
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wakacje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wakacje. Pokaż wszystkie posty
14 marca 2020
Szkoła poza szkołą czyli NATURALNE ŚRODOWISKO TECHNOLOGII
Komunikaty ministerstwa edukacji o możliwościach pracy zdalnej dają nadzieję, że w wielu szkołach dokona się duży postęp w unowocześnianiu metod współpracy z uczniami na odległość, że wielu nauczycieli lepiej pozna te możliwości i zasoby, które warto wykorzystywać. Ważne, żeby wszyscy uczniowie i nauczyciele, którzy z tych wskazywanych możliwości efektywnie skorzystają, mogli liczyć na wakacje! To dodatkowa motywacja do uczynienia postępu w korzystaniu we wszystkich szkołach z technologii…


19 czerwca 2019
Cztery lata nerwów i bałaganu gwarantowane
14 sierpnia 2017
Państwo w kryzysie
Mamy w kraju służby meteorologiczne, procedury powiadamiania i zarządzania kryzysowego, służby ratownicze. Dlaczego to wszystko nie zadziałało, jak powinno? Dlaczego zginęły dzieci? Być może klęska żywiołowa przekroczyła wszelkie przewidywania i wyobrażenia, choć podobno kilka godzin wcześniej było wiadomo, że żywioł nadchodzi. Dobrze działające zarządzanie kryzysowe powinno zawczasu skierować uczestników wszelkiego wypoczynku namiotowego w rejonie przewidywanego huraganu, choćby do schronienia się na wszelki wypadek do pobliskich szkół.
Jeśli to nie nastąpiło, a sytuacja stała się groźna, rozmaite służby ratunkowe powinny na miejsce docierać sprawnie. Jest straż pożarna, pogotowie ratunkowe, policja, wreszcie wojsko, które w nadzwyczajnych sytuacjach też powinno pomagać obywatelom. Tymczasem słyszymy, że ranne dzieci w lesie czekają na pomoc około 7 godzin. Dlaczego? Uwaga opinii publicznej jest kierowana w stronę ewentualnych zaniedbań organizatorów wypoczynku. Po fakcie w sposób spektakularny nasyłanie są kontrole na wszelkie miejsca wypoczynku. Niczego nie ujmując zmagającym się ze skutkami nawałnic strażakom, trzeba jednak zapytać, jak w dniu tragedii były zarządzane i zorganizowane państwowe służby zarządzania kryzysowego, że nie zadziałało to wszystko szybciej, sprawniej i lepiej. Czy przypadkiem nie wpłynął na te trudności organizacyjne zaczynający się długi weekend?
Bardzo wiele dzieci spędza swoje wakacje na obozach namiotowych, ucząc się samodzielności i współpracy. Wielu z nas ma dzieci lub wnuki, które wyjeżdżają bez opieki rodziny na wypoczynek zorganizowany przez rozmaite podmioty. Mamy rozwiązania prawne nakazujące wszelkie miejsca wypoczynku zgłaszać do centralnej bazy, aby mogły być kontrolowane pod wieloma względami, w tym kwalifikacji kadry, bezpieczeństwa obiektów wypoczynku, programu działań. Okazało się, że to zdecydowanie za mało, aby z poczuciem zaufania i bezpieczeństwa wysłać dzieci na wakacyjny obóz.
Jeśli to nie nastąpiło, a sytuacja stała się groźna, rozmaite służby ratunkowe powinny na miejsce docierać sprawnie. Jest straż pożarna, pogotowie ratunkowe, policja, wreszcie wojsko, które w nadzwyczajnych sytuacjach też powinno pomagać obywatelom. Tymczasem słyszymy, że ranne dzieci w lesie czekają na pomoc około 7 godzin. Dlaczego? Uwaga opinii publicznej jest kierowana w stronę ewentualnych zaniedbań organizatorów wypoczynku. Po fakcie w sposób spektakularny nasyłanie są kontrole na wszelkie miejsca wypoczynku. Niczego nie ujmując zmagającym się ze skutkami nawałnic strażakom, trzeba jednak zapytać, jak w dniu tragedii były zarządzane i zorganizowane państwowe służby zarządzania kryzysowego, że nie zadziałało to wszystko szybciej, sprawniej i lepiej. Czy przypadkiem nie wpłynął na te trudności organizacyjne zaczynający się długi weekend?
Bardzo wiele dzieci spędza swoje wakacje na obozach namiotowych, ucząc się samodzielności i współpracy. Wielu z nas ma dzieci lub wnuki, które wyjeżdżają bez opieki rodziny na wypoczynek zorganizowany przez rozmaite podmioty. Mamy rozwiązania prawne nakazujące wszelkie miejsca wypoczynku zgłaszać do centralnej bazy, aby mogły być kontrolowane pod wieloma względami, w tym kwalifikacji kadry, bezpieczeństwa obiektów wypoczynku, programu działań. Okazało się, że to zdecydowanie za mało, aby z poczuciem zaufania i bezpieczeństwa wysłać dzieci na wakacyjny obóz.
18 sierpnia 2011
Zamykam temat kolana. Za dwa tygodnie początek nowego roku szkolnego
Po zeszłorocznym zabiegu musiałam urlop poświęcić na rehabilitację kolana. Przez 2 tygodnie chodziłam więc na zabiegi, siedziałam codziennie o tej samej porze w kolejce pod gabinetem krioterapii z dziesiątkami pacjentów. Na zabiegi wchodziłam wspólnie z kilkoma innymi osobami. Siadałam obok mających podobne zabiegi, a do gabinetu czasem wchodziły różne osoby. Taka sytuacja jest tam normalna, a personel sympatyczny, traktujący wszystkich jednakowo, stwarzający niemal rodzinną atmosferę. W takich warunkach jak pokazano w Super Ekspresie odbywała się zarówno moja rehabilitacja, jak i dziesiątek innych osób. Byłam tam traktowana i zachowywałam się jak każdy pacjent, którego wszyscy widzą w zwykłych szortach. Ćwiczenia na sali gimnastycznej, choć, tak zwane, indywidualne, także odbywają się wśród innych pacjentów mających podobne problemy. Do tego rodzaju ćwiczeń i zabiegów nogi trzeba mieć odsłonięte.
Moja rehabilitacja nie była żadną tajemnicą. Dlatego gdy któregoś dnia pod przychodnią pojawił się fotoreporter zdecydowałam się pozwolić mu na robienie zdjęć. Pewnie można mi zarzucić, że powinnam być na takie sytuacje lepiej przygotowana. Jednak zachowywałam się po prostu jak każdego dnia. Nie przygotowałam się na to specjalnie i nie pozowałam. Przecież w takiej sytuacji byłam widziana codziennie przez wielu ludzi i każdy mógł mi wtedy zrobić podobne zdjęcia.
Minister edukacji czasem jednak musi sam odrobić lekcje. Wszystkich, którzy publikacją zdjęć poczuli się zaskoczeni zapewniam, że w przyszłości będę ostrożniejsza, ale też nie będę wymagać, aby traktowano mnie inaczej niż innych ludzi. Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że nigdy nie byłam politykiem żyjącym z i dla tabloidów. Jedno, nawet najbardziej niefortunne zdjęcie tego nie zmieni. Pozostaję tą samą Katarzyną Hall, tyle, że ze sprawniejszym kolanem. Za dwa tygodnie początek nowego roku szkolnego.
Moja rehabilitacja nie była żadną tajemnicą. Dlatego gdy któregoś dnia pod przychodnią pojawił się fotoreporter zdecydowałam się pozwolić mu na robienie zdjęć. Pewnie można mi zarzucić, że powinnam być na takie sytuacje lepiej przygotowana. Jednak zachowywałam się po prostu jak każdego dnia. Nie przygotowałam się na to specjalnie i nie pozowałam. Przecież w takiej sytuacji byłam widziana codziennie przez wielu ludzi i każdy mógł mi wtedy zrobić podobne zdjęcia.
Minister edukacji czasem jednak musi sam odrobić lekcje. Wszystkich, którzy publikacją zdjęć poczuli się zaskoczeni zapewniam, że w przyszłości będę ostrożniejsza, ale też nie będę wymagać, aby traktowano mnie inaczej niż innych ludzi. Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że nigdy nie byłam politykiem żyjącym z i dla tabloidów. Jedno, nawet najbardziej niefortunne zdjęcie tego nie zmieni. Pozostaję tą samą Katarzyną Hall, tyle, że ze sprawniejszym kolanem. Za dwa tygodnie początek nowego roku szkolnego.
