Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biblioteki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biblioteki. Pokaż wszystkie posty

15 marca 2026

Jak reformować edukację czyli o zdrowym rozumie nauczyciela

Zostały podpisane dwa rozporządzenia, które najmocniej definiują polską oświatową rzeczywistość - zmieniające rozporządzenie w sprawie ramowych planów nauczania dla publicznych szkół i rozporządzenie w sprawie podstawy programowej wychowania przedszkolnego oraz podstawy programowej kształcenia ogólnego dla szkoły podstawowej. Na razie brak decyzji dotyczących szkół ponadpodstawowych. Wszystko dotyczy etapów wcześniejszych. Harmonogram ogłoszony przez ministerstwo edukacji zakłada, że do szkół średnich zmiany wkroczą od września 2027.



Co zmieni się w szkołach tak naprawdę?

Mniej niż rok temu z dość dużym hałasem ogłoszono zmianę podstawy programowej wychowania fizycznego. Właściwe rozporządzenie podpisano w wakacje. Zmiana miała wejść do absolutnie wszystkich klas na wszystkich etapach edukacyjnych. Liczba godzin pozostała ta sama, kwalifikacje nauczycieli też. W pracujących na podstawie autorskich programów szkołach Dobrej Edukacji, które wspieram, odbyła się odpowiednia dyskusja kadry i formalne dostosowanie programu do nowych wymogów. Czy zmieniło się coś jeszcze?

Godziny wychowania fizycznego są bardzo potrzebne, powinno odbywać się na nich kształtowania nawyków zdrowego stylu życia. Najlepiej, gdy uczeń ma pewne możliwości wyboru rodzajów aktywności ruchowej, aby znalazł dla siebie coś, co pozostanie z nim przez całe życie, jak na przykład zamiłowanie do którejś z gier zespołowych, pływania, biegania czy jazdy na rowerze. Mamy w naszym kraju bardzo wielu mądrych nauczycieli wf-u, którzy czują się za to odpowiedzialni. Niektórzy organizują też w swoich szkołach co roku obozy narciarskie, żeglarskie czy kajakowe, aby pokazać swoim uczniom swoje ulubione aktywności. Rolą nauczyciela jest zarażanie swoimi pasjami, dawanie dobrego przykładu. Jeśli jeszcze do tego nauczyciel fizyki co tydzień gra z uczniami w siatkówkę, a nauczyciel matematyki co roku wyjeżdża na obozy żeglarskie, to jest to najlepsza edukacja zdrowotna, bardziej przekonująca niż osobne godziny siedzenia w ławce. Kluczem do sukcesu pozostają nauczyciele z pasją, budujący relacje i więź ze swoimi podopiecznymi.

Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie, czy zmiana podstawy programowej w-f - poza konieczną rytualną zmianą dokumentów programowych, czasem kontrolowanych przez kuratoria - zmieniła coś jeszcze w szkołach? (dyrektorze, dopilnuj, sprawdź, czy masz ten odpowiednio zmieniony dokument)

Jeśli byli w szkole nauczyciele z pasją, mający dobre relacje ze swoimi uczniami, dalej pracują na lekcjach dobrze. Jeśli natomiast byli wypaleni i zmęczeni, oczekiwanie dyrektora, aby przygotowali nowy dokument programowy, raczej to wypalenie i zmęczenie pogłębiło, niż cokolwiek im w pracy pomogło… Tak samo pewnie będzie w wypadku zmieniania podstaw programowych paru innych przedmiotów. Jeśli prowadzimy szkołę, która ma swoją wizję i misję, i nauczycieli z pasją, dalej będzie ona swoje założenia realizować. Formalna potrzeba analizy realizowanych treści programowych może w tym pomóc. Ale nie jest kluczowa. Kluczowi są nauczyciele i ich kondycja.

Ośmielę się postawić tezę, że tak samo jak bardzo niewiele zmieniła w szkolnej rzeczywistości zmiana podstawy programowej w-f, tak samo bardzo niewiele zmieni zmiana podstawy programowej przedszkolnej i wczesnoszkolnej. Cele tych etapów edukacyjnych są od lat niezmienne. To naprawdę fundamentalne etapy edukacji. Od jakości pracy nauczycieli wczesnej edukacji zależy właściwie w szkołach wszystko. I mamy ich w kraju wielu bardzo dobrych, dobrze przygotowujących do kolejnych etapów nauki. Z powodu radykalnie kurczącej się liczby urodzeń, potrzebnych będzie tych nauczycieli mniej. Dużo bardziej od zmodernizowanego profilu absolwenta przedszkola, przydałby się im standard zmniejszonej liczebności grup oraz wprowadzenie nauczyciela wspomagającego lub asystenta nauczyciela w każdej grupie. Jeśli chcemy naprawdę zadbać o jakość edukacji, warto zainwestować w ten najwcześniejszy jej etap. Choć coraz lepiej umiemy diagnozować różnego rodzaju trudności i niepełnosprawności oraz wiemy, jak można pomagać dzieciom, rozwiązania prawne w tej sprawie pozostawiają wiele do życzenia. Wymogi biurokratyczne liczenia i finansowania “godzin wsparcia” rosną, zaś mamy, szczególnie na młodszych etapach, wiele dzieci wymagających diagnozy, ale jeszcze jej nie posiadających i tym samym nie mających formalnie zaprojektowanego wsparcia. Do tego dochodzi coraz więcej dzieci z uzależnieniem od ekranów, z nadpobudliwością, z różnymi zaburzeniami zachowania. Doświadczenia zebrane w ostatnich latach w szkołach Dobrej Edukacji wskazują, że najlepiej sprawdzają się grupy kilkunastoosobowe z dwójką nauczycieli. Wtedy możliwe jest prawdziwe podążanie za potrzebami dzieci, indywidualne dostosowywanie wymagań do ich możliwości, rozwijanie ich potencjału. Jak najwcześniejsze obejmowanie wszystkich dzieci dobrej jakości edukacją przedszkolną, mądre diagnozowanie ich dojrzałości szkolnej, odpowiednie “kierowanie ruchem” na tych wczesnych etapach, indywidualne ustalanie celów, rotowanie składu grup, zależnie od potrzeb, jest możliwe, znane i stosowane. Pracujemy tak w szkołach Dobrej Edukacji. Podobne rozwiązania są znane od lat, obecne między innymi w szkołach Montessori. Często wystarczy tu dobre zorientowanie na cel, jakim jest wyposażenie w podstawowe kompetencje potrzebne na kolejnym etapie edukacyjnym i danie wolności organizacyjnej obdarzonym zdrowym rozsądkiem nauczycielom. Bardzo jestem ciekawa, czy i co trzeba będzie zmienić w naszym Programie Dobrej Edukacji na tych wczesnych etapach, aby go dostosować do nowych wymogów. Myślę, że bardzo niewiele. Czekam na efekty pracy naszego zespołu programowego.


