30 lipca 2025
Liceum Praktyczne - szkoła przedsiębiorczości, czyli dlaczego i jak TWORZYMY NOWY FORMAT SZKOŁY
Koncepcja szkoły jest wyjątkowa: to liceum ogólnokształcące plus duża zachęta do przedsiębiorczości, na poziomie rozszerzonym biznes i zarządzanie, języki obce, doradztwo zawodowe oraz do tego wybierane przez ucznia bardzo różne ścieżki praktyczne.
Dlaczego tak?
Dzisiejsze czasy skłaniają do refleksji, jak powinna zmieniać się szkoła, aby dobrze odpowiadać na wyzwania przyszłości, dobrze podążać za zmieniającym się światem.
W marcu 2023 roku pisałam Tworzymy nowy format szkoły:
Po dużym wzroście zainteresowania uzyskaniem wykształcenia średniego i wyższego, obserwujemy odwrócenie się tej tendencji. Młodzi ludzie zmieniają wybrany kierunek kształcenia, są mniej zainteresowani studiowaniem. W wielu miejscach pracy liczą się przede wszystkim praktyczne umiejętności, zebrane doświadczenia. Nie dla wszystkich jest dobre tradycyjnie zorganizowane liceum, nastawione głównie na efektywne przygotowanie do matury lub wczesna decyzja o wyborze ścieżki zawodowej – uzyskaniu konkretnych kwalifikacji w szkole branżowej czy technikum. Nie znaczy to, że te dwie ścieżki są złe, ale nie są dobre dla wszystkich. Jest wiele zajęć atrakcyjnych dla młodych ludzi, które można wykonywać bez określonych tytułów zawodowych, gdzie wystarczy pewna baza wiedzy ogólnej i konkretne, praktyczne umiejętności.
Za nami dwa lata szkolne, czyli jesteśmy na półmetku wdrażania wymyślonego wtedy modelu. Za dwa kolejne lata będziemy w stanie dużo więcej o nim powiedzieć i być gotowi do dzielenia się nim. Ale warto obecnie podsumować, gdzie znaleźliśmy się po tych dwóch pierwszych latach. Na pewno lepiej wiemy, dokąd zmierzamy. Widzimy pewne pokrewieństwo i inspirację koncepcją szkół realnych wypracowaną 10 lat temu (jak ten czas leci…) w Zespole Szkół Bednarska. Trzymamy się założeń naszej Dobrej Edukacji wypracowanych jeszcze wcześniej, bo w 2013 roku, wdrażanych od tamtego czasu w wielu szkołach Dobrej Edukacji.
Przede wszystkim, Liceum Praktyczne jest też szkołą Dobrej Edukacji, czyli zapewnia spersonalizowane podejście do potrzeb uczniów, opiekę mentorską, uczenie samodzielności, współpracy i odpowiedzialności, przyjazną szkolną przestrzeń. Ponieważ formalnie jest liceum ogólnokształcącym, zapewnia też możliwość zdawania matury. Ale chcemy tu zapewniać coś więcej - to, czego szkołom obecnie brakuje.
Nieprzypadkowy był około 30 lat temu rozpoczęty dynamiczny wzrost zainteresowania uzyskaniem wykształcenia średniego i studiowaniem. Ukończenie jakichkolwiek studiów stanowiło przepustkę do uważanej za “lepszą” pracy umysłowej, rozpoczęcia etatowej kariery urzędniczej. W dobie możliwej automatyzacji wielu czynności, zapotrzebowanie na szeregową pracę biurową raczej nie będzie rosło, zaś nie wszyscy kandydaci na studia czują w sobie pasję do pracy naukowej, bądź mają potencjał do zostania twórcami kultury lub nowych rozwiązań technologicznych, do czego tradycyjnie skonstruowana szkoła zawsze umiała zachęcać najlepszych uczniów. Nasycenie rynku pracy osobami z wyższym wykształceniem spowodowało, że wielu absolwentów uczelni wyższych szuka obecnie dla siebie miejsc pracy całkiem niezgodnych z wykształceniem, poniżej swoich aspiracji i zamiłowań.
Warto sobie odpowiedzieć na pytanie, jakie umiejętności będą na pewno w przyszłości przydatne, jakie rodzaje działalności z rynku pracy nie znikną. Etatowa praca nie jest dla wszystkich, rośnie liczba osób prowadzących własną działalność. Korzystamy i pewnie dalej będziemy chętnie korzystać na przykład z restauracji, kawiarni, kwiaciarni, wydarzeń kulturalnych, czy też z pomocy firm zajmujących się usługami dla domu, takimi jak drobne naprawy, remonty, poprawki krawieckie, urządzanie wnętrz, opieka nad małymi dziećmi, utrzymanie porządku, pielęgnowanie ogrodu. Zorganizowanie podmiotu świadczącego konkretne usługi wymaga przynajmniej podstawowej wiedzy z danej dziedziny i także umiejętności planowania i promowania swojej działalności.
Ani w domach ani w szkołach dziś nie uczymy wielu praktycznych umiejętności przydatnych w życiu i prowadzeniu różnych biznesów. W Liceum Praktycznym odkrywamy je na nowo. Znajdujemy osoby, które chcą się podzielić z uczniami swoim doświadczeniem i umiejętnościami. Dajemy wybór i możliwość spróbowania wielu zajęć, zastanowienia się, czy mogą one wzbudzić pasję i zainteresowanie. Do tego realizujemy poszerzony program doradztwa zawodowego, biznesu i zarządzania oraz języków obcych.
Gdy po wstępnej rocznej realizacji biznesu i doradztwa, połączonej z odwiedzaniem wielu ciekawych miejsc pracy, zaproponowaliśmy po raz pierwszy uczniom możliwość wyboru kilkunastu kursów praktycznych, wygrały, były najczęściej wybrane: podstawowe techniki kulinarne, florystyka i majsterkowanie. Po pierwszych kursach ukonstytuowała się nawet ekipa, która planuje założenie własnej kwiaciarni. W kolejnym roku kolejni uczniowie rozpoczną te kursy i zaczną się też następne, nowe kursy. Pierwsze oferty powstały na podstawie dyskusji naszych doradców i mentorów, w oparciu o ich roczną znajomość uczniów. Planujemy co roku dawać wybór różnych nowych możliwości, zależnie od zgłaszanych przez kadrę i uczniów pomysłów. Zakładamy, że w trakcie nauki w szkole uczeń zaliczy od 4 do 6 różnych wybranych przez siebie kursów.
Do tego widzimy potrzebę wzbogacenia wiedzy naszych uczniów o podstawy budowania marki i prowadzenia marketingu swojej działalności. Pozostaje przed nimi otwarta droga do matury i studiowania, ale na tej drodze w Liceum Praktycznym nie będziemy rozbudzać pasji naukowych (realizację tego celu proponujemy w znajdującym się po sąsiedzku Liceum ADE), tylko raczej pomagać w szukaniu pomysłu na własny biznes, który będzie także ich zamiłowaniem i pasją.
23 czerwca 2025
Czarnek - lekcja Giertycha
Działalność ministrów edukacji zawsze śledziłam z dość dużym zaangażowaniem. Od niej zależał los szkół, za które odpowiadałam i potrzebowałam orientować się w kierunkach ich pracy. Wśród ministrów odpowiedzialnych za edukację od 1989 roku wyróżniłabym kilka rodzajów postaw:
- starający się wykonywać swoją pracę merytorycznie;
- urzędujący robiąc jak najmniej;
- działający jak żołnierze partyjni;
- skupieni na radykalnej autopromocji.
Chyba każdego z ministrów można zaliczyć mniej lub bardziej wyraziście do którejś z tych grup. Wydaje się, że analogiczną klasyfikację można przyłożyć do każdego rodzaju ministrów, jak i też nawet do poszczególnych prezydentów. Czuję się merytorycznie przygotowana do analizy działań w obszarze edukacji, dlatego swoje rozważania do niego ograniczę. Mam zwyczaj śledzić i czasem komentować raczej poszczególne proponowane rozwiązania niż postawy ludzi - ministrów. Jednak gdy obejrzałam wywiad z Przemysławem Czarnkiem jako potencjalnym kandydatem na szefa kancelarii przyszłego prezydenta, pomyślałam sobie, że warto jemu uwagę poświęcić, zastanawiając się jednocześnie, jaką lekcję wyciąga z postawy swojego - najbardziej do niego zbliżonego stylem działania - poprzednika.
Do starających się działać merytorycznie dla dobra i jakości edukacji, z pożytkiem dla uczniów, zaliczyłabym na pewno ministrów Samsonowicza (rząd Mazowieckiego), Handkego i Wittbrodta (rząd Buzka), a także siebie (pierwszy rząd Tuska). Na pewno każdy miał jakieś wady, naraził się jakimś grupom społecznym, ale nie można im odmówić myślenia merytorycznego, na rzecz dobrej edukacji.