10 lipca 2011
O szkołach w wakacje
W tym tygodniu, zaraz po mojej poniedziałkowej wypowiedzi, proszącej o sygnały, które szkoły powinny się zmienić, stosownie do potrzeb dzieci i rodziców, otrzymałam dwa listy wskazujące konkretne przykłady z dużych miast. W piątek jeszcze przeczytałam w Dzienniku Bałtyckim (dodatek Trójmiasto), jak pracują nad tym właśnie w Trójmieście. Z relacji dziennikarki wynika, że Sopot meldował dobry stan przygotowania szkół już rok temu, w Gdyni w tym roku w wakacje odbywa się szereg remontów poprawiających stan szkół podstawowych pod kątem dzieci (również tych starszych), zaś w Gdańsku (gdzie jest najwięcej szkół) także się coś działo i dzieje na ten temat, ale pewnie jeszcze niektóre działania trzeba będzie planować też za rok.
Sześciolatki zmobilizowały samorządy do poprawiania stanu bazy oświatowej, która przecież przyjazna i kolorowa powinna być także pod kątem dzieci trochę starszych. Z pewnością nie uda się wymienić wszystkich mebli w całym kraju na nowe (co postuluje jedna z moich korespondentek). Jednak szkolne miejsca zabaw, wyposażone z programu Radosna szkoła, ma już ponad 80% szkół. Szkoła w Nasutowie, którą odwiedziłam niedawno, również ma takie miejsce (jest ono na pierwszym zdjęciu), zaś meble ma, i starsze, i nowsze. Jednak robi wrażenie miejsca przyjaznego, trochę domowego. Pewnie łatwiej o taką domową atmosferę w małej wiejskiej szkole. Mniejszym samorządom, z reguły mającym jedynie kilka szkół (Sopot to także małe miasto, jeśli chodzi o liczbę szkół i dzieci), łatwiej jest wszystko zaplanować i także słuchać całkiem bezpośrednio głosów rodziców.
To początkowe i końcowe fragmenty z tych dwóch listów, o których piszę i za które bardzo dziękuję – opisane są w nich problemy konkretnych, wielkomiejskich, znanych autorkom szkół:
Witam Panią serdecznie, słuchałam dziś Panią minister na konferencji z wielką uwagą i zaangażowaniem, gdyż sama jestem matką dziecka 6-letniego i zgodnie z sugestią Pani podaję informację o szkole, która pomimo ustawicznych modernizacji nie ma pieniędzy na jak to mówi Pani kolorową, radosną szkołę. (…) Sam pomysł uważam za trafny, gdyż wszystkie dzieci powinny mieć równe szanse, ale pod warunkiem, że szkoły są do tego przygotowane - wszystkie szkoły.
Szanowna Pani, myślę, że wiele osób już do Pani napisało. Mieszkam w dużym mieście, ale także obawiam się wejścia mojej bardzo wrażliwej córki do szkoły w wieku 6 lat. (…) Życzę więcej empatii i powodzenia we wprowadzaniu reformy.
Wydaje się, że szczególnie sytuację w dużych miastach musimy monitorować bardzo uważnie. Tam często szkoła wydaje się dzieciom i rodzicom wielka, daleka i anonimowa. I nawet jeśli się zmienia, zyskuje lepsze wyposażenie i przyjazną atmosferę, trudniej z tą informacją dotrzeć do rodziców, przekonać ich do zaufania nauczycielom, ich kompetencjom. To od kompetencji nauczycieli przede wszystkim zależy, czy nasze dzieci będą się w szkołach dobrze czuły, czy zyskają odpowiednią opiekę (bez dobrych nauczycieli najlepsze meble nie pomogą!).
Cieszę się z jednego, że nawet moje dwie korespondentki z wielkich miast, skarżące się na stan bazy konkretnych szkół, piszą w swoich listach o dobrych nauczycielach w tych szkołach, podchodzących do swojej pracy z zaangażowaniem. Postaram się dopilnować, żeby w tych konkretnych wymienionych w ich listach szkołach, przynajmniej do 1 września 2012 roku, warunki pracy się poprawiły.
I jeszcze na zakończenie list – uczniowski głos o tym, że są uczniowie, którzy lubią szkołę i chętnie spędzaliby w niej czas również w wakacje, bo to dla nich najciekawszy sposób spędzania czasu.
Chciałabym, żeby w całej Polsce powstała wakacyjna szkoła, wiem, że może być to pomysł dziwny, bo jak wiadomo, dzieci nienawidzą szkół, jednak czuję, że nie jestem na 100% jedyną taką osobą, która lubi szkołę, może przecież być ich więcej. Chcę, aby Pani może przemyślała tą propozycję. Ja niestety nie mam pieniędzy, żeby sobie pojechać na wakacje, a mi się niestety w wakacje nudzi, a szkoła byłaby najlepszym moim pomysłem.
Wiele samorządów organizuje akcje typu półkolonie czy lato w mieście. Ten list wskazuje, że warto upowszechniać te praktyki. Przed wakacjami chociaż pokazujmy w szkołach, gdzie jest najbliższa biblioteka publiczna i co ma do zaproponowania ciekawego dla naszych uczniów (gdy jako dziecko spędzałam wakacje w domu bardzo dużo czytałam). Proponujmy coś dzieciom niewyjeżdżającym na wakacje. Wielu dzieciom w domu jest nudniej niż w szkole…
Sześciolatki zmobilizowały samorządy do poprawiania stanu bazy oświatowej, która przecież przyjazna i kolorowa powinna być także pod kątem dzieci trochę starszych. Z pewnością nie uda się wymienić wszystkich mebli w całym kraju na nowe (co postuluje jedna z moich korespondentek). Jednak szkolne miejsca zabaw, wyposażone z programu Radosna szkoła, ma już ponad 80% szkół. Szkoła w Nasutowie, którą odwiedziłam niedawno, również ma takie miejsce (jest ono na pierwszym zdjęciu), zaś meble ma, i starsze, i nowsze. Jednak robi wrażenie miejsca przyjaznego, trochę domowego. Pewnie łatwiej o taką domową atmosferę w małej wiejskiej szkole. Mniejszym samorządom, z reguły mającym jedynie kilka szkół (Sopot to także małe miasto, jeśli chodzi o liczbę szkół i dzieci), łatwiej jest wszystko zaplanować i także słuchać całkiem bezpośrednio głosów rodziców.
To początkowe i końcowe fragmenty z tych dwóch listów, o których piszę i za które bardzo dziękuję – opisane są w nich problemy konkretnych, wielkomiejskich, znanych autorkom szkół:
Witam Panią serdecznie, słuchałam dziś Panią minister na konferencji z wielką uwagą i zaangażowaniem, gdyż sama jestem matką dziecka 6-letniego i zgodnie z sugestią Pani podaję informację o szkole, która pomimo ustawicznych modernizacji nie ma pieniędzy na jak to mówi Pani kolorową, radosną szkołę. (…) Sam pomysł uważam za trafny, gdyż wszystkie dzieci powinny mieć równe szanse, ale pod warunkiem, że szkoły są do tego przygotowane - wszystkie szkoły.
Szanowna Pani, myślę, że wiele osób już do Pani napisało. Mieszkam w dużym mieście, ale także obawiam się wejścia mojej bardzo wrażliwej córki do szkoły w wieku 6 lat. (…) Życzę więcej empatii i powodzenia we wprowadzaniu reformy.
Wydaje się, że szczególnie sytuację w dużych miastach musimy monitorować bardzo uważnie. Tam często szkoła wydaje się dzieciom i rodzicom wielka, daleka i anonimowa. I nawet jeśli się zmienia, zyskuje lepsze wyposażenie i przyjazną atmosferę, trudniej z tą informacją dotrzeć do rodziców, przekonać ich do zaufania nauczycielom, ich kompetencjom. To od kompetencji nauczycieli przede wszystkim zależy, czy nasze dzieci będą się w szkołach dobrze czuły, czy zyskają odpowiednią opiekę (bez dobrych nauczycieli najlepsze meble nie pomogą!).