Przedmioty mniej i bardziej polityczne

Szczęście pewnej niezmienności celów, bez względu na różne reformatorskie pomysły, mają też nauczyciele języków obcych. Jakoś nie wzbudza narodowego sporu, co to znaczy dobrze posługiwać się językiem obcym (szkoda, że zamiast analogicznie orientować się przede wszystkim na dobre posługiwanie się językiem ojczystym, toczymy nieustający spór o coraz to inne lektury). Nauczycielom języków obcych na ogół udaje się realizować cele programowe z nawiązką, przynajmniej wobec części lepiej zmotywowanych lub uzdolnionych uczniów. Zawdzięczamy to możliwości organizowania pracy w grupach zaawansowania, co ma miejsce w bardzo wielu szkołach. Po prostu niektórzy uczą się trochę więcej niż koniecznie należy i nikogo to na całe szczęście nie oburza. Dostosowujemy stawiane wymagania do faktycznego poziomu zaawansowania uczniów, żeby nie zajmować się uczeniem ich tego, co już umieją.

Analogiczne rozwiązania organizacyjne - praca w grupach zaawansowania, jakie są często przyjmowane w wypadku języka angielskiego, bardzo dobrze sprawdzają się w wypadku drugiego przedmiotu egzaminacyjnego - matematyki. Znam szkoły - publiczne i niepubliczne - które takie rozwiązanie stosują. Jednak jest to dużo mniej powszechne i trudniejsze komunikacyjnie wobec uczniów i rodziców niż poziomowanie nauki języka obcego. Tymczasem można dostosowywać wymagania do faktycznego zdiagnozowanego poziomu ucznia, należy mu pomagać przezwyciężać trudności, rozwijać zdolności. Pamiętam ze swojej praktyki nauczycielskiej sprzed bardzo wielu lat klasy, w których “realizowanie programu” było do nikogo. Jedni uczniowie tracili czas, gdyż dawno już wszystko wiedzieli i zadania ich w ogóle nie motywowały do myślenia, drudzy siedzieli jak “na tureckim kazaniu”, gdyż wszystko, co było omawiane, było dla nich kompletnie niedostępne, w danym momencie za trudne, potrzebowali najpierw uzupełnienia bardziej elementarnej wiedzy. Te same godziny przy innym podziale na grupy mogłyby być rozwijające i stymulujące, tymczasem były zupełną stratą czasu - i ucznia, i nauczyciela. Ile godzin w naszym systemie jest nadal taką stratą czasu?

Pewne porządkujące zmiany treści programowych są co pewien czas potrzebne. Największe niepokoje środowiska nauczycielskiego występują wtedy, gdy są widoczne różnice w liczbach godzin konkretnych przedmiotów. Przeanalizowałam dokładnie różnice pomiędzy “starymi” a “nowymi” ramówkami szkoły podstawowej. Na pewno pozytywnie odebrane będzie w szkołach zwiększenie liczby godzin wczesnej edukacji oraz zwiększone godziny zajęć praktyczno-technicznych i także ten bardziej praktyczny aspekt tych zajęć.

Warto zauważyć, że przedmiot przyroda w klasach IV-VI to powrót do edukacji przyrodniczej obecnej przez wiele lat w sześcioletnich szkołach podstawowych. Wtedy działało to dobrze, lepiej niż podział na więcej przedmiotów i może tak być dalej. Nauczyciele poszczególnych przedmiotów przyrodniczych chcą w klasach VII-VIII mieć tyle samo godzin, ile było przez trzy lata w gimnazjach. Tymczasem zmniejszenie było potrzebne - liczby godzin łącznie w klasach VII-VIII było po prostu za dużo. Szkoda, że od razu nie przygotowano i nie pokazano razem koncepcji programowej poszczególnych przedmiotów przyrodniczych na wszystkich etapach. Kiedyś niektóre treści były realizowane w III klasie gimnazjum, teraz mogą być w I klasie szkół ponadpodstawowych, nie wszystko trzeba “upychać” w podstawówkach. Otwarte dla mnie jest teraz pytanie, czy treści jest proporcjonalnie mniej do tych nowych nieco zmniejszonych w klasach VII-VIII godzin i czy będzie to potem odpowiednio uzupełnione w szkołach ponadpodstawowych. Edukacja przyrodnicza w szkołach podstawowych ma być tylko wstępem i zachętą do tego, co będzie rozwijane na następnym etapie.

Najbardziej w ogniu różnych wojen politycznych znajdują się na ogół poloniści i historycy. Pierwsi stają się obarczeni potrzebą wtłaczania w głowy uczniów zapamiętania szczegółów z ulubionych lektur aktualnych decydentów politycznych, zamiast po prostu posiadania odpowiedzialności za jak najlepsze posługiwanie się językiem ojczystym i rozbudzanie zamiłowania do czytelnictwa (moim zdaniem najlepiej im to zadanie pójdzie, jeśli sami autonomicznie będą mogli dobrać do swoich uczniów i swoich zamiłowań materiał literacki, jakim się posłużą…). Drudzy, przez lata swojej pracy obok podstawowego kursu historii, w którym też lista godnych wyeksponowania faktów i dat się dość często zmienia, doświadczają jeszcze zmieniających się nazw i koncepcji przedmiotów przygotowujących do życia społecznego. Obecnie w szkole podstawowej wiedza o społeczeństwie zostanie zastąpiona przez edukację obywatelską. Do tego będzie to realizowane zamiast w klasie VIII - w klasach VI i VII. Wcześniej  edukacja obywatelska pojawiła się też w szkołach średnich, tym razem zamiast historii i teraźniejszości i jeszcze wcześniej obecnego wos-u podstawowego, pomimo tego, że całościowej koncepcji szkół średnich jeszcze nie pokazano. Nauczyciele historii odpowiedzialni za te wszystkie przedmioty prawie co roku mają jakieś zmiany programowe.

Jak godziny będące w dyspozycji historyków zostaną zagospodarowane, tak naprawdę zależy od nich samych. Teraz pewnie wielu z nich już zastanawia się, czy i jakim przedmiotem zastąpi edukację obywatelską kolejny minister.


