Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nadzór pedagogiczny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nadzór pedagogiczny. Pokaż wszystkie posty

27 czerwca 2025

Zawracanie głowy ze świadectwami - czy potrzebne? Odpowiedź w trzech punktach

Obrządek wystawiania rocznych ocen z przedmiotów i zachowania, przygotowywania i rozdawania świadectw znowu zaangażował mnóstwo energii i emocji w polskich szkołach i wokół nich. Za chwilę przetoczy się fala chwalenia się przez rodziców świadectwami swoich dzieci lub domowych napięć, gdy ich wygląd jest poniżej czasem zupełnie wygórowanych i nonsensownych oczekiwań. Siła tradycji w tej sprawie jest ogromna. Wielki zasługi miałby ten, kto miałby odwagę się z nią zmierzyć i skutecznie to wszystko znieść. Dlaczego warto i jak to można zrobić, aby było to z pożytkiem a nie szkodą dla jakości edukacji i klimatu społecznego szkół, uzasadniam dalej w trzech punktach.

Po pierwsze: odrzucić szkolne druki corocznych świadectw i kult średniej
W bardzo wielu krajach informacja dla ucznia i rodzica o efektach rocznej pracy jest sporządzana w sposób ustalony w szkole a nie na szczegółowo zdefiniowanym przez rozporządzenie druku. W Polsce szkoła ma prawo o wynikach klasyfikacji bieżącej i śródrocznej informować według własnego pomysłu - może być to również opisowo, bez tradycyjnych ocen szkolnych, natomiast na koniec roku szkolnego już nie.

W szkołach Dobrej Edukacji widzimy sens przygotowywania wszystkim uczniom dyplomów pozytywnie podsumowujących roczną pracę, zwracających uwagę na największe postępy, zmagania lub osiągnięcia ucznia w danym roku. Oprócz tego oczywiście musimy wykonywać ten cały obowiązkowy obrządek ze świadectwami, bez którego mogłoby się spokojnie obyć.

Rozporządzenie o drukach szkolnych, zawierające między innymi wzory świadectw szkolnych, należy do bardzo skomplikowanych, zmieniane jest często, choćby z uwagi na zmieniającą się listę przedmiotów szkolnych. Definiuje się tam nawet liczbę kropek w każdej linijce… Dużej uważności trzeba, aby dla każdego rocznika dobrać odpowiedni rodzaj druku. Wiele szkół korzysta teraz z oprogramowania pomagającego w tej sprawie, ale autorzy tych specjalistycznych programów też mają co roku sporo pracy, aby to wszystko odpowiednio zaktualizować. Tak samo zresztą jak producenci druków do obecnie już mniej popularnego ręcznego wypełniania. 

Sporym przewinieniem jest wystawienie świadectw na nieodpowiednim druku (na przykład wybranym przez pomyłkę akurat już niedobrym zeszłorocznym…). Tego rodzaju pomyłki się zdarzają i mnóstwo nerwów dostarcza ewentualne prostowanie tego. Trzeba wiedzieć, że z uwagi na zmiany programowe poszczególne roczniki uczniów często mają mieć na świadectwach inną listę obowiązkowych przedmiotów szkolnych… Do tego dochodzi potrzeba uważności przy obliczaniu średniej ocen, aby ocenić, czy należy się świadectwo z paskiem czy nie. Zmieniane polityczne decyzje o dodaniu lub likwidacji jakiegoś przedmiotu, czy brać pod uwagę religię, jaki wpływ na świadectwo z paskiem ma ocena zachowania, czy szkoła może doliczyć dodatkowo przez siebie wprowadzone autorskie przedmioty, wszystko to jest na barkach przygotowujących świadectwa, wybierających tu odpowiedni druk, sprawdzających to potem i podpisujących.

No i wszystko to jest po to, żeby po przyniesieniu ze szkoły uczeń pokazał ten ważny dokument babci, która jest go ciekawa i potem schował do szuflady “na pamiątkę”, ewentualnie przedtem dostał jeszcze rytualną burę lub pochwałę od rodziców.

Tak naprawdę wymagające formalnego zdefiniowania powinny być jedynie świadectwa ukończenia szkoły konkretnego typu. One świadczą o poziomie wykształcenia, mogą być przydatne przy aplikowaniu o przyjęcie do szkoły kolejnego poziomu lub do pracy.

Przy przenoszeniu dziecka z jednej szkoły do drugiej w trakcie nauki dokumentem przekazywanym między szkołami są i tak odpisy z arkuszy ocen (też odpowiednio w prawie zdefiniowane i wymagające wypełnienia co roku). “Znormalizowane” świadectwa nie muszą tu być wymagane.

Obowiązek wypełniania tych arkuszy ocen i świadectw wspominam jako najbardziej stresujący biurokratyczny obrządek w pracy nauczyciela już z czasu pełnienia obowiązków wychowawcy klasy w pierwszym roku swojej pracy. Było to ponad czterdzieści lat temu i nic istotnego się akurat w sprawie tego wymogu w szkole nie zmieniło…

Po drugie: zlikwidować ocenianie zachowania
Już w pierwszych latach swojej pracy w szkole spotkałam się z rozpaczą uczniów będących pod naciskami rodziców co do podnoszenia oceny zachowania (tak jak zresztą i innych ocen), aby świadectwo było koniecznie “z paskiem”. Tworzone w szkołach kryteria oceniania zachowania bywają bardzo różne, czym bardziej wymyślono je szczegółowo, tym bardziej posługujący się nimi mają z tym duży kłopot.

Dyskusje na wielu radach klasyfikacyjnych nieraz pokazują przywiązanie części nauczycieli do różnicowania uczniów w tej kwestii. Uczeń, który wielu z nich trochę dokuczy swoim zachowaniem, nie może być przecież “wzorowy”. Taki najbardziej kłopotliwy to musi być “naganny” czy “nieodpowiedni”. Tak naprawdę obniżanie ocen zachowania albo irytuje takich uczniów, którym zależy na wyglądzie świadectwa, albo jest całkowicie obojętne lub też wkurzające dla tych, którzy i tak z dobrymi przedmiotowymi wynikami mają kłopot. Nie widziałam jeszcze ucznia, który poprawił swoje zachowanie pod wpływem oceny. Natomiast jest mi szczególnie przykro, gdy uczeń nadpobudliwy czy mający inny problem z panowaniem nad swoimi emocjami lub trochę nadaktywny w trudnej dla niego rzeczywistości szkolnej, zamiast odpowiedniej pomocy psychologicznej i wsparcia dostaje karę w postaci złej oceny zachowania. Jeśli w szkołach brakuje kompetencji czy specjalistów, żeby odpowiednio tu pomóc, nie łudźmy się, że coś naprawimy samym ocenianiem zachowania. Karanie za nadpobudliwość czy niepokorność uważam za nonsens od bardzo wielu lat, ale znowu tu mamy do czynienia z dużym przywiązaniem do tradycji w tej kwestii.

Szkoły Dobrej Edukacji charakteryzuje mała liczebność grup, indywidualna pomoc mentora każdemu uczniowi i dużo większy odsetek specjalistów w gronie pedagogicznym niż w większości szkół. Takie warunki sprawiają, że uczeń mający problemy z dobrym zachowaniem przechodzący z innej szkoły do tych szkół, zyskuje lepsze warunki do rozwoju i adekwatną do potrzeb pomoc psychologiczno-pedagogiczną i na ogół poprawia się jego funkcjonowanie. Szkoły niepubliczne mają też możliwość odmówienia przyjęcia ucznia, któremu nie są w stanie odpowiedniej pomocy udzielić (najczęściej łączy się to wtedy z radą udania się do specjalistycznej placówki). Wiele szkół publicznych niestety zmaga się z brakiem dostatecznej liczby specjalistów i czasu na indywidualną pracę z uczniami. Zniesienie oceny zachowania może tam skutkować poczuciem jeszcze większej bezsilności przy “trudnych przypadkach”. Na pewno powinno być połączone ze zwiększeniem liczby specjalistów - psychologów, pedagogów - w szkołach.


Po trzecie: oceniać efekty edukacji przedmiotowej w sposób spersonalizowany


Jak najlepiej oceniać efekty edukacji przedmiotowej? - pytanie to nurtuje mnie od początku mojej pracy zawodowej. Jeszcze w latach osiemdziesiątych badałam nauczycielskie ocenianie pracując na Uniwersytecie Gdańskim. Gdy założyłam w 1989 roku szkołę działającą w oparciu o autorski program szkolny wypracowany przez zespół pracowników akademickich, prowadziliśmy tam różne poszukiwania co do innych niż tradycyjne funkcji oceniania pracy uczniów - m.in. prowadzenia doradztwa co do wyboru drogi dalszego kształcenia w oparciu o wyniki tzw. “akcji sprawdzających”. Obecnie wypracowany i obowiązujący w szkołach Dobrej Edukacji standard “ocenianie pomagające rozwijać się” jest efektem wielu badań, doświadczeń i przemyśleń. Przełożenie poziomu spełnienia wymagań szkolnych na końcową cyferkę oceny jest skazane na porażkę (zbadanym faktem jest, że te same efekty pracy uczniów przez różne osoby nauczycielskie oceniane są różnie). Wieloletnie obserwowanie dialogu z wizytatorami kontrolującymi wspierane przeze mnie szkoły, upewnia mnie w przekonaniu, że faktyczna pomoc uczniowi w rozwoju na jego drodze edukacyjnej ma się nijak do tego, co tu jest przez różne kontrole oczekiwane. 