Cieszę się z jednego, że nawet moje dwie korespondentki z wielkich miast, skarżące się na stan bazy konkretnych szkół, piszą w swoich listach o dobrych nauczycielach w tych szkołach, podchodzących do swojej pracy z zaangażowaniem. Postaram się dopilnować, żeby w tych konkretnych wymienionych w ich listach szkołach, przynajmniej do 1 września 2012 roku, warunki pracy się poprawiły.
I jeszcze na zakończenie list – uczniowski głos o tym, że są uczniowie, którzy lubią szkołę i chętnie spędzaliby w niej czas również w wakacje, bo to dla nich najciekawszy sposób spędzania czasu.
Chciałabym, żeby w całej Polsce powstała wakacyjna szkoła, wiem, że może być to pomysł dziwny, bo jak wiadomo, dzieci nienawidzą szkół, jednak czuję, że nie jestem na 100% jedyną taką osobą, która lubi szkołę, może przecież być ich więcej. Chcę, aby Pani może przemyślała tą propozycję. Ja niestety nie mam pieniędzy, żeby sobie pojechać na wakacje, a mi się niestety w wakacje nudzi, a szkoła byłaby najlepszym moim pomysłem.
Wiele samorządów organizuje akcje typu półkolonie czy lato w mieście. Ten list wskazuje, że warto upowszechniać te praktyki. Przed wakacjami chociaż pokazujmy w szkołach, gdzie jest najbliższa biblioteka publiczna i co ma do zaproponowania ciekawego dla naszych uczniów (gdy jako dziecko spędzałam wakacje w domu bardzo dużo czytałam). Proponujmy coś dzieciom niewyjeżdżającym na wakacje. Wielu dzieciom w domu jest nudniej niż w szkole…
26 czerwca 2011
Szkoła jakich wiele





Uczestniczyłam w uroczystościach jubileuszowych 50-lecia kapłaństwa Ojca Ludwika Wiśniewskiego. Najpierw było nadanie honorowego obywatelstwa Miasta Gdańska, potem uroczysta msza z wieloma przemówieniami na koniec (w tym mojego męża) w Lublinie, a następnie kilkudniowe spotkanie przyjaciół w Nasutowie. Ojciec powiedział mi – jesteś w Nasutowie, odwiedź tutejszą szkołę. Niech wiedzą, że tu jesteś. Posłuchałam. I było to bardzo ciekawe spotkanie.
Mała kameralna, wiejska szkoła z około 150-letnią historią ma przyjazny klimat. Sale dla małych dzieci z kolorowymi stolikami, zabawkami i klockami z Radosnej Szkoły. Ściany udekorowane kolorowymi pracami uczniów dotyczącymi rozpoczynających się wakacji, a także opisem historii szkoły i pracami na temat patrona – prymasa Wyszyńskiego.
Pani dyrektor z pasją pokazuje nadzwyczaj bogatą stronę internetową szkoły, notującą tysiące wejść – okazuje się, że oglądane są tam zdjęcia z wielu wydarzeń szkolnych i szkolne ogłoszenia, i wieś bardzo sprawnie używa Internetu. Z równą pasją opowiada o historii szkoły i demonstruje przedwojenną dokumentację jej pracy.
Na zewnątrz boisko i plac zabaw. Namawiam na jego modernizację w ramach programu Radosna Szkoła, bo modernizacje także można z niego finansować. Okazuje się, że na wkład gminy w placyk pani dyrektor jeszcze trochę poczeka, bo gmina zaangażowała się w dużą oświatową inwestycję – buduje przedszkole. Rzeczywiście szkoła jest bardzo mała – akurat ma dość miejsca na jeden ciąg klas, natomiast dodatkowych oddziałów przedszkolnych już nie dałoby się zmieścić. Cóż, najpierw przedszkole, potem modernizacja placyku. W gminie ustalono taką kolejność priorytetów.
Bardzo ciekawe okazały się historyczne wpisy w starej dokumentacji. Rozporządzenia kierownika szkoły z lat dwudziestych poruszają wiele tematów. Moją uwagę zwróciły wpisy dotyczące konieczności realizacji zaleceń inspektora szkolnego (przed wojną szkoły kontrolowali inspektorzy). Na przykład jeden z wpisów mówi o tym, że na kolejnych przerwach dzieci z poszczególnych, wymienionych w rozporządzeniu, klas będą uczyć się mycia, gdyż inspektor stwierdził, że dzieci mają brudne ręce i twarze…
Interesująca jest również zawartość protokołów rady rodziców (także lata dwudzieste). Na jednym ze spotkań rodzice dyskutowali o tym, jak dobrze gospodarować i uprawiać ziemię i zgłosili postulat zorganizowania im w okresie zimowym kursów na ten temat. Wzruszyła mnie ta ówczesna świadomość potrzeby edukacji ustawicznej. Pani dyrektor mówi, że niestety obecnie jej starania, żeby zorganizować jakieś szkolenia dla rodziców napotykają na brak chętnych. Spotkałam tam jednak kilkoro dzieci z rodzicami, którzy pomimo wakacji chcieli bardzo mi tę szkołę pokazać, po prostu dlatego, że ją cenią i lubią.
Odbyła się moja zupełnie nieplanowana, całkiem prywatna wizyta w wiejskiej szkole jakich wiele, o której wcześniej nic nie wiedziałam. Okazało się, że jest to szkoła o około stu uczniach, z kadrą z sercem do dzieci i rodziców, w gminie która inwestuje w nowe miejsca dla przedszkolaków, z panią dyrektor, która jest za pan brat i ze szczegółami historii szkoły i z nowymi technologiami. Na pamiątkę wizyty otrzymałam oprawiony rysunek dziecka i konfitury zrobione przez panią dyrektor. Przekonałam się po raz kolejny, bardzo konkretnie, że istnieją uczniowie, rodzice i nauczyciele, którzy lubią szkołę i dobrze się w niej czują. Ojcze Ludwiku, dzięki za ten pomysł.
A wyżej kilka zdjęć, które tam zrobiłam.
22 kwietnia 2011
Dobrych świątecznych spotkań życzę

Życząc tu wszystkiego najlepszego chcę przypomnieć swój świąteczny wpis sprzed dwóch lat, w którym są przepisy na moje świąteczne mazurki. W tym roku także już je upiekłam. Rok temu - nietypowo - nie piekłam ich w domu, tylko spędzając święta u swojej najmłodszej wnuczki, którą wtedy odwiedzałam, bardzo niedługo po jej urodzeniu. W te nadchodzące święta odwiedzą mnie rano w niedzielę dwie starsze wnuczki, zaś tę najmłodszą tym razem odwiedza druga babcia, która już odebrała ode mnie przesyłkę z moimi mazurkami.
Trzech synów razem - i moje dwie synowe, i trzy wnuczki - przy świątecznym stole udało mi się ostatnio zgromadzić w Boże Narodzenie. Wielkanoc kolejny raz spędzę z dwoma synami - tym razem z najstarszym i najmłodszym. Najpewniej wszyscy razem będziemy się znowu spotykać dopiero w wakacje. Życzę wszystkim jak najwięcej udanych, dobrych, świątecznych spotkań rodzinnych.
5 kwietnia 2011
Skończcie straszyć! (ciąg dalszy…)
Zamieszczam tu jeden z szeregu listów otrzymywanych przeze mnie ostatnio od nauczycieli-specjalistów. Pokazuje on, że straszenie dalej się odbywa i zatacza coraz szersze kręgi:
Szanowna Pani Minister,
Pracuję jako specjalista (pedagog-terapeuta) w Przedszkolu z oddziałami integracyjnymi. Wraz z moimi przyjaciółmi specjalistami jesteśmy zaniepokojeni, zmartwieni i sfrustrowani działaniami MEN. Należymy do ZNP, który poinformował nas, iż działania MEN zmierzają do usunięcia nauczycieli "nietablicowych" z Karty Nauczyciela. Działania takie mają się odbyć na wakacjach, kiedy to każdy nauczyciel jest na wakacjach. Gruntownie przeczytaliśmy wywiad z Panią na łamach Głosu Nauczycielskiego, w którym informuje Pani, iż specjaliści nadal będą nauczycielami i KN będzie ich obowiązywała, po czym słyszymy taką informację ze strony ZNP. Bardzo nas to niepokoi! Jesteśmy nauczycielami, prowadząc indywidualną terapię wspomagamy dziecko w realizacji podstawy programowej wychowania przedszkolnego! Boli nas to, iż MEN chce nas potraktować jak zwykłych pracowników, którym nie należy się status nauczyciela!!!
