Pokazywanie postów oznaczonych etykietą edukacja obywatelska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą edukacja obywatelska. Pokaż wszystkie posty

15 marca 2026

Jak reformować edukację czyli o zdrowym rozumie nauczyciela

Zostały podpisane dwa rozporządzenia, które najmocniej definiują polską oświatową rzeczywistość - zmieniające rozporządzenie w sprawie ramowych planów nauczania dla publicznych szkół i rozporządzenie w sprawie podstawy programowej wychowania przedszkolnego oraz podstawy programowej kształcenia ogólnego dla szkoły podstawowej. Na razie brak decyzji dotyczących szkół ponadpodstawowych. Wszystko dotyczy etapów wcześniejszych. Harmonogram ogłoszony przez ministerstwo edukacji zakłada, że do szkół średnich zmiany wkroczą od września 2027.



Co zmieni się w szkołach tak naprawdę?

Mniej niż rok temu z dość dużym hałasem ogłoszono zmianę podstawy programowej wychowania fizycznego. Właściwe rozporządzenie podpisano w wakacje. Zmiana miała wejść do absolutnie wszystkich klas na wszystkich etapach edukacyjnych. Liczba godzin pozostała ta sama, kwalifikacje nauczycieli też. W pracujących na podstawie autorskich programów szkołach Dobrej Edukacji, które wspieram, odbyła się odpowiednia dyskusja kadry i formalne dostosowanie programu do nowych wymogów. Czy zmieniło się coś jeszcze?

Godziny wychowania fizycznego są bardzo potrzebne, powinno odbywać się na nich kształtowania nawyków zdrowego stylu życia. Najlepiej, gdy uczeń ma pewne możliwości wyboru rodzajów aktywności ruchowej, aby znalazł dla siebie coś, co pozostanie z nim przez całe życie, jak na przykład zamiłowanie do którejś z gier zespołowych, pływania, biegania czy jazdy na rowerze. Mamy w naszym kraju bardzo wielu mądrych nauczycieli wf-u, którzy czują się za to odpowiedzialni. Niektórzy organizują też w swoich szkołach co roku obozy narciarskie, żeglarskie czy kajakowe, aby pokazać swoim uczniom swoje ulubione aktywności. Rolą nauczyciela jest zarażanie swoimi pasjami, dawanie dobrego przykładu. Jeśli jeszcze do tego nauczyciel fizyki co tydzień gra z uczniami w siatkówkę, a nauczyciel matematyki co roku wyjeżdża na obozy żeglarskie, to jest to najlepsza edukacja zdrowotna, bardziej przekonująca niż osobne godziny siedzenia w ławce. Kluczem do sukcesu pozostają nauczyciele z pasją, budujący relacje i więź ze swoimi podopiecznymi.

Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie, czy zmiana podstawy programowej w-f - poza konieczną rytualną zmianą dokumentów programowych, czasem kontrolowanych przez kuratoria - zmieniła coś jeszcze w szkołach? (dyrektorze, dopilnuj, sprawdź, czy masz ten odpowiednio zmieniony dokument)

Jeśli byli w szkole nauczyciele z pasją, mający dobre relacje ze swoimi uczniami, dalej pracują na lekcjach dobrze. Jeśli natomiast byli wypaleni i zmęczeni, oczekiwanie dyrektora, aby przygotowali nowy dokument programowy, raczej to wypalenie i zmęczenie pogłębiło, niż cokolwiek im w pracy pomogło… Tak samo pewnie będzie w wypadku zmieniania podstaw programowych paru innych przedmiotów. Jeśli prowadzimy szkołę, która ma swoją wizję i misję, i nauczycieli z pasją, dalej będzie ona swoje założenia realizować. Formalna potrzeba analizy realizowanych treści programowych może w tym pomóc. Ale nie jest kluczowa. Kluczowi są nauczyciele i ich kondycja.

Ośmielę się postawić tezę, że tak samo jak bardzo niewiele zmieniła w szkolnej rzeczywistości zmiana podstawy programowej w-f, tak samo bardzo niewiele zmieni zmiana podstawy programowej przedszkolnej i wczesnoszkolnej. Cele tych etapów edukacyjnych są od lat niezmienne. To naprawdę fundamentalne etapy edukacji. Od jakości pracy nauczycieli wczesnej edukacji zależy właściwie w szkołach wszystko. I mamy ich w kraju wielu bardzo dobrych, dobrze przygotowujących do kolejnych etapów nauki. Z powodu radykalnie kurczącej się liczby urodzeń, potrzebnych będzie tych nauczycieli mniej. Dużo bardziej od zmodernizowanego profilu absolwenta przedszkola, przydałby się im standard zmniejszonej liczebności grup oraz wprowadzenie nauczyciela wspomagającego lub asystenta nauczyciela w każdej grupie. Jeśli chcemy naprawdę zadbać o jakość edukacji, warto zainwestować w ten najwcześniejszy jej etap. Choć coraz lepiej umiemy diagnozować różnego rodzaju trudności i niepełnosprawności oraz wiemy, jak można pomagać dzieciom, rozwiązania prawne w tej sprawie pozostawiają wiele do życzenia. Wymogi biurokratyczne liczenia i finansowania “godzin wsparcia” rosną, zaś mamy, szczególnie na młodszych etapach, wiele dzieci wymagających diagnozy, ale jeszcze jej nie posiadających i tym samym nie mających formalnie zaprojektowanego wsparcia. Do tego dochodzi coraz więcej dzieci z uzależnieniem od ekranów, z nadpobudliwością, z różnymi zaburzeniami zachowania. Doświadczenia zebrane w ostatnich latach w szkołach Dobrej Edukacji wskazują, że najlepiej sprawdzają się grupy kilkunastoosobowe z dwójką nauczycieli. Wtedy możliwe jest prawdziwe podążanie za potrzebami dzieci, indywidualne dostosowywanie wymagań do ich możliwości, rozwijanie ich potencjału. Jak najwcześniejsze obejmowanie wszystkich dzieci dobrej jakości edukacją przedszkolną, mądre diagnozowanie ich dojrzałości szkolnej, odpowiednie “kierowanie ruchem” na tych wczesnych etapach, indywidualne ustalanie celów, rotowanie składu grup, zależnie od potrzeb, jest możliwe, znane i stosowane. Pracujemy tak w szkołach Dobrej Edukacji. Podobne rozwiązania są znane od lat, obecne między innymi w szkołach Montessori. Często wystarczy tu dobre zorientowanie na cel, jakim jest wyposażenie w podstawowe kompetencje potrzebne na kolejnym etapie edukacyjnym i danie wolności organizacyjnej obdarzonym zdrowym rozsądkiem nauczycielom. Bardzo jestem ciekawa, czy i co trzeba będzie zmienić w naszym Programie Dobrej Edukacji na tych wczesnych etapach, aby go dostosować do nowych wymogów. Myślę, że bardzo niewiele. Czekam na efekty pracy naszego zespołu programowego.


Przedmioty mniej i bardziej polityczne

Szczęście pewnej niezmienności celów, bez względu na różne reformatorskie pomysły, mają też nauczyciele języków obcych. Jakoś nie wzbudza narodowego sporu, co to znaczy dobrze posługiwać się językiem obcym (szkoda, że zamiast analogicznie orientować się przede wszystkim na dobre posługiwanie się językiem ojczystym, toczymy nieustający spór o coraz to inne lektury). Nauczycielom języków obcych na ogół udaje się realizować cele programowe z nawiązką, przynajmniej wobec części lepiej zmotywowanych lub uzdolnionych uczniów. Zawdzięczamy to możliwości organizowania pracy w grupach zaawansowania, co ma miejsce w bardzo wielu szkołach. Po prostu niektórzy uczą się trochę więcej niż koniecznie należy i nikogo to na całe szczęście nie oburza. Dostosowujemy stawiane wymagania do faktycznego poziomu zaawansowania uczniów, żeby nie zajmować się uczeniem ich tego, co już umieją.

Analogiczne rozwiązania organizacyjne - praca w grupach zaawansowania, jakie są często przyjmowane w wypadku języka angielskiego, bardzo dobrze sprawdzają się w wypadku drugiego przedmiotu egzaminacyjnego - matematyki. Znam szkoły - publiczne i niepubliczne - które takie rozwiązanie stosują. Jednak jest to dużo mniej powszechne i trudniejsze komunikacyjnie wobec uczniów i rodziców niż poziomowanie nauki języka obcego. Tymczasem można dostosowywać wymagania do faktycznego zdiagnozowanego poziomu ucznia, należy mu pomagać przezwyciężać trudności, rozwijać zdolności. Pamiętam ze swojej praktyki nauczycielskiej sprzed bardzo wielu lat klasy, w których “realizowanie programu” było do nikogo. Jedni uczniowie tracili czas, gdyż dawno już wszystko wiedzieli i zadania ich w ogóle nie motywowały do myślenia, drudzy siedzieli jak “na tureckim kazaniu”, gdyż wszystko, co było omawiane, było dla nich kompletnie niedostępne, w danym momencie za trudne, potrzebowali najpierw uzupełnienia bardziej elementarnej wiedzy. Te same godziny przy innym podziale na grupy mogłyby być rozwijające i stymulujące, tymczasem były zupełną stratą czasu - i ucznia, i nauczyciela. Ile godzin w naszym systemie jest nadal taką stratą czasu?

Pewne porządkujące zmiany treści programowych są co pewien czas potrzebne. Największe niepokoje środowiska nauczycielskiego występują wtedy, gdy są widoczne różnice w liczbach godzin konkretnych przedmiotów. Przeanalizowałam dokładnie różnice pomiędzy “starymi” a “nowymi” ramówkami szkoły podstawowej. Na pewno pozytywnie odebrane będzie w szkołach zwiększenie liczby godzin wczesnej edukacji oraz zwiększone godziny zajęć praktyczno-technicznych i także ten bardziej praktyczny aspekt tych zajęć.

Warto zauważyć, że przedmiot przyroda w klasach IV-VI to powrót do edukacji przyrodniczej obecnej przez wiele lat w sześcioletnich szkołach podstawowych. Wtedy działało to dobrze, lepiej niż podział na więcej przedmiotów i może tak być dalej. Nauczyciele poszczególnych przedmiotów przyrodniczych chcą w klasach VII-VIII mieć tyle samo godzin, ile było przez trzy lata w gimnazjach. Tymczasem zmniejszenie było potrzebne - liczby godzin łącznie w klasach VII-VIII było po prostu za dużo. Szkoda, że od razu nie przygotowano i nie pokazano razem koncepcji programowej poszczególnych przedmiotów przyrodniczych na wszystkich etapach. Kiedyś niektóre treści były realizowane w III klasie gimnazjum, teraz mogą być w I klasie szkół ponadpodstawowych, nie wszystko trzeba “upychać” w podstawówkach. Otwarte dla mnie jest teraz pytanie, czy treści jest proporcjonalnie mniej do tych nowych nieco zmniejszonych w klasach VII-VIII godzin i czy będzie to potem odpowiednio uzupełnione w szkołach ponadpodstawowych. Edukacja przyrodnicza w szkołach podstawowych ma być tylko wstępem i zachętą do tego, co będzie rozwijane na następnym etapie.