Rozterki związane z edukacją zdrowotną

Gdy planowano wprowadzenie obowiązkowej edukacji zdrowotnej, zakładano wyjęcie treści jej poświęconych z innych przedmiotów i umieszczenie ich w tym nowym przedmiocie. Gdy jednak stał się ten przedmiot nieobowiązkowy, te ważne skądinąd treści też stały się nieobowiązkowe. Może jednak lepiej, żeby edukację zdrowotną prowadzili na swoich przedmiotach nauczyciele wf i przyrody? Nadal byłaby obowiązkowa… Tymczasem teraz, jeśli na przyrodzie i wf jednak nauczyciele z edukowania zdrowotnego nie zrezygnują, bo to ważne, niektórzy uczniowie będą niektóre treści omawiać dwa razy, zaś jeśli zrezygnują, ci co nie wybiorą edukacji zdrowotnej w ogóle ich nie będą mieli… Zespoły nauczycielskie przyjmując swoje programy szkolne muszą przemyśleć, jak w ich szkołach do tego zagadnienia podejść.


Rozterki związane z ocenianiem i egzaminowaniem

Pod największą presją w szkołach są nauczyciele obowiązkowych przedmiotów egzaminacyjnych. Warunki rekrutacji do szkół średnich powodują zarówno oczekiwanie jak najlepszych ocen na świadectwie ukończenia szkoły podstawowej, jak i jak najbardziej efektywnego przygotowania do egzaminów. Wspomniane wyżej grupowanie uczniów według zaawansowania może tę efektywność poprawić. Jednak przy presji na jak najwyższe oceny, zwiększenie wymagań wobec bardziej zaawansowanych uczniów, może wcale nie być odbierane pozytywnie. Trzeba jeszcze przy tym popracować w szkole nad odejściem od porównywania uczniów - ustalania listy celów edukacyjnych dla każdego indywidualnie i oceniania ich w formie informacji zwrotnej, zgodnie z własną listą celów. Tak robimy w szkołach Dobrej Edukacji. Jednak w wielu szkołach jest presja na stopnie szkolne i na porównywanie uczniów między sobą. Pogodzenie tego z mądrym zachęcaniem do robienia postępów bywa trudne. Także nieustanne orientowanie się na przygotowania egzaminacyjne nie zawsze ma sens. Szczególnie wtedy, jeśli konstrukcja egzaminu nie daje pola do popisu ani tym najsłabszym, ani tym najzdolniejszym. Warto byłoby odejść od sprawdzania minimum programowego na rzecz zróżnicowanych co do trudności poleceń, dających możliwość wykazania się zarówno tym, którzy opanowali jedynie najbardziej podstawową część wymagań, jak i tym, dla których potrzebny jest poziom wymagań wykraczający poza elementarne umiejętności. Na podstawie wyników egzaminu można byłoby wtedy tworzyć w szkołach średnich grupy zaawansowania z języka angielskiego czy też wybierać uczniów do klas matematycznych. Byłoby to bardziej narzędzie do “kierowania ruchem” niż dość niedoskonale odcinające próg rekrutacji. Nauczyciele przedmiotów egzaminacyjnych najbardziej teraz czekają na informację, jak ma się zmienić system egzaminacyjny. Samo nowe brzmienie podstawy programowej przedmiotów egzaminacyjnych tej informacji im nie daje, a to ona właśnie określi ich pracę w ostatnich latach szkoły podstawowej z uwagi na dzisiejsze realia prawne (bez zmian zasad rekrutacji do szkół publicznych) i oczekiwania społeczne (dyrekcji szkół, rodziców uczniów).

Zmiana ramowych planów nauczania i podstaw programowych to zawsze okazja do przemyślenia na nowo w szkołach, jak chcemy pracować, co jest dla nas ważne. Jeśli mamy to przemyślane, będzie tylko lepiej, choć wcale tak bardzo dużo się nie zmieni…


Polecam także uwadze: 





Katarzyna Hall
Prezeska Stowarzyszenia Dobra Edukacja, minister edukacji narodowej w latach 2007–2011, współzałożycielka wielu szkół niepublicznych.


30 listopada 2022

Szkoły, które zmieniają świat

Rozmowy o tym, o czym napisałam w książce "Szkoła przyszłości. Jakich zmian potrzebujemy w edukacji?" na Mazowszu postanowiłam prowadzić z tymi, którzy tam edukację praktycznie i oddolnie zmieniają od lat.

1 grudnia 2022 r. (w czwartek) rozmawiam z Jarosławem Pytlakiem, który od 1990 roku tworzy i rozwija autorską szkołę na warszawskim Bemowie, a jednocześnie prowadzi bardzo ciekawy blog Wokół Szkoły. Spotkanie odbędzie się w Legionowie, o godzinie 16, w Poczytalni (ul. Kościuszki 8a).

8 grudnia 2022 r. (kolejny czwartek) w Bednarskiej Szkole Realnej w Warszawie (ul. Kawalerii 5), także o godzinie 16, spotykam się z Janem Wróblem, który jest nie tylko dziennikarzem, autorem książek, ale też od 1989 roku nauczycielem zaangażowanym w tworzenie i rozwijanie szkół Zespołu Bednarska.

Serdecznie na oba spotkania zapraszam.

Sama od 1989 roku zaangażowałam się w tworzenie szkół zmieniających wtedy PRL-owską rzeczywistość. W październiku w Poznaniu rozmawialiśmy o tym pionierskim czasie z Witoldem Gromadzkim, który tworzył jedną z pierwszych niepublicznych szkół w Wielkopolsce - Liceum Fundacji Ekos. W Gdańsku, w listopadzie, swoje osobiste doświadczenia z tworzenia Gdańskiego Liceum Autonomicznego wspominałam z Justyną Januszewską, która reprezentowała wtedy pierwszy rocznik uczniów a obecnie kieruje Akademią Dobrej Edukacji w Pruszczu Gdańskim. W Sopocie z dyrektorką naszej Akademii w Gdańsku Marią Dagiel-Petit (na zdjęciu poniżej) wspominałyśmy z kolei same początki wymyślania Programu Dobrej Edukacji.



Tworzone i wspierane obecnie przez nasze Stowarzyszenie Dobra Edukacja szkoły, to tylko jedne z wielu szkół, które powstały z potrzeby zmieniania edukacyjnego świata na lepsze. Podczas dwóch najbliższych grudniowych spotkań na Mazowszu, chcę zwrócić uwagę na znane mi bardzo ciekawe inicjatywy warszawskie.