Do całkiem sprawnych “żołnierzy partyjnych” zaklasyfikowałabym przede wszystkim Krystynę Łybacką (SLD), Krystynę Szumilas (PO) i Annę Zalewską (PiS). Miały merytoryczną znajomość systemu edukacji, ale głównie starały się wypełniać życzenia swoich partyjnych szefów. Nie uchroniło ich to przed wymianą na następców działających w ramach tej samej opcji, żadna nie dotrwała do końca kadencji parlamentarnej.
Tych, którzy działali mało lub wcale raczej szkoda wymieniać, jedynie niektórzy wyróżnili się tym, że mieli bardziej wyrazistych czy merytorycznych zastępców. Warto w tej grupie zauważyć Zdobysława Flisowskiego z rządu Hanny Suchockiej (o skróconej kadencji), którego wyrazistymi i jednocześnie ciekawie merytorycznie działającymi zastępcami byli Anna Urbanowicz i Kazimierz Marcinkiewicz. Ten drugi był potem bardzo sensownym przewodniczącym Rady Konsultacyjnej do spraw reformy edukacji narodowej, działającej przy rządzie Jerzego Buzka. Gdyby nie został jeszcze premierem i mężem pewnej Izabeli, moglibyśmy go wspominać głównie z tego, że na edukacji naprawdę się znał.
Pierwszym ministrem, który postanowił wykorzystać stanowisko ministra edukacji przede wszystkim do promocji swoich radykalnych poglądów i swojej osoby, był Roman Giertych. Jego program “Zero tolerancji” do szkół wprowadził wtedy strach. Na jego podstawie powoływano tzw. “trójki giertychowskie” wzbudzające lęk wśród młodzieży i kadry pedagogicznej. Zdarzało się, że wylęknieni nauczyciele z byle powodu wzywali policję do szkół. Słowo “tolerancja” zamiast pozostać określeniem ważnej wartości wychowawczej stało się straszakiem. Na pewno był najgorszym ministrem edukacji pierwszego trzydziestolecia III RP. Cechował go kompletny cynizm i brak wrażliwości na potrzeby dzieci. Przez ostatnie lata przeszedł zadziwiającą ewolucję, mając teraz zwolenników po zupełnie innej stronie sceny politycznej. Niestety obserwowałam z bliska jego wcześniejszą postawę i trudno mi obecnie uwierzyć w inne niż cyniczne przesłanki jego działań.
Z tego wzoru postawy postanowił skorzystać minister Czarnek. Wydaje się, że sama szkolna edukacja mało go interesowała, natomiast znaczące podniesienie swojej rozpoznawalności i nagłośnienie swoich radykalnych poglądów, jak najbardziej. Niestety drugi przykład pójścia tym torem to Barbara Nowacka. Tylko zamiast walki z osobami LGBT, mamy tu radykalną walkę z Kościołem. Cel nawet był zdaje się ten sam: kierowanie Kancelarią Prezydenta. Być może Przemysławowi Czarnkowi będzie dane ten cel osiągnąć. Jego ostatnie wypowiedzi już pokazują pewną ewolucję, większe ważenie słów. Ciekawe, czy za parę lat przejdzie podobną ewolucję poglądów i działań jak Roman Giertych? Życzę zarówno Przemysławowi Czarnkowi, jak i Barbarze Nowackiej, aby aż tak istotnych przemian nie przechodzili, bo w wypadku ich znanego poprzednika robi się to już groteskowe. Ale trochę umiaru by się im przydało, zarówno dla dobra edukacji, jak i dla dobra prezydenta…
6 czerwca 2025
Szkoła powinna być ponad podziałami
Z jednej strony powinno nam zależeć na jakości edukacji, dobrych wynikach całego systemu, ale też na spersonalizowanym podejściu do potrzeb uczniów i ich rodzin.
Nauczyciel najczęściej jest dobrze wykształconym człowiekiem. Gdy na co dzień spotyka się z rodzicem, stara się komunikować z nim z poszanowaniem jego świata wartości, tak samo też komunikować się z jego dzieckiem.
Jeśli na czele ministerstwa edukacji nie mamy kogoś rozumiejącego tę kwestię, zaś staje tam osoba, która ostro przeciwstawia się wartościom sporej części naszego społeczeństwa, od razu stawia całe rzesze rodziców i nauczycieli w sytuacji bardzo niekomfortowej. Często czują się oni skłaniani do wykonywania działań wbrew swoim przekonaniom, wiedzy, umiejętnościom, bez odpowiedniego wsparcia.
Wyborcy do 30 roku życia - czyli urodzeni i wychowani już po roku 1995 - poszli dość masowo na wybory i na ogół zagłosowali przeciwko siłom dotychczas dominującym na scenie politycznej. Dla nich czasy PRL-u, w których indoktrynacja wychowawcza była właściwie standardem, to już prehistoria, pewnie coś podobnie odległego, jak dla mojego pokolenia wspomnienia rodziców o II wojnie światowej. “Cykl produkcyjny” systemu edukacji trwa jednak bardzo wiele lat. W końcu, po tych ponad 30-tu latach reformowania edukacji na różne sposoby, uzyskaliśmy pożądany efekt edukacji obywatelskiej - dość masowe uczestnictwo młodych osób w wyborach, ale jednocześnie przeciwstawienie się przez nich obecnie i poprzednio rządzącym.
Dużo liczniejsze są starsze roczniki wyborców i to one w końcu przesądzają o wynikach wyborów. Rowy i podziały polityczne wykopane w najstarszych pokoleniach są bardzo trudne do zasypania. Najbardziej smuci wola odtwarzania tych podziałów wśród najmłodszych, także w szkołach. Podczas szkolnej edukacji powinniśmy kształtować umiejętność prowadzenia dialogu, okazywania szacunku osobom o odmiennych poglądach, przekonaniach, dbania o kulturę dyskusji, dobór merytorycznych argumentów. Bez względu na to, czy ktoś wojuje z religią w szkole, czy z osobami LGBT, jedno i drugie jest wychowawczo naganną postawą. Zarówno ci, którym zależy na religijnym wychowaniu dzieci, jak i osoby mające w rodzinach osoby LGBT, są rodzicami i nauczycielami w naszych szkołach i zasługują na szacunek - szacunek ze strony uczniów, innych rodziców, innych nauczycieli, a przede wszystkim ministrów edukacji i dyrektorów szkół, jakoś od postaw ministrów i ich wytycznych zależnych.
22 września 2021
Powrót do przeszłości. Cała wstecz. Uwolnić szkołę.
Rozmowa z Piotrem Skurą w Głosie Nauczycielskim nr 37 z 15 września 2021 r. - link do wydania elektronicznego numeru Głosu.

Rozmowa z Aleksandrą Pawlicką i Aleksandrem Hallem w Newsweeku nr 37 z 13 września 2021 r. - link do tekstu na stronie Newsweeka.


Tekst w dziale Opinie Rzeczpospolitej z 10 września 2021 r. - pełna wersja dostępna pod tym linkiem.

11 kwietnia 2019
Matura - czy będzie?
Pierwszy dzień matur to 6 maja (poniedziałek po tygodniu "majówkowym"). Arkusze dla uczniów, zgodnie z ich wyborami przedmiotów i miejscem zdawania, są już przygotowane i będą przysłane do szkół. Czy uczniów uda się do tego czasu pozytywnie sklasyfikować (jest to warunkiem dopuszczenia do matury)?
24 lipca 2017
Co będzie możliwe po bezprawiu i niesprawiedliwości?
Staram się uczestniczyć w cowieczornych spotkaniach pod Sądem Okręgowym w Gdańsku i słuchać wszystkich tych, co chcą tam coś zgromadzonym przekazać. Patrzę w twarze i obserwuję reakcje różnych, znanych mi i nieznanych, stojących wokół osób. Łączy nas wszystkich wyjątkowy czas i potrzeba sprzeciwu wobec bezprawia władzy.
Ważne dla wszystkich i stałe w tych spotkaniach jest:
- odtworzenie Preambuły Konstytucji;
- bycie razem w okrzykach - Konstytucja, wolne sądy, chcemy weta, żądamy weta, trzy razy weto;
- odśpiewanie razem całego hymnu
- oraz poczucie wspólnoty, brak flag partyjnych, a obecność flag narodowych, europejskich i zapalonych świec.
Piękne i mądre są obecność i słowa naszych gdańskich sędziów i innych przedstawicieli świata prawniczego.