Najbardziej w ogniu różnych wojen politycznych znajdują się na ogół poloniści i historycy. Pierwsi stają się obarczeni potrzebą wtłaczania w głowy uczniów zapamiętania szczegółów z ulubionych lektur aktualnych decydentów politycznych, zamiast po prostu posiadania odpowiedzialności za jak najlepsze posługiwanie się językiem ojczystym i rozbudzanie zamiłowania do czytelnictwa (moim zdaniem najlepiej im to zadanie pójdzie, jeśli sami autonomicznie będą mogli dobrać do swoich uczniów i swoich zamiłowań materiał literacki, jakim się posłużą…). Drudzy, przez lata swojej pracy obok podstawowego kursu historii, w którym też lista godnych wyeksponowania faktów i dat się dość często zmienia, doświadczają jeszcze zmieniających się nazw i koncepcji przedmiotów przygotowujących do życia społecznego. Obecnie w szkole podstawowej wiedza o społeczeństwie zostanie zastąpiona przez edukację obywatelską. Do tego będzie to realizowane zamiast w klasie VIII - w klasach VI i VII. Wcześniej  edukacja obywatelska pojawiła się też w szkołach średnich, tym razem zamiast historii i teraźniejszości i jeszcze wcześniej obecnego wos-u podstawowego, pomimo tego, że całościowej koncepcji szkół średnich jeszcze nie pokazano. Nauczyciele historii odpowiedzialni za te wszystkie przedmioty prawie co roku mają jakieś zmiany programowe.

Jak godziny będące w dyspozycji historyków zostaną zagospodarowane, tak naprawdę zależy od nich samych. Teraz pewnie wielu z nich już zastanawia się, czy i jakim przedmiotem zastąpi edukację obywatelską kolejny minister.


Rozterki związane z edukacją zdrowotną

Gdy planowano wprowadzenie obowiązkowej edukacji zdrowotnej, zakładano wyjęcie treści jej poświęconych z innych przedmiotów i umieszczenie ich w tym nowym przedmiocie. Gdy jednak stał się ten przedmiot nieobowiązkowy, te ważne skądinąd treści też stały się nieobowiązkowe. Może jednak lepiej, żeby edukację zdrowotną prowadzili na swoich przedmiotach nauczyciele wf i przyrody? Nadal byłaby obowiązkowa… Tymczasem teraz, jeśli na przyrodzie i wf jednak nauczyciele z edukowania zdrowotnego nie zrezygnują, bo to ważne, niektórzy uczniowie będą niektóre treści omawiać dwa razy, zaś jeśli zrezygnują, ci co nie wybiorą edukacji zdrowotnej w ogóle ich nie będą mieli… Zespoły nauczycielskie przyjmując swoje programy szkolne muszą przemyśleć, jak w ich szkołach do tego zagadnienia podejść.


Rozterki związane z ocenianiem i egzaminowaniem

Pod największą presją w szkołach są nauczyciele obowiązkowych przedmiotów egzaminacyjnych. Warunki rekrutacji do szkół średnich powodują zarówno oczekiwanie jak najlepszych ocen na świadectwie ukończenia szkoły podstawowej, jak i jak najbardziej efektywnego przygotowania do egzaminów. Wspomniane wyżej grupowanie uczniów według zaawansowania może tę efektywność poprawić. Jednak przy presji na jak najwyższe oceny, zwiększenie wymagań wobec bardziej zaawansowanych uczniów, może wcale nie być odbierane pozytywnie. Trzeba jeszcze przy tym popracować w szkole nad odejściem od porównywania uczniów - ustalania listy celów edukacyjnych dla każdego indywidualnie i oceniania ich w formie informacji zwrotnej, zgodnie z własną listą celów. Tak robimy w szkołach Dobrej Edukacji. Jednak w wielu szkołach jest presja na stopnie szkolne i na porównywanie uczniów między sobą. Pogodzenie tego z mądrym zachęcaniem do robienia postępów bywa trudne. Także nieustanne orientowanie się na przygotowania egzaminacyjne nie zawsze ma sens. Szczególnie wtedy, jeśli konstrukcja egzaminu nie daje pola do popisu ani tym najsłabszym, ani tym najzdolniejszym. Warto byłoby odejść od sprawdzania minimum programowego na rzecz zróżnicowanych co do trudności poleceń, dających możliwość wykazania się zarówno tym, którzy opanowali jedynie najbardziej podstawową część wymagań, jak i tym, dla których potrzebny jest poziom wymagań wykraczający poza elementarne umiejętności. Na podstawie wyników egzaminu można byłoby wtedy tworzyć w szkołach średnich grupy zaawansowania z języka angielskiego czy też wybierać uczniów do klas matematycznych. Byłoby to bardziej narzędzie do “kierowania ruchem” niż dość niedoskonale odcinające próg rekrutacji. Nauczyciele przedmiotów egzaminacyjnych najbardziej teraz czekają na informację, jak ma się zmienić system egzaminacyjny. Samo nowe brzmienie podstawy programowej przedmiotów egzaminacyjnych tej informacji im nie daje, a to ona właśnie określi ich pracę w ostatnich latach szkoły podstawowej z uwagi na dzisiejsze realia prawne (bez zmian zasad rekrutacji do szkół publicznych) i oczekiwania społeczne (dyrekcji szkół, rodziców uczniów).

Zmiana ramowych planów nauczania i podstaw programowych to zawsze okazja do przemyślenia na nowo w szkołach, jak chcemy pracować, co jest dla nas ważne. Jeśli mamy to przemyślane, będzie tylko lepiej, choć wcale tak bardzo dużo się nie zmieni…


Polecam także uwadze: 





Katarzyna Hall
Prezeska Stowarzyszenia Dobra Edukacja, minister edukacji narodowej w latach 2007–2011, współzałożycielka wielu szkół niepublicznych.


3 sierpnia 2025

Co nowego w szkołach od września?

Nauczyciele są teraz na wakacjach. Osoby zarządzające szkołami śledzą, czy i co nowego przyjdzie im jeszcze wdrażać w nowym roku szkolnym. Jest co śledzić - minister edukacji skierował ostatnio do prac legislacyjnych 2 projekty zmiany ustawy Karta Nauczyciela i 4 projekty zmiany ustawy Prawo oświatowe.

Ze strony z zapowiedziami Reforma 26 można wyczytać, jaki jest proponowany kalendarz zmian programowych. Zanim jednak wejdą te całościowe zmiany, stoimy przed wdrożeniem innych zmian, które z natury rzeczy będą obecne krótko, bo wkrótce zgodnie z zapowiedziami ma zmienić się wszystko jeszcze raz. Przetacza się dyskusja nad nowymi podstawami programowymi, w tym lekturami - dokumentem, którego jeszcze nie ma i nie wiadomo w jakim kształcie będzie, ponieważ pani minister robi wrażenie, jakby nie miała jasności, czy chce podpisać się pod efektami pracy powołanych przez siebie ekspertów. Zdecydowanie lepiej byłoby prowadzić tę dyskusję w oparciu o analizę pokazanego projektu rozporządzenia. Na razie wydaje się, że chodzi raczej o zajęcie opinii publicznej i odciągnięcie uwagi od chaosu spowodowanego przez sporą liczbę innych ustaw i rozporządzeń wyciągniętych obecnie z szuflad ministerstwa.


Tymczasem teraz trzeba spojrzeć na sens zmian programowych, które musimy wprowadzić w szkołach od września. Tryb ich wprowadzenia wzbudza poważne wątpliwości. Do tego wszystkiego dochodzą kłopoty ze zmieniającymi się przepisami dotyczącymi otrzymywania i rozliczania dotacji oświatowych, komplikującymi się coraz bardziej, szczególnie jeśli chodzi o sytuację nowych szkół oraz uczniów o specjalnych potrzebach edukacyjnych. Przygotowując się do nowego roku szkolnego stoimy przed wielością różnych dość skomplikowanych zadań zapewnionych nam przez ministra. O entuzjazm do pracy w szkołach coraz trudniej…

Gdy wchodziła w życie zmiana strukturalna i programowa przygotowana przez minister Zalewską, przygotowałam tabelę obrazującą, jak przemijały kolejne ministerialne koncepcje programowe. Dziś (powyżej) narysowałam jej prawdopodobny dalszy ciąg. Wynika z tego, że programy według minister Zalewskiej (z korektami ministrów Czarnka i Nowackiej) łącznie obejmą 9 roczników uczniów szkół podstawowych i 8 roczników szkół średnich. Jak długo przetrwają pomysły obecnie pracujących pod politycznym obstrzałem ekspertów, czas pokaże...

Każda zmiana podstawy programowej czy wprowadzenie nowego przedmiotu to nie tylko rozporządzenie ministra, to także potrzeba przygotowania i przyjęcia w szkole nowego programu nauczania. Nauczycielom pracującym w oparciu o programy autorskie dostarcza to sporo pracy, ponieważ realizowany autorski program szkolny wymaga dostosowania - powinien być zgodny z aktualnie obowiązującym rozporządzeniem. Wielu nauczycieli proponuje po prostu programy przygotowane dla nich przez wydawnictwa edukacyjne, które zachęcają w ten sposób do wyboru podręcznika.

To, co się dzieje na lekcji, zależy jednak przede wszystkim od pomysłów, osobowości, przygotowania do pracy konkretnego nauczyciela, który na całe szczęście realizując konkretne treści ma prawo rozkładać akcenty, dobierać materiały edukacyjne, zgodnie ze swoją wiedzą, wrażliwością i w oparciu o znajomość potrzeb, zainteresowań, zdolności swoich uczniów.

Kluczowe dla procesu edukacji jest, jak się czuje w tym wszystkim nauczyciel, czy podchodzi do swojej pracy z zaangażowaniem i poczuciem sensu, jeśli wdraża jakąś zmianę, czy czuje się do tego dobrze przygotowany i przekonany. Trudno o entuzjazm uczniów wobec poznawania nowych treści, jeśli jego przewodnikowi w tym procesie tego entuzjazmu brak. Niestety, czym bardziej drobiazgowe instrukcje i poziom szczegółowości ministerialnych zaleceń, tym trudniej o poczucie twórczości, sprawczości, autonomii nauczyciela, niezbędne, aby jego lekcje były ciekawe, wciągające i angażujące uczniów, dające dobre efekty. Zmiany programowe wchodzące od września wzbudzają różne wątpliwości - każda inne.

Edukacja obywatelska
Edukacja obywatelska ma pojawić się w szkołach średnich od września 2025 roku. Kwalifikacje do prowadzenia zajęć tego przedmiotu mają nauczyciele historii i wos. Wcześniej, gdy wdrożyli już założenia reformy minister Zalewskiej, zostali zobowiązani do wprowadzenia - zamiast przedmiotu wos na poziomie podstawowym - przedmiotu hit ministra Czarnka. Bardzo wielu z nich wtedy wybrało pracę na tym przedmiocie w oparciu o swoje programy autorskie, bez podręczników, których zgodnych ze swoją wizją nauczania historii nie znaleźli. Jak tylko sobie z tym jakoś poradzili, zostali przywitani przez minister Nowacką po prostu zabraniem im godzin. Pilna likwidacja tego przedmiotu połączona z zapowiedzią zastąpienia go edukacją obywatelską, ale wchodzącą rok później, nie mogła ich ucieszyć, bo pracy mieli przez ostatni rok mniej. Myślę, że bez względu na to, czy mają poglądy bliższe minister Nowackiej czy ministrowi Czarnkowi, teraz już wyczekują, czy i jakim przedmiotem zastąpi edukację obywatelską kolejny minister. A może “stary” wos jednak wróci? Historycy zawsze byli “na pierwszej linii frontu” zmian programowych i w swojej większości chyba mają do nich coraz większy dystans.