Odczuwamy realne obawy i nie rozumiemy takich ambiwalentnych działań i nieprawdziwych deklaracji, które jak nas informują Związki są bez pokrycia! Po co te deklaracje w Głosie Nauczycielskim!?! Czy możemy im wierzyć??!!!
Prosimy o odpowiedź!
Specjaliści, pracujący z dziećmi niepełnosprawnymi w przedszkolach integracyjnych!
Właśnie z takich listów do mnie ostatnio nadsyłanych wnoszę, że zaczęło się teraz straszenie odebraniem statusu nauczyciela specjalistom pracującym z dziećmi niepełnosprawnymi. Pisałam już, że nie chcę odebrać statusu nauczyciela nauczycielom pracującym w bibliotekach, świetlicach, pedagogom szkolnym. To samo dotyczy nauczycieli-specjalistów, których ciężką i bardzo potrzebną pracę naprawdę doceniam. W Głosie Nauczycielskim także już dementowałam przypisywane mi zamiary. Nie ma żadnego projektu w tej sprawie! Dlaczego traktują Państwo – moi korespondenci – różne rozsiewane plotki jako wiarygodniejsze niż informacje bezpośrednio ode mnie?
Do tego doszło informowanie, że zmiana dokona się w czasie najbliższych wakacji! Projekt ewentualnych zmian ustawowych w ogóle musiałby się pojawić i do tego już przejść cały proces konsultacji i uzgodnień. Projekty przygotowywane obecnie przez MEN, będące na różnych etapach prac legislacyjnych, to ustawa o systemie informacji oświatowej i ustawa o zmianie ustawy o systemie oświaty, które w ogóle nie zajmują się tym tematem.
Owszem, trwa dyskusja o Karcie Nauczyciela, w trakcie której padają różne pomysły. Ale od dyskusji daleka droga do konkretnych projektów. Planowane są badania dotyczące czasu pracy nauczycieli, inne analizy, ekspertyzy. Ale bez względu na efekty tych analiz, badań i dyskusji, uważam, że wszyscy ci, którzy są obecnie nauczycielami pracującym na różnych stanowiskach w przedszkolach, szkołach i innych placówkach oświatowych powinni zachować swój status! Bardzo ważnym celem jest indywidualne podchodzenie do potrzeb uczniów, a zatem także coraz lepsza opieka oraz lepszy dostęp do specjalistów mogących odpowiednio do potrzeb pomagać dzieciom. Są i będą potrzebni doświadczeni i sprawdzeni pedagodzy. Do tego, zgodnie z ostatnio wchodzącymi w życie rozwiązaniami dotyczącymi pomocy psychologiczno-pedagogicznej, będzie ich potrzebnych coraz więcej.
Szanowna Pani Minister,
Pracuję jako specjalista (pedagog-terapeuta) w Przedszkolu z oddziałami integracyjnymi. Wraz z moimi przyjaciółmi specjalistami jesteśmy zaniepokojeni, zmartwieni i sfrustrowani działaniami MEN. Należymy do ZNP, który poinformował nas, iż działania MEN zmierzają do usunięcia nauczycieli "nietablicowych" z Karty Nauczyciela. Działania takie mają się odbyć na wakacjach, kiedy to każdy nauczyciel jest na wakacjach. Gruntownie przeczytaliśmy wywiad z Panią na łamach Głosu Nauczycielskiego, w którym informuje Pani, iż specjaliści nadal będą nauczycielami i KN będzie ich obowiązywała, po czym słyszymy taką informację ze strony ZNP. Bardzo nas to niepokoi! Jesteśmy nauczycielami, prowadząc indywidualną terapię wspomagamy dziecko w realizacji podstawy programowej wychowania przedszkolnego! Boli nas to, iż MEN chce nas potraktować jak zwykłych pracowników, którym nie należy się status nauczyciela!!!
Odczuwamy realne obawy i nie rozumiemy takich ambiwalentnych działań i nieprawdziwych deklaracji, które jak nas informują Związki są bez pokrycia! Po co te deklaracje w Głosie Nauczycielskim!?! Czy możemy im wierzyć??!!!
Prosimy o odpowiedź!
Specjaliści, pracujący z dziećmi niepełnosprawnymi w przedszkolach integracyjnych!
Właśnie z takich listów do mnie ostatnio nadsyłanych wnoszę, że zaczęło się teraz straszenie odebraniem statusu nauczyciela specjalistom pracującym z dziećmi niepełnosprawnymi. Pisałam już, że nie chcę odebrać statusu nauczyciela nauczycielom pracującym w bibliotekach, świetlicach, pedagogom szkolnym. To samo dotyczy nauczycieli-specjalistów, których ciężką i bardzo potrzebną pracę naprawdę doceniam. W Głosie Nauczycielskim także już dementowałam przypisywane mi zamiary. Nie ma żadnego projektu w tej sprawie! Dlaczego traktują Państwo – moi korespondenci – różne rozsiewane plotki jako wiarygodniejsze niż informacje bezpośrednio ode mnie?
Do tego doszło informowanie, że zmiana dokona się w czasie najbliższych wakacji! Projekt ewentualnych zmian ustawowych w ogóle musiałby się pojawić i do tego już przejść cały proces konsultacji i uzgodnień. Projekty przygotowywane obecnie przez MEN, będące na różnych etapach prac legislacyjnych, to ustawa o systemie informacji oświatowej i ustawa o zmianie ustawy o systemie oświaty, które w ogóle nie zajmują się tym tematem.
Owszem, trwa dyskusja o Karcie Nauczyciela, w trakcie której padają różne pomysły. Ale od dyskusji daleka droga do konkretnych projektów. Planowane są badania dotyczące czasu pracy nauczycieli, inne analizy, ekspertyzy. Ale bez względu na efekty tych analiz, badań i dyskusji, uważam, że wszyscy ci, którzy są obecnie nauczycielami pracującym na różnych stanowiskach w przedszkolach, szkołach i innych placówkach oświatowych powinni zachować swój status! Bardzo ważnym celem jest indywidualne podchodzenie do potrzeb uczniów, a zatem także coraz lepsza opieka oraz lepszy dostęp do specjalistów mogących odpowiednio do potrzeb pomagać dzieciom. Są i będą potrzebni doświadczeni i sprawdzeni pedagodzy. Do tego, zgodnie z ostatnio wchodzącymi w życie rozwiązaniami dotyczącymi pomocy psychologiczno-pedagogicznej, będzie ich potrzebnych coraz więcej.
28 grudnia 2010
Biblioteki raz jeszcze
Wczorajsza gazeta wznieciła znowu niepokoje w środowisku bibliotekarzy, pojawiające się już jakiś czas temu. Ponieważ dostaję od przedstawicieli tego środowiska listy, niżej zacytuję swoją odpowiedź na jeden z nich. Myślę, że wyprzedzi ona kolejne listy na ten sam temat.