Pojawiają się jednak też wypowiedzi, świadczące o pewnym poczuciu braku proporcji lub naiwności mówców. Różnie bywają przyjmowani aktualni politycy, co zrozumiałe, bo sprawa jest tak ważna, że powinna skupiać wyborców wszystkich partii. Bardzo mieszany odbiór mają tematy światopoglądowe, bo przecież mamy prawo w tych kwestiach mieć różne poglądy, a osoby o wszelkich poglądach chcemy w sprawie sądów widzieć razem! Zażenowanie części publiczności wzbudzają również wypowiedzi jednoznacznie agresywne. Eksponowana mocno i różnie odbierana jest jeszcze sprawa systemu edukacji. Zmiany w systemie edukacji, jak wiele zmian wprowadzanych przez obecną władzę, mogą się nam nie podobać. Jednak, działając w granicach prawa, możemy dalej organizować dobre szkoły i uczyć dobrze. Gdy fundament prawny się chwieje, każdy rodzaj działalności, w tym edukacja, narażony jest na zakwestionowanie. Dlatego ustawy burzące fundamenty naszego systemu prawnego są wielokroć ważniejsze, mogą i powinny łączyć ludzi o bardzo różnych poglądach na bardzo wiele spraw.
Jeśli poszczególni mówcy chcą w wielkim tłumie uzgadniać pomysły na działanie polityczne po przeminięciu obecnej władzy lub nawołują przede wszystkim do obecności i głosowania na inne opcje niż PiS w kolejnych wyborach, wydaje się to dowodem szczególnej naiwności.
Po podpisaniu przez prezydenta ustaw wymierzonych w fundamenty naszego systemu prawnego, wszystko już będzie inaczej. Do dyspozycyjnych wobec głównego decydenta: prezydenta, rządu, prokuratury, Trybunału Konstytucyjnego, mediów publicznych, dołączą: Sąd Najwyższy, prezesi wszystkich sądów, inne media, a także z pewnością zaraz potem komisje wyborcze. Znajdziemy się w systemie zupełnie odmiennym od tego, co mieści się w wyobrażeniach obecnych 20- i 30-latków, którzy PRL-u po prostu nie mogą pamiętać.
Naiwnością jest wyobrażać sobie, że zawłaszający - wbrew prawu i Konstytucji - wszelkie obszary naszego życia, dobrowolnie i w wolnych wyborach oddadzą władzę. To, co robią, jest złamaniem także prawa karnego. Mając wszelkie instrumenty władzy w ręku, z pewnością nie zechcą jej dobrowolnie oddać, choćby dlatego, aby nie stanąć w końcu przed sądem. Dlatego należy się spodziewać również tego, że kolejne wybory to będzie zupełnie coś innego niż dotychczas. Dopóki marsz obecnej władzy po kolejne jej instrumenty będzie trwał, szkoda czasu i energii na dyskusję o innych kwestiach, choćby tak dla mnie osobiście ważnych, jak prawa kobiet czy edukacja. Musimy po prostu się jednoczyć w obronie praworządności i okazywać w tej sprawie maksymalną determinację, jedność i zdecydowanie. Starzy i młodzi, głosujący na wszelkie partie i niegłosujący dotychczas wcale. Marsz PiS pewnie kiedyś się skończy, ale tak czy inaczej będziemy stać wtedy na gruzach. Misterne odbudowanie z tych gruzów fundamentów systemu prawnego, począwszy od już zrujnowanego Trybunału Konstytucyjnego, to gigantyczna praca wymagająca wielkiej solidarności. Mam pełne przekonanie, że powinien to być jedyny, ale za to wspólny punkt programu wszystkich zjednoczonych za praworządnością środowisk.
18 lipca 2015
Dziękuję wszystkim, którzy mnie wspierali przez ostatnich osiem lat
Interesują mnie bardzo rozwiązania najbardziej odpowiednie dla szkoły przyszłości, obecnie poszukiwane w wielu krajach na świecie. Staram się zbierać entuzjastów dobrej edukacji, którzy chcą tworzyć i upowszechniać pewne przyszłościowe, innowacyjne, edukacyjne rozwiązania. Dwa lata temu pisałam tu również o misji i celach założonego przeze mnie w 2012 roku z grupą przyjaciół Stowarzyszenia Dobra Edukacja: http://katarzynahall.blogspot.com/2013/06/jak-bedzie-zmieniac-sie-edukacja.html. Nasza inicjatywa rozwija się i poświęcam jej, poza obowiązkami parlamentarnymi, prawie cały swój czas.
Dziękuję wszystkim, którzy mnie wspierali przez ostatnich osiem lat. Zapraszam teraz do współpracy ze stworzonym przeze mnie Instytutem Dobrej Edukacji: https://instytut.dobraedukacja.edu.pl/.
26 stycznia 2013
Trudne związki
Czy potrzebne były w projekcie związki partnerskie heteroseksulane? W końcu obecnie, zgodnie z prawem, można zawrzeć kontrakt cywilny w urzędzie, obejść się bez ślubu w kościele i wesela na 200 osób. Czy na pewno potrzebna jest jeszcze inna, łatwiej rozwiązywalna forma prawna związku kobiety z mężczyzną? W interesie ewentualnych dzieci, które w takim związku - również nie całkiem planowo - mogą się urodzić, nie.
Oczywiście jest dużo dzieci wychowywanych przez samotnych lub żyjących w konkubinatach rodziców. Ale jeśli serio traktować konstytucyjny zapis o chronieniu przez państwo rodziny, jej praw i zobowiązań wobec dzieci, warto dokładać wszelkich starań, aby jednak prawo stało na straży możliwie jak największej trwałości rodziny z dziećmi. Są osoby, które uważają, że konstrukcja prawna związków partnerskich heteroseksualnych może godzić w rodzinę, a także być sprzeczna z konstytucją i trzeba to jednak uszanować, podejść do tych argumentów poważnie, bez zacietrzewienia.
Natomiast prawo do formalnego rejestrowania związków homoseksualnych, dla tych, co chcą do swoich uczuć w związkach osób jednej płci podchodzić trwałe i poważnie, to jest zupełnie co innego. W końcu wiadomo, że dziś wiele osób żyje w lęku przed brakiem społecznej akceptacji, prowadzi podwójne życie, ukrywa swoje prawdziwe uczucia, ma ogromny kłopot w prowadzeniu normalnej, spokojnej, ustabilizowanej egzystencji. Danie im szansy życia w sposób odpowiedzialny, w zgodzie ze swoją orientacją i tożsamością, w sposób umożliwiający godne traktowanie kochanych przez nich osób, jest mimo wszystko lepsze niż spychanie ich do swoistego "podziemia".
Niestety dominują obecnie w debacie, i wewnętrznej, i publicznej, osoby chcące akcentować różnice, budować na kontrowersjach swoją polityczną przyszłość i popularność. Tylko wtedy, jeśli trudne tematy zaczną być rozpatrywane z punktu widzenia faktycznych społecznych potrzeb, bez liczenia szabel poszczególnych frakcji, ze skupieniem się na szukaniu prawdziwego konsensusu, może powstać projekt mający szansę na akceptację sejmowej większości, jednocześnie odpowiadający na te realne potrzeby. Dyskusję trzeba kontynuować.
7 marca 2012
Piszę w NaTemat.pl. Zapraszam
Ostatni rok był dla mnie bardzo trudny. Ogromne tempo pracy, wielki wysiłek włożony w przygotowanie projektu ustawy porządkującej sporo ważnych obszarów w systemie oświaty, która nie wyszła nawet poza Komitet Rady Ministrów, do tego kampania wyborcza. Napotykałam zupełnie dla mnie nowe i niespodziewane rodzaje kłopotów, trudności i zadań.