Szkoły, które zmieniają świat są cały czas potrzebne i warto, żeby powstawało ich jak najwięcej. Jeśli myślisz o tym, aby założyć szkołę podstawową lub liceum ogólnokształcące, zapraszam teraz do zgłaszania się na Seminarium INICJATYWY III, które zaczynamy w styczniu i którego program będzie zawierał wszelkie informacje i wskazówki potrzebne do rejestracji szkoły. W oparciu o wiedzę i doświadczenie naszej organizacji, otwieramy nabór dla kolejnych chętnych, chcących założyć szkołę, która dołączy do sieci szkół Dobrej Edukacji.


3 listopada 2022

Spotkania autorskie - w listopadzie Trójmiasto

We wstępie do książki "Szkoła przyszłości. Jakich zmian potrzebujemy w edukacji?" napisałam między innymi:
“Pytanie, jakich zmian potrzebujemy w edukacji, nurtuje mnie od początku mojej drogi zawodowej. Zmiany, które uważałam za potrzebne, starałam się wdrażać jako nauczycielka, twórczyni i dyrektorka szkoły, zastępczyni prezydenta miasta i minister. Główna kwestia to przekonanie do potrzebnych zmian tych bardzo przekonanych, że żadne zmiany nie są potrzebne lub wręcz marzących o tym, aby dzisiejsza szkoła wyglądała dokładnie tak samo jak za ich młodości.
Nawiążę tu do pewnego porównania, które znalazło się po raz pierwszy w moim wpisie na blogu w 2013 r. i potem było przeze mnie wiele razy używane:
Nowatorskie koncepcje edukacyjne przypominają szybkie i zwinne łodzie motorowe – odważnie pokonują fale, mogą łatwo korygować kurs i w krótkim czasie dopłynąć do atrakcyjnych, ale często niedostępnych dla innych miejsc. Jeśli będą to lądy warte poznania, prędzej czy później transatlantyk publicznej edukacji za nimi dopłynie.
Planując zmianę w małej organizacji podejmującej się prowadzenia szkoły, to jak przesiąść się z transatlantyku do motorówki. Od pomysłu do wdrożenia droga jest dużo krótsza.

Każdy entuzjasta dobrej edukacji musi sobie odpowiedzieć na pytanie, jak wyrusza w swoją drogę do zmiany w edukacji: transatlantykiem czy motorówką. Moim udziałem było poznanie tych dwóch perspektyw. Każda z nich ma swoje ograniczenia, każda też daje możliwość wprowadzania istotnych, dobrych zmian, ale w innym tempie i w innej skali.”

Pomimo tego, jak obecnie zmienia się prawo oświatowe lub właśnie dlatego, że różne trudne zmiany cały czas następują, warto i trzeba dyskutować o tym, jak powinna się zmieniać edukacja, patrząc zarówno wstecz, jak i w przyszłość. Zakładam, że zebranie w książce moich przemyśleń i doświadczeń pomoże mi w swojej misji edukacyjnej znaleźć więcej sojuszników, pasjonatów dobrej edukacji. Dlatego spotykam się i będę się spotykać z jej odbiorcami. Każdy z nich ma swoją własną, często zupełnie inną od mojej perspektywę patrzenia na zmiany w edukacji. W książce jest wiele wątków, nawiązujących do różnych moich doświadczeń. Każde ze spotkań ma innych rozmówców, których poruszają zupełnie różne tematy. Powtórzeniem jest moja obecność i możliwość nabycia książki, ale cała reszta jest na każdym spotkaniu inna.

Po raz pierwszy wzięłam tę swoją książkę do ręki na dziesiątych urodzinach Stowarzyszenia Dobra Edukacja. Wręczyłam ją osobom współpracującym z naszym Stowarzyszeniem najdłużej.

W październiku miały miejsce spotkania autorskie w Wielkopolsce. Zaczęłam od Jarocina, gdzie mieszkają Karolina Maćkowiak (liderka naszej jarocińskiej Akademii) i Robert Kaźmierczak (jej brat, doświadczony samorządowiec), którzy twórczo dyskutowali ze mną jeszcze podczas pracy nad książką i w pewnym stopniu wpłynęli na jej ostateczny kształt. Zapis spotkania w Jarocinie jest dostępny w internecie.

W Poznaniu gościłam w jednej z najmłodszych szkół Dobrej Edukacji - Szkole na Wyspie. Rozmawiała tam ze mną Katarzyna Rutkowska - dyrektorka tej szkoły oraz Witold Gromadzki, twórca Liceum Fundacji Ekos ze Swarzędza, poznany przeze mnie w czasie początków mojej aktywności w Krajowym Forum Oświaty Niepublicznej, które to też są wspomniane w książce. Witek próbował przybliżyć na ogół młodszej od nas widowni, jak bardzo różnym doświadczeniem było utworzenie szkoły w roku 89 czy na początku lat 90-tych od tego, z czym teraz mają do czynienia, gdy tworzą szkoły. Wspominaliśmy, jak wspólnie negocjowaliśmy w imieniu środowisk oświaty niepublicznej zapisy w prawie oświatowym. Powiedział: “Tworząc szkoły zmienialiśmy Polskę”. Takie były nasze pobudki. Tworzyłam szkoły wtedy, tworzę i dziś. Oczekiwania i otoczenie społeczne są zupełnie inne niż wówczas. To była ciekawa rozmowa.

Spotkanie 20 października 2022 w Poznaniu


Teraz jestem przed spotkaniami na “moim” Pomorzu i bardzo mnie ciekawi, jakie wątki poruszą moi rozmówcy i zgromadzona publiczność.

Fundacja im. Arkadiusza Rybickiego oraz Europejskie Centrum Solidarności zapraszają na 87 Salon Młodopolski im. Arama Rybickiego poświęcony polskiej edukacji. Punktem wyjścia do rozmowy ma być moja książka, a rozmówcami będą Paweł Lęcki, interesująco aktywny medialnie nauczyciel liceum publicznego z Sopotu oraz Małgorzata Gradkowska, redaktorka “Zawsze Pomorze”. Spotkanie odbędzie się:
Marcin Rozmarynowski z Akademii Dobrej Edukacji w Gdańsku, doktorant w Szkole Doktorskiej Nauk Humanistycznych i Społecznych UG, specjalista w dziedzinie historii edukacji, będzie prowadzącym autorskie spotkania w dniach 22 i 23 listopada 2022:

Wierzę, że każdy z pomorskich trzech adresów zgromadzi trochę inną publiczność, uwypukli inne wątki, być może nie tylko edukacyjne, ale także pomorskie, których jest w książce kilka.

Wybierajcie miejsca i terminy, do zobaczenia!