Edukacja zdrowotna
Generalnie, dobra edukacja zdrowotna jest nam wszystkim bardzo potrzebna. Dotychczas najbardziej poczuwali się do jej realizowania nauczyciele w-f, przyrody i biologii, każdy w zakresie powiązanym z celami swojego przedmiotu. Oprócz tego występował osobny przedmiot wdż. Rodzice mogli zdecydować, że rezygnują z niego, sami przejmując odpowiedzialność za tę sferę edukacji swoich dzieci, zgodnie ze swoim światopoglądem. Decyzja o zlikwidowaniu tego przedmiotu i włączeniu omawianych tam treści do dużo szerszej i obowiązkowej edukacji zdrowotnej okazała się trudna do przyjęcia przez opinię publiczną, przede wszystkim z powodu dotychczasowej fakultatywności wdż. W społecznościach pracowników szkół byłaby lepiej przyjęta, jeśli byłaby częścią całościowej zmiany podstawy programowej obejmującej wszystkie przedmioty i dodatkowo poprzedzona dobrym przygotowaniem nauczycieli tego nowego przedmiotu. Większość nauczycieli wf, biologii, wdż nie czuje się przygotowana do realizowania nie-swoich dotychczas treści. Realizacja tego przedmiotu może być im powierzona i nie zawsze będą się z tym dobrze czuli. Lepsza byłaby tu obecnie współpraca kilku nauczycieli o różnych kwalifikacjach, ale w szkołach jest to trudne do zorganizowania. Dodatkowo, pod naciskiem opinii publicznej przedmiot został wycofany z puli obowiązkowej i ta decyzja przysporzyła pani minister przeciwników nie tylko wśród tych, którzy takiego przedmiotu nie chcieli, ale także wśród entuzjastów jego wprowadzenia. Do tego jeszcze będzie tu oczekiwanie ułożenia edukacji zdrowotnej w planie zajęć na końcu czy początku, jeśli nie wszyscy na nią będą chodzić, co przy już zarządzeniu przez ministra tego, aby tak usytuować religię i etykę, może uczynić plan zajęć w ogóle niemożliwym do ułożenia…

WF
Dodatkowo, w środku wakacji została podpisana nowa podstawa programowa wychowania fizycznego. Trudno zrozumieć, dlaczego akurat ten jeden przedmiot ma zmienioną podstawę programową wcześniej niż wszystkie pozostałe. Gdy rozpoczynały się prace nad zmianą podstawy programowej wf, ich głównym uzasadnieniem było wprowadzenie nowego obowiązkowego przedmiotu edukacja zdrowotna. Wydaje się, że chodziło o to, aby nie było dublowania treści obowiązujących na obu przedmiotach. Tymczasem edukacja zdrowotna nie stała się obowiązkowa, zaś podstawa programowa wf zrobiła się dużo bardziej obszerna i jednak inaczej wyglądająca niż wcześniej. Pozostawiam już fachowcom analizę, czy tych, którzy nie wybiorą edukacji zdrowotnej, jednak nie pozbawimy jakichś ważnych treści dotychczas obecnych na wf. Przede wszystkim nauczyciele wf zyskali w środku wakacji obowiązek przygotowania nowych, zgodnych z nową podstawą programową, programów nauczania. Za nich żadne wydawnictwo raczej tej pracy nie wykona, bo nowych podręczników do wf nie będzie. Gdy wrócą do pracy pod koniec sierpnia mogą być wręcz zaskoczeni tą pilną koniecznością. Czy nie można było poczekać z wprowadzeniem tej zmiany na całościową zmianę obejmującą wszystkie przedmioty? Za rok i tak nieco znowu ta podstawa wf się zmieni. Nauczyciele wf pewnie odbiorą te całe zamieszanie raczej jako “sztukę dla sztuki” i będą pracować podobnie jak zazwyczaj… Pozostaje liczyć, że lubią swoją pracę i ich te dodatkowe coroczne obowiązki pracy programowej do sensownego działania nie zniechęcą.


Podsumowując, jestem zwolenniczką prowadzenia eksperckich prac programowych i zmieniania podstaw programowych mniej więcej średnio co 10 lat, aby uczyć zgodnie z aktualną wiedzą naukową i wymogami współczesności. Natomiast nie widzę wielkiego sensu w “doklejaniu” w politycznym trybie pilnym nowych przedmiotów pomiędzy bardziej przemyślanymi zmianami całościowymi, bo powoduje to najczęściej jedynie kolejne ruchy tego samego typu za parę lat. Przypomnę tu zarzucony postulat wielu środowisk oświatowych - postawiony przed rozpoczęciem działania koalicji 15 października - bardzo zmęczonych wówczas mającymi charakter polityczny zmianami w edukacji, aby powstało ciało eksperckie wypracowywania politycznej zgody wokół edukacji nazwane Komisją Edukacji Narodowej.

Dobre wypracowanie i wdrożenie sensownych zmian w edukacji wymaga czasu przekraczającego jedną polityczną kadencję. Zamiast rozpętywania kolejnych publicznych awantur o historię, lektury czy miejsca pamięci i kultury godne obowiązkowych wycieczek, przydałby się wszystkim stronom politycznego sporu wspólny namysł nad tymi zagadnieniami. Doświadczenia wielu ostatnich lat pokazują, że właściwie w każdym obszarze życia społecznego trudno o zgodę. Edukacja jest obszarem szczególnym. Postawienie na jej czele osoby zajmującej się autopromocją swoich dość radykalnych poglądów (więcej o tym, że w edukacji dzieje się to nie pierwszy raz) sprawia, że nawet sensowne efekty prac programowego zespołu eksperckiego będą obecnie obiektem silnych ataków politycznych. Bez wrócenia do postulatu powołania Komisji Edukacji Narodowej trudno będzie przełamać tę rozkręcającą się falę ataków (więcej o potrzebie uspołecznienia zarządzania systemem oświaty).

Wypracowanie sposobu ustalania w zgodzie, co naprawdę jest aktualnie potrzebne polskim dzieciom i młodzieży, mogłoby stać się wreszcie bardziej trwałym i łączącym elementem powszechnej edukacji. Musimy pamiętać, że rodzice i nauczyciele to bardzo duże grupy społeczne i są wśród nich wyborcy wszystkich partii. Wszyscy oni źle znoszą traktowanie edukacji jako kolejnego elementu politycznego konfliktu. Powinien ich łączyć wspólny cel - dobra edukacja polskich dzieci.


6 czerwca 2025

Szkoła powinna być ponad podziałami

To, jaka jest szkoła, ma bardzo duży wpływ na społeczne nastroje. Uczniowie i ich rodziny - rodzice, dziadkowie oraz nauczyciele to spora część naszego społeczeństwa. Chcą czuć się w szkole szanowani i rozumiani. Nie jest przypadkiem odchodzenie wielu młodych ludzi od zawodu nauczyciela, trudności w znalezieniu fachowej młodej kadry w wielu szkołach. Pierwszą potrzebą systemu edukacji jest obecnie traktowanie nauczycieli z szacunkiem, zaufanie ich kompetencjom, bez ulegania pokusie zaprzęgnięcia szkoły do walki politycznej na jakimkolwiek odcinku.

W każdej szkole spotykają się dzieci wyborców wszystkich ugrupowań politycznych. Ich oczekiwania co do priorytetów wychowawczych i dydaktycznych mogą być bardzo różne.

Z jednej strony powinno nam zależeć na jakości edukacji, dobrych wynikach całego systemu, ale też na spersonalizowanym podejściu do potrzeb uczniów i ich rodzin.
 
Nauczyciel najczęściej jest dobrze wykształconym człowiekiem. Gdy na co dzień spotyka się z rodzicem, stara się komunikować z nim z poszanowaniem jego świata wartości, tak samo też komunikować się z jego dzieckiem.

Jeśli na czele ministerstwa edukacji nie mamy kogoś rozumiejącego tę kwestię, zaś staje tam osoba, która ostro przeciwstawia się wartościom sporej części naszego społeczeństwa, od razu stawia całe rzesze rodziców i nauczycieli w sytuacji bardzo niekomfortowej. Często czują się oni skłaniani do wykonywania działań wbrew swoim przekonaniom, wiedzy, umiejętnościom, bez odpowiedniego wsparcia.

Wyborcy do 30 roku życia - czyli urodzeni i wychowani już po roku 1995 - poszli dość masowo na wybory i na ogół zagłosowali przeciwko siłom dotychczas dominującym na scenie politycznej. Dla nich czasy PRL-u, w których indoktrynacja wychowawcza była właściwie standardem, to już prehistoria, pewnie coś podobnie odległego, jak dla mojego pokolenia wspomnienia rodziców o II wojnie światowej. “Cykl produkcyjny” systemu edukacji trwa jednak bardzo wiele lat. W końcu, po tych ponad 30-tu latach reformowania edukacji na różne sposoby, uzyskaliśmy pożądany efekt edukacji obywatelskiej - dość masowe uczestnictwo młodych osób w wyborach, ale jednocześnie przeciwstawienie się przez nich obecnie i poprzednio rządzącym.

Dużo liczniejsze są starsze roczniki wyborców i to one w końcu przesądzają o wynikach wyborów. Rowy i podziały polityczne wykopane w najstarszych pokoleniach są bardzo trudne do zasypania. Najbardziej smuci wola odtwarzania tych podziałów wśród najmłodszych, także w szkołach. Podczas szkolnej edukacji powinniśmy kształtować umiejętność prowadzenia dialogu, okazywania szacunku osobom o odmiennych poglądach, przekonaniach, dbania o kulturę dyskusji, dobór merytorycznych argumentów. Bez względu na to, czy ktoś wojuje z religią w szkole, czy z osobami LGBT, jedno i drugie jest wychowawczo naganną postawą. Zarówno ci, którym zależy na religijnym wychowaniu dzieci, jak i osoby mające w rodzinach osoby LGBT, są rodzicami i nauczycielami w naszych szkołach i zasługują na szacunek - szacunek ze strony uczniów, innych rodziców, innych nauczycieli, a przede wszystkim ministrów edukacji i dyrektorów szkół, jakoś od postaw ministrów i ich wytycznych zależnych.


17 sierpnia 2024

Wychowanie patriotyczne - jak?



Bardzo ważne jest nieustające prowadzenie lokalnej i centralnej debaty nad najbardziej aktualnymi celami wychowania patriotycznego, połączonymi z miejscami i faktami z naszego otoczenia, naszej historii i kultury. Wychowanie nie odbywa się dzięki politycznym deklaracjom, ale dzięki spowodowaniu faktycznego zaangażowania w to wszystkich dorosłych, którzy są w otoczeniu dziecka.