Kilka miesięcy po wyborach, gdy udało mi się już trochę zorganizować i odnaleźć w nowej roli poselskiej, jestem w stanie również z pewnego dystansu spojrzeć na różne swoje dotychczasowe doświadczenia i przemyślenia. Dlatego ucieszyłam się z nowej możliwości pisania w naTemat.pl. Staram się tam systematycznie opisywać stan obecny lub pożądany kolejnych elementów systemu edukacji. Na razie zamieściłam w naTemat następujące artykuły:
Zadania opiekuńcze systemu edukacji - 6.03.2012
Wychowanie - ważne zadanie szkoły - 5.03.2012
Edukacja marzeń. Dobrze przygotowany kandydat na studia - 4.03.2012
Edukacja marzeń. Nowoczesne kształcenie zawodowe i ustawiczne - 2.03.2012
Edukacja marzeń. Mądry gimnazjalista - 1.03.2012
Edukacja marzeń. Przyjazna i bezpieczna szkoła podstawowa - 29.02.2012
Edukacja marzeń. Najpierw żłobek i przedszkole - 28.02.2012
4.03.2012
Kim jestem - 27.02.2012
Zaplanowałam także tematy paru następnych. W pierwszym artykule rozważałam całkowite przeniesienie swojego bloga do naTemat. Jednak dziś myślę, że w naTemat trzeba pisać trochę inaczej. Do mnie na Blogger zagląda ten, kto ma ochotę być ze mną w kontakcie. Natomiast z naTemat informacje pewnie będzie czerpać wiele różnych osób i będzie tam naprawdę na temat, na temat: organizowania edukacji, zarządzania edukacją, wpływania na jej jakość, wpływanie jej na nasze życie, wpływu na nią jej całego otoczenia. Gdy mam już za sobą pierwszych osiem tekstów, widzę też, jak ten portal jest zorganizowany i działa. Wiem, że chcę tam zamieścić "w odcinkach", i w miarę możliwości przystępnie, spojrzenie na całość systemu edukacji. Być może w przyszłości będzie to mogło być jakieś źródło wiedzy o aktualnych możliwościach i barierach rozwoju tego systemu.
Przy pierwszych artykułach starałam się od razu odnosić do różnych pojawiających się uwag. Czytam je wszystkie na bieżąco, ale czasem odniesienie się wymagać będzie osobnego tekstu, nie zawsze można to zrobić krótko i od razu. Wszystkie istotne i konstruktywne uwagi jednak znajdą z pewnością odpowiedź lub rozwinięcie w kolejnych tekstach. Wierzę, że będziecie mnie, Drodzy Czytelnicy, Korespondenci i Komentatorzy, dalej inspirować.
Dotychczas większe artykuły o systemie edukacji pisałam w "Gazecie Wyborczej" czy "Rzeczpospolitej", średnio mniej więcej raz na kwartał. Wiele w ten sposób objaśnić się nie da. Decyzja o przystąpieniu do naTemat spowoduje na razie, że więcej powstanie moich tekstów "systemowych", a w Bloggerze będę pisać rzadziej i raczej na tematy bardziej osobiste.
Zachęcam do kliknięcia "lubię to!" przy http://katarzynahall.natemat.pl/, do śledzenia tam moich wpisów, wskazywania ich wszystkim tym, których edukacja naprawdę pasjonuje, którzy chcą się dzielić swoimi dobrymi pomysłami. Zapraszam.
13 października 2011
Cztery lata w rządzie – powód do dumy
Jesteśmy w drodze do zbudowania szkoły atrakcyjnej i ciekawej, przeplatającej naukę z zabawą w szkole podstawowej, w gimnazjum i liceum proponującej uczniom współdziałanie, wybieranie tematów prac projektowych, wiele rodzajów zajęć i przedmiotów do wyboru, w szkołach zawodowych kształcenie w faktycznych warunkach przyszłego miejsca pracy. Miejsca do zabawy w każdej szkole podstawowej są tylko symbolem tej zmiany. Myślę, że tak samo potrzebny jest jeszcze program wyposażania gimnazjów i liceów w nowoczesne urządzenia i laboratoria do prowadzenia doświadczeń i obserwacji przyrodniczych. Ważne jest, żeby uczeń szedł do szkoły z przyjemnością, czuł, że odkrywane są jego talenty, że się rozwija, był nagradzany za robiony postęp. Nauczyciele przestali już być jedynym źródłem wiedzy, powinni raczej stawać się mądrymi przewodnikami po świecie wiedzy i dbać o czynienie nauki ciekawą, stymulującą w rozwoju. Cieszę się z tego, że po czterech latach rządząca koalicja została pozytywnie oceniona przez wyborców.
W trakcie kampanii wyborczej miałam okazję docenić pracę parlamentarzystów, których często długoletnie więzi ze swoimi wyborcami są nie do przecenienia. Zaproszenie do kandydowania otrzymałam dość późno. Dopiero w ostatnich tygodniach kadencji trochę więcej czasu przeznaczyłam na kontakty z potencjalnymi wyborcami, przyjmując różne zaproszenia z okręgu wyborczego. Zaś przez ostatnie lata większość czasu spędzałam w Warszawie, zajmując się wieloma trudnymi sprawami. Żadnego porównania z pracą tych, którzy od lat są nastawieni na budowanie więzi z wyborcami. Kolejne lata na pewno postaram się spędzić bliżej mieszkańców Pomorza, którym serdecznie dziękuję za zaufanie. Wiem jednak, że kontynuowanie tego, co zostało przygotowane w edukacji ma głęboki sens. Moja wiedza i doświadczenie jest nadal do dyspozycji, również w parlamencie.
Nasza czteroletnia praca przyniesie efekty dopiero po latach. Jak zmiany w edukacji są postrzegane i oceniane przez obywateli, zależy także od tego, jak pracują lokalne samorządy, które są ważnym partnerem rządu w realizowaniu zadań oświatowych. Na przykład ustalanie wysokości opłat za przedszkola czy wdrażanie obniżania wieku szkolnego można zaplanować i prowadzić spokojnie, bez społecznych niepokojów. Jednym samorządom się to bardzo dobrze udaje, innym nie. Bezpośrednio znam wiele, i pozytywnych, i negatywnych przykładów. Klucz do sprostania wyzwaniom edukacyjnym znajduje się właśnie w samorządzie. Trzeba przeprowadzić zmiany prawne pomagające samorządom i szkołom lepiej realizować różne swoje zadania. Założenia bardziej efektywnego systemu wspomagania szkół oraz oceny pracy szkół są przygotowane. Badania monitorujące wprowadzane zmiany oraz analizujące czas pracy i zadania nauczycieli są prowadzone. Na pewno w oparciu efekty tego monitorowania, o fakty i dane, potrzebne będą jeszcze pewne korekty prawa oświatowego. Kierunek unowocześniania polskiej szkoły jednak został przyjęty i – pewnie jeszcze z tymi potrzebnymi korektami po drodze, krok po kroku – ten plan będzie można przez kolejną kadencję kontynuować. Wiem, że bywało trudno, że w trosce o dzieci szczególnie uważnego monitorowania i korygowania wymagają jeszcze warunki obniżania wieku szkolnego w poszczególnych gminach. Jestem jednak pewna, że jeśli kierunek zmian zostanie utrzymany, to po latach absolwenci polskich szkół będą lepiej przygotowani do pracy i do studiowania. Będziemy także w każdym dziecku wcześniej odkrywać i dobrze rozwijać jego talenty. Dziękuję wszystkim, którzy mi w mojej pracy przez cztery lata pomagali.
5 października 2011
Materiały wyborcze


25 sierpnia 2011
Program PiS – czyli zróbmy to co już inni zrobili
Przeczytałam program PiS zamieszczony na stronie internetowej, przygotowując się do debaty, na którą zostałam zaproszona, i ze zdumieniem odkryłam, że PiS zamierza głownie wprowadzać to, co ja już wprowadziłam lub przygotowałam, natomiast zarzuca głównie to, co zrobił rząd Jarosława Kaczyńskiego. Oto konkrety:
Nawet spójna podstawa programowa, uwzględniająca wyniki badań OECD – PISA, której przygotowanie zapowiada obecnie PiS – opisująca cały proces kształcenia od przedszkola do matury, łącznie ze zdefiniowaniem zakładanych celów i efektów pracy wychowawczej – została już opracowana, przyjęta i jest wdrażana, i to na podstawie projektu systemowego oraz wytycznych kierunkowych prac grupy ekspertów, które zostały przygotowane przez poprzednią ekipę.
PiS zamierza uczyć języka obcego od I klasy szkoły podstawowej i "upowszechniać" nauczanie drugiego języka od gimnazjum. Nie musi tego planować, gdyż ja to już wprowadziłam od 2009 roku!
W szkole wychowaniem zajmują się nauczyciele zgodnie z ustalonym wspólnie z przedstawicielami rodziców programem wychowawczym. Nauczyciele i rodzice najlepiej wiedzą, jakie problemy wychowawcze przed nimi w lokalnym środowisku stoją i są odpowiedzialni za ich rozwiązywanie. Planują go zgodnie z założeniami wytyczonymi przez podstawę programową. A materiały do wychowania patriotycznego i pogłębiania wiedzy o historii najnowszej zostały już wypracowane i upowszechnione podczas Roku Historii Najnowszej – obecnie są dostępne na stronie www.historianajnowsza.pl .
Odkrywaniem talentów też już się zajęłam. Podczas Roku Odkrywania Talentów wypromowaliśmy szereg miejsc, gdzie nauczyciele i rodzice mogą z dziećmi i młodzieżą rozbudzać ich zainteresowania. Wprowadzono regulacje prawne zobowiązujące szkoły do troski o talenty. Wyróżniam i nagradzam nauczycieli i szkoły, dające w tej materii szczególnie wyróżniający się przykład.