1 grudnia 2016

Zbiór brudnopisów

Nauczyciele, dyrektorzy szkół, autorzy programów i podręczników gorączkowo czytają udostępnione właśnie projekty podstawy programowej oraz ramowych planów nauczania. Jak zwykle na pierwszy plan dyskusji publicznej przy takiej zmianie trafiają spisy lektur, dat, postaci historycznych. Chemicy czytają chemię, matematycy matematykę. Wczesna edukacja zaczęła wyróżniać się i wzbudzać emocje pewnym bałaganem pojęciowym. Jednak warto spróbować przeczytać wszystko razem i wtedy widać, że to nie jest projekt rozporządzenia. Na pewno nie czytał tego żaden prawnik ministerstwa, bo oni jednak nadaliby temu jakiś porządek strukturalny i pojęciowy.

Każdy przedmiot rządzi się innymi prawami, niektóre mają treści podzielone na lata, inne na różnego rodzaju niezdefiniowane etapy. Brakuje jakiekolwiek wspólnej struktury i formy, ustalonej dla budowy dokumentu z przedmiotu. Nie wiadomo, jakie funkcje dokument podstawa programowa ma spełnić, pojawiają się w tekście nawet sformułowania, że jakaś część jest kierowana głównie do wydawców…

Brak jest spójności pojęć z dokumentu z prawnymi definicjami programu, podręcznika - czy mają one ulec zmianie? Jeśli tak, to czym prędzej odpowiednie projekty rozporządzeń trzeba też pokazać. Przecież po pospiesznym wydaniu ustawy, następnie po pospiesznym wydaniu rozporządzeń o podstawie programowej i ramowych planach nauczania, przyjdzie czas na równie pospieszne dopuszczanie podręczników… Trzeba mieć w oparciu o co je dopuścić.

Można byłoby prawnie umożliwić naukę w VII klasie, na przykład matematyki, z podręcznika właśnie zakupionego do biblioteki szkolnej do I klasy gimnazjum. Matematyki czy chemii lub fizyki będziemy pewnie jednak uczyć dość podobnie. Tymczasem być może prawo nam nakaże, aby w najbliższym roku:
  • w szkole wyrzucić podręczniki do I klasy gimnazjum, dopiero co zakupione na koszt podatnika, aby ulżyć rodzicom
  • w wydawnictwach przygotować nowe podręczniki, być może w niektórych wypadkach różniące się głównie okładką - zamiast do klasy I gimnazjum - do klasy VII
  • w ministerstwie przeszkolić rzeczoznawców z zakresu zmienionej podstawy programowej, przeprowadzić całą procedurę dopuszczania wszystkich podręczników na nowo do przynajmniej trzech roczników (zapowiadane klasy I, IV i VII), objętych w pierwszym roku zmianami programowymi
  • zakupić różniące się okładką wszystkie podręczniki dla tych trzech roczników uczniów na nowo (czy budżet państwa to sfinansuje, czy teraz przerzucimy koszt podręcznika na rodzica, bo dostał 500+?)

A może z procedury dopuszczania w tym chaosie po prostu zrezygnować, licząc na rozsądek nauczycieli i stare podręczniki? Albo ograniczyć w pierwszym roku zmianę do tylko jednego rocznika - tej klasy VII? Albo jednak wprowadzić wszystko po prostu rok później, aby tę podstawę i podręczniki przygotować porządniej?

Na razie widać, że dokument podstawa programowa do szkoły podstawowej jeszcze nie powstał. Jako całość jest to kompletnie pozbawione konsekwencji i spójności. Pokazano nam po prostu zbiór brudnopisów poszczególnych jego części, chyba po osobno przygotowywanych, zawierających sporo błędów.

5 kwietnia 2011

Skończcie straszyć! (ciąg dalszy…)

Zamieszczam tu jeden z szeregu listów otrzymywanych przeze mnie ostatnio od nauczycieli-specjalistów. Pokazuje on, że straszenie dalej się odbywa i zatacza coraz szersze kręgi:

Szanowna Pani Minister,
Pracuję jako specjalista (pedagog-terapeuta) w Przedszkolu z oddziałami integracyjnymi. Wraz z moimi przyjaciółmi specjalistami jesteśmy zaniepokojeni, zmartwieni i sfrustrowani działaniami MEN. Należymy do ZNP, który poinformował nas, iż działania MEN zmierzają do usunięcia nauczycieli "nietablicowych" z Karty Nauczyciela. Działania takie mają się odbyć na wakacjach, kiedy to każdy nauczyciel jest na wakacjach. Gruntownie przeczytaliśmy wywiad z Panią na łamach Głosu Nauczycielskiego, w którym informuje Pani, iż specjaliści nadal będą nauczycielami i KN będzie ich obowiązywała, po czym słyszymy taką informację ze strony ZNP. Bardzo nas to niepokoi! Jesteśmy nauczycielami, prowadząc indywidualną terapię wspomagamy dziecko w realizacji podstawy programowej wychowania przedszkolnego! Boli nas to, iż MEN chce nas potraktować jak zwykłych pracowników, którym nie należy się status nauczyciela!!!
Odczuwamy realne obawy i nie rozumiemy takich ambiwalentnych działań i nieprawdziwych deklaracji, które jak nas informują Związki są bez pokrycia! Po co te deklaracje w Głosie Nauczycielskim!?! Czy możemy im wierzyć??!!!
Prosimy o odpowiedź!
Specjaliści, pracujący z dziećmi niepełnosprawnymi w przedszkolach integracyjnych!

Właśnie z takich listów do mnie ostatnio nadsyłanych wnoszę, że zaczęło się teraz straszenie odebraniem statusu nauczyciela specjalistom pracującym z dziećmi niepełnosprawnymi. Pisałam już, że nie chcę odebrać statusu nauczyciela nauczycielom pracującym w bibliotekach, świetlicach, pedagogom szkolnym. To samo dotyczy nauczycieli-specjalistów, których ciężką i bardzo potrzebną pracę naprawdę doceniam. W Głosie Nauczycielskim także już dementowałam przypisywane mi zamiary. Nie ma żadnego projektu w tej sprawie! Dlaczego traktują Państwo – moi korespondenci – różne rozsiewane plotki jako wiarygodniejsze niż informacje bezpośrednio ode mnie?

Do tego doszło informowanie, że zmiana dokona się w czasie najbliższych wakacji! Projekt ewentualnych zmian ustawowych w ogóle musiałby się pojawić i do tego już przejść cały proces konsultacji i uzgodnień. Projekty przygotowywane obecnie przez MEN, będące na różnych etapach prac legislacyjnych, to ustawa o systemie informacji oświatowej i ustawa o zmianie ustawy o systemie oświaty, które w ogóle nie zajmują się tym tematem.