Wiem, jak pomóc szkole odnaleźć się w tym gąszczu biurokratycznych wymogów, a jednocześnie rozsądnie pracować z uczniami. Wiem też, jak trudne jest podejmowanie prób zmieniania prawa w sposób odbiegający od przyzwyczajeń wielu tysięcy ludzi pracujących w systemie. Jednocześnie istotne jest, aby projektować i stosować rozwiązania dające uczniom motywację do faktycznego uczenia się ważnych dla nich umiejętności, nie zaś tylko motywowania do lawirowania dającego możliwie najwyższe oceny cyfrowe.

Tak naprawdę najlepiej byłoby zobowiązać szkoły do realizacji naszego standardu dotyczącego oceniania. Daje się to robić i obecnie, zgodnie z obowiązującym prawem, ale mogłoby być prostsze przy bardziej elastycznych regulacjach prawnych. W szkołach oceniać trzeba: bieżąco, śródrocznie i rocznie. Jak to robimy?

We wrześniu zaczynamy od diagnozy poziomu zaawansowania ucznia i ustalenia indywidualnej listy celów edukacyjnych obowiązującej go w danym roku szkolnym. Cele edukacyjne dla każdej klasy są zdefiniowane w naszym Programie Dobrej Edukacji, służą dobremu radzeniu sobie z ocenianiem i stanowią wybór przewidzianych w podstawie programowej umiejętności najbardziej niezbędnych do pomyślnego kontynuowania nauki. Jeśli na przykład wrześniowa diagnoza pokaże, że uczniowi właśnie przyjętemu do klasy II liceum brakuje jakiejś istotnej umiejętności programowo obecnej wcześniej, jeszcze w szkole podstawowej, zostanie ona dopisana do jego listy celów. Jeśli z tej diagnozy wynika, że niektóre w programie obecne cele są niedostępne do osiągnięcia dla dziecka na przykład z powodu jego niepełnosprawności czy innych ograniczeń, jego lista jest o te cele uboższa (prawo dopuszcza i zaleca odpowiednie dostosowanie wymagań). Jeśli z kolei mamy jasność, że uczeń umie już więcej niż to, co dla jego klasy jest przewidziane jako najważniejsze, możemy dołączyć mu w jego planie realizowanie niektórych celów formalnie przypisanych do klas następnych i nawet zakwalifikować go do grupy zaawansowania z uczniami od niego starszymi. Ważne jest, aby wymagania stawiane przed uczniem były dla niego wyzwaniem na jego miarę, ani za łatwym, ani za trudnym, aby dawały realną szansę na faktyczny postęp i dobre, efektywne wykorzystanie czasu nauki.

Potem już pracujemy z tą listą celów. Ocenianie bieżące polega na tym, że na bieżąco informujemy, jeśli któryś cel został osiągnięty. Przy klasyfikacji okresowej robimy małe podsumowanie, jaki udało się osiągnąć postęp. Wymieniamy, co się udało, jakie ważne umiejętności są do nadrobienia. Staramy się komunikat w tej sprawie redagować pozytywnie, z jednym wyjątkiem - jeśli postępów zupełnie brak lub jest ich bardzo, bardzo mało, mamy obowiązek poinformować o zagrożeniu niepromowaniem.

Przy klasyfikacji rocznej mamy obecnie obowiązek przełożyć tę listę osiągniętych celów na stopnie. Zabiera to tak naprawdę ostatni miesiąc pracy, który poświęcamy głównie na ustalanie najpierw “ocen przewidywanych”, potem proponowanie możliwości ich podniesienia, następnie na nadrabianie, sprawdzanie, w razie potrzeby dodatkowe egzaminowanie. Gdyby była możliwość takiego opisowego oceniania też na koniec roku szkolnego, a wymóg przełożenia tego opisu na stopnie wyłącznie na świadectwie ukończenia szkoły, byłoby dużo łatwiej.

W szczególnych, uzasadnionych przypadkach można dopuścić powtarzanie klasy, analogicznie jak to jest obecnie we wczesnej edukacji, gdzie nie mamy stopni i z założenia wszyscy są promowani, chyba że rodzice i nauczyciele uznają, że dla dobra dziecka (na przykład dużo chorującego, rozwijającego się trochę wolniej) korzystniejsze będzie powtórzenie klasy. Dla uczniów mających orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego mamy możliwość podjęcia decyzji o wydłużeniu etapu edukacyjnego, gdy widać, że to będzie z korzyścią dla lepszych postępów dziecka. Takie decyzje mogłyby być dostępne także dla dzieci bez orzeczeń, zamiast piętnowania tych dzieci jedynkami. Obecnie dość rzadkie, choć dopuszczalne prawem jest wcześniejsze niż standardowe zaczynanie edukacji lub realizowanie dwóch lat nauki w rok. Jednocześnie na ogół odbierane jako coś bardzo negatywnego jest “repetowanie” klasy. Tymczasem dobra byłaby zasada elastycznego decydowania przez nauczycieli, oczywiście po konsultacji z rodzicami o możliwości przyspieszenia lub opóźnienia tempa nauki, a także zasada, która jest realizowana w szkołach Dobrej Edukacji, że każdy uczy się we własnym tempie, robi postępy zgodnie z własnymi możliwościami i swoją - zaplanowaną dla niego - Indywidualną Drogą Edukacyjnego Rozwoju. Zamiast targować się o oceny, poświęcalibyśmy uwagę umiejętnościom, które są potrzebne do pomyślnego kontynuowania nauki i na nabycie których potrzebny jest odpowiedni czas, czasem potrzebne jest tego czasu trochę więcej, dodatkowa indywidualna pomoc, która może być w szkołach oferowana.

Podsumowując, moje propozycje: zniesienie świadectw rocznych, zniesienie oceniania zachowania, możliwość przedmiotowego opisowego oceniania także rocznego, jedynie z udzieleniem promocji lub nie, zależnie od postępów. W arkuszach ocen wpisywany jedynie fakt udzielenia promocji. Sformalizowanie tylko świadectw ukończenia szkoły. Szkolne roczne ocenianie i format świadectw autorstwa szkoły. Szkoła może pozostać też przy ocenianiu tradycyjnym, ale ma pełną swobodę przy przejściu na podejście opisowe. Musi jedynie zdefiniować i podać na początku roku szkolnego każdemu uczniowi, które umiejętności są mu niezbędne do uzyskania promocji.

23 czerwca 2025

Czarnek - lekcja Giertycha




Działalność ministrów edukacji zawsze śledziłam z dość dużym zaangażowaniem. Od niej zależał los szkół, za które odpowiadałam i potrzebowałam orientować się w kierunkach ich pracy. Wśród ministrów odpowiedzialnych za edukację od 1989 roku wyróżniłabym kilka rodzajów postaw:
  • starający się wykonywać swoją pracę merytorycznie;
  • urzędujący robiąc jak najmniej;
  • działający jak żołnierze partyjni;
  • skupieni na radykalnej autopromocji.

Chyba każdego z ministrów można zaliczyć mniej lub bardziej wyraziście do którejś z tych grup. Wydaje się, że analogiczną klasyfikację można przyłożyć do każdego rodzaju ministrów, jak i też nawet do poszczególnych prezydentów. Czuję się merytorycznie przygotowana do analizy działań w obszarze edukacji, dlatego swoje rozważania do niego ograniczę. Mam zwyczaj śledzić i czasem komentować raczej poszczególne proponowane rozwiązania niż postawy ludzi - ministrów. Jednak gdy obejrzałam wywiad z Przemysławem Czarnkiem jako potencjalnym kandydatem na szefa kancelarii przyszłego prezydenta, pomyślałam sobie, że warto jemu uwagę poświęcić, zastanawiając się jednocześnie, jaką lekcję wyciąga z postawy swojego - najbardziej do niego zbliżonego stylem działania - poprzednika.

Do starających się działać merytorycznie dla dobra i jakości edukacji, z pożytkiem dla uczniów, zaliczyłabym na pewno ministrów Samsonowicza (rząd Mazowieckiego), Handkego i Wittbrodta (rząd Buzka), a także siebie (pierwszy rząd Tuska). Na pewno każdy miał jakieś wady, naraził się jakimś grupom społecznym, ale nie można im odmówić myślenia merytorycznego, na rzecz dobrej edukacji.