Wszyscy uczniowie niepełnosprawni lub mający trudności z innych przyczyn także – zgodnie z nowymi regulacjami prawnymi – powinni otrzymywać dodatkową pomoc.
Opisywany i zarzucany w programie PiS chaos w przepisach maturalnych wywołał minister rządu Jarosława Kaczyńskiego zarówno przesuwając termin wprowadzania matury z matematyki z 2009 na 2010, jak i decydując o tak zwanej "poprawce giertychowskiej", pozwalającej niezdaną maturę uznać za zdaną, później zakwestionowanej przez Trybunał Konstytucyjny.
Zmodernizowane wymagania i procedury egzaminacyjne wchodzą zgodnie z już przyjętą podstawą programową w gimnazjach w 2012 roku, zaś w szkołach podstawowych i na maturze w 2015 roku.
A przygotowany projekt modernizacji nadzoru pedagogicznego zakłada właśnie odejście od jednowymiarowego postrzegania pracy szkół, wyłącznie przez wyniki egzaminów zewnętrznych, na rzecz kilku wyraźnie zdefiniowanych ocen ważnych aspektów pracy szkoły, w tym wychowawczego. Wprowadzi także podporządkowanie ośrodków regionalnych zajmujących się oceną pracy szkół bezpośrednio ministerstwu. Wzmocnienie pozycji i odpowiedzialności dyrektora szkoły także jest tam uwzględnione.
Poza tym śmiem twierdzić, że zatroszczenie się przez rząd PO-PSL o bardzo znaczące podniesienie wynagrodzeń nauczycieli, sprzyja podnoszeniu prestiżu zawodu nauczyciela, a nie jego "zdeprecjonowaniu". Zespół doradczy pracuje obecnie jeszcze nad uczynieniem systemu awansu nauczycieli mniej biurokratycznym a bardziej motywującym. Zaś tytuł profesora oświaty ma konkretnie zdefiniowane wymagania i nie ma charakteru wyłącznie honorowego – łączy się z bardzo konkretną gratyfikacją finansową!
Twierdzenie, że stawiało się na upowszechnienie edukacji przedszkolnej i chwalenie się 30-tysięcznym wzrostem liczby miejsc w przedszkolach oraz twierdzenie że dopiero trzeba określić wymagania kwalifikacyjne od nauczycieli małych form przedszkolnych i uregulować sposób ich pracy, robi wrażenie, że jest to skopiowane z programu sprzed lat. Warto zauważyć, że już jest to uregulowane i nastąpił ponad 200-tysięczny wzrost tych miejsc dzięki pracy obecnego rządu, wsparciu funduszy europejskich i aktywności samorządów.
Także albo plany PiS są oparte na skopiowaniu ich wcześniejszych pomysłów albo są pochodną tego, że PiS nie interesował się edukacją przez ostatnie 4 lata. Od największej partii opozycyjnej oczekiwałabym lepszej orientacji w działaniach podejmowanych przez mój resort, a nie strzelania na oślep.
12 sierpnia 2011
Kampania wyborcza
Kampania wyborcza skłania do większej aktywności i przemyślenia swojego sposobu kontaktowania się z potencjalnymi wyborcami – znajomymi, przyjaciółmi, ale też z osobami zupełnie nieznajomymi.
Pod adresem http://www.hall.pl/ (pod którym przez jakiś czas funkcjonował ten blog) powstała moja nowa strona internetowa (zachęcam do zapoznania się z nią i także do przekazania o niej swoich opinii). Jednocześnie blog zyskał nowy tytuł „Szkoła z pasją”.
Blog ten prowadzę od początku roku 2009, odpowiadam także na wszelkie pytania napływające za jego pośrednictwem. Od kilku miesięcy zaczęłam też być obecna na Twitterze, którego już zresztą jako formę komunikacji tu chwaliłam i charakteryzowałam.
Przy biurze poselskim posła do Parlamentu Europejskiego Jana Kozłowskiego zaczęło działać moje biuro wyborcze prowadzone przez młodych wolontariuszy, którzy parę lat temu zostali absolwentami Gdańskiego Liceum Autonomicznego (szkoły założonej przeze mnie). Mają oni za zadanie udzielać informacji na temat moich działań w kampanii wyborczej do Sejmu.
Obecnie kończę spędzać w domu w Sopocie dwa tygodnie urlopu. Codziennie pół dnia zajmowało mi chodzenie na ćwiczenia rehabilitacyjne, aby usprawnić swoje kolano. Interesowałam się też tutejszymi wydarzeniami kulturalnymi, sportowymi oraz zaczęłam być mocniej obecna w portalach społecznościowych.
Konto na Facebooku mam już dłuższy czas, jednak nie byłam na nim wcześniej specjalnie aktywna. Ustaliłam, że na Facebooku było kilka Katarzyn Hall, które jednak nie wyglądały na strony i nazwiska autentyczne. Zgłosiłam, że to najprawdopodobniej podszywanie się, ale na razie nie wiem czy i co z tego wyniknie. Znajomych dodaję tam najczęściej wtedy, gdy ich ktoś poleca lub gdy zwrócą się do mnie pisząc coś osobiście – staram się nie uczestniczyć w licytacji kto więcej i szybciej znajomych nazbiera (którzy dodatkowo nie są tak naprawdę znajomymi), aby hasło „znajomy” miało sens.
Niedawno także wpisałam się na Naszej Klasie. Zapisałam się również do klas, które kiedyś uczyłam – tych, które są tam obecne. Zauważyłam, że nauczycieli charakteryzuje największa liczba szkół i klas. Zaczęli dopiero pojawiać się pierwsi znajomi, którzy mnie tam zauważyli. Tam czas biegnie wolniej, ludzie zaglądają raz na jakiś czas. To chyba tylko Twitter i Facebook są obecne u niektórych już na stałe, codziennie, także w telefonach komórkowych.
Daleko mi jeszcze do 10 tys. śledzących wpisy na Twitterze Radosława Sikorskiego (chyba to najpopularniejszy Twitter polskiego polityka), ale szybko liczba obserwatorów mi przyrasta. Zarówno na http://www.hall.pl/, jak i na tym blogu, są także cytowane najnowsze moje wpisy z Twittera.
Wraz z pojawieniem się strony http://www.hall.pl/ i nowego tytułu bloga, przenoszę okienko do korespondencji ze mną na http://www.hall.pl/. Tam, za pośrednictwem rubryki „Kontakt” będzie nadal można do mnie napisać list. Zapraszam do kontaktowania się ze mną – można napisać list także na Naszej Klasie, na Facebooku, no i na http://www.hall.pl/.
5 kwietnia 2011
Skończcie straszyć! (ciąg dalszy…)
Szanowna Pani Minister,
Pracuję jako specjalista (pedagog-terapeuta) w Przedszkolu z oddziałami integracyjnymi. Wraz z moimi przyjaciółmi specjalistami jesteśmy zaniepokojeni, zmartwieni i sfrustrowani działaniami MEN. Należymy do ZNP, który poinformował nas, iż działania MEN zmierzają do usunięcia nauczycieli "nietablicowych" z Karty Nauczyciela. Działania takie mają się odbyć na wakacjach, kiedy to każdy nauczyciel jest na wakacjach. Gruntownie przeczytaliśmy wywiad z Panią na łamach Głosu Nauczycielskiego, w którym informuje Pani, iż specjaliści nadal będą nauczycielami i KN będzie ich obowiązywała, po czym słyszymy taką informację ze strony ZNP. Bardzo nas to niepokoi! Jesteśmy nauczycielami, prowadząc indywidualną terapię wspomagamy dziecko w realizacji podstawy programowej wychowania przedszkolnego! Boli nas to, iż MEN chce nas potraktować jak zwykłych pracowników, którym nie należy się status nauczyciela!!!
Odczuwamy realne obawy i nie rozumiemy takich ambiwalentnych działań i nieprawdziwych deklaracji, które jak nas informują Związki są bez pokrycia! Po co te deklaracje w Głosie Nauczycielskim!?! Czy możemy im wierzyć??!!!
Prosimy o odpowiedź!
Specjaliści, pracujący z dziećmi niepełnosprawnymi w przedszkolach integracyjnych!
