Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przedszkole. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przedszkole. Pokaż wszystkie posty

15 marca 2026

Jak reformować edukację czyli o zdrowym rozumie nauczyciela

Zostały podpisane dwa rozporządzenia, które najmocniej definiują polską oświatową rzeczywistość - zmieniające rozporządzenie w sprawie ramowych planów nauczania dla publicznych szkół i rozporządzenie w sprawie podstawy programowej wychowania przedszkolnego oraz podstawy programowej kształcenia ogólnego dla szkoły podstawowej. Na razie brak decyzji dotyczących szkół ponadpodstawowych. Wszystko dotyczy etapów wcześniejszych. Harmonogram ogłoszony przez ministerstwo edukacji zakłada, że do szkół średnich zmiany wkroczą od września 2027.



Co zmieni się w szkołach tak naprawdę?

Mniej niż rok temu z dość dużym hałasem ogłoszono zmianę podstawy programowej wychowania fizycznego. Właściwe rozporządzenie podpisano w wakacje. Zmiana miała wejść do absolutnie wszystkich klas na wszystkich etapach edukacyjnych. Liczba godzin pozostała ta sama, kwalifikacje nauczycieli też. W pracujących na podstawie autorskich programów szkołach Dobrej Edukacji, które wspieram, odbyła się odpowiednia dyskusja kadry i formalne dostosowanie programu do nowych wymogów. Czy zmieniło się coś jeszcze?

Godziny wychowania fizycznego są bardzo potrzebne, powinno odbywać się na nich kształtowania nawyków zdrowego stylu życia. Najlepiej, gdy uczeń ma pewne możliwości wyboru rodzajów aktywności ruchowej, aby znalazł dla siebie coś, co pozostanie z nim przez całe życie, jak na przykład zamiłowanie do którejś z gier zespołowych, pływania, biegania czy jazdy na rowerze. Mamy w naszym kraju bardzo wielu mądrych nauczycieli wf-u, którzy czują się za to odpowiedzialni. Niektórzy organizują też w swoich szkołach co roku obozy narciarskie, żeglarskie czy kajakowe, aby pokazać swoim uczniom swoje ulubione aktywności. Rolą nauczyciela jest zarażanie swoimi pasjami, dawanie dobrego przykładu. Jeśli jeszcze do tego nauczyciel fizyki co tydzień gra z uczniami w siatkówkę, a nauczyciel matematyki co roku wyjeżdża na obozy żeglarskie, to jest to najlepsza edukacja zdrowotna, bardziej przekonująca niż osobne godziny siedzenia w ławce. Kluczem do sukcesu pozostają nauczyciele z pasją, budujący relacje i więź ze swoimi podopiecznymi.

Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie, czy zmiana podstawy programowej w-f - poza konieczną rytualną zmianą dokumentów programowych, czasem kontrolowanych przez kuratoria - zmieniła coś jeszcze w szkołach? (dyrektorze, dopilnuj, sprawdź, czy masz ten odpowiednio zmieniony dokument)

Jeśli byli w szkole nauczyciele z pasją, mający dobre relacje ze swoimi uczniami, dalej pracują na lekcjach dobrze. Jeśli natomiast byli wypaleni i zmęczeni, oczekiwanie dyrektora, aby przygotowali nowy dokument programowy, raczej to wypalenie i zmęczenie pogłębiło, niż cokolwiek im w pracy pomogło… Tak samo pewnie będzie w wypadku zmieniania podstaw programowych paru innych przedmiotów. Jeśli prowadzimy szkołę, która ma swoją wizję i misję, i nauczycieli z pasją, dalej będzie ona swoje założenia realizować. Formalna potrzeba analizy realizowanych treści programowych może w tym pomóc. Ale nie jest kluczowa. Kluczowi są nauczyciele i ich kondycja.