Do całkiem sprawnych “żołnierzy partyjnych” zaklasyfikowałabym przede wszystkim Krystynę Łybacką (SLD), Krystynę Szumilas (PO) i Annę Zalewską (PiS). Miały merytoryczną znajomość systemu edukacji, ale głównie starały się wypełniać życzenia swoich partyjnych szefów. Nie uchroniło ich to przed wymianą na następców działających w ramach tej samej opcji, żadna nie dotrwała do końca kadencji parlamentarnej.

Tych, którzy działali mało lub wcale raczej szkoda wymieniać, jedynie niektórzy wyróżnili się tym, że mieli bardziej wyrazistych czy merytorycznych zastępców. Warto w tej grupie zauważyć Zdobysława Flisowskiego z rządu Hanny Suchockiej (o skróconej kadencji), którego wyrazistymi i jednocześnie ciekawie merytorycznie działającymi zastępcami byli Anna Urbanowicz i Kazimierz Marcinkiewicz. Ten drugi był potem bardzo sensownym przewodniczącym Rady Konsultacyjnej do spraw reformy edukacji narodowej, działającej przy rządzie Jerzego Buzka. Gdyby nie został jeszcze premierem i mężem pewnej Izabeli, moglibyśmy go wspominać głównie z tego, że na edukacji naprawdę się znał.

Pierwszym ministrem, który postanowił wykorzystać stanowisko ministra edukacji przede wszystkim do promocji swoich radykalnych poglądów i swojej osoby, był Roman Giertych. Jego program “Zero tolerancji” do szkół wprowadził wtedy strach. Na jego podstawie powoływano tzw. “trójki giertychowskie” wzbudzające lęk wśród młodzieży i kadry pedagogicznej. Zdarzało się, że wylęknieni nauczyciele z byle powodu wzywali policję do szkół. Słowo “tolerancja” zamiast pozostać określeniem ważnej wartości wychowawczej stało się straszakiem. Na pewno był najgorszym ministrem edukacji pierwszego trzydziestolecia III RP. Cechował go kompletny cynizm i brak wrażliwości na potrzeby dzieci. Przez ostatnie lata przeszedł zadziwiającą ewolucję, mając teraz zwolenników po zupełnie innej stronie sceny politycznej. Niestety obserwowałam z bliska jego wcześniejszą postawę i trudno mi obecnie uwierzyć w inne niż cyniczne przesłanki jego działań.

Z tego wzoru postawy postanowił skorzystać minister Czarnek. Wydaje się, że sama szkolna edukacja mało go interesowała, natomiast znaczące podniesienie swojej rozpoznawalności i nagłośnienie swoich radykalnych poglądów, jak najbardziej. Niestety drugi przykład pójścia tym torem to Barbara Nowacka. Tylko zamiast walki z osobami LGBT, mamy tu radykalną walkę z Kościołem. Cel nawet był zdaje się ten sam: kierowanie Kancelarią Prezydenta. Być może Przemysławowi Czarnkowi będzie dane ten cel osiągnąć. Jego ostatnie wypowiedzi już pokazują pewną ewolucję, większe ważenie słów. Ciekawe, czy za parę lat przejdzie podobną ewolucję poglądów i działań jak Roman Giertych? Życzę zarówno Przemysławowi Czarnkowi, jak i Barbarze Nowackiej, aby aż tak istotnych przemian nie przechodzili, bo w wypadku ich znanego poprzednika robi się to już groteskowe. Ale trochę umiaru by się im przydało, zarówno dla dobra edukacji, jak i dla dobra prezydenta…

6 czerwca 2025

Szkoła powinna być ponad podziałami

To, jaka jest szkoła, ma bardzo duży wpływ na społeczne nastroje. Uczniowie i ich rodziny - rodzice, dziadkowie oraz nauczyciele to spora część naszego społeczeństwa. Chcą czuć się w szkole szanowani i rozumiani. Nie jest przypadkiem odchodzenie wielu młodych ludzi od zawodu nauczyciela, trudności w znalezieniu fachowej młodej kadry w wielu szkołach. Pierwszą potrzebą systemu edukacji jest obecnie traktowanie nauczycieli z szacunkiem, zaufanie ich kompetencjom, bez ulegania pokusie zaprzęgnięcia szkoły do walki politycznej na jakimkolwiek odcinku.

W każdej szkole spotykają się dzieci wyborców wszystkich ugrupowań politycznych. Ich oczekiwania co do priorytetów wychowawczych i dydaktycznych mogą być bardzo różne.

Z jednej strony powinno nam zależeć na jakości edukacji, dobrych wynikach całego systemu, ale też na spersonalizowanym podejściu do potrzeb uczniów i ich rodzin.
 
Nauczyciel najczęściej jest dobrze wykształconym człowiekiem. Gdy na co dzień spotyka się z rodzicem, stara się komunikować z nim z poszanowaniem jego świata wartości, tak samo też komunikować się z jego dzieckiem.

Jeśli na czele ministerstwa edukacji nie mamy kogoś rozumiejącego tę kwestię, zaś staje tam osoba, która ostro przeciwstawia się wartościom sporej części naszego społeczeństwa, od razu stawia całe rzesze rodziców i nauczycieli w sytuacji bardzo niekomfortowej. Często czują się oni skłaniani do wykonywania działań wbrew swoim przekonaniom, wiedzy, umiejętnościom, bez odpowiedniego wsparcia.

Wyborcy do 30 roku życia - czyli urodzeni i wychowani już po roku 1995 - poszli dość masowo na wybory i na ogół zagłosowali przeciwko siłom dotychczas dominującym na scenie politycznej. Dla nich czasy PRL-u, w których indoktrynacja wychowawcza była właściwie standardem, to już prehistoria, pewnie coś podobnie odległego, jak dla mojego pokolenia wspomnienia rodziców o II wojnie światowej. “Cykl produkcyjny” systemu edukacji trwa jednak bardzo wiele lat. W końcu, po tych ponad 30-tu latach reformowania edukacji na różne sposoby, uzyskaliśmy pożądany efekt edukacji obywatelskiej - dość masowe uczestnictwo młodych osób w wyborach, ale jednocześnie przeciwstawienie się przez nich obecnie i poprzednio rządzącym.

Dużo liczniejsze są starsze roczniki wyborców i to one w końcu przesądzają o wynikach wyborów. Rowy i podziały polityczne wykopane w najstarszych pokoleniach są bardzo trudne do zasypania. Najbardziej smuci wola odtwarzania tych podziałów wśród najmłodszych, także w szkołach. Podczas szkolnej edukacji powinniśmy kształtować umiejętność prowadzenia dialogu, okazywania szacunku osobom o odmiennych poglądach, przekonaniach, dbania o kulturę dyskusji, dobór merytorycznych argumentów. Bez względu na to, czy ktoś wojuje z religią w szkole, czy z osobami LGBT, jedno i drugie jest wychowawczo naganną postawą. Zarówno ci, którym zależy na religijnym wychowaniu dzieci, jak i osoby mające w rodzinach osoby LGBT, są rodzicami i nauczycielami w naszych szkołach i zasługują na szacunek - szacunek ze strony uczniów, innych rodziców, innych nauczycieli, a przede wszystkim ministrów edukacji i dyrektorów szkół, jakoś od postaw ministrów i ich wytycznych zależnych.


16 grudnia 2024

Mój gotyk czyli marzenie o autonomii polskiej szkoły

Patrzenie w gotyckie sklepienia zawsze dawało mi siłę do realizacji marzeń. Gdy w pożarze obracają się w gruzy, to tak, jakby walił się świat ideałów mojej młodości.

Na zdjęciach odbudowane sklepienia, wcześniej spalone - wnętrze Katedry Notre Dame w Paryżu (za onet.pl) oraz wnętrze Kościoła św. Katarzyny w Gdańsku (za karmelici.pl).





Marzenie o autonomii szkoły po raz pierwszy próbowałam zrealizować uczestnicząc w tworzeniu w 1989 roku istniejącego do dziś Gdańskiego Liceum Autonomicznego. Wymyślona wtedy nazwa “szkoły autonomiczne” zyskała później szersze znaczenie - stała się synonimem szkół tworzonych niezależnie.

Przez dalsze swoje życie zawodowe, w różnych miejscach i rolach, starałam się działać na rzecz jak największej autonomii nauczyciela, dyrektora szkoły, organu prowadzącego szkołę - przekazywania im możliwie najszerszych uprawnień. Niestety zmiany prawne ostatnich lat poszły w innym kierunku. Nauczyciele i dyrektorzy szkół są przytłoczeni pogłębiającym się brakiem do nich zaufania, potrzebą nieustającego i coraz bardziej szczegółowego udowadniania, że dobrze pracują na rzecz uczniów.