Właśnie z takich listów do mnie ostatnio nadsyłanych wnoszę, że zaczęło się teraz straszenie odebraniem statusu nauczyciela specjalistom pracującym z dziećmi niepełnosprawnymi. Pisałam już, że nie chcę odebrać statusu nauczyciela nauczycielom pracującym w bibliotekach, świetlicach, pedagogom szkolnym. To samo dotyczy nauczycieli-specjalistów, których ciężką i bardzo potrzebną pracę naprawdę doceniam. W Głosie Nauczycielskim także już dementowałam przypisywane mi zamiary. Nie ma żadnego projektu w tej sprawie! Dlaczego traktują Państwo – moi korespondenci – różne rozsiewane plotki jako wiarygodniejsze niż informacje bezpośrednio ode mnie?
Do tego doszło informowanie, że zmiana dokona się w czasie najbliższych wakacji! Projekt ewentualnych zmian ustawowych w ogóle musiałby się pojawić i do tego już przejść cały proces konsultacji i uzgodnień. Projekty przygotowywane obecnie przez MEN, będące na różnych etapach prac legislacyjnych, to ustawa o systemie informacji oświatowej i ustawa o zmianie ustawy o systemie oświaty, które w ogóle nie zajmują się tym tematem.
Owszem, trwa dyskusja o Karcie Nauczyciela, w trakcie której padają różne pomysły. Ale od dyskusji daleka droga do konkretnych projektów. Planowane są badania dotyczące czasu pracy nauczycieli, inne analizy, ekspertyzy. Ale bez względu na efekty tych analiz, badań i dyskusji, uważam, że wszyscy ci, którzy są obecnie nauczycielami pracującym na różnych stanowiskach w przedszkolach, szkołach i innych placówkach oświatowych powinni zachować swój status! Bardzo ważnym celem jest indywidualne podchodzenie do potrzeb uczniów, a zatem także coraz lepsza opieka oraz lepszy dostęp do specjalistów mogących odpowiednio do potrzeb pomagać dzieciom. Są i będą potrzebni doświadczeni i sprawdzeni pedagodzy. Do tego, zgodnie z ostatnio wchodzącymi w życie rozwiązaniami dotyczącymi pomocy psychologiczno-pedagogicznej, będzie ich potrzebnych coraz więcej.
15 stycznia 2011
Nietablicowi i ich niepokoje
Bardzo mi przykro, że są tacy, który wykorzystując ludzką wrażliwość ciągle straszą. Już jakiś czas temu pisałam tu: skończcie straszyć. Ani status nauczyciela, ani gwarantowana prawem minimalna wysokość wynagrodzenia, ani uzyskany awans zawodowy nie są zagrożone w wypadku żadnego z nauczycieli. Również nauczycieli-bibliotekarzy, nauczycieli świetlic, przedszkoli, pedagogów, psychologów, zatrudnionych w szkołach, poradniach i innych placówkach oświatowych. Oczywiste jest, że inaczej niż w wypadku nauczycieli realizujących w szkołach obowiązkowe zajęcia edukacyjne (czasami potocznie nazywanych „tablicowymi”), jest i powinien być uregulowany ich czas pracy. Jeśli dziennikarze, działacze związkowi, samorządowcy, czy ktokolwiek inny przypisuje mi, że chcę zabrać status nauczyciela lub należny szczebel awansu czy wynagrodzenie, którejś z tych wymienionych wyżej grup nauczycieli, po prosu wprowadza w błąd tych którzy z pewnością na to straszenie wcale nie zasługują. Jeśli robi to ze świadomym celem politycznym czy wyborczym, trzeba mu powiedzieć, że kłamie. Proszę skończyć z przypisywaniem mi intencji, których nie mam.
Jest jednak inny temat, który może być realnym powodem niepokoju różnych środowisk oświatowych i który jest na ogół jedyną prawdziwą przyczyną redukowania zatrudnienia czy wręcz likwidowania różnych placówek oświatowych. Dzieci i młodzieży mamy w naszym kraju coraz mniej. Stąd znowu coraz więcej informacji o zamiarach likwidacji placówek oświatowych.
Zagwarantowane są środki w tegorocznym budżecie na kolejne podwyżki od września dla wszystkich nauczycieli (również „nietablicowych”!), jednak z powodu malejącej demografii pewnie po prostu znowu trochę mniej nauczycieli będzie miało pracę. Wiadomo już, że przynajmniej przez najbliższych 10 lat tej pracy będzie coraz mniej. Tam, gdzie jest istotnie mniej dzieci, tam też jest mniej pieniędzy na edukację (choć proporcjonalnie więcej dajemy na podwyżki). Środki na edukację są i będą dzielone proporcjonalnie do liczby uczniów. Na finansowanie szkół bez uczniów pieniędzy nie będzie.
Pracuję teraz bardzo intensywnie nad tym, jak umożliwić przetrwanie tej katastrofy demograficznej jak największej liczbie szkół, aby one były jednak jak najbliżej uczniów, jak pomóc samorządom dobrze realizować zadania oświatowe i osiągać jak najlepsze efekty edukacyjne w tych coraz trudniejszych warunkach. Z pożytkiem dla uczniów i z satysfakcją dla ich rodziców oraz nauczycieli. To konkretne wyzwanie.
8 października 2010
Nauczyciel Roku
(…) Chciałbym podzielić się z Panią informacjami o tym w jaki sposób jest rozstrzygany konkurs i wykazać, że Jury działa w sposób transparentny, merytoryczny i bezstronny.
Konkurs odbywał się już po raz dziewiąty. Za każdym razem jego rozpoczęcie jest anonsowane w Głosie Nauczycielskim i na stronie internetowej www.glos.pl. Jest także zamieszczany Regulamin konkursu, w którym staramy się uregulować przebieg każdej edycji. Dodam, że zgodnie z Regulaminem każdy uczestnik konkursu może złożyć reklamację, która musi być rozpatrzona.
Określając kryteria, które powinni spełnić laureaci, prosimy o przedstawienie sukcesów nauczyciela - tych mierzalnych (to może być np. liczba laureatów olimpiad, odsetek absolwentów przystępujących do matury i zdających ją, albo sukcesy związane z realizacją oświatowych projektów) oraz niemierzalnych (liczą się czyny, które niekoniecznie dotyczą sukcesów dydaktycznych, ale świadczą o tym, czy nauczyciel jest wychowawcą z prawdziwego zdarzenia - mieliśmy tutaj takie sytuacje jak np. wyciągnięcie ucznia z narkomanii, pomoc uczennicy zagrożonej anoreksją). Zdajemy sobie sprawę z tego, że kryterium "sukcesy nauczyciela" wydaje się nieostre. Jednak od samego początku przyjęliśmy, że konkurs musi być tak skonstruowany, by mogli w nim uczestniczyć nauczyciele z przedszkoli i liceów, z małych wiejskich szkół i dużych placówek miejskich, specjaliści i przedmiotowcy. A więc nauczyciele, którzy mogą być wybitni w tym co robią, ale efekty ich pracy nie zawsze są w prosty sposób porównywalne. (…) Odkrywamy często pedagogów z bardzo małych miejscowości i ze szkół, które nie plasują się w czołówkach rankingów. Robią fantastyczne rzeczy, a przecież mają o wiele trudniej niż ich koledzy z renomowanych szkół z wielkich miast.
Parę słów o samej kuchni wyboru laureatów. Wszystkie wnioski są czytane przez członków zespołu redakcyjnego, często przez kilka osób jednocześnie, by wykluczyć czy ograniczyć możliwość błędu. Dyskutujemy w redakcji nad tymi wnioskami, każdy zostaje opisany – tzn. spisujemy uwagi dotyczące wniosku. Podczas posiedzenia Jury relacjonujemy spostrzeżenia z tej redakcyjnej lektury. Jury otrzymuje pełną listę kandydatów i ma dostęp do wszystkich wniosków oraz towarzyszących im dokumentów.
(…) Rozumiem, że mogła być Pani zaniepokojona sygnałami, że coś jest "nie tak" z tym konkursem. Zgadzam się, że warto powiedzieć więcej na łamach Głosu o kuchni pracy jury. W numerze, który ukaże się w dniu Gali (nr 41 z 13 października), oprócz informacji o samych laureatach zamieszczę także słowo wstępne, w którym postaram się wyjaśnić jak najwięcej.
Ma Pani rację, że oprócz tych wybranych do finału, jest jeszcze bardzo wielu dobrych nauczycieli, którzy o włos tylko przegrali z finalistami (…). I właściwie ci nagrodzeni to są właśnie przykłady. Ich wybór nie świadczy o tym, że innych przekreślamy, że to co robią przestało być ważne. Tak zawsze staraliśmy się przedstawiać ideę tego konkursu.
Wydaje mi się, że większość uczestników konkursu podziela taki punkt widzenia. Np. jeden z nominowanych do finału, kiedy do niego zadzwoniliśmy z tą informacją (dzwoniliśmy do wszystkich z 13), powiedział nam "ja wygrałem już w momencie, kiedy uczniowie mnie zgłosili".