Edukacja na podstawie bezpośredniego kontaktu z zabytkami, placówkami kultury, miejscami dziedzictwa przyrodniczego, jest dużo bardziej skuteczna niż na podstawie samych podręczników. Uczniowie powinni od najmłodszych lat wychodzić ze szkoły, poznawać najpierw swoją najbliższą okolicę, a następnie miejsca bardziej odległe.

Uczenie się poza szkołą to ważny standard dobrej edukacji. Chyba 18 lat temu, gdy było moim udziałem pełnienie funkcji zastępcy prezydenta Gdańska, Pawła Adamowicza, został stworzony w Gdańsku projekt: Akademia Gdańskich Lwiątek, który jest realizowany do dziś. Tysiące uczniów klas I-III szkół podstawowych co roku ze specjalnymi indeksami odwiedza ze szkołą lub z rodzicami miejsca charakterystyczne dla Gdańska i regionu, zdobywa tam potwierdzające to pieczątki, a na zakończenie najaktywniejsi w tej akcji otrzymują nagrody i dyplomy, tak jak i ich nauczyciele. Inicjatywę rozwija od lat przy wsparciu miasta Fundacja Wspólnota Gdańska. Dzięki programowi każde dziecko dowiaduje się się, jak wygląda i jaką ma historię Dwór Artusa, Żuraw, Park i Katedra w Oliwie, odwiedza Muzeum Gdańska, Muzeum Morskie, Europejskie Centrum Solidarności, może być dumne z historii swojego miasta.

Gdy Kazimierz Ujazdowski, koordynujący przygotowanie projektu ustawy o wychowaniu patriotycznym, zwrócił się do mnie, aby skonsultować pomysł wychowania patriotycznego młodzieży szkół ponadpodstawowych poprzez obowiązkowe wyjazdy do miejsc najważniejszych dla naszej historii, podzielił się swoją obserwacją nauczyciela akademickiego, że obecnie bardzo wielu studentów nigdy nie było na Wawelu czy na Zamku Królewskim w Warszawie i że powinno się to zmienić. Samo ustalenie listy tych miejsc najważniejszych jest poważnym i trudnym zadaniem, chyba trudniejszym niż ustalenie listy lektur w podstawie programowej, nad którą odbywa się przy każdej ich nawet drobnej zmianie, wielka rytualna narodowa dyskusja, gdyż większość z nas czuje się przez swoje lektury z dzieciństwa jakoś uformowana i ma do nich przywiązanie. Jakie miejsca są dla nas wszystkich ważne, jeszcze narodowo nie dyskutowaliśmy…

Mały mieszkaniec Krakowa czy jego okolic pewnie powinien trafić ze swoją szkołą na Wawel już na etapie edukacji wczesnoszkolnej, tak jak mieszkaniec Gdańska stosunkowo wcześnie może poznać Europejskie Centrum Solidarności. Gdy jednak do odwiedzenia tych miejsc - z uwagi na odległość - potrzebny jest dłuższy wyjazd, lepiej zrealizować go ze starszą młodzieżą, no i potrzebne są na to określone środki.

Mając w pamięci doświadczenie gdańskich lwiątek, podsunęłam pomysł, że ustalanie takich miejsc lokalnej czy narodowej dumy warto byłoby przenieść na poziom lokalny, samorządowy i uczniowie mogliby rozpocząć je odwiedzać od najmłodszych szkolnych lat (zostawić temat na poziom liceum, to trochę późno i za dużo przez lata edukacji ponadpodstawowej zobaczyć się nie da). Miejsca godne uwagi i mogące być powodem do lokalnej dumy są w każdym powiecie. Na pewno powinny je umieć wskazać władze samorządowe, a najlepiej, aby zajęła się tym rada oświatowa, powołana przy samorządzie.

Rozdział “Społeczne organy w systemie oświaty” jest w polskim prawie od bardzo dawna, w pewnym momencie został przeniesiony z ustawy o systemie oświaty do ustawy Prawo oświatowe. Jednak Krajowa Rada Oświatowa nie zaistniała na podstawie tych przepisów nigdy, zaś samorządowe rady oświatowe funkcjonują w bardzo niewielu miejscach.

Znowu, właśnie 18 lat temu, wyszłam z inicjatywą powołania Gdańskiej Rady Oświatowej. Funkcjonowała chyba przez trzy kadencje samorządu, ale teraz już jej nie ma. Obecnie za to jestem członkinią Pomorskiej Rady Oświatowej, na której czele osobiście stoi marszałek. Nie wiem, w ilu miastach czy regionach jeszcze są teraz takie rady. Choć prawna możliwość jest, często widzi się taki organ raczej jako niepotrzebny kłopot i do wyjątków na razie należą władze samorządowe, które chcą wsłuchiwać się w głosy lokalnego oświatowego środowiska, którym mocno zależy na dobrej edukacji (akurat pomorski marszałek od wielu lat traktuje priorytetowo kwestię edukacji, znany jest między innymi ze zorganizowania już wiele lat temu nośnego programu Zdolni z Pomorza, który umożliwia zdolnej młodzieży szkolnej kontakt i rozwój pod kierunkiem pracowników akademickich).

Być może, jeśli wśród kompetencji powiatowej i wojewódzkiej rady będzie wskazanie miejsc lokalnej dumy uczniom, rodzicom i nauczycielom z danego regionu, zacznie się bardziej masowe tworzenie takich rad i nastąpi autentyczna lokalna i narodowa dyskusja o wychowaniu patriotycznym dzieci?

W ustawie o wychowaniu patriotycznym zaproponowano też utworzenie zamiast Krajowej Rady Oświatowej organu o trochę innej konstrukcji - Komisji Edukacji Narodowej. Taki centralny organ w systemie oświaty mógłby być miejscem prowadzenia eksperckiej debaty nad rozwiązaniami proponowanymi w systemie oświaty, bowiem zbyt często zmienia się polityczny kierunek myślenia o edukacji, aby mogło to mieć rzeczywisty wpływ na szkołę, w której uczeń spędza kilkanaście lat. Zakłada się, że wszystkie osoby wchodzące w skład KEN powinny wyróżniać się dorobkiem zawodowym, naukowym lub eksperckim w obszarze polityki edukacyjnej.

Pomysł konstrukcji takiego organu pojawił się w opracowaniu Mapa drogowa dla edukacji przygotowanym przez przez sieć organizacji społecznych - SOS dla Edukacji w czasie rządów ministra Czarnka i w opozycji do jego dość jednostronnego podejścia do zarządzania edukacją. Pewnie podczas prac sejmowych nad projektem ustawy warto jeszcze raz przemyśleć skład i wielkość tego organu. Ważne jednak, aby w końcu zaistniał…

Jeśli jednym z ważnych zadań Komisji Edukacji Narodowej byłoby przygotowywanie corocznego komunikatu dla szkół, po zebraniu informacji od samorządów o ich propozycjach, o miejscach wyjść i wycieczek zalecanych w poszczególnych regionach na danych etapach edukacyjnych (kryteria wyboru takich miejsc powinny uwzględniać dostosowanie poznawanych zagadnień do wieku uczniów oraz do odległości danego miejsca od szkoły) i możliwe byłoby w niej uczestnictwo przedstawicieli wszystkich wojewódzkich rad oświatowych, mogliby oni nawet w tej radzie stanowić większość. Najsmutniejsze jest jednak to, że tych wszystkich rad na razie po prostu nie ma. Bardzo przydałoby się nam prawdziwe uspołecznienie zarządzania systemem oświaty.

Tymczasem ogólnopolski katalog miejsc, z których możemy być dumni, uwzględniający przynajmniej po kilka takich miejsc w każdym powiecie, może być bardzo ciekawym opracowaniem, dostarczającym inspiracji nauczycielom do planowania edukacji patriotycznej swoich podopiecznych. Może się także okazać interesujący dla rodziców, planujących wakacyjne wyjazdy z dziećmi w ciekawe miejsca.

Potrzeba przygotowania takiego katalogu ważnych w regionie miejsc może też spowodować powołanie lokalnych rad oświatowych tam, gdzie ich nie ma, czy znalezienie partnerskich organizacji pozarządowych (jak opisana wyżej Fundacja Wspólnota Gdańska), które zajmą się pomocą szkołom w organizowaniu wyjść i wycieczek do miejsc, z których możemy być dumni.

Debata w każdym powiecie i województwie nad listą miejsc, które warto poznać, mogłaby być debatą poruszającą emocje, skłonić lokalne władze oraz mieszkańców do namysłu, czy dostatecznie dbają o swoją okolicę, czy odpowiednio pielęgnują i sami dobrze znają miejsca godne pokazania dzieciom. Może wpłynąć na zmiany postaw osób dorosłych, aby ich oddziaływanie wychowawcze na dzieci było autentyczne.

Lokalna i ogólnokrajowa debata nad celami wychowania patriotycznego, które mogą być zrealizowane dzięki uczeniu poza szkołą, w miejscach z których możemy być dumni, wskaże nauczycielom, jak ważne i skuteczne może być częste wychodzenie ze szkoły i prowadzenie edukacji poza szkołą. Aby element ten był trwały potrzebne jest jeszcze systemowe podejście do wynagradzania nauczycieli na wycieczkach, aby nie zdawać się w kwestii organizowania wyjść wyłącznie na wyjątkowych pasjonatów, ale aby organizowanie ich było naturalnym elementem pracy nauczyciela.

Społeczne organy odpowiedzialne za opiniowanie spraw dotyczących edukacji na wszystkich szczeblach mogą zaangażować w dyskusję nad wychowaniem szersze kręgi osób niż obecnie i poruszyć lokalne środowiska, lokalną opinię publiczną. Jednocześnie, mielibyśmy autentyczny wpływ lokalnych środowisk na cele wychowania. Skądinąd na ogół słuszne cele wychowawcze pracy szkoły wynikające z podstawy programowej i szkolnych programów wychowawczych, niestety często bardziej leżą w dyrektorskich szufladach niż są realizowane każdego dnia. Lokalnie ustalane miejsca, ważne dla naszej tożsamości, odwiedzane przez wszystkie dzieci, mogą to zmienić, bardziej zaangażować szkołę i rodziców w formowanie w dzieciach i młodzieży lokalnej i narodowej dumy.


31 stycznia 2020

Nad czym pracują liderzy skutecznych zmian?

Wzrost osiągnięć uczniów w matematyce i czytaniu w ciągu dwóch lat był wyższy niż w grupie porównawczej, ogólnie i w większości szkół – mówi raport z badania efektów edukacji spersonalizowanej przeprowadzonego przez uznaną organizację badawczą RAND. Dalej w raporcie czytamy: Duża część uczniów z niższymi początkowymi osiągnięciami osiągała wyższe tempo wzrostu niż ich rówieśnicy, szczególnie w matematyce. Wzrost utrzymywał się w szkołach przez trzy lata od wdrożenia. Badanie przeprowadzone w 62 szkołach przez uznaną i niedochodową organizację współfinansowała fundacja Gates Foundation. Więcej informacji jest na stronie organizacji RAND.

11 kwietnia 2019

Matura - czy będzie?


W centrum uwagi opinii publicznej był i jest tak zwany "podwójny rocznik", który właśnie zdaje swoje egzaminy i będzie rekrutować się do szkół średnich. Dodatkowo możemy jeszcze mieć rocznik maturzystów bez matury, rok bez normalnej liczby kandydatów na studia.