Jarosław Pytlak ostatnio napisał Skąd w szkołach tyle biurokracji?! - o przytłaczającej konieczności sporządzania szczegółowych notatek “na wszelki wypadek”. Niestety również z doświadczenia organizacji, w której pracuję, wynika, że nie jest to zbędna zapobiegliwość, a przewidywana całkiem realna możliwość skargi na szkołę do różnych organów i następujących potem kontroli, które można przejść pomyślnie tylko mając odpowiednią liczbę odpowiednio szczegółowych notatek służbowych…

To tylko drobiazg na tle zapowiadanych zmian w sposobie finansowania i dotowania oświaty przez państwo. Dla kadry kierowniczej wspieranych przez nas szkół zorganizowaliśmy na ten temat szkolenie CDS OMNIA, które utwierdziło nas, że nasz ważny cel, jakim są innowacyjne rozwiązania organizacyjne, umożliwiające efektywną i przyjazną pracę z uczniami o zróżnicowanych potrzebach, schodzi na dalszy plan, najważniejsze będzie teraz bardzo szczegółowe opisywanie godzin pracy z uczniami w SIO i ODPN, gdyż może się okazać, że bez tego nie będzie już za co tej pracy prowadzić… Na razie trzeba zaprojektować dodatkowe godziny pracy administracyjnej… Oprócz tego, przyjęte rozwiązania prawne spotęgują nieufność samorządów wobec dotowanych przez nich szkół i placówek niepublicznych oraz wobec władzy centralnej, która ustaliła bardzo skomplikowanie sposób przekazywania pieniędzy na zadania oświatowe. W uproszczeniu: samorządowcy mogą mieć obawy, że celem władzy centralnej jest - poprzez te skomplikowane algorytmy - spowodowanie w dalszej perspektywie oszczędności kosztem samorządu na zadaniach oświatowych i tę swoją rodzącą się tu nieufność przerzucą w stronę dotowanych szkół, tam szukając “winnego” “nadmiernych” kosztów. Niestety, jeśli ten kierunek zmian w prawie się utrzyma, obstawiam, że kontroli będzie coraz więcej i będą coraz bardziej szczegółowe, nieufność w systemie będzie rosła.

Kontrole z samorządów i z kuratoriów są w szkołach najczęstsze, choć oczywiście bywają też inne. Osoby kuratorów oświaty niedawno się zmieniły, ale ich uprawnienia nie.

Ostatni projekt stanowiska Pomorskiej Rady Oświatowej, społecznego organu systemu oświaty, reprezentującego różne instytucje i środowiska Pomorza, którego jestem członkinią (nadal mało przy którym samorządzie takie Rady są, choć mogą od wielu lat być przy każdym), mówiącego o zwiększeniu autonomii samorządów jako organów prowadzących szkoły, wywołał spore kontrowersje i dyskusję wśród członków. Poniżej kilka fragmentów:

Pomorska Rada Oświatowa za pozytywne uznaje rozpoczęcie prac nad przygotowaniem istotnych, długofalowych i kompleksowych zmian w polskim systemie oświaty.
Rada przypomina, że przepisy wprowadzone w latach 2017-2018 w ustawach Prawo oświatowe oraz Karta Nauczyciela, poprzez rozszerzenie uprawnień organu sprawującego nadzór pedagogiczny, ograniczyły samodzielność samorządów w zarządzaniu edukacją, w szczególności w takich obszarach jak:
  • ustalanie sieci publicznych przedszkoli i szkół;
  • zakładanie, przekształcanie i likwidowanie szkół;
  • zatwierdzanie corocznej organizacji przedszkoli, szkół i placówek;
  • zatrudnianie i ocena pracy dyrektorów szkół i placówek.
Uprawnienia samorządów w tych obszarach są szczególnymi instrumentami o charakterze zarządczym, służącymi realizacji lokalnej i regionalnej polityki oświatowej. Rada zauważa, że uzależnianie samorządu w tych obszarach od decyzji kuratora oświaty jest ograniczeniem samodzielności władz samorządowych, które za te zadania ponoszą odpowiedzialność i są rozliczane przez mieszkańców w ramach demokratycznych narzędzi. Rada wyraża oczekiwanie wyraźnego określenia i rozdzielenia kompetencji organów samorządowych i organu nadzoru pedagogicznego.
Rada za konieczne i pilne uznaje przywrócenie regulacji prawnych wypełniających ustrojową zasadę samodzielności i odpowiedzialności samorządu terytorialnego w wykonywaniu zadań publicznych w obszarze edukacji.


Przeciwnicy tego stanowiska byli za wzmacnianiem w systemie roli państwa i kuratorów oświaty. Nawet gdyby jeszcze za tym szło pełne finansowanie zadań oświatowych, nie da się w tak dużym kraju centralnie dobrze dbać o efektywne realizowanie tych zadań. Czym więcej wolności ma swojej pracy nauczyciel, dyrektor szkoły, organ prowadzący, tym większa jest szansa, że będzie podchodził do swojej pracy z autentycznym zaangażowaniem, poczuciem sprawczości i satysfakcji.

Na zakończenie dodam tu kilka zdań wybranych z ostatniego rozdziału Perspektywa osobista mojej, wydanej w 2022 roku książki Szkoła przyszłości. Jakich zmian potrzebujemy w edukacji?. Piszę w nim o spojrzeniu na edukację przez pryzmat swoich doświadczeń rodzinnych i fascynacji z młodości. W ostatnim zdaniu wyraziłam nadzieję i oczekiwanie, że przywracanie autonomii polskiej szkoły zdarzy się wkrótce, oby szybciej niż odbudowa Notre Dame.

Budowanie dobrej edukacji to moja pasja i spełnianie marzeń. Symbolem marzeń były zawsze dla mnie gotyckie kościoły. Gdy byłam nastolatką, czasem przyciągał mnie klimat świętej Katarzyny, czasem wygrywała Elżbieta, niekiedy Józef albo Mikołaj. Gdy odwiedzał mnie ktoś z innych rejonów Polski, prawie zmuszałam do spaceru po gdańskich gotyckich świątyniach. Bo jeszcze jest Jan, Brygida, Barbara, Piotr i Paweł, no i oczywiście kościół Mariacki i katedra oliwska. Każde z tych miejsc ma coś niepowtarzalnego, jakieś piękne detale czy interesujące elementy całkiem współczesnego wystroju. Ogrom Mariackiego, barokowe bogactwo wystroju Mikołaja, oliwskie organy, współczesne witraże Józefa i Barbary, w każdej bocznej kaplicy inne sklepienia u Katarzyny – to moje fascynacje z młodości.
Oglądałam z bliska sporo ogromnych i pięknych francuskich budowli gotyckich, ale moje osobiste emocje wiążą się przede wszystkim ze sklepieniem w świętej Katarzynie w Gdańsku. To tam szukałam swoich marzeń jako nastolatka i widziane później gotyckie sklepienia, może obiektywnie wielokroć bardziej sławne, wielkie i piękne, zawsze będą mi przypominać tamte…
Gdy widziałam w telewizji tragiczny, łamiący serce pożar katedry Notre Dame, miałam przed oczami gdańską tragedię – pożar mojej ukochanej, obecnie już odbudowanej świętej Katarzyny. Patrzenie w gotyckie sklepienia zawsze dawało mi siłę do realizacji marzeń. Gdy w pożarze obracają się w gruzy, to tak, jakby walił się świat ideałów mojej młodości.
Burzenie, które zafundowała nam pani minister Zalewska i jej następcy, wymaga mozolnej odbudowy. Teraz przed nami odbudowa autonomii polskiej szkoły. Chcę wierzyć, że nastąpi to szybciej niż odbudowa Notre Dame.


Wydawało mi się wtedy, że odbudowa Notre Dame to bardzo trudne i wieloletnie zadanie. Nie doceniłam sprawności państwa francuskiego i wielkiej ofiarności całego świata na ten cel. Natomiast mój polski polityczny optymizm był nadmierny. Katedrę Notre Dame właśnie otwarto, zaś nieufność w polskim systemie oświaty dalej rośnie a zmian redukujących uprawnienia kuratorów nie widać…

22 września 2021

Powrót do przeszłości. Cała wstecz. Uwolnić szkołę.

Trzy istotne dla mnie wypowiedzi, w trzech różnych mediach, które ukazały się w ostatnim czasie. Polecam uwadze.


Rozmowa z Piotrem Skurą w Głosie Nauczycielskim nr 37 z 15 września 2021 r. - link do wydania elektronicznego numeru Głosu.






Rozmowa z Aleksandrą Pawlicką i Aleksandrem Hallem w Newsweeku nr 37 z 13 września 2021 r. - link do tekstu na stronie Newsweeka.






Tekst w dziale Opinie Rzeczpospolitej z 10 września 2021 r. - pełna wersja dostępna pod tym linkiem.






2 kwietnia 2020

Autonomia i relacja

Minęły właśnie trzy tygodnie, odkąd przestała działać tradycyjnie zorganizowana szkoła. Moje rekomendacje dla organów nadzoru i prowadzących są takie, aby - w oparciu o nowe przepisy o edukacji w czasach epidemii - w pełni zaufali dyrektorom, oddali im w końcu autonomię w zarządzaniu szkołą. To oni znają swoją kadrę, swoich uczniów i ich rodziny, po prostu wiedzą, co w konkretnych realiach może się sprawdzić, jakie są potrzeby i możliwości. Być może będzie wśród nich ktoś, kto wyzwaniu nie sprosta idealnie, ale zarzucenie wszystkich kontrolnymi ankietami, kierowane obawą o to, nikomu nie pomoże… Zaś przyspieszony kurs samodzielności może pomóc wielu.