Wierzę, że inni, którzy akurat nie weszli do finału, w głębi serca myślą podobnie. Najważniejsze jest to, żeby nadal robili te wspaniałe rzeczy, które robią przecież nie dla nagród i zaszczytów, ale przede wszystkim dla swoich uczniów.
Dobrze, że na łamach Głosu także coś więcej zostanie powiedziane o "kuchni" pracy Jury Konkursu. W końcu analizuje ono tylko dokumenty. Mam przekonanie, że wybiera bardzo dobrych nauczycieli, co nie znaczy, że jest takich jeszcze wielu, którzy albo nie umieli tak samo bardzo dobrze zaprezentować tego co robią naprawdę, albo nawet nie zostali zgłoszeni. To w końcu tylko pozytywne przykłady i tak to traktujmy. Życzmy wszystkim nauczycielom wszystkiego najlepszego z okazji ich święta oraz wiele satysfakcji z pracy – przede wszystkim w oczach wychowanków, bo dla nich w końcu to wszystko...
8 sierpnia 2010
Ministrowie edukacji ostatniego dwudziestolecia
Tymczasem patrząc na liczbę dni, przez jaką było dane pracować kolejnym ministrom edukacji, nawet zakładając, że wszyscy oni mieli dobrą wolę działania w interesie jakości polskiej edukacji, łatwo zauważyć, że nie wszyscy mieli szansę przygotować i wdrożyć cokolwiek. Proces przygotowywania prawa jest niestety długotrwały, prawo oświatowe bardzo złożone, a efekty ewentualnych zmian przychodzą dopiero po latach.
Mamy w naszym kraju nie tylko władze centralne, ale także samorządowe. W tych wszystkich samorządach, w których wyborcy, zadowoleni z aktywności lokalnych radnych, wójtów, burmistrzów czy prezydentów, wybierali ich kilkakrotnie – powtórnie, widać, ile można zrobić zarządzając przez czas dłuższy. Tam, gdzie władza się zmieniała, na ogół narastały problemy i niezadowolenie. Znam jednak wiele samorządów bardzo konsekwentnie, przez wiele lat inwestujących w edukację i dumnych z osiąganych efektów.
W edukacji szczególnie potrzebna jest ciągłość i konsekwentne zarządzanie. Na skutki zmian czeka się wiele lat. Dlatego trzeba stwierdzić, że z każdym dniem konsekwentnej pracy naszego rządu rośnie również szansa na stopniowe uporządkowanie prawa oświatowego. Zawsze spotkam i takich, którzy uważają, że zmieniamy za mało, wskazują kolejne rozporządzenia wymagające korekt, jak i takich, którzy powiedzą, że zmieniamy za dużo i za szybko. Tymczasem pracujemy w sposób bardzo wytężony, w takim tempie, na jakie pozwalają różne okoliczności. Pewnie czeka nas jeszcze przynajmniej parę miesięcy pracy i sporo lat czekania na jej efekty.
Zarządzaniem edukacją – na różnych szczeblach – zajmuję się od 1989 roku. Zastanowiłam się, co istotnego i pozytywnego zapamiętałam z efektów pracy moich poprzedników.
W kolejnych trzech pierwszych rządach za edukację odpowiadała wiceminister Anna Radziwiłł i chyba przede wszystkim temu, że pomagała ona kilku kolejnym ministrom, zawdzięczamy nową – do dziś obowiązującą, z wieloma późniejszymi zmianami – Ustawę o systemie oświaty (z dnia 7 września 1991 roku). Myślenie o przygotowaniu tej ustawy z pewnością zaczęło się na samym początku pracy rządu Mazowieckiego, ale jak widać zajęło dwa lata – ustawa weszła w życie 25 października 1991 roku.
Za rządu Hanny Suchockiej wiceministrami zajmującymi się edukacją byli Kazimierz Marcinkiewicz i Anna Urbanowicz. Pamiętam, że za ich czasów nastąpiło lepsze opisanie w prawie oświaty niepublicznej i podjęte zostały również systematyczne zorganizowane kontakty z reprezentantami tego środowiska oraz zapamiętałam też to, że mieli oni całkiem interesujące pomysły na zmiany w statusie nauczycieli, których jednak nie zdążyli już wdrożyć w życie.
Za ministra Wiatra organizowane i finalizowane były – dość profesjonalnie i kompleksowo – prace nad podstawą programową, jednak żadne prawo na ten temat nie zdążyło być przyjęte.
Reformy rządu Jerzego Buzka – realizowane przez ministrów Handkego (tego do niedawna najdłużej urzędującego ze wszystkich ministrów edukacji) i Wittbrodta z wiceministrami Dzierzgowską i Książkiem oraz, tym razem w roli doradczyni, Anną Radziwiłł – zapamiętali chyba wszyscy. Po dziesięciu latach wyniki badań PISA pokazały, że dzięki tym zmianom nasi piętnastolatkowie lepiej rozumują. Nie dowiemy się, jakie efekty uzyskiwałaby nasza starsza młodzież, gdyby ten plan został wdrożony do końca. Ani planowanej wówczas obowiązkowej matury z matematyki, ani zmian przygotowywanych w kształceniu ponadgimnazjalnym, nie udało się już wprowadzić.
Minister Łybacka wprowadziła obowiązkowe przygotowanie przedszkolne sześciolatków, które miało być tylko krótkim etapem przejściowym do obniżenia wieku szkolnego, czego już nie zdążyła zrobić. Ten etap przejściowy dający programowo, obowiązkowo, prawie to samo sześciolatkom i jeszcze raz siedmiolatkom trwał aż do września 2009 roku.
Teraz ustawowo mamy sześciolatka, upowszechniamy edukację przedszkolną, mamy także maturę z matematyki dla wszystkich, przygotowujemy prawo, które ma spowodować bardziej indywidualne podejście do potrzeb uczniów, nowe egzaminy gimnazjalne i uporządkowanie sposobu edukacji na etapie ponadgimnazjalnym, a także edukacji dla Polaków za granicą. Ciekawe, ile jeszcze zdążymy i co się da zapamiętać po latach jako istotne z tej ponad setki wprowadzonych już rozporządzeń.
27 czerwca 2010
Chrońmy edukację

Edukacja to obszar, gdzie szczególnie oczekiwany jest spokój, stabilność, współdziałanie. Zmiany, prowadzące do coraz lepszych efektów, dobrej, przyjaznej atmosfery wychowawczej i unowocześniania metod pracy oraz wyposażenia, wymagają czasu.
W ostatnich latach naszemu rządowi udało się zapewnić systematyczny, duży wzrost wynagrodzeń nauczycieli. W roku obecnym i przyszłym 1 września nastąpią kolejne znaczące podwyżki. Chciałabym, aby już na stałe początek roku szkolnego był czasem istotnego poprawiania sytuacji materialnej nauczycieli. Myślę też o tym, jak stworzyć perspektywę dalszego awansu dla tych, którzy już są na najwyższym szczeblu drogi zawodowej. Nowa podstawa programowa i związane z nią zmiany są rozpisane na sześć lat, a pomoc nauczycielom w ich wdrażaniu będzie stale wspierana z funduszy europejskich. Obecnie przygotowana ustawa o Systemie Informacji Oświatowej znacząco odbiurokratyzuje oraz unowocześni zarządzanie edukacją, wszyscy nią zarządzający otrzymają skuteczne narzędzia do pogłębionych analiz, służących trafniejszemu podejmowaniu decyzji.
Droga edukacyjna ucznia w systemie szkolnym jest długa. Ci, którzy w tym roku zdawali maturę, rozpoczęli swoją edukację przynajmniej 12 lat temu. Uczniowie, których objęła zmiana programowa rozpoczęta w klasie pierwszej szkoły podstawowej we wrześniu 1999 roku, maturę będą zdawać dopiero za rok. Dalsza praca nad poprawianiem prawa oświatowego wymaga czasu i spokoju. Zarządzaniem edukacją zajmuję się na różnych szczeblach od 1989 roku, stąd uważnie śledzę zmiany w prawie oświatowym. Mieliśmy przez ten czas piętnastu ministrów edukacji, którzy różnie zapisali się w naszej pamięci.
Jednak wychowanie w atmosferze strachu i represji, przeciwstawianie się akceptacji, tolerancji i poszanowaniu praw człowieka jako wartościom wychowawczym, a nawet kwestionowanie teorii Darwina, zdarzyło się tylko za rządów Jarosława Kaczyńskiego. Nastąpiło wówczas także rozchwianie systemu maturalnego, w tym zmiany zasad określania zdawalności egzaminu i sposobu naliczania punktów z egzaminów zdawanych na poziomie rozszerzonym i podstawowym – powodujące problemy przy rekrutacji na studia – oraz amnestia maturalna.