Pierwszy dzień matur to 6 maja (poniedziałek po tygodniu "majówkowym"). Arkusze dla uczniów, zgodnie z ich wyborami przedmiotów i miejscem zdawania, są już przygotowane i będą przysłane do szkół. Czy uczniów uda się do tego czasu pozytywnie sklasyfikować (jest to warunkiem dopuszczenia do matury)?

9 kwietnia 2019

Egzaminy z solidarności


Wszyscy - jako uczniowie, rodzice, nauczyciele, pracodawcy, dziadkowie - mamy szansę zdać egzamin z solidarności. Organizując egzaminy, organizując opiekę nad dziećmi, organizując demonstracje pod urzędami, wypowiadając się w mediach społecznościowych. Obecnie to wszystko, to wysiłek ponadstandardowy. Wreszcie zobaczyliśmy publicznie twarz nauczyciela, zaangażowanego, kompetentnego, wybierającego swój zawód z powodu pasji do edukacji, uzasadniającego merytorycznie swój protest. Jesteśmy z nim.

8 grudnia 2018

Edukacja do świata za 50 lat

Wielokroć, gdy wspominałam swoich nauczycieli z lat 60. czy 70. ubiegłego wieku, jednocześnie stwierdzałam, że w ogóle im się nie śniło, do życia w jakiej rzeczywistości społecznej i technologicznej przygotowywali swoich uczniów. Przecież wielu z nas, kończących szkoły w tych latach, nadal - po bardzo wielu latach od ukończenia szkoły - funkcjonuje na rynku pracy, korzysta z współczesnych mediów, internetu, jest aktywnymi wyborcami, a często i wybieranymi politykami. Ani dzisiejsza aktywność obywatelska, ani posługiwanie się współczesnymi mediami, z pewnością nie mogły być wtedy celem PRL-owskiej edukacji.

Tylko, czy projektując edukację dzisiaj, chcąc ją wymyślić możliwie najbardziej nowocześnie, nie jesteśmy tak samo jak nauczyciele z tamtych lat pozbawieni wiedzy, jak będzie wyglądał świat za kolejnych kilkadziesiąt lat, kiedy to dzisiejszym uczniom przyjdzie dokonywać różnych dojrzałych działań zawodowych i wyborów życiowych?

24 lipca 2017

Co będzie możliwe po bezprawiu i niesprawiedliwości?

Dopisuję po ogłoszeniu decyzji prezydenta w sprawie dwóch wet (poniższy tekst napisałam wcześniej): musimy być dalej razem - sprawa patrzenia na ręce władzy i walki o praworządność jest dalej aktualna!

Staram się uczestniczyć w cowieczornych spotkaniach pod Sądem Okręgowym w Gdańsku i słuchać wszystkich tych, co chcą tam coś zgromadzonym przekazać. Patrzę w twarze i obserwuję reakcje różnych, znanych mi i nieznanych, stojących wokół osób. Łączy nas wszystkich wyjątkowy czas i potrzeba sprzeciwu wobec bezprawia władzy.
Ważne dla wszystkich i stałe w tych spotkaniach jest:
- odtworzenie Preambuły Konstytucji;
- bycie razem w okrzykach - Konstytucja, wolne sądy, chcemy weta, żądamy weta, trzy razy weto;
- odśpiewanie razem całego hymnu
- oraz poczucie wspólnoty, brak flag partyjnych, a obecność flag narodowych, europejskich i zapalonych świec.
Piękne i mądre są obecność i słowa naszych gdańskich sędziów i innych przedstawicieli świata prawniczego.

Pojawiają się jednak też wypowiedzi, świadczące o pewnym poczuciu braku proporcji lub naiwności mówców. Różnie bywają przyjmowani aktualni politycy, co zrozumiałe, bo sprawa jest tak ważna, że powinna skupiać wyborców wszystkich partii. Bardzo mieszany odbiór mają tematy światopoglądowe, bo przecież mamy prawo w tych kwestiach mieć różne poglądy, a osoby o wszelkich poglądach chcemy w sprawie sądów widzieć razem! Zażenowanie części publiczności wzbudzają również wypowiedzi jednoznacznie agresywne. Eksponowana mocno i różnie odbierana jest jeszcze sprawa systemu edukacji. Zmiany w systemie edukacji, jak wiele zmian wprowadzanych przez obecną władzę, mogą się nam nie podobać. Jednak, działając w granicach prawa, możemy dalej organizować dobre szkoły i uczyć dobrze. Gdy fundament prawny się chwieje, każdy rodzaj działalności, w tym edukacja, narażony jest na zakwestionowanie. Dlatego ustawy burzące fundamenty naszego systemu prawnego są wielokroć ważniejsze, mogą i powinny łączyć ludzi o bardzo różnych poglądach na bardzo wiele spraw.

Jeśli poszczególni mówcy chcą w wielkim tłumie uzgadniać pomysły na działanie polityczne po przeminięciu obecnej władzy lub nawołują przede wszystkim do obecności i głosowania na inne opcje niż PiS w kolejnych wyborach, wydaje się to dowodem szczególnej naiwności.

Po podpisaniu przez prezydenta ustaw wymierzonych w fundamenty naszego systemu prawnego, wszystko już będzie inaczej. Do dyspozycyjnych wobec głównego decydenta: prezydenta, rządu, prokuratury, Trybunału Konstytucyjnego, mediów publicznych, dołączą: Sąd Najwyższy, prezesi wszystkich sądów, inne media, a także z pewnością zaraz potem komisje wyborcze. Znajdziemy się w systemie zupełnie odmiennym od tego, co mieści się w wyobrażeniach obecnych 20- i 30-latków, którzy PRL-u po prostu nie mogą pamiętać.

Naiwnością jest wyobrażać sobie, że zawłaszający - wbrew prawu i Konstytucji - wszelkie obszary naszego życia, dobrowolnie i w wolnych wyborach oddadzą władzę. To, co robią, jest złamaniem także prawa karnego. Mając wszelkie instrumenty władzy w ręku, z pewnością nie zechcą jej dobrowolnie oddać, choćby dlatego, aby nie stanąć w końcu przed sądem. Dlatego należy się spodziewać również tego, że kolejne wybory to będzie zupełnie coś innego niż dotychczas. Dopóki marsz obecnej władzy po kolejne jej instrumenty będzie trwał, szkoda czasu i energii na dyskusję o innych kwestiach, choćby tak dla mnie osobiście ważnych, jak prawa kobiet czy edukacja. Musimy po prostu się jednoczyć w obronie praworządności i okazywać w tej sprawie maksymalną determinację, jedność i zdecydowanie. Starzy i młodzi, głosujący na wszelkie partie i niegłosujący dotychczas wcale. Marsz PiS pewnie kiedyś się skończy, ale tak czy inaczej będziemy stać wtedy na gruzach. Misterne odbudowanie z tych gruzów fundamentów systemu prawnego, począwszy od już zrujnowanego Trybunału Konstytucyjnego, to gigantyczna praca wymagająca wielkiej solidarności. Mam pełne przekonanie, że powinien to być jedyny, ale za to wspólny punkt programu wszystkich zjednoczonych za praworządnością środowisk.


14 lipca 2013

Dlaczego Maciej Płażyński?

Jakim człowiekiem ma być absolwent naszej szkoły? Samodzielnym, odpowiedzialnie korzystającym z wolności, mającym własne zdanie. Wie czego chce, jest świadom swoich atutów, śmiało idzie przez życie. Ale też myśli o innych, jest wrażliwy na cudze potrzeby, chętnie się dzieli i pomaga, współdziała, twórczo rozwiązuje problemy. 
Patron szkoły jest swojego rodzaju drogowskazem, który wskazuje, jakie wartości są ważne dla organizatorów szkoły. Najsprawniejsze i najbardziej nowoczesne zaplanowanie kształcenia to stanowczo za mało. Choć dominującym oczekiwaniem ucznia i rodzica jest dobrze zdany egzamin, dostanie się na kolejny etap kształcenia, wiadomo już, że to nie wystarcza. Dziś na studia dostać się jest coraz łatwiej - z roku na rok roczniki maturzystów są coraz mniej liczne, zaś miejsc do studiowania stworzono bardzo dużo. Poszukujący pracy młodzi ludzie mają dużo różnych dyplomów. Jednak kompetencje, których bardzo wielu spośród nich brakuje, a które budować trzeba od dziecka to: umiejętność współpracy i zaufania do innych, ciekawość świata, twórcze podejście do rzeczywistości.
Szkoły działające jak fabryki, starające się wypuszczać absolwentów o jak najwyższych końcowych wynikach, uczące dyscypliny, posłuszeństwa, zapewniające jednakowy kanon wiedzy dla wszystkich, to raczej model XIX-wieczny. Tymczasem od kilkunastu już lat mamy XXI wiek. Doskonalenie tej przemysłowo-szkolnej produkcji absolwentów nie zaspokaja obecnie potrzeb bardziej świadomych rodziców i uczniów oraz nie odpowiada wyzwaniom współczesności.
Można uczyć inaczej. Tak zaprojektować proces edukacji, aby każdy uczeń pracował we własnym tempie, realizował inne cele kształcenia, odpowiadające jego predyspozycjom, twórczo odkrywał swoje pasje. Jednocześnie uczył się współpracy, ciekawości świata, zaufania do innych. Potrzebny jest też mu przykład, że można funkcjonować trochę "pod prąd". Że również może to przynieść sukces i uznanie. Postacią, żyjącą w niedawnym czasie i mającą duże znaczenie dla rozwoju naszego regionu, był Maciej Płażyński. 
Chcemy, aby uczeń Akademii Dobrej Edukacji w Gdańsku, zainteresował się tym, kim był Maciej Płażyński. Wielu Pomorzan jeszcze dobrze go pamięta i może o nim opowiedzieć. Działania, które podejmował, były pełne odpowiedzialności za innych,  samodzielności, rozwagi, niezależnego myślenia. Odwagi i rozwagi wymagało kiedyś zbudowanie Spółdzielni Świetlik. Pracowali i zarabiali tam ci, dla których brakowało pracy w komunistycznym systemie, często z przyczyn politycznych. Wpasowano się w ówczesne wymagania specyficznego rynku usług wysokościowych, a jednocześnie finansowano różne działania opozycyjne. Maciej Płażyński, jako jeden z twórców Świetlika, na wiosnę 89 roku zdecydował też o wsparciu tworzenia w Gdańsku edukacji alternatywnej dla ówczesnego systemu. Zrobił tak, pomimo tego, że wielu znanych gdańskich liberałów wtedy odpowiedziało: najpierw gospodarka, nie czas teraz na edukację. Został potem gdańskim wojewodą. Był człowiekiem o dużym talencie zarządczym i organizacyjnym. Wspierał aktywność obywatelską, tworzenie się wielu organizacji pozarządowych, budowanie się samorządów. Zostając szefem Wspólnoty Polskiej, wrócił do zainteresowania edukacją i tym, jak można - także przy pomocy nowych technologii - zapewnić dzieciom i młodzieży polskiego pochodzenia dostęp do edukacji w języku polskim jak najwyższej jakości, jak zapewnić naszym rodakom z zagranicy godny powrót do Ojczyzny. Wiele celów jego działania jest nam bliskich. Jego postać, jego życie, jego aktywność pokazują kierunek pełen niezależności w myśleniu i działaniu, a jednocześnie odpowiedzialności i troski o innych. Taka właśnie ma być Akademia Dobrej Edukacji.