Nie da uczyć się i nauczać w sposób, do którego byliśmy dotychczas przyzwyczajeni. Trzeba szukać nowych dróg. To poszukiwanie dotyczy zarówno ucznia, jak i nauczyciela, ale także rodzica, który jest teraz na co dzień z różnymi rozterkami i trudnościami swojego dziecka.



21 marca 2020

Od rodziców wiele zależy - ważne trzy prośby



Przyspieszone reformowanie polskiej szkoły przez koronawirus dotyczy nie tylko porozumiewania się na odległość, ale też relacji rodzic - nauczyciel. To również pole, gdzie czasem wiele szwankowało i było wiele do zrobienia. Jeśli na tym polu także osiągniemy postęp, minister Piontkowski przypisze sobie spore zasługi. Jeśli natomiast cała trudna dla wszystkich sytuacja doprowadzi do eskalacji wzajemnych pretensji i roszczeń, minister ustawi się w roli Wielkiego Arbitra - Nadzorcy wytykającego błędy. Od razu powiem: chyba lepiej, żeby miał zasługi...

28 kwietnia 2018

Ewaluacja w Akademii Dobrej Edukacji w Gdańsku

Najstarsze Akademie Dobrej Edukacji - w Gdańsku i w Warszawie - działają już piąty rok.  Akademie w Jarocinie i Jabłonnie są w trzecim roku swojego istnienia. W tym roku najprawdopodobniej powstaną kolejne Akademie - w Pruszczu Gdańskim i w Koszalinie. Ich dokumenty zostały już przygotowane a rejestracja jest w toku.

Nasze metody pracy wzbudzają spore zainteresowanie, ale spotykamy też głosy sceptyków. Więcej o naszej historii pisałam tu ostatnio w styczniu. Każda z naszych szkół przechodziła po uruchomieniu kuratoryjną kontrolę, ale w tym roku po raz pierwszy spotkała nas kuratoryjna zewnętrzna ewaluacja. Odbyła się w Liceum Akademii Dobrej Edukacji im. Macieja Płażyńskiego w Gdańsku i dotyczyła spełniania dwóch wymagań:
1. Procesy edukacyjne są zorganizowane w sposób sprzyjający uczeniu się.
2. Kształtowane są postawy i respektowane normy społeczne.

Byliśmy bardzo ciekawi, jak zewnętrzni ewaluatorzy ocenią nasz sposób pracy, stosowane przez nas jednak nietypowe rozwiązania organizacyjne, statutowe, programowe. Wnioski z ich pracy są oparte o analizę naszych dokumentów, ankiety i wywiady robione z naszymi uczniami, rodzicami i pracownikami. Przeczytaliśmy je z przyjemnością. Teraz, zapraszając kolejnych uczniów do naszej Akademii w Gdańsku, możemy opowiedzieć, jak w niej jest, cytując te wnioski z ewaluacji:


17 lipca 2017

Brońmy sądów, odwaga w myśleniu i działaniu jest nam bardzo potrzebna

To, co ma stać się z sądami, ma fundamentalne znaczenie dla każdego z nas. Andrzej Blikle w swoim tekście o ugotowanej żabie pokazał to z perspektywy przedsiębiorcy. Poszanowanie prawa jest bardzo ważne z perspektywy każdego obszaru życia, także dla tych z nas, którzy są skupieni na sprawach oświatowych.

Środowiska oświatowe dawały wyraz różnego rodzaju niepokojom, związanym ze zmianami prawa oświatowego. To, co staje się teraz, jest jednak wielokrość istotniejsze i groźniejsze. Sąd działający na zlecenie polityczne może nam zabrać odwagę myślenia i działania.

Już w 1989 roku zajęłam się zakładaniem i prowadzeniem szkół, realizujących wizję dobrej edukacji, wypracowaną w gronie bliskiego mi środowiska akademickiego i nauczycielskiego. Takich środowisk zaczęło się wtedy pojawiać więcej. Zyskaliśmy prawo do realizowania swoich wizji. Prawo oświatowe od tego czasu zmieniało się wielokrotnie. Dyrektor każdej szkoły najlepiej wie, ile pracy może przysporzyć zmiana prawa oświatowego. Ten, kto zarządzaniem oświatą zajmuje się dłużej, przeżył już niejedną zmianę: podstaw programowych, ramowych planów nauczania, organizacji nadzoru pedagogicznego, organizacji pomocy psychologiczno-pedagogicznej i szeregu innych rozporządzeń, mających bezpośredni wpływ na codzienną szkolną rzeczywistość.

Czym bardziej nasza wizja szkoły jest ciekawa i autorska, tym tej pracy jest więcej. Jeśli uczymy nie w oparciu o ogólnie dostępne "gotowce", ale autorskie programy i założenia organizacyjne, każda zmiana prawa przysparza dziesiątków godzin pracy całej naszej kadrze. Musimy bardzo dobrze znać to stale zmieniające się prawo, aby przy każdej zmianie umieć naszą autorską wizję w nie wpisać.

Zajmowałam się tym sporo lat, wróciłam do korzystania z tych swoich kompetencji w 2012 roku, gdy założyłam Stowarzyszenie Dobra Edukacja, prowadzące obecnie 8 szkół. Zawsze miałam odwagę stanąć wobec nadzoru pedagogicznego i innych kontroli i uzasadniać, że to, co robimy, choć mocno odbiega od przyjętych schematów, jest zgodne z prawem i wartościowe.

Szukanie nowych dróg w edukacji też jest obecnie zagrożone. Również dyrektor szkoły, gdy spotkają go decyzje różnego rodzaju kontroli i nadzoru, ograniczające lub zabierające mu możliwości działania, ma prawo pójść z tym do sądu. Nawet, jeśli ten sąd działał wolno i nie po naszej myśli, była tam droga odwoławcza i towarzyszyło nam przekonanie, że jeśli w naszym działaniu dołożyliśmy należytej staranności i szanujemy prawo, to w końcu sprawiedliwość zwycięży. Wiara w prawo i sprawiedliwość jest nam właśnie zabierana przez Prawo i Sprawiedliwość.

Dlatego wczoraj byłam pod Sądem Okręgowym w Gdańsku.

26 listopada 2016

O "dobrej zmianie" z perspektywy Dobrej Edukacji

Zanim powstała nazwa Akademia Dobrej Edukacji, w pewnym momencie, w 2013 roku, robocza wersja naszego pierwszego statutu i logotypu zawierała nazwę Dobra Szkoła. Taką nazwę zawierają teraz wszelkie materiały promocyjne “dobrej zmiany” MEN. Chyba możemy czuć się prekursorami...


Pierwszy projekt logotypu warszawskiej Akademii.


Pierwszy logotyp gdańskiej Akademii.


Aktualnie stosowany przez wszystkie Akademie logotyp.


Logotyp “dobrej zmiany” - ta  nazwa i kolory przypominają nam nasze początki...

Tworzymy i cały czas doskonalimy rozwiązania stosowane w Akademiach Dobrej Edukacji. Jesteśmy w trudnym czasie. Nasze innowacyjnie zorganizowane szkoły dostosują się do zmian w prawie oświatowym, jakie by one nie były. Zajmie to nam jednak trochę energii, która pewnie mogłaby być lepiej wykorzystana. Zaczynaliśmy tworzyć naszą koncepcję w 2012 roku, od września 2013 roku wdrażać ją w Akademiach w Warszawie i Gdańsku, skupiających najpierw po kilku uczniów. Aktualnie mamy po kilkudziesięciu uczniów zapisanych do czterech Akademii - zespołów szkół - działających pod czterema adresami. Zespoły pracujące obecnie w Jarocinie i Jabłonnie wystartowały w 2015 roku.

We wrześniu 2016 roku zarejestrowane Akademie Dobrej Edukacji to:
  • Gdańsk: szkoła podstawowa, gimnazjum, liceum;
  • Warszawa: szkoła podstawowa, gimnazjum;
  • Jarocin: szkoła podstawowa, gimnazjum;
  • Jabłonna: przedszkole, szkoła podstawowa.

Chcemy pod tymi adresami, które mamy, działać zgodnie z prawem oraz realizować w pełni nasze założenia. Jak już pomyślnie dostosujemy wszystkie nasze dokumenty programowe do zmienianych wymogów prawnych, przyjdzie znowu czas na dzielenie się naszymi doświadczeniami.