...Bardzo mi przykro, że w gazecie ukazał się artykuł przypisujący mi intencje, których nie mam. Doceniam rolę nauczycieli-bibliotekarzy w szkołach. Na pewno powinni mieć oni prawo do awansu zawodowego, takiego jak wszyscy inni nauczyciele. Temat, który zdarzało mi się poruszać, to stworzenie możliwości aby lokalnie - tam gdzie może być taka potrzeba - stworzyć możliwość działania bibliotek szkolnych w wakacje, czyli uczynienia z bibliotek szkolnych (także ze świetlic), miejsc nie-feryjnych. Jak wiadomo wielu nauczycieli, z wielu placówek oświatowych (na przykład przedszkola, poradnie), funkcjonuje obecnie w rytmie nie-feryjnym i mają status nauczyciela (inaczej uregulowane prawo do urlopu). Ponieważ wcale nie wszędzie pewnie są takie potrzeby, mówiłam tu o możliwości lokalnej, a nie zmianie centralnej. Połączonej oczywiście z lokalnym systemem wynagradzania, motywowania itp. Chodziło mi o to, żeby w miejscach gdzie dzieci nie mają zafundowanych przez rodziców atrakcyjnych ferii czy wakacji, miały dostęp do książki i profesjonalnej opieki. Ten pomysł oczywiście wymaga gruntownych zmian w prawie i bez zmiany Karty Nauczyciela nie może wejść w życie. Dlatego szkoła - także biblioteka i świetlica szkolna - w bardzo wielu miejscach, gdzie mogłaby pełnić ważną rolę w wakacje (choćby przez część wakacji), musi być wtedy miejscem zamkniętym na cztery spusty. Pomimo tego, że to mogłoby być najlepsze miejsce na wakacje dla wielu dzieci mających trudną sytuację domową lub bardzo zapracowanych i nie mających dla nich dużo czasu rodziców. Przy okazji dające szansę na uczenie czytania dla przyjemności, a nie tylko dlatego, że zadano kolejną lekturę. Czyli na realizację misji Państwa - bibliotekarzy szkolnych - w szerszym zakresie...
...Bardzo mi przykro, że w gazecie ukazał się artykuł przypisujący mi intencje, których nie mam. Doceniam rolę nauczycieli-bibliotekarzy w szkołach. Na pewno powinni mieć oni prawo do awansu zawodowego, takiego jak wszyscy inni nauczyciele. Temat, który zdarzało mi się poruszać, to stworzenie możliwości aby lokalnie - tam gdzie może być taka potrzeba - stworzyć możliwość działania bibliotek szkolnych w wakacje, czyli uczynienia z bibliotek szkolnych (także ze świetlic), miejsc nie-feryjnych. Jak wiadomo wielu nauczycieli, z wielu placówek oświatowych (na przykład przedszkola, poradnie), funkcjonuje obecnie w rytmie nie-feryjnym i mają status nauczyciela (inaczej uregulowane prawo do urlopu). Ponieważ wcale nie wszędzie pewnie są takie potrzeby, mówiłam tu o możliwości lokalnej, a nie zmianie centralnej. Połączonej oczywiście z lokalnym systemem wynagradzania, motywowania itp. Chodziło mi o to, żeby w miejscach gdzie dzieci nie mają zafundowanych przez rodziców atrakcyjnych ferii czy wakacji, miały dostęp do książki i profesjonalnej opieki. Ten pomysł oczywiście wymaga gruntownych zmian w prawie i bez zmiany Karty Nauczyciela nie może wejść w życie. Dlatego szkoła - także biblioteka i świetlica szkolna - w bardzo wielu miejscach, gdzie mogłaby pełnić ważną rolę w wakacje (choćby przez część wakacji), musi być wtedy miejscem zamkniętym na cztery spusty. Pomimo tego, że to mogłoby być najlepsze miejsce na wakacje dla wielu dzieci mających trudną sytuację domową lub bardzo zapracowanych i nie mających dla nich dużo czasu rodziców. Przy okazji dające szansę na uczenie czytania dla przyjemności, a nie tylko dlatego, że zadano kolejną lekturę. Czyli na realizację misji Państwa - bibliotekarzy szkolnych - w szerszym zakresie...
1 sierpnia 2010
Babcia
Kilka dni spędzam w Sopocie. Podczas krótkiego urlopu postanowiłam po prostu pomieszkać w domu. Jak to w wakacje przebywają tu także moje najbliższe kuzynki na stałe mieszkające w Warszawie. Wakacyjnie spotykamy się od lat, wiele się w naszym życiu dzieje i zmienia. Pobyt tu razem to także okazja do rodzinnych spotkań i wspomnień. Dziś gościłam na obiedzie również swoich synów z córkami. Moje kuzynki miały możliwość poznać bliżej moje wnuczki. One również mają dzieci, ale to ja pierwsza zostałam babcią. Cokolwiek w życiu zrobiłam, zdziałałam, nawet to że jestem ministrem, na tle bycia babcią jest bez znaczenia. To do tej roli również tęsknią moje kuzynki i chyba jednak to jest najważniejsze. Moje wnuczki to coś trwałego i ważnego. Trzech synów i trzy wnuczki – przynajmniej tyle po sobie zostawię…
11 czerwca 2010
Podwójne tempo
Poza normalnymi obowiązkami, w Ministerstwie Edukacji Narodowej zaangażowaliśmy się mocno w pomoc dzieciom z terenów powodziowych. Zadbaliśmy o to, aby ich rodziny na każde dziecko w wieku szkolnym mogły otrzymać po 1000 złotych pomocy, a także żeby jak najszybciej były zorganizowane bezpłatne dla dzieci wyjazdy edukacyjne – jeszcze czerwcowe – i także wakacyjne. Informacja o tym na stronach internetowych jest często aktualizowana, ale liczby dzieci, które wyjechały są już istotnie większe niż tam podano. Nie nadążamy z informowaniem o stale rosnącej aktywności na ten temat. Aktywność samorządów i wielu organizacji pozarządowych na rzecz dzieci jest naprawdę imponująca.
Podziękowania należą się także wielu nauczycielom z terenów dotkniętych powodziami. Słyszę, że wielu z nich – gdy w szkołach były zawieszone zajęcia – zajmowało się bardzo ofiarnie, czasem przez dzień i noc, organizowaniem niesienia pomocy lokalnej społeczności.
Teraz rozpoczyna się szacowanie szkód w budynkach szkolnych. Setki szkół powódź uszkodziła, jedne w mniejszym, inne w większym stopniu. Mamy środki na remonty, czekamy na wnioski z poszczególnych samorządów, aby je jak najszybciej uruchomić. Bardzo wiele problemów i tematów zrobiło się trochę mniej ważnych – najważniejsze jest jak najszybsze przywrócenie bardzo wielu dzieciom warunków do normalnej nauki – i w domach, i w szkole.
Podziękowania należą się także wielu nauczycielom z terenów dotkniętych powodziami. Słyszę, że wielu z nich – gdy w szkołach były zawieszone zajęcia – zajmowało się bardzo ofiarnie, czasem przez dzień i noc, organizowaniem niesienia pomocy lokalnej społeczności.
Teraz rozpoczyna się szacowanie szkód w budynkach szkolnych. Setki szkół powódź uszkodziła, jedne w mniejszym, inne w większym stopniu. Mamy środki na remonty, czekamy na wnioski z poszczególnych samorządów, aby je jak najszybciej uruchomić. Bardzo wiele problemów i tematów zrobiło się trochę mniej ważnych – najważniejsze jest jak najszybsze przywrócenie bardzo wielu dzieciom warunków do normalnej nauki – i w domach, i w szkole.
25 maja 2010
Trzy ważne komunikaty
Mój dzisiejszy dzień pracy zaowocował trzema komunikatami będącymi reakcją na różne zgłaszane potrzeby i problemy. Wszystkie trzy uważam za bardzo ważne, choć każdy dotyczy zupełnie innego tematu.
Jeden z nich jest informacją o zmianie propozycji zapisu prawnego, który doprecyzowuje dobrze moje intencje, a jednocześnie mam nadzieję rozwieje niepokoje zgłaszane przez szereg osób również za pośrednictwem tego bloga. Ma tytuł: Zmiana w projekcie rozporządzenia regulującego m.in. funkcjonowanie specjalnych ośrodków szkolno-wychowawczych.
Drugi komunikat możliwie precyzyjnie opisuje planowane zmiany dotyczące kształcenia za granicą. Również w tej sprawie narosło sporo nieporozumień. Polski minister nie może niczego nakazać organizacjom, które działają za granicą w oparciu o tamtejsze prawo. Może je w różny sposób wspierać, umożliwiać im jakieś działania, ale nie może nic nakazać. Dlatego taka a nie inna kolejność wprowadzanych uregulowań. Warto się z nią zapoznać czytając Komunikat o zmianach prawnych dotyczących szkolnictwa polskiego za granicą.
Trzeci jest zatytułowany Działania Ministra Edukacji Narodowej na rzecz pomocy dzieciom i samorządom z terenów dotkniętych powodzią. Zawiera opis szeregu prac, które nas obecnie mocno absorbują. Chcę szczególnie polecić materiały edukacyjne Jak sobie radzić z powodzią, które można pobrać ze strony Ośrodka Rozwoju Edukacji. Warto spróbować z nich teraz skorzystać.