Ośmielę się postawić tezę, że tak samo jak bardzo niewiele zmieniła w szkolnej rzeczywistości zmiana podstawy programowej w-f, tak samo bardzo niewiele zmieni zmiana podstawy programowej przedszkolnej i wczesnoszkolnej. Cele tych etapów edukacyjnych są od lat niezmienne. To naprawdę fundamentalne etapy edukacji. Od jakości pracy nauczycieli wczesnej edukacji zależy właściwie w szkołach wszystko. I mamy ich w kraju wielu bardzo dobrych, dobrze przygotowujących do kolejnych etapów nauki. Z powodu radykalnie kurczącej się liczby urodzeń, potrzebnych będzie tych nauczycieli mniej. Dużo bardziej od zmodernizowanego profilu absolwenta przedszkola, przydałby się im standard zmniejszonej liczebności grup oraz wprowadzenie nauczyciela wspomagającego lub asystenta nauczyciela w każdej grupie. Jeśli chcemy naprawdę zadbać o jakość edukacji, warto zainwestować w ten najwcześniejszy jej etap. Choć coraz lepiej umiemy diagnozować różnego rodzaju trudności i niepełnosprawności oraz wiemy, jak można pomagać dzieciom, rozwiązania prawne w tej sprawie pozostawiają wiele do życzenia. Wymogi biurokratyczne liczenia i finansowania “godzin wsparcia” rosną, zaś mamy, szczególnie na młodszych etapach, wiele dzieci wymagających diagnozy, ale jeszcze jej nie posiadających i tym samym nie mających formalnie zaprojektowanego wsparcia. Do tego dochodzi coraz więcej dzieci z uzależnieniem od ekranów, z nadpobudliwością, z różnymi zaburzeniami zachowania. Doświadczenia zebrane w ostatnich latach w szkołach Dobrej Edukacji wskazują, że najlepiej sprawdzają się grupy kilkunastoosobowe z dwójką nauczycieli. Wtedy możliwe jest prawdziwe podążanie za potrzebami dzieci, indywidualne dostosowywanie wymagań do ich możliwości, rozwijanie ich potencjału. Jak najwcześniejsze obejmowanie wszystkich dzieci dobrej jakości edukacją przedszkolną, mądre diagnozowanie ich dojrzałości szkolnej, odpowiednie “kierowanie ruchem” na tych wczesnych etapach, indywidualne ustalanie celów, rotowanie składu grup, zależnie od potrzeb, jest możliwe, znane i stosowane. Pracujemy tak w szkołach Dobrej Edukacji. Podobne rozwiązania są znane od lat, obecne między innymi w szkołach Montessori. Często wystarczy tu dobre zorientowanie na cel, jakim jest wyposażenie w podstawowe kompetencje potrzebne na kolejnym etapie edukacyjnym i danie wolności organizacyjnej obdarzonym zdrowym rozsądkiem nauczycielom. Bardzo jestem ciekawa, czy i co trzeba będzie zmienić w naszym Programie Dobrej Edukacji na tych wczesnych etapach, aby go dostosować do nowych wymogów. Myślę, że bardzo niewiele. Czekam na efekty pracy naszego zespołu programowego.


Przedmioty mniej i bardziej polityczne

Szczęście pewnej niezmienności celów, bez względu na różne reformatorskie pomysły, mają też nauczyciele języków obcych. Jakoś nie wzbudza narodowego sporu, co to znaczy dobrze posługiwać się językiem obcym (szkoda, że zamiast analogicznie orientować się przede wszystkim na dobre posługiwanie się językiem ojczystym, toczymy nieustający spór o coraz to inne lektury). Nauczycielom języków obcych na ogół udaje się realizować cele programowe z nawiązką, przynajmniej wobec części lepiej zmotywowanych lub uzdolnionych uczniów. Zawdzięczamy to możliwości organizowania pracy w grupach zaawansowania, co ma miejsce w bardzo wielu szkołach. Po prostu niektórzy uczą się trochę więcej niż koniecznie należy i nikogo to na całe szczęście nie oburza. Dostosowujemy stawiane wymagania do faktycznego poziomu zaawansowania uczniów, żeby nie zajmować się uczeniem ich tego, co już umieją.

Analogiczne rozwiązania organizacyjne - praca w grupach zaawansowania, jakie są często przyjmowane w wypadku języka angielskiego, bardzo dobrze sprawdzają się w wypadku drugiego przedmiotu egzaminacyjnego - matematyki. Znam szkoły - publiczne i niepubliczne - które takie rozwiązanie stosują. Jednak jest to dużo mniej powszechne i trudniejsze komunikacyjnie wobec uczniów i rodziców niż poziomowanie nauki języka obcego. Tymczasem można dostosowywać wymagania do faktycznego zdiagnozowanego poziomu ucznia, należy mu pomagać przezwyciężać trudności, rozwijać zdolności. Pamiętam ze swojej praktyki nauczycielskiej sprzed bardzo wielu lat klasy, w których “realizowanie programu” było do nikogo. Jedni uczniowie tracili czas, gdyż dawno już wszystko wiedzieli i zadania ich w ogóle nie motywowały do myślenia, drudzy siedzieli jak “na tureckim kazaniu”, gdyż wszystko, co było omawiane, było dla nich kompletnie niedostępne, w danym momencie za trudne, potrzebowali najpierw uzupełnienia bardziej elementarnej wiedzy. Te same godziny przy innym podziale na grupy mogłyby być rozwijające i stymulujące, tymczasem były zupełną stratą czasu - i ucznia, i nauczyciela. Ile godzin w naszym systemie jest nadal taką stratą czasu?

Pewne porządkujące zmiany treści programowych są co pewien czas potrzebne. Największe niepokoje środowiska nauczycielskiego występują wtedy, gdy są widoczne różnice w liczbach godzin konkretnych przedmiotów. Przeanalizowałam dokładnie różnice pomiędzy “starymi” a “nowymi” ramówkami szkoły podstawowej. Na pewno pozytywnie odebrane będzie w szkołach zwiększenie liczby godzin wczesnej edukacji oraz zwiększone godziny zajęć praktyczno-technicznych i także ten bardziej praktyczny aspekt tych zajęć.