Kończymy realizować wspierany przez Fundację PZU projekt Współpraca na rzecz dobrej edukacji, w którym staraliśmy się zidentyfikować najważniejsze wymiary funkcjonowania nowoczesnych przedsięwzięć edukacyjnych. Analizowaliśmy pracę szeregu instytucji i organizacji. Zależało nam na podjęciu lub poszerzeniu wymiany doświadczeń, wzajemnej inspiracji.

Akademie Dobrej Edukacji charakteryzuje przede wszystkim:
  • odejście od systemu klasowo-lekcyjnego i tradycyjnego oceniania;
  • towarzyszenie w rozwoju;
  • działania włączające uczniów o zróżnicowanych potrzebach.

Nie zidentyfikowaliśmy wielu podmiotów, w których obecne są te trzy aspekty jednocześnie. Jednak w każdym z wymienionych obszarów znaleźliśmy sporą grupę potencjalnych partnerów do współpracy.


Odejście od systemu klasowo-lekcyjnego i tradycyjnego oceniania


Jest sporo szkół i organizacji stosujących metody nie-klasowo-lekcyjne oraz pracujących bez oceniania stopniami szkolnymi. Praca w grupach różnowiekowych oraz zastąpienie tradycyjnych stopni czy punktów ocenami opisowymi jest prawnie możliwe i bywa stosowane w szkołach publicznych. Działa to również między innymi:
  • w szkołach Montessori, 
  • przy edukacji domowej,
  • przy edukacji demokratycznej. 

Jest wiele miejsc mogących być źródłem wymiany doświadczeń i inspiracji w zakresie zbliżonych rozwiązań organizacyjno-dydaktycznych.

Odejście od rozwiązań klasowo-lekcyjnych sprawia, że uczeń pracuje w różnych grupach, pełniąc w nich różne role: pogłębia zainteresowania, rozwija zdolności, pomaga młodszym, realizuje interesujące go projekty, szuka pomocy w nauce, gdy napotka trudności. Siłą rzeczy nie ma też zastosowania tradycyjna rola wychowawcy klasy.


Towarzyszenie w rozwoju


W Akademiach Dobrej Edukacji każdy uczeń ma swojego mentora, który stara się pomagać uczniowi planować swoją edukację oraz towarzyszy na drodze edukacyjnej. Przy okazji ma formalne zadania zazwyczaj przynależne wychowawcy.

Wspieranie uczniów bywa realizowane w różnych organizacjach, spotkaliśmy też różne nazwy dla osób zaangażowanych w udzielanie podopiecznym wsparcia w rozwoju:
  • tutor,
  • mentor,
  • opiekun,
  • motywator zmiany,
  • mistrz,
  • doradca edukacyjno-zawodowy.

Organizacje promujące i prowadzące tutoring, mentoring, czy doradztwo edukacyjne działają czasem zupełnie niezależnie od szkół, opiekując się osobami o rozmaitych potrzebach poza szkołami, lub też działają przy szkołach, obejmując opieką niektórych uczniów, wymagających jakiegoś szczególnego wsparcia. Ich doświadczenia są nam bardzo przydatne w planowaniu uczniom dobrej pomocy.


Działania włączające uczniów o zróżnicowanych potrzebach


Do Akademii Dobrej Edukacji trafia wielu uczniów jakoś nietypowych, którzy czasem męczą się lub nudzą w “zwykłej” szkole. Szczególnie ważnymi partnerami do współpracy w dobrym planowaniu pracy z takimi uczniami są organizacje wyspecjalizowane:
  • w pomocy uczniom z różnymi uzdolnieniami,
  • w pracy z dziećmi z konkretnymi niepełnosprawnościami,
  • w pomocy uczniom z innymi szczególnymi potrzebami (np. osobom zagrożonym wykluczeniem społecznym, w tym cudzoziemcom).

Każda z tych specjalizacji to jednocześnie szereg pomysłów i metod, z których warto czerpać. Otwartość na “inność”, przyjęcie założenia, że każdy z nas jest jakoś “niezwyczajny” cechuje edukację, w której brak jest miejsca na rywalizację, w której mierzymy każdego własną miarą, ciesząc się z jego postępów i rozwoju. Grupa zróżnicowana, zarówno wiekowo, jak również pod względem sprawności i zdolności, daje atmosferę współpracy, wzajemnej pomocy, uczenia się od siebie nawzajem, dobierania zadań w grupie do faktycznych możliwości. Korzystamy z doświadczeń zarówno organizacji wyspecjalizowanych w pracy z uczniami wybitnie zdolnymi, jak i zajmujących się na przykład dziećmi z zespołem Aspergera, czy dziećmi imigrantów. Ich dorobek zapewnia nam właśnie otwartość na “inność” każdego ucznia.


Pomoc Instytut Dobrej Edukacji


Instytut Dobrej Edukacji pomaga Akademiom Dobrej Edukacji poprzez:
  • wizyty i pomoc na odległość konsultantów Instytutu Dobrej Edukacji;
  • seminaria, szkolenia, konferencje;
  • studia podyplomowe z edukacji spersonalizowanej (organizowane we współpracy z PJATK);
  • wewnętrzną ewaluację, badania, ciągłe doskonalenie realizowanej koncepcji;
  • dostosowywanie statutów, założeń i realizowanego programu do zmian w prawie oświatowym;
  • pomoc w kontaktach z nadzorem pedagogicznym.

Śledzimy i będziemy śledzić kolejne projekty zmian ustaw i rozporządzeń oświatowych. Bez względu na to, czy, jakie, od kiedy, zmiany prawne, strukturalne, programowe, będą wprowadzone, dalej będziemy realizować naszą koncepcję, oczywiście zapewniając uczniom spełnianie wszystkich formalnych wymogów. Pod adresami, w których są nasze Akademie, zamierzamy się rozwijać, kontynuować pracę w sposób coraz lepiej zorganizowany, proponując kontynuowanie nauki na wszystkich etapach edukacyjnych.

Aby założyć kolejną Akademię, potrzebny jest przede wszystkim zainteresowany tym lider, odpowiednie miejsce, stopniowe kompletowanie zespołu uczniów i nauczycieli oraz przynajmniej roczny czas na przygotowanie się. Osoby zainteresowane zapraszamy do umawiania się na wizyty studyjne w naszych Akademiach, korzystania z organizowanych przez nas seminariów oraz studiów podyplomowych.

6 sierpnia 2012

Edukacyjny spis treści

Artykuły napisane przeze mnie w w portalu NaTemat.pl to autorskie spojrzenie na polski system edukacji, na sprawy w nim ważne, potrzebne, czasem niedokończone. Od lutego 2012 roku (kiedy to zaczęłam się tam pojawiać), przez ostatnie pół roku napisałam ich sporo. Niżej wymieniam tematy większości z nich w sposób uporządkowany (tematycznie a nie chronologicznie). Zapoznanie się z nimi może dać w miarę całościowe spojrzenie na problemy systemu (choć uproszczone z uwagi na przyjętą krótką formę). Lista ta pewnie będzie jeszcze uzupełniana, z czasem stanie się dłuższa. Czytając prasę i różne internetowe wypowiedzi o edukacji można zauważyć, ile jeszcze edukacyjnych spraw wymaga lepszego zrozumienia, zbadania i opisania. Staram się na to, co istotne, zwracać uwagę również na swoim Facebooku i Twitterze. Chętnie tam przyjmę również podpowiedzi, które z tematów oświatowych warte są szerszego rozwinięcia. Zachęcam wszystkich tych, których różne rzeczy w edukacji denerwują lub niepokoją, aby spojrzeli na sytuację trochę szerzej. Zmiany demograficzne, rosnące aspiracje edukacyjne młodych Polaków, upowszechnienie kształcenia średniego i wyższego - to przede wszystkim wpływa na obecny kształt szkoły, na problemy, przed którymi stają organizatorzy edukacji na wszystkich poziomach. Szkoła musi wyglądać inaczej niż wyglądała 30 czy 40 lat temu. Zmiany są konieczne. Wiele z tego, co się zdarzyło w polskiej szkole przez ostatnie 30 lat to zmiany na lepsze.