Jeden z nich jest informacją o zmianie propozycji zapisu prawnego, który doprecyzowuje dobrze moje intencje, a jednocześnie mam nadzieję rozwieje niepokoje zgłaszane przez szereg osób również za pośrednictwem tego bloga. Ma tytuł: Zmiana w projekcie rozporządzenia regulującego m.in. funkcjonowanie specjalnych ośrodków szkolno-wychowawczych.
Drugi komunikat możliwie precyzyjnie opisuje planowane zmiany dotyczące kształcenia za granicą. Również w tej sprawie narosło sporo nieporozumień. Polski minister nie może niczego nakazać organizacjom, które działają za granicą w oparciu o tamtejsze prawo. Może je w różny sposób wspierać, umożliwiać im jakieś działania, ale nie może nic nakazać. Dlatego taka a nie inna kolejność wprowadzanych uregulowań. Warto się z nią zapoznać czytając Komunikat o zmianach prawnych dotyczących szkolnictwa polskiego za granicą.
Trzeci jest zatytułowany Działania Ministra Edukacji Narodowej na rzecz pomocy dzieciom i samorządom z terenów dotkniętych powodzią. Zawiera opis szeregu prac, które nas obecnie mocno absorbują. Chcę szczególnie polecić materiały edukacyjne Jak sobie radzić z powodzią, które można pobrać ze strony Ośrodka Rozwoju Edukacji. Warto spróbować z nich teraz skorzystać.
22 sierpnia 2009
Szkoły chcą zabawek
Wielkim optymizmem napawa mnie podsumowanie liczby złożonych wniosków w programie Radosna szkoła. Ponad połowa szkół złożyła wnioski o sfinansowanie zakupu zabawek dydaktycznych do szkolnych miejsc zabaw. Nauczyciele, dyrektorzy szkół podstawowych i przedstawiciele organów prowadzących szkoły znaleźli w czasie wakacji czas, aby przeanalizować swoje potrzeby i możliwości, zaplanować potrzebne zakupy, wypełnić i złożyć odpowiednie wnioski. Wszyscy zmobilizowali się, aby najmłodsi uczniowie mogli w szkole mieć jak najbardziej przyjazne warunki do rozwoju ruchowego i nauki poprzez zabawę. Jestem za tę mobilizację ogromnie wdzięczna i widzę, że w wielu szkołach już 1 września dzieci napotkają te dobre warunki.
Place zabaw wymagają dłuższych przygotowań niż wewnątrzszkolne miejsca zabaw: zaprojektowania, zaplanowania wkładu własnego przez organ prowadzący, ale i tu już 11% szkół pokazało swoją gotowość do podjęcia się tego zadania. Wiadomo, że 1 września w całej Polsce będzie przy szkołach przynajmniej 50 nowych placów zabaw - tyle złożono wniosków o refinansowanie właśnie wybudowanych placów.
Wnioskowane kwoty aż trzykrotnie przekraczają możliwości tegorocznego budżetu. Jednak jest dobra wiadomość dla wszystkich tych, którzy złożyli w tym roku wniosek, a nie otrzymają dofinansowania z uwagi na wyczerpanie puli środków. Powinni oni jeszcze raz złożyć wniosek do 10 października i wtedy otrzymają dofinansowanie w pierwszej kolejności. Tak został ustalony sposób dzielenia środków w programie, aby ci, którzy się teraz zmobilizowali, byli pewni, że przynajmniej w kolejnym roku otrzymają środki.
Do 11 września szkoły i organy prowadzące otrzymają informację, komu wojewodowie w tym roku przyznają środki. Do 10 października szkoły mogą składać wnioski o środki na szkolne miejsca zabaw i szkolne place zabaw na rok przyszły. W roku 2010 na pewno otrzymają środki wszyscy, którzy złożą wnioski o szkolne miejsca zabaw oraz wszyscy, którzy w tym roku złożyli wnioski o place zabaw, a nie otrzymają teraz wsparcia. Policzyliśmy już, że w przyszłym roku starczy na to pieniędzy, oraz że jeszcze zostanie trochę środków na nowe wnioski o place zabaw. Warto było zmobilizować się w wakacje.

Place zabaw wymagają dłuższych przygotowań niż wewnątrzszkolne miejsca zabaw: zaprojektowania, zaplanowania wkładu własnego przez organ prowadzący, ale i tu już 11% szkół pokazało swoją gotowość do podjęcia się tego zadania. Wiadomo, że 1 września w całej Polsce będzie przy szkołach przynajmniej 50 nowych placów zabaw - tyle złożono wniosków o refinansowanie właśnie wybudowanych placów.
Wnioskowane kwoty aż trzykrotnie przekraczają możliwości tegorocznego budżetu. Jednak jest dobra wiadomość dla wszystkich tych, którzy złożyli w tym roku wniosek, a nie otrzymają dofinansowania z uwagi na wyczerpanie puli środków. Powinni oni jeszcze raz złożyć wniosek do 10 października i wtedy otrzymają dofinansowanie w pierwszej kolejności. Tak został ustalony sposób dzielenia środków w programie, aby ci, którzy się teraz zmobilizowali, byli pewni, że przynajmniej w kolejnym roku otrzymają środki.
Do 11 września szkoły i organy prowadzące otrzymają informację, komu wojewodowie w tym roku przyznają środki. Do 10 października szkoły mogą składać wnioski o środki na szkolne miejsca zabaw i szkolne place zabaw na rok przyszły. W roku 2010 na pewno otrzymają środki wszyscy, którzy złożą wnioski o szkolne miejsca zabaw oraz wszyscy, którzy w tym roku złożyli wnioski o place zabaw, a nie otrzymają teraz wsparcia. Policzyliśmy już, że w przyszłym roku starczy na to pieniędzy, oraz że jeszcze zostanie trochę środków na nowe wnioski o place zabaw. Warto było zmobilizować się w wakacje.

16 sierpnia 2009
Po wakacjach lekkie tornistry
Zamieszczam dalej fragmenty dwóch otrzymanych podczas urlopu listów dotyczących szkolnego BHP. Chcę tu na nie odpowiedzieć.
… chciałam poruszyć problem przeciążonych tornistrów dzieci, który tak głośno dyskutuje się od jakiegoś czasu w mediach. Z pewnością są Państwo zasypywani projektami rozwiązań, ale ja również chciałam dorzucić swoje.
Propozycja wygląda tak:
Podręcznik może być wydawany w formie segregatora - każdy rozdział osobno wpinany, w formie cienkiej książeczki bez osobnych okładek, tylko z nagłówkiem mówiącym co to za książka, i który rozdział.
Gdyby podręczniki wszystkich przedmiotów tak wyglądały, dziecko pakowałoby do tornistra jeden skoroszyt, a w nim po jednym rozdziale akurat przerabianym z każdego przedmiotu, jaki tego dnia ma w szkole.
W teorii pomysł wydaje mi się prosty, oczywiście nie wiem czy dałoby się technicznie zunifikować wydawane podręczniki, z tym pewnie byłby problem, niemniej chciałam tylko zaproponować takie rozwiązanie …
Jedną z istotnych przyczyn ciężaru tornistrów uczniów jest rzeczywiście ciężar podręczników. Pamiętam pomysł jednego z wydawców wydawania podręczników w postaci segregatorów. Niestety – przynajmniej wówczas – okazało się to przedsięwzięcie nieudane. Nauczyciele przestali taki podręcznik wybierać, pewnie również ze względu na to, że niektórzy uczniowie gubili lub niszczyli kartki, nie przynosili tego co trzeba. Solidna książka wydawała się jednak lepsza. Być może w przyszłości to elektroniczne podręczniki spowodują zaniechanie noszenia książek do szkoły, muszą one jednak zacząć być obecne na rynku.
