samych szkołach.

Na razie otwarte pozostaje pytanie, czy wejdziemy w Nowy Rok z nowymi ustawami oświatowymi. Nie znaliśmy na to pytanie odpowiedzi, składając sobie w szkołach życzenia przed przerwą świąteczną. Teksty ustaw, w wersji skierowanej do podpisu prezydenta, można pobrać z tych stron:
Prawo oświatowe http://www.sejm.gov.pl/Sejm8.nsf/PrzebiegProc.xsp?id=EC70C0FB7ECF751CC125806C005AA596;
Przepisy wprowadzające ustawę - Prawo oświatowe http://www.sejm.gov.pl/Sejm8.nsf/PrzebiegProc.xsp?id=F5AF44FD1DD0EFB8C125806C0059D269.
Jeśli zostaną podpisane, pozostanie nam przygotowywać się do ich wdrażania: w samorządach, w innych organizacjach prowadzących szkoły i w samych szkołach.
W każdym stanie prawnym, w bezpośredniej pracy z uczniami, możliwa jest dobra edukacja. Życzę wszystkim pasjonatom i entuzjastom dobrej edukacji, aby łączyła nas ona, niezależnie od tego, w jakim stanie prawnym przyjdzie nam działać. Nasi uczniowie będą dalej z nami i bądźmy razem, działając na rzecz ich dobra i ich rozwoju.
12 czerwca 2016
EURO 2016 - rodzinnie
W naszym domu piłkarskie mistrzostwa są zawsze ważniejsze niż cokolwiek. Gdyby nie to, że od bardzo wielu lat mam w domu samych mężczyzn (mam trzech dorosłych synów), pewnie nie zainteresowałabym się piłką tak bardzo. Jakoś tak jest, że w Polsce większość mężczyzn interesuje się piłką, a większość kobiet nie. Można różnie to tłumaczyć (stereotypy, wychowanie, skłonność do rywalizacji), ale piłka jest jednym z przykładów raczej typowo męskich pasji. Trudno mi znaleźć przykład czegoś, co równie mocno pasjonuje większość kobiet. Mój mąż i synowie, jeśli tylko są w domu, oglądają wszystkie mecze w telewizji i w ogóle nie przychodzi nam do głowy, żeby chcieć oglądać co innego. Najbardziej interesujące w tym rodzinnym oglądaniu meczów jest dla mnie śledzenie naszego rodzinnego obstawiania wyników.
Podczas tegorocznych mistrzostw znowu trwa tradycyjna rywalizacja pomiędzy moim mężem i synami, który z nich przewidzi większa liczbę dokładnych wyników meczów. Nie jest łatwo przewidzieć dokładny wynik. Przy każdych mistrzostwach trwa u nas taka zabawa i jest to bardzo wciągające.
Uczestnicy rodzinnego przewidywania, bez względu na to gdzie są (często każdy z nich jest w innym mieście), komunikują się każdego dnia i informują siebie nawzajem, jakie wyniki typują. Każdego dnia dopytuję się, kto z nich ile ma trafień i naprawdę śledzę to z wielką uwagą. Kibicowanie, kto wygra w tej wielotygodniowej rozgrywce na najlepszego znawcę mistrzostw, jest dla mnie tak samo – jeśli nie bardziej – pasjonujące, jak obserwowanie samych mistrzostw.
Wyniki rodzinnego obstawiania interesują mnie równie mocno, jak wyniki samego Euro. Mistrzostwa piłkarskie bez tej rodzinnej atmosfery prognoz i dyskusji nie byłyby chyba dla mnie tak samo ciekawe.
Przy okazji polecam kalendarz Google z terminami meczów znaleziony na blogu (wkleiłam go powyżej - można go godać do swojego kalendarza): http://marcinkaminski.pl/kalendarz-euro-2016/ - mnie pomaga planować czas i być na bieżąco!
24 grudnia 2015
Najlepszego!
W odpowiedzi na rózne życzenia świateczne sporządziłam kartkę akcentującą moje związki z Dobrą Edukacją. Jakoś miałam potrzebę je podkreślić. Dobrze mi już bez tych ról publicznych. Zarówno całkiem prywatnie, jak i w imieniu Dobrej Edukacji, życzę wszystkiego najlepszego:
Tymczasem polityka mi towarzyszy. Tworzenie potraw wigilijnych (polecam zamieszczone tu kiedyś przepisy na rybę po grecku oraz sernik) było przeplatane obserwowaniem dość wciągających obrad Senatu oraz komunikowaniem się z Dyrektorami Akademii Dobrej Edukacji, z którymi pilnie i szybko zaplanowaliśmy bardzo konkretne nasze reakcje na właśnie ogłoszone zmiany w prawie oświatowym. Przez najbliższe trzy dni zamierzam jednak odłączyć się od Twittera i Facebooka. Do zobaczenia po Świętach!
Tymczasem polityka mi towarzyszy. Tworzenie potraw wigilijnych (polecam zamieszczone tu kiedyś przepisy na rybę po grecku oraz sernik) było przeplatane obserwowaniem dość wciągających obrad Senatu oraz komunikowaniem się z Dyrektorami Akademii Dobrej Edukacji, z którymi pilnie i szybko zaplanowaliśmy bardzo konkretne nasze reakcje na właśnie ogłoszone zmiany w prawie oświatowym. Przez najbliższe trzy dni zamierzam jednak odłączyć się od Twittera i Facebooka. Do zobaczenia po Świętach!
19 lipca 2015
Rodowo 2015
Spróbowałam i w tym roku spojrześ na efekty kolejnego międzynarodowego pleneru malarsko-rzeźbiarskiego w Rodowie swoim okiem. Było parę dzieł, które naprawdę zwróciły moją uwagę. Szczególnie polecam przyjrzenie się uchwyconej na kilku zdjęciach głowie wykonanej z metalu autorstwa studenta z Krakowa. Pięknie były też tulone przez kogoś ceramiczne fugurki dwojga świętych (choć akurat utrwalenie tej chwili wyszło mi mało wyraźnie), które potem znalazły swoje miejsce w wielkim pniu. W ogóle, spacer po Rodowie, aby obejrzeć kolejne dzieła, często dołączające do tych znajdujących się obok, pochodzących z poprzednich lat, prezentowane przez ich autorów, jest ciekawym przeżyciem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)











