Owszem, trwa dyskusja o Karcie Nauczyciela, w trakcie której padają różne pomysły. Ale od dyskusji daleka droga do konkretnych projektów. Planowane są badania dotyczące czasu pracy nauczycieli, inne analizy, ekspertyzy. Ale bez względu na efekty tych analiz, badań i dyskusji, uważam, że wszyscy ci, którzy są obecnie nauczycielami pracującym na różnych stanowiskach w przedszkolach, szkołach i innych placówkach oświatowych powinni zachować swój status! Bardzo ważnym celem jest indywidualne podchodzenie do potrzeb uczniów, a zatem także coraz lepsza opieka oraz lepszy dostęp do specjalistów mogących odpowiednio do potrzeb pomagać dzieciom. Są i będą potrzebni doświadczeni i sprawdzeni pedagodzy. Do tego, zgodnie z ostatnio wchodzącymi w życie rozwiązaniami dotyczącymi pomocy psychologiczno-pedagogicznej, będzie ich potrzebnych coraz więcej.

12 marca 2011

Centra rozwoju edukacji – o zmianach w ustawie o systemie oświaty odcinek 2

Centrum rozwoju edukacji to zgrupowanie razem poradni psychologiczno-pedagogicznych, placówek doskonalenia nauczycieli i bibliotek pedagogicznych. Ma realizować dotychczasowe zadania tych trzech typów placówek i do tego poświęcać swoją uwagę potrzebom konkretnej szkoły – funkcjonować w oparciu o porozumienia o współpracy ze szkołami, kompleksowo wspierać w rozwoju szkoły.

Skąd ta idea? Analizując różne wskaźniki edukacyjne widać, że diagnozowanie potrzeb oraz wspomaganie uczniów i nauczycieli nie jest jednakowo obecne w każdej szkole. Są całe powiaty o dużo słabszych wynikach egzaminacyjnych niż inne, do tego prawie bez zdiagnozowanych dyslektyków, bez żadnych laureatów konkursów przedmiotowych itp. itd. Czy w tych powiatach nie rodzą się zdolne dzieci, nie występuje zjawisko dysleksji? Każde dziecko, bez względu na to gdzie mieszka i chodzi do szkoły, zasługuje na odkrywanie jego talentów, pomoc w przezwyciężaniu trudności. Proponuję poświęcać więcej uwagi przyglądaniu się dzieciom, ich zainteresowaniom i predyspozycjom, przyczynom ich trudności. Tam, gdzie jest z tym kłopot, warto tam w tym kierunku przeszkolić i uwrażliwić nauczycieli. Każda szkoła wymaga takiej pogłębionej diagnozy – co jest jej słabszą stroną, czego nie umiemy dostrzec, z czym sobie poradzić. I dopiero wtedy, po tej diagnozie trzeba „przykroić na miarę” pomoc dzieciom i szkolenia nauczycieli. Tym mają się zajmować centra rozwoju edukacji.

Zorganizowanie kompleksowego wspomagania szkół w rozwoju (pomagania każdej szkole w dokonywaniu pewnego postępu) to ogromne wyzwanie. Chcemy dać to zadanie powiatom, żeby miały obowiązek zapewnić kompleksowe wspomaganie każdej szkole z terenu powiatu, tworząc i prowadząc odpowiednie centrum. Damy na to powiatom w latach 2012-2015 spore środki europejskie, a od roku 2016 chcemy inaczej dzielić przeznaczane na te typy placówek środki subwencyjne, proporcjonalnie do liczby uczniów we wspomaganych przez konkretne centra szkołach.

Dziś sieć placówek wspomagających nie jest proporcjonalnie rozmieszczona. Są miejsca, również całe regiony, o ich gęściejszym występowaniu i powiaty, gdzie niczego nie uświadczysz. Lepiej zaopatrzone są z reguły miasta „starych województw”. Reszta ma gorzej. Na ogół jednak prawie w każdym powiecie jest przynajmniej jedna poradnia psychologiczno-pedagogiczna. I ma być to obowiązkowa składowa takiego powstającego centrum. Trzeba do niej dołączyć nowe funkcje (najlepiej tworząc zespół z przynajmniej jedną placówką doskonalenia lub biblioteką), i przede wszystkim przygotować kadry do realizacji nowych zdań (nie zaniedbując zadań dotychczasowych!).

Marszałkowie województw zadeklarowali ostatnio chęć pomocy i współpracy z samorządami powiatowymi w tym ważnym zadaniu. Do sięgnięcia po środki europejskie placówki „marszałkowskie” będą mogły przystępować w porozumieniu z powiatowymi. Na początek wystarczy współpraca specjalistów z różnych typów placówek oraz namówienie do współpracy określonej grupy szkół. Środki europejskie będą przyznawane na pomoc konkretnym szkołom – także bez szkół się nie da! Praca w projekcie ma nauczyć placówki budowania partnerstw ze szkołami, a szkoły wymagania pomocy dostosowanej do potrzeb.

Teraz przed każdym samorządem powiatowym zadanie ustanowienia lokalnego lidera, który podejmie odpowiednie szkolenie (organizowane w ramach projektu finansowanego z środków europejskich w Ośrodku Rozwoju Edukacji w Warszawie) i od którego zacznie się budowanie lokalnej sieci współpracy, z której z kolei ma wyrosnąć oferta i działanie w przyszłości centrum rozwoju edukacji na danym terenie.

Zaś tych wszystkich, którzy pracują w placówkach o których mowa wyżej (biblioteki pedagogiczne, placówki doskonalenia, poradnie) i którzy są już dziś straszeni przez przeciwników politycznych nagłym zniknięciem ich zadań i placówek, trzeba zapewnić, że praca i zadania ich placówek, a także sposób finansowania, przez najbliższe lata pozostaną na niezmienionym poziomie. Szkolenia i finansowanie w projekcie mają mieć charakter dodatkowy, wzbogacający ofertę, budujący lokalne współdziałanie, przygotowujący przez trzy lata do nowych zadań, podejmowanych przede wszystkim z myślą o zapewnianiu jak najlepszych warunków do rozwoju dzieciom i młodzieży, które mają w przyszłości uzupełnić i poszerzyć zadania dotychczasowe.