26 stycznia 2013

Trudne związki

Niestety mamy do czynienia z kolejnym trudnym tematem, któremu powinno sprostać przede wszystkim kierownictwo największego klubu parlamentarnego. Potrzebna jest wyważona dyskusja wewnętrzna o szczegółach projektu, który mógłby zyskać poparcie całego klubu Platformy Obywatelskiej. Być może po prostu potrzebny jest lepszy projekt, mający większe szanse, łatwiejszy do zaakceptowania dla tych, co obecnie mają z tym kłopot. Zabrakło prawdziwej wewnętrznej debaty, o tym, co jest ważne.

Czy potrzebne były w projekcie związki partnerskie heteroseksulane? W końcu obecnie, zgodnie z prawem, można zawrzeć kontrakt cywilny w urzędzie, obejść się bez ślubu w kościele i wesela na 200 osób. Czy na pewno potrzebna jest jeszcze inna, łatwiej rozwiązywalna forma prawna związku kobiety z mężczyzną? W interesie ewentualnych dzieci, które w takim związku - również nie całkiem planowo - mogą się urodzić, nie.

Oczywiście jest dużo dzieci wychowywanych przez samotnych lub żyjących w konkubinatach rodziców. Ale jeśli serio traktować konstytucyjny zapis o chronieniu przez państwo rodziny, jej praw i zobowiązań wobec dzieci, warto dokładać wszelkich starań, aby jednak prawo stało na straży możliwie jak największej trwałości rodziny z dziećmi. Są osoby, które uważają, że konstrukcja prawna związków partnerskich heteroseksualnych może godzić w rodzinę, a także być sprzeczna z konstytucją i trzeba to jednak uszanować, podejść do tych argumentów poważnie, bez zacietrzewienia.

Natomiast prawo do formalnego rejestrowania związków homoseksualnych, dla tych, co chcą do swoich uczuć w związkach osób jednej płci podchodzić trwałe i poważnie, to jest zupełnie co innego. W końcu wiadomo, że dziś wiele osób żyje w lęku przed brakiem społecznej akceptacji, prowadzi podwójne życie, ukrywa swoje prawdziwe uczucia, ma ogromny kłopot w prowadzeniu normalnej, spokojnej, ustabilizowanej egzystencji. Danie im szansy życia w sposób odpowiedzialny, w zgodzie ze swoją orientacją i tożsamością, w sposób umożliwiający godne traktowanie kochanych przez nich osób, jest mimo wszystko lepsze niż spychanie ich do swoistego "podziemia".

Niestety dominują obecnie w debacie, i wewnętrznej, i publicznej, osoby chcące akcentować różnice, budować na kontrowersjach swoją polityczną przyszłość i popularność. Tylko wtedy, jeśli trudne tematy zaczną być rozpatrywane z punktu widzenia faktycznych społecznych potrzeb, bez liczenia szabel poszczególnych frakcji, ze skupieniem się na szukaniu prawdziwego konsensusu, może powstać projekt mający szansę na akceptację sejmowej większości, jednocześnie odpowiadający na te realne potrzeby. Dyskusję trzeba kontynuować.

6 grudnia 2012

Dyskusja na temat Planu dla Polski ma sens

Każde z trzech spotkań zaczynanych według tego samego scenariusza okazało się zupełnie inne. Ale scenariusz się sprawdza. Po spotkaniach zebrany został spory plon w postaci uwag i pomysłów obywateli.

Posłowie zostali zobowiązani do przeprowadzenia w swoich okręgach wyborczych kilku spotkań poświęconych konsultacjom na temat Planu dla Polski. Na razie przeprowadziłam takie trzy spotkania. Jako osobie bezpartyjnej, pomogły mi je zorganizować koła Platformy Obywatelskiej z Sopotu, Gdańska-Oliwy i Gdańska-Śródmieście. Działacze z tych kół organizowali salę na spotkanie, rozsyłali mailowe zaproszenia swoim członkom, sympatykom i znajomym, rozwieszali plakaty. Sama zapraszałam na te spotkania na Facebooku i Twitterze. Przygotowałam też podsumowanie swoich pięciu lat pracy w rządzie i parlamencie.

Prezentacja ogólnie przybliżająca obszary projektowanych zmian miała za zadanie ukierunkować dyskusję. Ważne było proszenie o szczegółowe pytania i uwagi. Propozycje zebrane na piśmie stanowią materiał do pytań, wniosków i interpelacji kierowanych do poszczególnych ministrów. Z pewnością postaram się go jak najlepiej wykorzystać. Spotkania umożliwiły lepsze sprawowanie mandatu posła jako dobrego pośrednika pomiędzy chcącymi zgłaszać swoje pomysły i propozycje obywatelami a sprawującymi władzę wykonawczą ministrami i urzędami.

W Sopocie na spotkanie przyszło dwadzieścia kilka osób, w tym dziennikarka Dziennika Bałtyckiego, która w swoim późniejszym komentarzu wyraźnie oczekiwała, że jestem w stanie znać się na wszystkim. W dyskusji dominowały problemy służby zdrowia oraz zamówień publicznych. Siłą rzeczy wiodący głos należał w niej do tych, którzy z racji swojego fachowego przygotowania i wykonywanej pracy mieli tu najwięcej do powiedzenia. Takie uwagi praktyków mogą być bardzo cenne i warte dalszego przekazania.

Na spotkanie w Oliwie dotarło tylko kilkanaście osób, w tym telewizja TVN. Okazało się za to, że wszystkie osoby, które przyszły, były do spotkania przygotowane. Miały bardzo konkretne pytania, uwagi, informacje. Najpierw rozmawialiśmy o tym, co działo się na ostatniej radzie miejskiej w Gdańsku, potem dyskusję zdominowały cła i podatki, a także kredytowe możliwości dla początkujących przedsiębiorców. Uczestnicy przedstawiali bardzo konkretne zastrzeżenia do obowiązujących rozwiązań oraz mieli swoje propozycje. Na sali były osoby chcące, aby ich kompetencje posłużyły na rzecz jakości stanowionego prawa. Dziennikarce przepytującej mnie na koniec spotkania, powiedziałam, że bardzo wartościowe było dla mnie konstruktywne i aktywne podejście dyskutantów - każdy, kto przyszedł na spotkanie, przedstawił jakieś swoje ciekawe uwagi i opinie.

Spotkanie zorganizowane w śródmieściu Gdańska okazało się bardziej liczne niż poprzednie - ponad sześćdziesiąt osób - i chyba obyło się bez przedstawicieli mediów. Niektórzy byli bardzo aktywni i zadający pytania. Część pytań dotknęła też tematyki oświatowej i siłą rzeczy na te pytania byłam w stanie odpowiadać najbardziej wyczerpująco. Sporo pytań dotyczyło związków edukacji z rynkiem pracy, problemu bezrobocia, pomocy państwa kierowanej do osób poszukujących pracy. Jak to przy liczniejszym audytorium, dyskusja była mniej wchodząca w szczegóły i dotyczyła zagadnień bardziej ogólnych.

Każde ze spotkań miało zupełnie inne dominujące pytania i dyskutowane obszary tematyczne. Przyniosło też pewien plon w postaci zebranych ankiet z pytaniami oraz kończyło się zachętą do nadsyłania swoich pomysłów i uwag na podany adres mailowy biura poselskiego.

Każdy poseł zajmuje się pewnymi konkretnymi zagadnieniami. Pracuje w komisjach i zespołach parlamentarnych zgodnie ze swoimi zainteresowaniami i kompetencjami. Oczywiste jest, że pytany o tematy, które nie są jego specjalnością, dysponuje jedynie wiedzą na temat kierunku proponowanych zmian, nie zaś szczegółów przygotowywanych rozwiązań. Jednak może sprawnie zdobywać informacje pochodzące z różnych urzędów odpowiadających właśnie za te szczegóły i przekazywać tam również pomysły i uwagi obywateli.

Zaproponowaną posłom formułę spotkań oceniam bardzo dobrze. Pewnie nie wszyscy zaangażowali się w nie jednakowo mocno i nie na każde spotkanie dotrze wielu uczestników. Wydaje się jednak, że będzie tych spotkań na tyle dużo, że może na nie dotrzeć każdy zainteresowany zgłoszeniem różnych swoich uwagi i opinii, dotyczących obszarów pracy rządu, na których się zna.

W najbliższych dniach będę analizować zebrane uwagi i starać się je kierować do odpowiednich adresatów. Przede mną druga seria spotkań, tym razem w ośrodkach poza Trójmiastem. Ciekawe, jakie tematy okażą się tam najbardziej nurtujące.

Wierzę, że po tych spotkaniach pozostanie też lepsza wiedza i zrozumienie, że warto udać się do posła ze swoimi pytaniami czy pomysłami, że otrzyma się potem konkretne odpowiedzi, wyjaśnienia, że być może ktoś ze zgłoszonych pomysłów skorzysta. W moim biurze poselskim uwagi i pomysły obywateli przyjmujemy i przekazujemy dalej.

12 listopada 2012

Święto Niepodległości 2012


Gdańska Parada Niepodległości w tym roku obchodziła swój dziesiąty jubileusz. Wybrałam się na nią w tym roku z najstarszym synem, jego żoną i córkami. Moje wnuczki były na Paradzie już kolejny raz i z wielką przyjemnością obserwowały to wszystko, co tam prezentowano. Kilkakrotnie już tu opisywałam, jak lubię tę gdańską tradycję. Świętowanie odzyskania niepodległości z rodzinami, w radosnej atmosferze, mamy do przekazania swoim dzieciom i wnukom.

Mój mąż kilka dni wcześniej zachęcał publicznie do gdańskiej parady, przy okazji prezentowania świetnej publikacji "Gdańska Niepodległa" jej poświęconej, ale sam się wybrał do Warszawy na marsz organizowany przez Prezydenta "Razem dla Niepodległej". Najmłodszy syn odpoczywał w domu. Trzeci syn, który niedawno z rodziną wrócił - po 8 latach pobytu zagranicą - na stałe do Polski, świąteczny weekend spędzał z żoną i przyjaciółmi w Londynie. Dzięki jego powrotowi najczęściej na rodzinnych niedzielnych obiadach gromadzę teraz wszystkich synów i wszystkie trzy wnuczki razem.

W Święto Niepodległości tym razem obiad jadłam z najstarszym synem i jego rodziną, po Paradzie, w Gdańsku, w restauracji, żeby po południu wziąć z nimi udział w kolejnej edycji Gdańsk czyta dzieciom, akurat organizowanej tego samego dnia.

Nasza rodzina świętowała w tym roku w kilku miejscach. W wielu miejscach publicznych można było świętować. Jednak główną uwagę mediów skupiała Warszawa. Warto zwrócić uwagę na niektóre komentarze po prezydenckim marszu.