Obecnie rozwiązaniem dającym szansę odciążenia kręgosłupów uczniowskich jest zapewnienie możliwości przechowywania części zawartości tornistra w szkole. Stąd właśnie taka a nie inna nowelizacja rozporządzenia o szkolnym BHP: szkoła ma za zadanie zapewnić możliwość pozostawienia części podręczników i przyborów szkolnych. Mogą to być oczywiście szafki w szatniach, ale także inaczej zorganizowane miejsce – np. odpowiednie półki w klasach. Zobaczymy, jak szkoły to zorganizują oraz czy i jak uczniowie będą z tej możliwości korzystać. Znam szkoły zapewniające uczniom szafki i uczniów, którzy bez względu na stworzoną im możliwość czuli potrzebę noszenia wszelkich podręczników ze sobą, nawet jeśli lekcja z danych przedmiotów nie występowała w planie. Widywałam w tornistrach uczniów także strój na wf w dniach, w których nie ma wf-u. Takie przypadki są niestety dość częste. Same warunki to jeszcze nie wszystko, rzecz w tym, żeby rodzice w domu zwrócili uwagę, czy ich dziecko umie się rozsądnie zapakować, czy ma w tym swoim plecaku tylko rzeczy rzeczywiście niezbędne, no i żeby wychowawcy rozmawiali o tym z rodzicami i uczniami, że warto pakować się rozsądnie. To ważne zadanie wychowawcze, wzmacniane obecnie zmianą rozporządzenia.
... Bardzo liczyłam na zmiany w rozporządzeniu o BHP w szkole. Że uwzględni sytuacje świetlic, określi np. choćby ilość metrów na ucznia albo choć tyle, że w pomieszczeniu nie może być więcej uczniów niż ilość krzeseł, które się w nim zmieszczą. Wiele naszych szkolnych bolączek nie wynika przecież z braku funduszy ale zwyczajnej bezmyślności.
Wiem, że te kilka zmian, które uwzględnia projekt, są ważne i że wynikają z reformy...
Tyle że liczyłam na więcej …
W rozporządzeniu o szkolnym BHP nie można zawrzeć wszystkiego. Są jeszcze przepisy prawa budowlanego, które dokładnie określają takie rzeczy jak np.: powierzchnia, kubatura czy liczba toalet – zależnie od liczby uczniów. Są normy dotyczące wysokości stołów i krzeseł, normy gwarantujące bezpieczeństwo innego wyposażenia, nie wszystko musi regulować, powtarzać prawo oświatowe.
Szkoły są kontrolowane także przez służby sanitarno-epidemiologiczne, przeciwpożarowe, nadzór budowlany, inspekcję pracy. Prawo oświatowe niech daje wytyczne nadzorowi pedagogicznemu, a prawo budowlane nadzorowi budowlanemu. Oprócz tego bardzo potrzebny jest zdrowy rozum dyrektora szkoły, nauczyciela, rodzica. Określamy maksymalną liczebność grup świetlicowych, z norm budowlanych wynika odpowiednia powierzchnia sal lekcyjnych, ale żadna norma nie zastąpi zdrowego rozumu organizatora opieki nad dziećmi. Żaden nadzór nie zwalczy także nadmiernie wypakowanego przez ucznia czy rodzica tornistra, możemy jedynie prawnie zagwarantować możliwość jego odciążenia. Cieszę się, że to robimy.
Jeszcze parę obrazków z wakacji i dzięki za miłe zdania w listach:
… Dobrze, że Pani już wraca …
… mam nadzieję, że urlop we Francji, o którym pisała Pani na blogu udał się :) …
… chciałam poruszyć problem przeciążonych tornistrów dzieci, który tak głośno dyskutuje się od jakiegoś czasu w mediach. Z pewnością są Państwo zasypywani projektami rozwiązań, ale ja również chciałam dorzucić swoje.
Propozycja wygląda tak:
Podręcznik może być wydawany w formie segregatora - każdy rozdział osobno wpinany, w formie cienkiej książeczki bez osobnych okładek, tylko z nagłówkiem mówiącym co to za książka, i który rozdział.
Gdyby podręczniki wszystkich przedmiotów tak wyglądały, dziecko pakowałoby do tornistra jeden skoroszyt, a w nim po jednym rozdziale akurat przerabianym z każdego przedmiotu, jaki tego dnia ma w szkole.
W teorii pomysł wydaje mi się prosty, oczywiście nie wiem czy dałoby się technicznie zunifikować wydawane podręczniki, z tym pewnie byłby problem, niemniej chciałam tylko zaproponować takie rozwiązanie …
Jedną z istotnych przyczyn ciężaru tornistrów uczniów jest rzeczywiście ciężar podręczników. Pamiętam pomysł jednego z wydawców wydawania podręczników w postaci segregatorów. Niestety – przynajmniej wówczas – okazało się to przedsięwzięcie nieudane. Nauczyciele przestali taki podręcznik wybierać, pewnie również ze względu na to, że niektórzy uczniowie gubili lub niszczyli kartki, nie przynosili tego co trzeba. Solidna książka wydawała się jednak lepsza. Być może w przyszłości to elektroniczne podręczniki spowodują zaniechanie noszenia książek do szkoły, muszą one jednak zacząć być obecne na rynku.
Obecnie rozwiązaniem dającym szansę odciążenia kręgosłupów uczniowskich jest zapewnienie możliwości przechowywania części zawartości tornistra w szkole. Stąd właśnie taka a nie inna nowelizacja rozporządzenia o szkolnym BHP: szkoła ma za zadanie zapewnić możliwość pozostawienia części podręczników i przyborów szkolnych. Mogą to być oczywiście szafki w szatniach, ale także inaczej zorganizowane miejsce – np. odpowiednie półki w klasach. Zobaczymy, jak szkoły to zorganizują oraz czy i jak uczniowie będą z tej możliwości korzystać. Znam szkoły zapewniające uczniom szafki i uczniów, którzy bez względu na stworzoną im możliwość czuli potrzebę noszenia wszelkich podręczników ze sobą, nawet jeśli lekcja z danych przedmiotów nie występowała w planie. Widywałam w tornistrach uczniów także strój na wf w dniach, w których nie ma wf-u. Takie przypadki są niestety dość częste. Same warunki to jeszcze nie wszystko, rzecz w tym, żeby rodzice w domu zwrócili uwagę, czy ich dziecko umie się rozsądnie zapakować, czy ma w tym swoim plecaku tylko rzeczy rzeczywiście niezbędne, no i żeby wychowawcy rozmawiali o tym z rodzicami i uczniami, że warto pakować się rozsądnie. To ważne zadanie wychowawcze, wzmacniane obecnie zmianą rozporządzenia.
... Bardzo liczyłam na zmiany w rozporządzeniu o BHP w szkole. Że uwzględni sytuacje świetlic, określi np. choćby ilość metrów na ucznia albo choć tyle, że w pomieszczeniu nie może być więcej uczniów niż ilość krzeseł, które się w nim zmieszczą. Wiele naszych szkolnych bolączek nie wynika przecież z braku funduszy ale zwyczajnej bezmyślności.
Wiem, że te kilka zmian, które uwzględnia projekt, są ważne i że wynikają z reformy...
Tyle że liczyłam na więcej …
W rozporządzeniu o szkolnym BHP nie można zawrzeć wszystkiego. Są jeszcze przepisy prawa budowlanego, które dokładnie określają takie rzeczy jak np.: powierzchnia, kubatura czy liczba toalet – zależnie od liczby uczniów. Są normy dotyczące wysokości stołów i krzeseł, normy gwarantujące bezpieczeństwo innego wyposażenia, nie wszystko musi regulować, powtarzać prawo oświatowe.
Szkoły są kontrolowane także przez służby sanitarno-epidemiologiczne, przeciwpożarowe, nadzór budowlany, inspekcję pracy. Prawo oświatowe niech daje wytyczne nadzorowi pedagogicznemu, a prawo budowlane nadzorowi budowlanemu. Oprócz tego bardzo potrzebny jest zdrowy rozum dyrektora szkoły, nauczyciela, rodzica. Określamy maksymalną liczebność grup świetlicowych, z norm budowlanych wynika odpowiednia powierzchnia sal lekcyjnych, ale żadna norma nie zastąpi zdrowego rozumu organizatora opieki nad dziećmi. Żaden nadzór nie zwalczy także nadmiernie wypakowanego przez ucznia czy rodzica tornistra, możemy jedynie prawnie zagwarantować możliwość jego odciążenia. Cieszę się, że to robimy.