21 lutego 2011

Bibliotekarze szkolni to też nauczyciele – i tak ma zostać

Znowu coraz częściej docierają do mnie głosy przypisujące ministrowi edukacji pomysły, które mają wywołać niepokój nauczycieli bibliotekarzy. Formułowanie takich insynuacji spowodowało uzasadniony niepokój i obawę o zachowanie statusu zawodowego nauczycieli bibliotekarzy. W moim zamierzeniu nauczyciele bibliotekarze nadal będą posiadali uprawnienia nauczycielskie, które powinny zostać zapisane w nowej ustawie Karta Nauczyciela, nad którą pracuje zespół opiniodawczo-doradczy do spraw statusu zawodowego nauczycieli.

Ten, powołany w marcu 2010 roku, zespół tworzą przedstawiciele samorządów, związków zawodowych, środowisk oświaty niepublicznej, innych partnerów społecznych, środowisk oświatowych i naukowych, a także strony rządowej. Jego powstanie wynikło z konieczności dostosowania rozwiązań w zakresie statusu zawodowego nauczycieli do zmieniającej się rzeczywistości szkolnej i społecznej. Podejmowane działania są również związane z potrzebą wzmocnienia pozycji zawodowej nauczycieli.

O tym, co miałoby się znaleźć w nowym dokumencie, zadecyduje dyskusja członków tego zespołu. To oni, w toku wspólnych działań, wypracują propozycje założeń do zmian prawnych. W związku z tym sugerowanie, że Ministerstwo Edukacji Narodowej próbuje ograniczać uprawnienia nauczycieli bibliotekarzy (czy też którejś innej nauczycielskiej grupy), jest bezpodstawne i uzasadnione jedynie interesem politycznym środowisk, którym na rękę jest sianie niepokoju w środowisku nauczycieli.

15 stycznia 2011

Nietablicowi i ich niepokoje

Ostatnio otrzymuję szczególnie poruszające listy od nauczycieli przedszkoli, świetlic, bibliotekarzy.

Bardzo mi przykro, że są tacy, który wykorzystując ludzką wrażliwość ciągle straszą. Już jakiś czas temu pisałam tu: skończcie straszyć. Ani status nauczyciela, ani gwarantowana prawem minimalna wysokość wynagrodzenia, ani uzyskany awans zawodowy nie są zagrożone w wypadku żadnego z nauczycieli. Również nauczycieli-bibliotekarzy, nauczycieli świetlic, przedszkoli, pedagogów, psychologów, zatrudnionych w szkołach, poradniach i innych placówkach oświatowych. Oczywiste jest, że inaczej niż w wypadku nauczycieli realizujących w szkołach obowiązkowe zajęcia edukacyjne (czasami potocznie nazywanych „tablicowymi”), jest i powinien być uregulowany ich czas pracy. Jeśli dziennikarze, działacze związkowi, samorządowcy, czy ktokolwiek inny przypisuje mi, że chcę zabrać status nauczyciela lub należny szczebel awansu czy wynagrodzenie, którejś z tych wymienionych wyżej grup nauczycieli, po prosu wprowadza w błąd tych którzy z pewnością na to straszenie wcale nie zasługują. Jeśli robi to ze świadomym celem politycznym czy wyborczym, trzeba mu powiedzieć, że kłamie. Proszę skończyć z przypisywaniem mi intencji, których nie mam.

Jest jednak inny temat, który może być realnym powodem niepokoju różnych środowisk oświatowych i który jest na ogół jedyną prawdziwą przyczyną redukowania zatrudnienia czy wręcz likwidowania różnych placówek oświatowych. Dzieci i młodzieży mamy w naszym kraju coraz mniej. Stąd znowu coraz więcej informacji o zamiarach likwidacji placówek oświatowych.

Zagwarantowane są środki w tegorocznym budżecie na kolejne podwyżki od września dla wszystkich nauczycieli (również „nietablicowych”!), jednak z powodu malejącej demografii pewnie po prostu znowu trochę mniej nauczycieli będzie miało pracę. Wiadomo już, że przynajmniej przez najbliższych 10 lat tej pracy będzie coraz mniej. Tam, gdzie jest istotnie mniej dzieci, tam też jest mniej pieniędzy na edukację (choć proporcjonalnie więcej dajemy na podwyżki). Środki na edukację są i będą dzielone proporcjonalnie do liczby uczniów. Na finansowanie szkół bez uczniów pieniędzy nie będzie.

Pracuję teraz bardzo intensywnie nad tym, jak umożliwić przetrwanie tej katastrofy demograficznej jak największej liczbie szkół, aby one były jednak jak najbliżej uczniów, jak pomóc samorządom dobrze realizować zadania oświatowe i osiągać jak najlepsze efekty edukacyjne w tych coraz trudniejszych warunkach. Z pożytkiem dla uczniów i z satysfakcją dla ich rodziców oraz nauczycieli. To konkretne wyzwanie.

3 stycznia 2011

Dzięki za listy

Ostatni weekend okazał się rekordowy, jeśli chodzi o liczbę listów otrzymanych przeze mnie za pośrednictwem bloga. Od Sylwestra do wczoraj nadeszło ponad 20 listów. Większość z nich jest dość obszerna i interesująca. Mam w zwyczaju odpowiadać na maile indywidualnie, natomiast ponieważ pewne problemy się powtarzają, tym razem spróbuję zbiorczo. Wśród korespondentów wyróżniają się trzy grupy:
1) niezadowoleni z procedur awansu zawodowego lub wysokości pensum, lub systemu wynagradzania nauczycieli,
2) obawiające się o swój nauczycielski status bibliotekarki szkolne i pedagogiczne,
3) niezadowoleni z jakości wychodzenia naprzeciw specjalnym potrzebom edukacyjnym uczniów w szkołach.

Ad.1. Różna nadsyłane propozycje zmian w awansie zawodowym czy pensum mogą być materiałem do analizy przez zespół do spraw statusu zawodowego nauczycieli, który prowadzi dyskusję między innymi nad tym, co powinno się w prawie zmienić na ten temat. Jestem tu za rozsądnymi zmianami, ale tylko wtedy jeśli uda się w tych sprawach wypracować konsensus przedstawicieli najważniejszych środowisk oświatowych.

Ad2. Biblioteki szkolne i biblioteki pedagogiczne powinny być trwałym elementem systemu edukacji, a ich rola powinna być szersza i ważniejsza niż obecnie, zaś pracujący w nich bibliotekarze powinni pozostać przy swoim nauczycielskim statusie – to bardzo w skrócie co uważam na poruszane tematy. Natomiast widzę potrzebę bardziej szczegółowego opisania przez siebie (być może w jakimś artykule) proponowanych, przygotowywanych obecnie zmian systemowych dotyczących wspierania szkoły w rozwoju, w których między innymi przewidziano bardzo istotną rolę dla nowocześnie funkcjonujących bibliotek. Liczę, że nie tylko rozwieje to różne niepokoje, ale że środowiska bibliotekarskie mogą być tu istotnym sprzymierzeńcem.