- Wydaje mi się, że media za mało wagi przywiązują do inicjatywy prezydenta Komorowskiego, inicjatywy dość oryginalnej, która chyba się powiodła. Pierwszy raz przeprowadzona, może mniej liczna, ale się powiodła - komentuje prof. Jacek Wódz z Zakładu Socjologii Polityki Uniwersytetu Śląskiego.
- Jest rzeczą absolutnie wyjątkową, żeby prezydent z elitami społecznymi przechodził przez trzy godziny przez całe miasto. Nie znam dzisiaj innego przywódcy europejskiego czy amerykańskiego, który by się na taki gest zdobył. Ludzie chyba też pozytywnie to odebrali. (...) To znaczy, że trzeba mieć pewną nadzieję. W społeczeństwie nic nie dzieje się z godziny na godzinę - dodał prof. Wódz.

Znam wielu Gdańszczan, którzy w tym roku się tam wybrali. Może radosna, gdańska tradycja przeniesie się w końcu także do Warszawy?

2 września 2012

Edukacyjne znaczenie 31 sierpnia i 1 września a Antek Pawlak

31 sierpnia mógłby stać się świętem radosnym i łączącym Polaków. Zdarzył się wtedy ważny krok ku wolności. Wszyscy, którzy kiedyś się do tego przyczynili, byli wtedy już dorośli i aktywni, mogliby dzielić się z młodymi ludźmi swoimi wspomnieniami z tamtych dni. Niech spróbują to robić, dopóki dopisuje im sprawność i zdrowie, zanim będzie mogła zostać po nich tylko fotografia w muzeum. Byłyby to najciekawsze lekcje historii.

Tych, którzy położyli swoje zasługi dla naszej ojczyzny 1 września, z roku na rok niestety ubywa. Muzeum II Wojny Światowej będzie miejscem pamięci o wielu już nieżyjących bohaterach i o nieszczęściach, które spotkały naszą ojczyznę. Prezentacje założeń projektu architektonicznego i koncepcji wystawy Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku pokazane 1 września na uroczystości wmurowania kamienia węgielnego robią wrażenie. Będzie to szansa na nauczanie w sposób naprawdę atrakcyjny i ciekawy. Obok powstaje Europejskie Centrum Solidarności. Te dwa sąsiadujące ze sobą obiekty powinny stać się w przyszłości obowiązkowymi miejscami narodowej - a być może także europejskiej - pamięci i edukacji.


31 sierpnia odbyła się w Pałacu Prezydenckim poruszająca uroczystość. Prezydent wręczył odznaczenia sporej grupie osób, które kiedyś swoją aktywnością przyczyniły się do tego, że datę 31 sierpnia wspominamy radośnie. Lech Wałęsa postulował, że w tym dniu potrzebne jest narodowe święto. 

Duże emocje i wiele komentarzy wzbudziło opublikowanie przeze mnie na Facebooku zdjęcia utrwalającego moment odznaczenia Antka Pawlaka. "to nasz rzecznik poeta?", "Gajowy rozdaje medale na prawo i lewo" - to pierwsze z nich. Na profilu Antka oczywiście były gratulacje, ale też dopytywanie się o krawat (nigdy przez Antka nie noszony) i inne szczegóły stroju. Antoni - będąc obecnie rzecznikiem prezydenta miasta Gdańska - jest osobą lokalnie publicznie znaną, ale głównie z tego co robi dziś. 

Zapamiętałam Antka z początku lat siedemdziesiątych. Mój ojciec, który jako gdański obrońca polityczny podjął się jego obrony, zabrał mnie na jego proces. Antek był wtedy licealistą, chyba w klasie maturalnej, ja byłam uczennicą kilka lat młodszą. Ojciec uznał, że  warto, abym zobaczyła tak ciekawą i ważną w jego przekonaniu sprawę. Wywalczył dla młodego człowieka wyrok w zawieszeniu, umożliwiając mu dalszą edukację i także działalność. 

Na początku lat siedemdziesiątych aktywność publiczna, do tego doprowadzająca przed sąd, była czymś wyjątkowym. Myślę, że dzisiejszym licealistom warto byłoby opowiedzieć o tym, jakim licealistą i dlaczego był Antek Pawlak. Także wielu jemu podobnych. Wszyscy odznaczeni przez prezydenta za wybitne zasługi w działalności na rzecz przemian demokratycznych w Polsce to z pewnością osoby, które miałyby o czym opowiadać uczniom. Antka akurat poznałam przed laty osobiście. 

Osób, które były aktywne przed 31 sierpnia, w tym pięknym potem 10-milionowym ruchu, poruszającym wtedy umysły i serca, mamy jeszcze w Polsce sporo, mających swoje zasługi dla przemian, które się w Polsce dokonały. Warto je nie tylko odznaczać, ale także zapraszać do szkół, aby młodzież mogła poznać ich wspomnienia.

28 kwietnia 2012

Z wdzięcznością o Andrzeju Pągowskim i jego nauczycielce

Andrzej Pągowski obchodzi obecnie 35-lecie pracy twórczej. Jego dorobek artystyczny znany jest Polsce i na świecie. Przez ostatnie lata dowiedziałam się także, jakim był uczniem i kto mu pomógł zostać tak wybitnym artystą. Na jego przykładzie można i warto pokazać i docenić rolę nauczycieli w odkrywaniu i rozwijaniu pasji i talentów swoich uczniów. Spotkanie z Andrzejem Pągowskim to spotkanie z utalentowanym człowiekiem z pasją, który spotkał na swojej drodze wiele lat temu nauczycielkę z pasją - odkrywczynię jego talentu. Obchodząc jego jubileusz warto z wdzięcznością pomyśleć o tych, którzy pomogli mu kiedyś ten talent w sobie odkryć i potem rozwijać.

Andrzeja Pągowskiego spotkałam podczas swojej pracy w Ministerstwie Edukacji Narodowej. Rok szkolny 2009/2010 był ogłoszony Rokiem Historii Najnowszej. W jego trakcie udało się zbudować koalicję wielu organizacji i instytucji angażujących się w pomoc szkołom w przybliżaniu uczniom historii najnowszej. Zaczynał się od przypominania przemian 1989 roku w ich 20-lecie. Andrzej Pągowski został wtedy szefem jury konkursu dla uczniów "Zdarzyło się 20 lat temu w Polsce" na plakat lub hasło. Rozstrzygnięcie konkursu, ogłoszonego na początku czerwca 2009 roku nastąpiło 11 września tego roku, w przeddzień 20-tej rocznicy powołania rzadu Tadeusza Mazowieckiego.
Relacja z ogłoszenia wyników konkursu "Zdarzyło się 20 lat temu w Polsce"
Katalog prac wyróżnionych w konkursie "Zdarzyło się 20 lat temu w Polsce"

Rok szkolny 2010/2011 był ogłoszony w polskich szkołach Rokiem Odkrywania Talentów, zaś rok szkolny 2011/2012 Rokiem Szkoły z Pasją. Te dwa hasła w dużym stopniu są związane z osobą Andrzeja Pągowskiego. Od czasu, kiedy zgodził się zostać ambasadorem Roku Odkrywania Talentów, zaangażował się ogromnie w propagowanie pracy z uczniem uzdolnionym. Wielokrotnie publiczne wspominał swoje lata szkolne i swoich nauczycieli, a w szczególności nauczycielkę która jako pierwsza zwróciła uwagę na jego zdolności plastyczne i sprawiła, że również nauczyciele innych przedmiotów, do nauki których raczej mało się przykładał, zaczęli go doceniać jako tego, który jednak ma swoją pasję i któremu warto pomóc ukończyć szkołę, kontynuować naukę w kierunku swoich zamiłowań. Jego talent się rozwinął, przez lata swojej pracy twórczej osiągał wiele sukcesów, cały czas mając we wdzięcznej pamięci tę, która dała mu pierwszy impuls, pierwszą zachętę i pomoc w rozwoju.

Nauczycielka Andrzej Pągowskiego ma zasługi dla rozwoju jego talentu, ale także pośrednio przyczyniła się, poprzez swojego wychowanka, do promocji idei pracy z uczniem zdolnym w polskich szkołach i wśród polskich nauczycieli, do podchodzenia przez nich z pasją do swojej pracy. Andrzej Pągowski poświęcił wiele swojego czasu i energii, wypełniając rolę ambasadora Roku Odkrywania Talentów, uczestnicząc w dużej liczbie spotkań, konferencji, udzielając wielu wywiadów, był chyba najaktywniejszym i najbardziej zaangażowanym spośród tych ambasadorów.



W trakcie Roku Odkrywania Talentów rozpoczęto przyznawanie tytułu: Miejsce Odkrywania Talentów - miejscom pozaszkolnym, gdzie mogą trafiać dzieci i młodzież, aby odkrywać i rozwijać swoje zainteresowania, których oferta szczególnie w tym pomaga. Zaczęto także przyznawać tytuł: Szkoła Odkrywców Talentów, tym szkołom, które mogą pochwalić się wyróżniającym się zaangażowaniem w rozwijanie zdolności swoich uczniów.

Otrzymujący te tytuły w swoich siedzibach powiesili piękne tablice przedstawiające człowieka z lunetą, wypatrującego talentów gdzieś na horyzoncie. Ten człowiek z lunetą i ze schodami do wspinania się po jego ręce to pomysł i projekt Andrzeja Pągowskiego. Symbol pasji i zaangażowania w kierunku poszukiwania talentów i pracy z nimi.
Uroczystość inaugurująca Rok Odkrywania Talentów
Plakat "Miejsca Odkrywania Talentów" 
Plakat "Szkoły Odkrywców Talentów"

Gdy skończył się Rok Odkrywania Talentów, Andrzej Pągowski postanowił zaangażować się w kolejną akcję, namawiającą szkoły do współpracy z organizacjami pozarządowymi, do współdziałania na rzecz zarażania uczniów pasjami, zachęcania do aktywności obywatelskiej, dzielenia się swoimi zamiłowaniami. Plakat Roku Szkoły z Pasją to również dzieło Andrzeja Pągowskiego. Przedstawia ucznia jako symbolicznego kitsurfera, unoszonego przez wiatr do góry, dzięki swoim pasjom.
Inauguracja Roku Szkoły z Pasją
Strona internetowa "Szkoła z Pasją" wraz z promującym ją plakatem

Te obrazy: unoszonego w górę ucznia i wypatrującego lunetą nauczyciela, to przykłady kolejnych wybitnych plakatów Andrzeja Pągowskiego, będących znakami zmian w polskiej oświacie.

Andrzej Pągowski, człowiek z pasją i talentem, odkrytym dzięki swojej nauczycielce z pasją, zrobił wiele dla rozwoju pasji i talentów polskich uczniów, dla zachęcania do tego polskich nauczycieli. Dzięki mu za to!

6 kwietnia 2012

Lektury historyczne

Temat zmian w nauczaniu historii wywołuje zainteresowanie niepoparte znajomością tematu. Wzięcie udziału w dyskusji na ten temat warto poprzedzić zapoznaniem się przynajmniej z częścią podstawy programowej dotyczącą historii. W 4 tomie podstawy z komentarzem, zawierającym właśnie te fragmenty, można też znaleźć nazwiska członków zespołu autorskiego - autorów komentarzy do podstawy.