Osobisty punkt widzenia
Kim jestem
Potrzebne forum debaty o edukacji ponad podziałami. Wspomnijmy Annę Radziwiłł

Uczniowie są różni
Kiedy i dlaczego warto, aby dziecko sześcioletnie repetowało przygotowanie przedszkolne zamiast iść do pierwszej klasy?
Uczniowie są różni. System edukacji powszechny
Jak zadbać o najzdolniejszych?
Jak zadbać o niepełnosprawnych?
Programy indywidualne potrzebne dla wszystkich

Edukacja marzeń
Zadania opiekuńcze systemu edukacji
Wychowanie - ważne zadanie szkoły
Edukacja marzeń. Najpierw żłobek i przedszkole
Przyjazna i bezpieczna szkoła podstawowa
Mądry gimnazjalista
Nowoczesne kształcenie zawodowe i ustawiczne
Dobrze przygotowany kandydat na studia
Uczelnie wyższe wpływają na poziom swoich kandydatów

Najważniejsze wyzwania polskiego systemu edukacji
Ze starych kolein na nowe tory. Edukacja przyszłości
Na pomoc szkole
Egzaminy mają wady. Ale bez nich wiedzielibyśmy o szkołach jeszcze mniej
Biznesowy pomysł na e-podręczniki i e-prasę pilnie potrzebny
Wyniki badań edukacyjnych zamiast stereotypów
Oświatowe zadania samorządowe. Zmiany mogą być ewolucyjne

Architektura oświatowa
Budynki za duże
Wnętrza
Architekci czyli marzenia

Nauczyciele - słabość i siła
Nauczyciel autorem lekcji
Iluzja Karty Nauczyciela - przywileje czy raczej wykluczenie
Potrzebne kwalifikacje

Wokół szkoły
Organizacje pozarządowe
Potrzeby rodziców w centrum uwagi
Młodzież




4 października 2011

O sześciolatku raz jeszcze

Dziękuję wszystkim rodzicom, którzy w ostatnich dniach pisali do mnie i rozmawiali ze mną o różnych trudnych sytuacjach, jakie napotykali w szkołach swoich dzieci. Mamy około 14 tysięcy szkół podstawowych. Wskazano mi przykłady słabych dyrektorów szkół i samorządów, które nie zaplanowały nawet powiększenia stanu bazy oświatowej pomimo kilkukrotnego wzrostu liczby mieszkańców w danym rejonie. Może statystycznie nie jest tych przykładów tak dużo – zdecydowana większość szkół radzi sobie z zadaniem obniżania wieku szkolnego dobrze – ale każde dziecko, któremu grożą złe warunki edukacji, zasługuje na uwagę.

Propozycja rządu, aby wydłużyć okres przejściowy o rok to pomysł na te trudne sytuacje. Szkołom i samorządom damy czas na lepsze przygotowanie się na przyjęcie młodszych uczniów m.in. poprzez skorzystanie z finansowej pomocy rządu. Z drugiej strony, w roku 2012 liczę na znacznie większy niż w tym roku odsetek 6-latków w szkołach podstawowych. Nie ma żadnego sensu na siłę opóźniać rozpoczynania nauki przez dzieci tam, gdzie wszystko zorganizowano i przygotowano dobrze. Jeśli są miejsca zabaw, krzesła i stoły dostosowane do wzrostu dzieci, prawidłowo zorganizowana opieka świetlicowa, to o resztę jestem spokojna. Polscy nauczyciele na ogół mają dobre kwalifikacje, umieją indywidualnie podchodzić do potrzeb dzieci i do tego mają wiele serca do najmłodszych uczniów. O nauczycielach nawet ci bardzo rozżaleni na różne trudne sytuacje rodzice na ogół piszą i mówią dobrze.

Jestem za przyznaniem rodzicom prawa do wnioskowania o odwołanie dyrektora szkoły w wypadkach, kiedy uważają, że bezpieczeństwo dzieci w szkole nie jest zapewnione. Każdy taki przypadek powinien być wnikliwie analizowany przez nadzór pedagogiczny i powinny być wyciągane odpowiednie konsekwencje. Gmina po gminie i szkoła po szkole w najbliższym czasie sprawdzimy stan szkół i zaproponujemy rozwiązania odpowiednie do sytuacji. Możemy udzielić wsparcia finansowego, pokazać dobre wzory, aktywizować rodziców, czy w ostateczności ukarać tych, którzy zaniedbali swoje podstawowe obowiązki. Niech obniżanie wieku szkolnego stanie się w końcu impulsem do uczynienia szkoły podstawowej lepiej troszczącą się o dzieci.

Zmiany dotyczą także moich wnuczek, mam je trzy, a najstarsza ma 5 lat. Uważam, że nowe programy są dostosowane do potrzeb dzieci (szkolne i przedszkolne), a zmiana jest dobra dla ich rozwoju. Jednak oczywiście trzeba dołożyć wielkich starań, żeby wszystko miało jak najsprawniejszy i bezpieczny dla dzieci przebieg.


 

Oto treść oficjalnego komunikatu ze strony MEN:

Informacje przychodzące od rodziców i samorządów pokazują, że większość szkół podstawowych w Polsce jest już przygotowanych na przyjęcie 6-latków. Są jednak szkoły niegotowe na tę cywilizacyjną zmianę. Aby umożliwić wszystkim samorządom dobre przygotowanie się, należy o rok wydłużyć okres, w którym to rodzice podejmują decyzję o rozpoczęciu edukacji szkolnej dzieci sześcioletnich. Taka propozycja zostanie przedstawiona nowemu Parlamentowi:

  • Wszystkie sześciolatki podejmą naukę w szkole od września 2013 roku.
  • Od września 2012 roku wszystkie pięciolatki, tak jak obecnie, będą korzystały z edukacji przedszkolnej.
  • Od września 2012 roku każde dziecko sześcioletnie, które na podstawie decyzji rodziców nie pójdzie do I klasy, tak jak obecnie, będzie kontynuować edukację przedszkolną w sposób dostosowany do jego potrzeb rozwojowych.

Od września 2012 roku nastąpi z pewnością dalszy wzrost liczby sześciolatków rozpoczynających naukę w szkołach podstawowych. Podjęcie decyzji o zapisaniu dziecka do pierwszej klasy ułatwia rodzicom przekazana przez nauczyciela przedszkola informacja o poziomie przygotowania dziecka do edukacji szkolnej. Natomiast informacje o oferowanych warunkach nauki i opieki w szkole podstawowej rodzice uzyskują od samorządu gminnego i dyrektora szkoły podstawowej. Rodzice także mają prawo wpływać na przyjmowane w szkole rozwiązania organizacyjne dotyczące edukacji ich dzieci. Warto, aby zawczasu z tego prawa korzystali.

Proces wprowadzania obniżenia wieku obowiązku szkolnego powinien przebiegać jak najsprawniej. Dlatego nadzór pedagogiczny będzie monitorował współpracę władz samorządu gminnego z rodzicami dzieci i zachęcał do skorzystania z programów i środków rządowych przeznaczonych na wspomaganie tej zmiany.

28 listopada 2010

Trzy lata

Zachęcam do pobrania i przeczytania podsumowania trzech lat pracy naszego rządu Polska 2010. Jest tam sporo o edukacji. Również jako Ministerstwo Edukacji Narodowej staraliśmy się takiego podsumowania dokonać w komunikacie i prezentacji omawianych na konferencji prasowej odbywającej się w dniu kolejnego posiedzenia zespołu opiniodawczo-doradczego ds. statusu zawodowego nauczycieli. Rozmawiamy o zmianach w systemie edukacji mających duże znaczenie. Przygotowanie i procedowanie tego wszystkiego pewnie zajmie nam najbliższe miesiące. Ustawy, które chciałabym, żeby zostały przyjęte w I półroczu 2011 roku, są następujące:

1) ustawa o systemie informacji oświatowej (projekt przyjęty przez Radę Ministrów 9 listopada)
– zmodernizowany System Informacji Oświatowej – jako narzędzie dobrego zarządzania w edukacji

2) ustawa o zmianie ustawy o systemie oświaty:
– umożliwienie samorządom efektywniejszego zarządzania oświatą poprzez grupowanie szkół i placówek (grupy przedszkolno-podstawowe, grupy gimnazjalno-licealne, branżowe centra kształcenia zawodowego i ustawicznego, centra rozwoju edukacji)
– wdrożenie zaplanowanych i już konsultowanych koniecznych zmian unowocześniających kształcenie zawodowe i ustawiczne, w tym umożliwiających kształcenie na odległość
– zmiany w finansowaniu edukacji przedszkolnej i edukacji dorosłych
– wprowadzenie do systemu edukacji niepublicznych polskich szkół uzupełniających dla dzieci poza granicami naszego kraju

3) ustawa o zarządzaniu jakością w edukacji
– jednolity system jakości edukacji – realizacja konstytucyjnego zadania państwa, jakim jest nadzór pedagogiczny, przez inspektorów jakości edukacji wprowadzonych zamiast kuratorów i wizytatorów
– Regionalne Ośrodki Jakości Edukacji funkcjonujące zamiast kuratoriów i komisji egzaminacyjnych

10 stycznia 2010

Kontrole

Fragmenty mojej blogowej korespondencji pokazujące trochę szkolnej rzeczywistości. Przypomniałam sobie, jak kiedyś - już ładnych parę lat temu - miałam do czynienia z kilkoma kontrolami jednocześnie. Dla którejś z kolei jednoczesnej kontroli brakowało już pomieszczeń w szkole.

Cytuję te fragmenty dla pokrzepienia nie tylko mojej korespondentki, ale także wszystkich innych kontrolowanych. Jednocześnie informuję, że ministerstwo też jest prawie stale kontrolowane, tylko na ogół przez trochę inne podmioty - NIK, KPRM.