Ad.3. Mam świadomość istotnych niedostatków pracy wielu szkół z uczniami o specjalnych potrzebach edukacyjnych (co nie znaczy, że nie ma i dobrych przykładów). Dlatego właśnie wprowadzamy cały pakiet rozwiązań, które mają to poprawić, zobligować szkoły do indywidualnego podchodzenia do potrzeb uczniów. Będzie to wchodzić stopniowo.

Nowe rozwiązania wchodzą w przedszkolach i gimnazjach od 1 września 2011, a w szkołach podstawowych i ponadgimnazjalnych rok później. Wybraliśmy przedszkola i szkoły gimnazjalne z dwóch powodów. Po pierwsze od roku szkolnego 2011/2012 wchodzi obowiązek przygotowania przedszkolnego 5-latków. Niezwykle istotne jest, aby do szkoły szły dzieci naprawdę do tego dobrze przygotowane. A zatem ta mobilizacja w przedszkolach musi nastąpić w roku szkolnym 2011/2012 z racji kalendarza obniżania wieku szkolnego i z uwagi na to, aby zdążyć pomóc każdemu dziecku.

Jeśli natomiast chodzi o gimnazja, to w roku 2012 wchodzi nowy egzamin gimnazjalny. Rok szkolny 2011/2012 to rok, w którym przygotowujemy gimnazjalistów do nowego egzaminu, a nowa podstawa programowa kończy w gimnazjum swój cykl. Ważne jest, aby indywidualnie pomagać zarówno tym uczniom, którzy mają trudności, jak i tym uzdolnionym, zgodnie z nowymi procedurami. I skorzystać z nowego podejścia do egzaminowania..

W klasach IV-VI szkoły podstawowej i w szkołach ponadgimnazjalnych dopiero od września 2012 zaczynamy przygodę z nową podstawą programową, a więc w tych szkołach procesy związane z pomocą psychologiczno-pedagogiczną mogą toczyć się wolniej. Dopiero z wejściem nowej podstawy wszystkie nowe procedury mogą stopniowo zostać w tych szkołach wprowadzone.

Kalendarz wprowadzania nowej podstawy programowej towarzyszy wprowadzaniu wszystkich innych rozwiązań prawnych. Nie dotyczy to tylko indywidualnego podejścia do potrzeb uczniów, ale również innych zmian. Przygotowywana obecnie nowelizacja ustawy o systemie oświaty da podstawę prawną również do odpowiednich zmian w kształceniu zawodowym oraz ustawicznym, także do nowego podejścia do wspierania szkoły w rozwoju między innymi przez bibliotekarzy oraz psychologów, pedagogów, pracowników systemu doskonalenia. Ta zmiana ustawowa swój kalendarz wchodzenia w życie ma rozpisany aż do roku szkolnego 2015/1016, kiedy to kończy swoje wchodzenie do szkół nowa podstawa programowa. Do tego roku szkolnego wiele jeszcze będzie się dziać „po staremu”. Pewnie nie zadowoli ta informacja ani tych, którzy żądają cudownych zmian na lepsze od zaraz, ani tych, którzy obawiają się jakichkolwiek zmian. Myślę jednak, że tylko powoli i stopniowo może nam się udać.

28 grudnia 2010

Biblioteki raz jeszcze

Wczorajsza gazeta wznieciła znowu niepokoje w środowisku bibliotekarzy, pojawiające się już jakiś czas temu. Ponieważ dostaję od przedstawicieli tego środowiska listy, niżej zacytuję swoją odpowiedź na jeden z nich. Myślę, że wyprzedzi ona kolejne listy na ten sam temat.

...Bardzo mi przykro, że w gazecie ukazał się artykuł przypisujący mi intencje, których nie mam. Doceniam rolę nauczycieli-bibliotekarzy w szkołach. Na pewno powinni mieć oni prawo do awansu zawodowego, takiego jak wszyscy inni nauczyciele. Temat, który zdarzało mi się poruszać, to stworzenie możliwości aby lokalnie - tam gdzie może być taka potrzeba - stworzyć możliwość działania bibliotek szkolnych w wakacje, czyli uczynienia z bibliotek szkolnych (także ze świetlic), miejsc nie-feryjnych. Jak wiadomo wielu nauczycieli, z wielu placówek oświatowych (na przykład przedszkola, poradnie), funkcjonuje obecnie w rytmie nie-feryjnym i mają status nauczyciela (inaczej uregulowane prawo do urlopu). Ponieważ wcale nie wszędzie pewnie są takie potrzeby, mówiłam tu o możliwości lokalnej, a nie zmianie centralnej. Połączonej oczywiście z lokalnym systemem wynagradzania, motywowania itp. Chodziło mi o to, żeby w miejscach gdzie dzieci nie mają zafundowanych przez rodziców atrakcyjnych ferii czy wakacji, miały dostęp do książki i profesjonalnej opieki. Ten pomysł oczywiście wymaga gruntownych zmian w prawie i bez zmiany Karty Nauczyciela nie może wejść w życie. Dlatego szkoła - także biblioteka i świetlica szkolna - w bardzo wielu miejscach, gdzie mogłaby pełnić ważną rolę w wakacje (choćby przez część wakacji), musi być wtedy miejscem zamkniętym na cztery spusty. Pomimo tego, że to mogłoby być najlepsze miejsce na wakacje dla wielu dzieci mających trudną sytuację domową lub bardzo zapracowanych i nie mających dla nich dużo czasu rodziców. Przy okazji dające szansę na uczenie czytania dla przyjemności, a nie tylko dlatego, że zadano kolejną lekturę. Czyli na realizację misji Państwa - bibliotekarzy szkolnych - w szerszym zakresie...

13 maja 2010

Biblioteki w szkołach też będą!

Po moim poprzednim wpisie, dementującym przypisywane mi różne zamiary likwidacyjne, otrzymałam kilka pytań od środowiska bibliotekarzy. Prawdą jest, że to środowisko straszono również – zamiarem likwidacji bibliotek szkolnych.

Tę pogłoskę również dementuję!

Biblioteki w szkołach mają dalej istnieć, a chciałabym, żeby nawet były wyposażone lepiej, czynne dłużej i mogły służyć całemu lokalnemu środowisku, jeśli innych bibliotek w okolicy brakuje. Będę sprzyjać propozycjom rozwiązań to umożliwiających. Ale uczeń i nauczyciel bibliotekę muszą mieć w szkole!