Poprzez zmiany wprowadzane bez przemyślenia stało się dużo złego. Doprowadzono do paraliżu kontaktów szkół z organizacjami pozarządowymi, zatrzymania cennych inicjatyw podejmowanych we współpracy na przykład z Wielką Orkiestrą Świątecznej Pomocy, wprowadzono strach przed podejmowaniem jakichkolwiek działań. Oświata stała się elementem targów politycznych. Nauczyciele rekomendowani przez ZNP nie otrzymywali nagród i medali jako struktura postkomunistyczna. Upolitycznienie oświaty doprowadziło do tego, że protestująca przeciwko niemu młodzież wyszła na ulice. Odbudowa właściwych relacji trwa w zasadzie do dziś.
Prezydent Bronisław Komorowski gwarantowałby spokój i stabilność w edukacji. Wie on, co to znaczy wychowanie, jak ważne są w nim miłość i akceptacja. Zmiany w edukacji muszą następować ewolucyjnie i przewidywalnie. W tych trudnych gospodarczo czasach trzeba szczególnie pamiętać o odpowiednich środkach na edukację, a całemu rządowi potrzebna jest siła, spokój i stabilność. Tę siłę i stabilność może dać prezydentura Bronisława Komorowskiego. Bardzo serdecznie proszę o wsparcie jego kandydatury.
7 czerwca 2009
Wolność to odpowiedzialność
Zakazy muszą mieć uzasadnienie, takie jak potrzeba wywiązania się z obowiązków, zdrowie, bezpieczeństwo, dbanie o dobro innych. Z zasięgu rąk maluchów zabieramy to co ostre lub gorące, starsze dziecko już wie, co robić, aby uniknąć skaleczenia nożyczkami czy poparzenia gorącą herbatą. Nastolatkom zakazujemy pić alkohol czy palić papierosy, dorosły człowiek jeśli pije i pali to powinien rozumieć konsekwencje, jakie to ma dla jego zdrowia. Naszym dzieciom nakazujemy uczyć się, odrabiać lekcje, pomagać innym. Dorosły człowiek sam decyduje, czy i gdzie chce się uczyć, czy i gdzie podejmie pracę, gdzie i jak będzie mieszkać, żyć, także komu i jak będzie pomagać.
Kiedyś ta wolność wyboru była dużo bardziej ograniczona, decydowano za nas do jakiej mamy iść pracy, gdzie jechać na wakacje, czy możemy wyjechać za granicę. Na mieszkanie, telefon czy samochód czekało się w wieloletnich kolejkach i bez specjalnego wyboru, w sklepach były puste półki lub tylko towar „kartkowy”, dostępny po często wielogodzinnym oczekiwaniu, a słowo „kupić” wyparte było całkowicie przez słowo „dostać”.
Pragnęliśmy wolności i dostępu do wielu dóbr niedostępnych wówczas. Czy zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że pełne półki w sklepach to także konieczność dokonywania wyboru co z tych pólek chcemy wziąć i także niemożność kupienia wszystkiego, na co mielibyśmy ochotę. Na rynku na pewno jest lepsze i droższe mieszkanie niż to, które mamy, lepszy samochód, droższe buty, ubranie. Zawsze obok siebie mamy i tych, których nie stać na to, na co stać nas, a także takich, których stać na dużo więcej.
Wczoraj rozmawiałam z kilkoma dyrektorami gimnazjów. Jedni cieszyli się z większej wolności, jaką będą mieli od września, inni mieli dużo obaw. Zdawali sobie sprawę z tego, że czym mniej ograniczeń wolności wyboru co do realizowanego programu i podręcznika, sposobu organizacji pracy szkoły, tym większa odpowiedzialność za końcowe efekty edukacyjne.
Po zmianach w edukacji z 1999 roku, dyrektorzy szkół i nauczyciele pytani o główny atut reformy, na ogół odpowiadali: wolność wyboru programu i podręcznika. Niektórzy jednak tęsknili za programem jedynie słusznym, wszędzie jednakowym. Od 1999 roku programy nauczania można było tworzyć samemu lub wybierać z ministerialnej listy. Na ogół wybierano a nie tworzono, choć są i tacy, co sami tworzyli.
Zmiana wchodząca od września polega na tym, że nauczyciele i dyrektorzy szkół sami będą decydować, z jakiego programu skorzystają, będzie tylko jednolita dla wszystkich, dużo bardziej precyzyjna niż dotychczas, podstawa programowa, zaś nie będzie listy programów dopuszczonych przez ministra. Polscy nauczyciela są dobrze wykształceni. Warto im zaufać. Potrafią zrozumieć, jakie wymagania stawia przed nimi nowa podstawa oraz dobrać programy pomagające ich uczniom jak najlepiej te wymagania spełnić. Dajemy możliwość dyrektorowi szkoły, jeśli ma wątpliwość, czy jego nauczyciel odpowiedzialnie skorzystał ze swojego zakresu wolności, zapytać się o ocenę stworzonego lub wybranego przez niego programu, innego nauczyciela z odpowiednimi kwalifikacjami. Będzie jednak do wyboru lista dopuszczonych ministerialnie podręczników. Może za kolejne 10 lat przestaniemy dopuszczać do użytku także podręczniki? Są kraje, gdzie nauczyciel sam ocenia też podręcznik.
Już 20 lat uczymy się – często na błędach – dokonywać politycznych wyborów, 10 lat nauczyciele uczą się wybierać programy i podręczniki, samorządy prowadzić szkoły. Od września tego roku nauczycielom, dyrektorom szkół i samorządom poszerzamy granice wolności w organizowaniu edukacji. W nowy sposób ma też zacząć działać nadzór pedagogiczny: ma sprawdzać, czy ta wolność w doborze drogi dążenia do celu, jakim jest spełnianie jasno zdefiniowanych wymagań z podstawy programowej, przynosi dobre efekty, czy poczucie odpowiedzialności wszystkich organizatorów edukacji jest do tego nowego zakresu wolności wystarczające. Czeka wszystkich trochę trudu, aby przestawiać się na pracę „po nowemu”. To wykształcony nauczyciel ma wiedzieć najlepiej, jak nauczyć swojego przedmiotu, profesjonalny dyrektor szkoły ma wybrać optymalny dla jego społeczności szkolnej sposób organizacji pracy, zaś samorząd stwarzać po temu jak najlepsze warunki na swoim terenie. 1 września 2009 roku zrobimy w tym kierunku kolejny krok.
30 marca 2009
Młodzi przed wyborami
Warto wykorzystać okres około-wyborczy w celu promowania wśród uczniów postaw obywatelskich, świadomości europejskiej i rozumienia odpowiedzialności, jaka związana jest z udziałem w wyborach.
Do dyrektora szkoły należy decyzja, czy dane działania są zgodne z prawem i mogą być zrealizowane w szkole. Należy bardzo wyraźnie oddzielać zadania czysto edukacyjne - na przykład informujące o znaczeniu przeprowadzanych wyborów i roli Parlamentu Europejskiego - od tych, które są agitacją wyborczą. Dlatego na przykład w szczególności omawiając w szkołach programy poszczególnych ugrupowań uczestniczących w wyborach, trzeba pamiętać o współpracy ze wszystkimi sztabami wyborczymi. Nauczyciele uczący wiedzy o społeczeństwie, historii, a także wychowawcy klas, przy okazji toczącej się kampanii wyborczej i odbywających się wyborów mają unikalną okazję zadbać o dobre przygotowanie i poważne podejście uczniów do obowiązku obywatelskiego, jakim jest czynny udział w wyborach.
Analizując dane statystyczne mówiące o tym, jaka część młodych polskich obywateli uczestniczy w wyborach, mamy jednocześnie odpowiedź na pytanie, na ile dobrze prowadziliśmy w naszych szkołach edukację obywatelską kilka lat temu. Obyśmy za kilka lat mogli odnotować znaczący wzrost tych liczb.
Pomocne będzie z pewnością wykorzystanie inicjatyw organizacji pozarządowych, które mogą prowadzić w szkołach działania z zakresu edukacji obywatelskiej, a w szczególności informować o znaczeniu przeprowadzanych wyborów, roli, zadaniach i znaczeniu Parlamentu Europejskiego oraz o zasadach ustalania wyników wyborów. Poza wsparciem merytorycznym da to uczniom poczucie uczestnictwa w szerszych działaniach.
Najbardziej chyba znane, obecne w bardzo wielu szkołach są akcje przedwyborcze prowadzone systematycznie od 1995 roku z inspiracji Centrum Edukacji Obywatelskiej. Obserwuję je od lat i cieszę się, że nadal są kontynuowane.