Emocje wzbudzał również skład zespołu osób przygotowujących podstawę. Przez ten zespół przewinęło się ponad 100 osób. Niektóre wzięły udział w którymś spotkaniu i potem się nie pojawiły, nie chcąc się dalej angażować. Inne były najwytrwalsze i broniły idei podstawy również publicznie. Osoby naprawdę aktywne i identyfikujące się z podstawą można znaleźć wśród autorów komentarzy w tej 8-tomowej publikacji. Osobą ważną w zespole historycznym była jeszcze śp. Anna Radziwiłł, której ostatnim chyba opublikowanym tekstem był napisany wspólnie z prof. Jolantą Choińską-Miką artykuł o podstawie programowej historii Końca historii nie będzie w Rzeczpospolitej.

Najlepiej widzieć zmiany dotyczące historii w trochę szerszym kontekście potrzeby lepszego przygotowywania absolwentów polskich szkół do studiowania.
Każda zmiana wymaga czasu
Edukacja marzeń. Dobrze przygotowany kandydat na studia

Godne uwagi są także filmiki z wypowiedziami twórców podstawy.
Eksperci o historii 1
Eksperci o historii 2
Eksperci o historii 3
Eksperci o historii 4

W ostatnich dniach w jaskrawy sposób niewiedzę historyczną obecnych absolwentów polskich szkół pokazano na przykładzie pewnego posła. W swoim pokoleniu nie jest od wcale przykładem odosobnionym. Zainteresowanym tematem warto polecić jeszcze linki do niektórych spośród szeregu wypowiedzi, wywiadów i artykułów, których ostatnio ukazuje się mnóstwo.
Józef Przemieniecki w NaTemat.pl
Ligia Krajewska w NaTemat.pl
Sebasian Pawlina w Historia.org.pl
Wywiad ze mną we Fronda.pl
Wywiad ze mną w TokFm: opis i zapis całego wywiadu
Wywiad ze mną w Dzienniku Bałtyckim

Wreszcie warto przeczytać artykuły w tygodnikach z ostatniego tygodnia.
Aleksander Pawlicki w Tygodniku Powszechnym
Joanna Podgórska w Polityce

Zmiana dająca ostatniemu stuleciu dużo lepsze i godniejsze miejsce w nauczaniu historii jest konieczna. Można ją poprzeć składając swój podpis na stronie http://www.takdlahistorii.pl/.

4 lutego 2012

Osobiste, internetowe porządki

Zapraszam na nieco zmodernizowane strony http://www.hall.pl/ i http://katarzynahall.blogspot.com/. W ostatnim czasie zrobiłam tam pewne porządki. Cieszę się, że znalazłam czas na przemyślenie swojego sposobu komunikowania się. Staram się także odpowiadać na prywatne maile oraz wiadomości.

Strona http://www.hall.pl/ została przekształcona w oficjalną stronę dotyczącą mojej aktywności jako posłanki. Strona zawiera teraz relacje z tego, gdzie byłam, w czym uczestniczyłam. Będę tam umieszczać zdarzenia związane z moją aktywnością publiczną. Wszystko to relacjonowane od momentu zaprzysiężenia. Oprócz tego są podstawowe informacje biograficzne, informacje, jak się można ze mną skontaktować, umówić, spotkać oraz moje wypowiedzi medialne, linki do artykułów prasowych, możliwość przejścia do strony sejmowej, Twittera, Bloggera, Facebooka.

Blog prowadzony przeze mnie przy pomocy Bloggera pod adresem http://katarzynahall.blogspot.com/, zawiera wszystko to, co było na nim dotychczas - są tam moje wpisy, robione w miarę systematycznie już od ponad trzech lat - i został w pewien sposób uporządkowany. Każdemu z wpisów oprócz dotychczas występujących etykiet przypisałam przynajmniej jedną z czterech: AKTUALNOŚCI (oznacza, że wpis dotyczy tego co robiłam ostatnio), OSOBISTE (wpis jest związany z moim osobistym życiem i doświadczeniem), POMORSKIE (wpis dotyczy jakichś miejsc i spraw na Pomorzu), SYSTEMOWE (dotyczy moich poglądów dotyczących sytemu edukacji). W mojej ocenie będzie łatwiej w tej już dość sporej liczbie wpisów znaleźć to, co interesuje. Niektóre z wpisów mają oczywiście więcej niż jedną etykietę. Te cztery etykiety zamieściłam u góry strony, żeby podpowiedzieć od razu, że można sobie wybrać jeden z wątków. Oprócz tego oczywiście z boku nadal jest spis wszystkich etykiet oraz możliwość przenoszenia się do poszczególnych miesięcy, także możliwość przejścia do Twittera i Facebooka oraz oficjalnej strony.

Na Twitterze, Facebooku i Naszej Klasie zaczęłam być obecna od mniej niż roku. Na Twitterze śledzi mnie już ponad 1100 osób, na Facebooku mam 840 znajomych, zaś moja obecność na Naszej Klasie przyciągnęła dotychczas... 26 osób. Wydaje się, że czas żywego, codziennego interesowania się tym ostatnim portalem już minął i ci, którzy kiedyś tam założyli swoje konta, przestali już tam systematycznie zaglądać. Swoich 26 znajomych z Naszej Klasy zachęcam do przejawiania swojej aktywności również na Facebooku lub Twitterze (niektórzy zresztą to robią). Myślę, że tam głównie będę starać się być obecna. Twitter jest dla mnie przede wszystkim codzienną, specyficznie działającą prasówką. Facebook daje informacje o życiu wielu przyjaciół i także aktywności znajomych publicznych osób czy organizacji. Natomiast na Bloggerze od ponad trzech lat staram się przedstawiać swoje poglądy oraz opisywać doświadczenia mające dla mnie znaczenie. Ten “remanent” mojej aktywności internetowej to również konkluzja dotycząca zaprzestania aktywności na Naszej Klasie - po miesiącach aktywności na tych trzech wymienionych portalach porównanie zainteresowania nimi wypada zupełnie jednoznacznie i dla tego portalu druzgocąco.

Pewnie jeszcze nieraz będę coś porządkować, uaktualniać i zmieniać na tych stronach, gdzie jestem obecna w Internecie. Udostępniam tam linki do ciekawych artykułów, wpisów, informacji, komunikatów, podobających mi się wierszy i piosenek, zamieszczanych w Internecie przez różne osoby. Myślę, że - bez względu na ostateczne losy ACTA - będziemy mogli dalej to robić! Zapraszam do spotkań - i tych internetowych, i osobistych. Internet ułatwia także umówienie się na osobiste spotkanie...

9 grudnia 2011

Polskie kobiety z Noblem

Znalazłam coś bardzo wspólnego w trzech polskich kobietach tak od siebie różnych powiązanych jednak jakoś nagrodą Nobla. Pomyslałam o tym, gdy bezpośrednio po uczestniczeniu w promocji książki Danuty Wałęsy “Marzenia i tajemnice” obejrzałam przedstawienie poświęcone patronującym szkole polskim noblistom przygotowane na jubileusz 15-lecia przez uczniów Społecznego Liceum Ogólnokształcącego im. Polskich Noblistów w Kwidzynie.

Biografia Marii Skłodowskiej-Curie pokazuje, że 100 lat wcześniej było trudniej. Na jej drodze piętrzyło się wiele przeciwności. Kobietę do Akademii Francuskiej przyjęto dopiero 50 lat później. Wybitny umysł, ogromne osiągnięcia i wielka pracowitość to za mało, gdy jest się kobietą, cudzoziemką, ateistką. Do tego można pomówić, że właściwie to wszystko co jej się przypisuje odkrył mąż, a później już po śmierci męża głównym argumentem przeciwko niej uczynić fakt, że ma kochanka. Opinii publicznej dużo trudniej zrozumieć wartość i sens jej odkryć, dużo łatwiej zajmować się sprawami przecież zupełnie z tymi odkryciami nie powiązanymi.

Nauki matematyczno-przyrodnicze do dziś uważane są za “męskie”. Do tego w przekonaniu wielu osób, na pewno z mojego pokolenia, rolą kobiety jest przede wszystkim zapewnienie sprawnie funkcjonującego domu, a pasje zawodowe, osobiste zainteresowania to sprawa jednak drugoplanowa. Sama wiem jak niełatwo godzić życie prywatne z zawodowym. Natomiast trudno znaleźć mężczyznę, który powie głośno, że dbanie o dom to jego pierwszoplanowe zajęcie, zaś życie zawodowe to raczej do tego dodatek.

Bardzo wyraziście widać te męskie i źeńskie postrzeganie świata w książce Danuty Wałęsy. Głos kobiety, która czuje, że w imieniu wszystkich polskich kobiet, ciężko pracujących na sukcesy “swoich” mężczyzn, odebrała Nobla przyznanego mężowi, będzie na pewno jeszcze długie lata bardzo ważny dla wszystkich tych z nas, które w swoim domu niewiele mogą powiedzieć. Pamiętam życie codzienne, jego trudności - również postrzeganie w nim roli kobiet - w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Główna odpowiedzialność za zapewnienie sprawności domu i nie dopuszczanie w tym domu przez męża do głosu, to codzienność wielu polskich kobiet. Oto jedna z nas powiedziała o tym głośno. To również jej Nobel, ciężko na niego zapracowała.

I wreszcie polska noblistka - Wisława Szymborska. Napisała wiele pięknych i mądrych wierszy, w tym jednen z moich ulubionych “Przy winie”:

Spojrzał, dodał mi urody,
a ja wzięłam ją jak swoją.
Szczęśliwa, połknęłam gwiazdę.
Pozwoliłam się wymyślić
na podobieństwo odbicia
w jego oczach. Tańczę, tańczę
w zatrzęsieniu nagłych skrzydeł.
Stół jest stołem, wino winem
w kieliszku, co jest kieliszkiem
i stoi stojąc na stole.
A ja jestem urojona,
urojona nie do wiary,
urojona aż do krwi.
Mówię mu, co chce: o mrówkach
umierających z miłości
pod gwiazdozbiorem dmuchawca.
Przysięgam, że biała róża,
pokropiona winem, śpiewa.
Śmieję się, przechylam głowę
ostrożnie, jakbym sprawdzała
wynalazek. Tańczę, tańczę
w zdumionej skórze, w objęciu,
które mnie stwarza.
Ewa z żebra, Wenus z piany,
Minerwa z głowy Jowisza
były bardziej rzeczywiste.
Kiedy on nie patrzy na mnie,
szukam swojego odbicia
na ścianie. I widzę tylko
gwóźdź, z którego zdjęto obraz.


Wiersz, napisany wiele lat temu, dla mnie mówi o naszej, kobiecej potrzebie przeglądania się w oczach mężczyzn. Dla Danuty przez długie lata najważniejsze po jej powrocie z Oslo było to, jak ocenił jej wystapienie publiczne Lech. To my same możemy przestać się w końcu czuć, jak gwóźdź, z którego zdjęto obraz. To od nas zależy to, co chcemy publicznie powiedzieć i zrobić. Niech postawy tych trzech wybitnych polskich kobiet nas do tego przekonują.

11 listopada 2011

Gdańska Parada Niepodległości 11.11.11

W Gdańsku już kolejny raz radośnie świętujemy 11 listopada. Uczestników Parady Niepodległości z roku na rok przybywa. W tym roku były po raz pierwszy moje dwie wnuczki. Wszystkich nieusatysfakcjonowanych sposobami spędzania tego dnia w innych miejscach, zapraszam za rok do Gdańska. Zachęćcie się do tego oglądając poniższe zdjęcia.