Jeszcze parę obrazków z wakacji i dzięki za miłe zdania w listach:
… Dobrze, że Pani już wraca …
… mam nadzieję, że urlop we Francji, o którym pisała Pani na blogu udał się :) …
31 lipca 2009
Jadę na wakacje
Dwutygodniową przerwę w pracy miałam ostatnio dwa lata temu, kiedy to jeszcze pracowałam jako zastępca prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. Wtedy w siódemkę, z grupą przyjaciół zjeździliśmy wzdłuż i wszerz Burgundię. Potem – zacząwszy pracować daleko od domu – dni urlopowych miałam mało i spędzałam je głównie w domu.
Teraz udało się zaplanować całe dwa tygodnie przerwy w pracy. W ministerstwie praca idzie, zadania rozdane, na Radzie Ministrów będą mnie reprezentować wiceministrowie. A my z mężem i z tą samą co dwa lata temu grupą przyjaciół będziemy tym razem gruntownie poznawać Akwitanię. To zrobiła się już tradycja. Jeden z naszych przyjaciół, najlepiej znający Francję, rezerwuje miejsca noclegowe, drugi, przylatujący z bardzo daleka, załatwia wynajem samochodu, a mój mąż zapewnia całej grupie ciekawe opowiadanie o szczegółach historii regionu. Co dwa lata w tym samym przyjacielskim składzie zwiedzamy kolejne regiony Francji. Cieszę się, że mogę w tej tradycyjnej wyprawie uczestniczyć.
Potrzebne jest oderwanie się od pracy od czasu do czasu. W mojej obecnej pracy to pierwsza tak długa, zaplanowana przerwa. Zaplanowałam także nie zabierać ze sobą komputera. To dla mnie rzadkie doświadczenie – być bez komputera, z którym to prawie się nie rozstaję. Ale myślę, że i od tego trzeba czasem odpocząć. Bardzo już dawno od komputera nie odpoczywałam. Pewnie też wiele osób odpocznie trochę ode mnie. Zaprzestanę na jakiś czas codziennych maili do współpracowników z różnymi sprawami. Jutro rano wyjeżdżam na wakacje. Do zobaczenia za dwa tygodnie!

Teraz udało się zaplanować całe dwa tygodnie przerwy w pracy. W ministerstwie praca idzie, zadania rozdane, na Radzie Ministrów będą mnie reprezentować wiceministrowie. A my z mężem i z tą samą co dwa lata temu grupą przyjaciół będziemy tym razem gruntownie poznawać Akwitanię. To zrobiła się już tradycja. Jeden z naszych przyjaciół, najlepiej znający Francję, rezerwuje miejsca noclegowe, drugi, przylatujący z bardzo daleka, załatwia wynajem samochodu, a mój mąż zapewnia całej grupie ciekawe opowiadanie o szczegółach historii regionu. Co dwa lata w tym samym przyjacielskim składzie zwiedzamy kolejne regiony Francji. Cieszę się, że mogę w tej tradycyjnej wyprawie uczestniczyć.
Potrzebne jest oderwanie się od pracy od czasu do czasu. W mojej obecnej pracy to pierwsza tak długa, zaplanowana przerwa. Zaplanowałam także nie zabierać ze sobą komputera. To dla mnie rzadkie doświadczenie – być bez komputera, z którym to prawie się nie rozstaję. Ale myślę, że i od tego trzeba czasem odpocząć. Bardzo już dawno od komputera nie odpoczywałam. Pewnie też wiele osób odpocznie trochę ode mnie. Zaprzestanę na jakiś czas codziennych maili do współpracowników z różnymi sprawami. Jutro rano wyjeżdżam na wakacje. Do zobaczenia za dwa tygodnie!

8 lipca 2009
Listy dodające sił
Od czasu do czasu za pośrednictwem tej strony dostaję listy. Staram się na wszystkie odpowiadać. Dotyczą praw pracowniczych nauczycieli, programów edukacyjnych dla sześciolatków, możliwych sposobów organizacji pracy szkoły, prawa dotyczącego przekazywania szkół. Wyjaśniam, informuję, czasem przy udzielaniu odpowiedzi proszę prawników ministerstwa o pomoc lub – jeśli temat może być interesujący szerzej – przekazuję to co odpiszę również do zamieszczenia w odpowiednich rubrykach strony: MEN informuje. Szczególnie miło jest, jeśli wymiana listów zaczynająca się od różnych pytań, wątpliwości czy żalów kończy się po prostu podziękowaniem. Czasem także dostaję ciepłe słowa. A oto fragmenty dwóch szczególnie sympatycznych, dosłownie dodających sił listów, które przyszły w ciągu ostatniego miesiąca:
Obserwując tryb pisania przez Panią tego bloga zauważyłam, że splata się często z końcem tygodnia. Soboty i niedziele jako luźniejsze poświęca Pani na refleksje. Ale coś Pani chyba wolnego brakuje ostatnio...
Gorączka końca roku!
Życzę zdrowia by podołała Pani zadaniom i pomysłowości na co dzień - w tym samym celu! I odrobinek wakacyjnego odsapnięcia!!!
Piszę „odrobinki” i mam wyrzuty sumienia, ale wciąż czekam na nowe przepisy... i liczę, że starczy Pani sił...
…pragnę Pani serdecznie podziękować, za tę dodatkową godzinę. Jest to duża szansa dla dzieciaków na pomoc i zarażanie aktywnością, pasją. Zauważyłam, że dotychczas najczęściej nauczyciele byli szczęśliwi kiedy tak jak im i dzieciakom się nie chciało – utwierdzając je, że aktywność jest dla frajerów, pokręconych lub lizusów. Dziś dostrzegam szansę na zmianę…
Serdecznie dziękuję również za kąciki zabaw w świetlicy i place zabaw! Z punktu widzenia matki, która ma posłać malucha do szkoły, świetlica jest dla mnie kluczowa. Maluch bowiem musi być porządnie zaopiekowany po zajęciach. Jestem przekonana, że dobra świetlica oraz „wkręcanie” dzieciaków w robienie czegoś interesującego i dobrze zorganizowana pomoc – to podniesienie jakości edukacji i zmniejszenie problemów.
Życzę Pani dużo siły do utrzymania kursu!
Serdecznie pozdrawiam i ciągle trzymam kciuki…
Dziękuję wszystkim, którzy na mnie liczą i jednocześnie zachęcam do czytania tych różnych odpowiedzi gromadzonych na stronach MEN. Tam także jest miejsce do zadawania pytań.
Obserwując tryb pisania przez Panią tego bloga zauważyłam, że splata się często z końcem tygodnia. Soboty i niedziele jako luźniejsze poświęca Pani na refleksje. Ale coś Pani chyba wolnego brakuje ostatnio...
Gorączka końca roku!
Życzę zdrowia by podołała Pani zadaniom i pomysłowości na co dzień - w tym samym celu! I odrobinek wakacyjnego odsapnięcia!!!
Piszę „odrobinki” i mam wyrzuty sumienia, ale wciąż czekam na nowe przepisy... i liczę, że starczy Pani sił...
…pragnę Pani serdecznie podziękować, za tę dodatkową godzinę. Jest to duża szansa dla dzieciaków na pomoc i zarażanie aktywnością, pasją. Zauważyłam, że dotychczas najczęściej nauczyciele byli szczęśliwi kiedy tak jak im i dzieciakom się nie chciało – utwierdzając je, że aktywność jest dla frajerów, pokręconych lub lizusów. Dziś dostrzegam szansę na zmianę…
Serdecznie dziękuję również za kąciki zabaw w świetlicy i place zabaw! Z punktu widzenia matki, która ma posłać malucha do szkoły, świetlica jest dla mnie kluczowa. Maluch bowiem musi być porządnie zaopiekowany po zajęciach. Jestem przekonana, że dobra świetlica oraz „wkręcanie” dzieciaków w robienie czegoś interesującego i dobrze zorganizowana pomoc – to podniesienie jakości edukacji i zmniejszenie problemów.
Życzę Pani dużo siły do utrzymania kursu!
Serdecznie pozdrawiam i ciągle trzymam kciuki…
Dziękuję wszystkim, którzy na mnie liczą i jednocześnie zachęcam do czytania tych różnych odpowiedzi gromadzonych na stronach MEN. Tam także jest miejsce do zadawania pytań.
Subskrybuj:
Posty (Atom)