... Jestem z wykształcenia pedagogiem i pełnię funkcję dyrektora szkoły. Moim powołaniem jest uczyć, wychowywać i opiekować się moimi uczniami. Chcę to robić, ale ostatnio "przeżywam" różne kontrole: finansowa, PIP, SANEPiD i ręce mi opadają. Zamiast uczniami muszę zajmować się odpowiedziami na zalecenia i wnioski pokontrolne, które według mnie należy po prostu wykonać zamiast na nie odpisywać.
Czy ma Pani możliwości zmiany tego stanu rzeczy?
...


... Działania kontrolne różnych służb mają niestety swoje procedury, których trzeba przestrzegać. Oczywiście jest kłopotem, kiedy wszystko się spiętrzy i kilka kontroli następuje jednocześnie (...).
Pisze Pani o służbach podległych różnym resortom (Finanse, Praca, Zdrowie). Nasze ministerstwo odpowiada tylko za nadzór pedagogiczny, który jak rozumiem akurat Pani nie nęka. Życzę wytrwałości i cierpliwości wobec wszelkich kontroli oraz także jak najlepszych ich wyników. Dyrektor szkoły odpowiada nie tylko za działania edukacyjne, ale także za finanse publiczne, prawidłowe zatrudnianie i wynagradzanie, bezpieczne i higieniczne warunki pracy i edukacji, także na przykład za bezpieczeństwo przeciwpożarowe i parę jeszcze innych spraw. Zarządzając trzeba niestety mieć świadomość tych różnych rodzajów odpowiedzialności. Polityka kadrowa, dbałość o bezpieczeństwo i finanse, również powinny służyć dobrym efektom edukacyjnym.
...


... Wow! Nie spodziewałam się takiej szybkiej odpowiedzi, dziękuję bardzo (...). Będę wytrwała i cierpliwa. Te kilka życzliwych słów dodały mi skrzydeł.

3 stycznia 2010

Dlaczego na koniec szkoły podstawowej organizujemy sprawdzian?

Dostaję na mój „blogowy” adres szereg listów. Staram się na nie w miarę na bieżąco odpowiadać, albo pisząc indywidualne maile, albo tutaj. „Zbiorowo” ostatnio odpowiedziałam na życzenia świąteczne, ale zrobiłam także noworoczny „remanent” i znalazłam poniższy list.

Szanowna Pani Minister! Chciałabym wyrazić moje zdanie na temat sprawdzianu szóstoklasistów. Jestem teraz w ostatniej klasie szkoły podstawowej i mam jutro próbny sprawdzian. Dlaczego mamy się stresować? Czy nie wystarczy nam egzamin po szkole gimnazjalnej i matura?
Z poważaniem
Uczennica


Dlaczego na koniec szkoły podstawowej organizujemy sprawdzian? Ponieważ warto wiedzieć, czego nauczyła szkoła podstawowa. Ta informacja ma sens z punktu widzenia:
- ucznia i jego rodziców,
- całej klasy i jej nauczycieli,
- poszczególnych szkół, ich dyrektorów i organów prowadzących,
- jednostek samorządu terytorialnego,
- organów nadzoru pedagogicznego,
- opinii publicznej i ministra edukacji.
Wyniki porównujemy: z innymi uczniami, klasami, szkołami, gminami, województwami. Widzimy, jak wypadamy na ich tle.

Dyrektorzy i nauczyciele gimnazjów przyjmują uczniów, znając ich wyniki „na starcie”. Wiedzą na ich podstawie: czy mają wielu kandydatów bardzo słabych, czy mają kandydatów wybitnie zdolnych i świetnie przygotowanych. Mogą zacząć planować, czy i którym uczniom trzeba już od początku pomagać przezwyciężać trudności, a którym może pomóc rozwijać wybitne zdolności i zainteresowania.

Gimnazjum buduje na fundamencie stawianym w szkole podstawowej. Warto patrzeć na gimnazja pod kątem, ile im się udaje dobudować – pokazuje to konkretnie tak zwana edukacyjna wartość dodana. Zachęcam do uważnej lektury strony internetowej na ten temat i do poszukania tam wszystkich znanych sobie gimnazjów. Myślę, że ta strona szczególnie dobrze odpowiada na pytanie o użyteczność wyniku ze szkoły podstawowej.

Z punktu widzenia konkretnego ucznia to także nauka zdawania egzaminów, pierwszy trening przed egzaminami od których więcej na przyszłość zależy. Dowiadujemy się, jak nasz organizm reaguje na egzaminacyjny stres. Jednych on mobilizuje, innych paraliżuje. To również warto o sobie wiedzieć.

Planujemy w przyszłości na wszystkich kolejnych egzaminach zewnętrznych (po szkole podstawowej, gimnazjum i na koniec szkoły ponadgimnazjalnej) wyróżniać trzy powtarzające się wskaźniki: polonistyczny, matematyczny i świadczący o poziomie znajomości języka obcego. Każdemu odbiorcy wyników egzaminacyjnych będzie przy ich pomocy łatwiej samemu porównać i ocenić różnice. Najlepiej byłoby, żebyśmy podawali te wyniki jeszcze w skali niezależnej od poziomu trudności testu – tak jak się dzieje w wypadku wielu ważnych badań edukacyjnych – aby łatwo było porównywać także wyniki z różnych lat i z różnych przedmiotów. To jest możliwe.

20 września 2009

Potrzeba zdrowego rozumu czyli o wolności i odpowiedzialności

Narzekaliśmy od lat na nadmiernie krępujące przepisy, na szczegółowe instruowanie w jaki sposób pracować, na ubezwłasnowolnianie nauczyciela i dyrektora szkoły koniecznością realizowania wielu bzdurnych zaleceń.

Staramy się stopniowo to zmieniać. Nowa podstawa programowa to odpowiedzialność za końcowe efekty, z możliwością dowolnego zaprojektowania drogi dochodzenia do koniecznych do osiągnięcia celów. Nowe ramowe plany nauczania to potrzeba zrealizowania pewnej minimalnej liczby godzin określonej dla przedmiotu w ciągu trzech lat, ale która może być zorganizowana dowolnie, nawet nierytmicznie, na przykład w trakcie zajęć poza szkołą. Nowy nadzór pedagogiczny polega na jasnym określeniu oczekiwań, jakie stawiane są szkołom i na daniu im możliwości takiego zorganizowania pracy aby te oczekiwania już zanim przyjdzie kontrola – zawczasu były spełnione.

Czyli prawo precyzyjnie określa, jakie efekty mają być spełnione, zaś dyrektor szkoły i nauczyciele planują pracę tak jak uznają za stosowne, jak im podpowiada ich wiedza i doświadczenie, jakie mają lokalnie możliwości, żeby tylko jak najlepiej dążyć do określonych celów.

Tymczasem te zmiany w prawie – w swoim zamyśle dające szkołom więcej wolności - wygenerowały obecność na rynku szeregu szkoleń i materiałów dających wiele szczegółowych – wcale niewymaganych prawem – instrukcji, jak sprostać nowym wymaganiom. Te zalecenia i instrukcje bywają bzdurne, nauczyciele buntują się przeciwko nim, przez ich pryzmat postrzegając wchodzące zmiany jako coś idiotycznego. Po kilku spotkaniach z nauczycielami, dyrektorami szkół mam wrażenie, że niektóre szkolenia wyraźnie szkodzą. Ostatnio powiedziałam na jakimś spotkaniu: wyrzućcie te wszystkie materiały szkoleniowe do kosza i stosujcie wasz zdrowy rozum oraz prawo – to wystarczy.

Z jednej strony te szczegółowe zalecenia irytują, a z drugiej są jakoś tam oczekiwane. Nie byłoby tych szkoleń i materiałów, gdyby nie było na nie zapotrzebowania. Na spotkaniach zdarzają się bardzo szczegółowe pytania: o sprawy, które najlepiej rozwiązać z poziomu nauczyciela lub dyrektora szkoły. Co w realiach tej szkoły robić, jak organizować pracę, to tam widać najlepiej. Róbcie co uważacie za najlepsze – to właściwa odpowiedź. Czy oczekiwana? Po latach spełniania szczegółowych zaleceń, również nonsensownych, ale zwalniających z samodzielnego myślenia – niekoniecznie. Łatwiej czasem domagać się szczegółowych odpowiedzi na każde pytanie i potem irytować się, że w wypadku mojej szkoły to sprzeczne ze zdrowym rozumem, niż po prostu ten zdrowy rozum uruchomić.

Czym więcej bardziej szczegółowych pomysłów przedstawi minister lub firma szkoleniowa, tym mniej na pewno będą pasować i nadawać się dla konkretnej szkoły. Czym szczegółowiej, tym bardziej nieprawdopodobne jest, aby trafnie. Dlatego prawo musi być jak najbardziej ramowe, a dowolność w wypełnianiu szczegółami szkolnej rzeczywistości duża, żeby nauczyciele i dyrektorzy mogli uruchomić swój potencjał: wiedzy, doświadczenia, znajomości swoich uczniów i swojego środowiska w celu osiągania jak najlepszych – możliwych w ich warunkach – efektów.