Warto zauważyć, że przedmiot przyroda w klasach IV-VI to powrót do edukacji przyrodniczej obecnej przez wiele lat w sześcioletnich szkołach podstawowych. Wtedy działało to dobrze, lepiej niż podział na więcej przedmiotów i może tak być dalej. Nauczyciele poszczególnych przedmiotów przyrodniczych chcą w klasach VII-VIII mieć tyle samo godzin, ile było przez trzy lata w gimnazjach. Tymczasem zmniejszenie było potrzebne - liczby godzin łącznie w klasach VII-VIII było po prostu za dużo. Szkoda, że od razu nie przygotowano i nie pokazano razem koncepcji programowej poszczególnych przedmiotów przyrodniczych na wszystkich etapach. Kiedyś niektóre treści były realizowane w III klasie gimnazjum, teraz mogą być w I klasie szkół ponadpodstawowych, nie wszystko trzeba “upychać” w podstawówkach. Otwarte dla mnie jest teraz pytanie, czy treści jest proporcjonalnie mniej do tych nowych nieco zmniejszonych w klasach VII-VIII godzin i czy będzie to potem odpowiednio uzupełnione w szkołach ponadpodstawowych. Edukacja przyrodnicza w szkołach podstawowych ma być tylko wstępem i zachętą do tego, co będzie rozwijane na następnym etapie.

Najbardziej w ogniu różnych wojen politycznych znajdują się na ogół poloniści i historycy. Pierwsi stają się obarczeni potrzebą wtłaczania w głowy uczniów zapamiętania szczegółów z ulubionych lektur aktualnych decydentów politycznych, zamiast po prostu posiadania odpowiedzialności za jak najlepsze posługiwanie się językiem ojczystym i rozbudzanie zamiłowania do czytelnictwa (moim zdaniem najlepiej im to zadanie pójdzie, jeśli sami autonomicznie będą mogli dobrać do swoich uczniów i swoich zamiłowań materiał literacki, jakim się posłużą…). Drudzy, przez lata swojej pracy obok podstawowego kursu historii, w którym też lista godnych wyeksponowania faktów i dat się dość często zmienia, doświadczają jeszcze zmieniających się nazw i koncepcji przedmiotów przygotowujących do życia społecznego. Obecnie w szkole podstawowej wiedza o społeczeństwie zostanie zastąpiona przez edukację obywatelską. Do tego będzie to realizowane zamiast w klasie VIII - w klasach VI i VII. Wcześniej  edukacja obywatelska pojawiła się też w szkołach średnich, tym razem zamiast historii i teraźniejszości i jeszcze wcześniej obecnego wos-u podstawowego, pomimo tego, że całościowej koncepcji szkół średnich jeszcze nie pokazano. Nauczyciele historii odpowiedzialni za te wszystkie przedmioty prawie co roku mają jakieś zmiany programowe.

Jak godziny będące w dyspozycji historyków zostaną zagospodarowane, tak naprawdę zależy od nich samych. Teraz pewnie wielu z nich już zastanawia się, czy i jakim przedmiotem zastąpi edukację obywatelską kolejny minister.


Rozterki związane z edukacją zdrowotną

Gdy planowano wprowadzenie obowiązkowej edukacji zdrowotnej, zakładano wyjęcie treści jej poświęconych z innych przedmiotów i umieszczenie ich w tym nowym przedmiocie. Gdy jednak stał się ten przedmiot nieobowiązkowy, te ważne skądinąd treści też stały się nieobowiązkowe. Może jednak lepiej, żeby edukację zdrowotną prowadzili na swoich przedmiotach nauczyciele wf i przyrody? Nadal byłaby obowiązkowa… Tymczasem teraz, jeśli na przyrodzie i wf jednak nauczyciele z edukowania zdrowotnego nie zrezygnują, bo to ważne, niektórzy uczniowie będą niektóre treści omawiać dwa razy, zaś jeśli zrezygnują, ci co nie wybiorą edukacji zdrowotnej w ogóle ich nie będą mieli… Zespoły nauczycielskie przyjmując swoje programy szkolne muszą przemyśleć, jak w ich szkołach do tego zagadnienia podejść.


Rozterki związane z ocenianiem i egzaminowaniem

Pod największą presją w szkołach są nauczyciele obowiązkowych przedmiotów egzaminacyjnych. Warunki rekrutacji do szkół średnich powodują zarówno oczekiwanie jak najlepszych ocen na świadectwie ukończenia szkoły podstawowej, jak i jak najbardziej efektywnego przygotowania do egzaminów. Wspomniane wyżej grupowanie uczniów według zaawansowania może tę efektywność poprawić. Jednak przy presji na jak najwyższe oceny, zwiększenie wymagań wobec bardziej zaawansowanych uczniów, może wcale nie być odbierane pozytywnie. Trzeba jeszcze przy tym popracować w szkole nad odejściem od porównywania uczniów - ustalania listy celów edukacyjnych dla każdego indywidualnie i oceniania ich w formie informacji zwrotnej, zgodnie z własną listą celów. Tak robimy w szkołach Dobrej Edukacji. Jednak w wielu szkołach jest presja na stopnie szkolne i na porównywanie uczniów między sobą. Pogodzenie tego z mądrym zachęcaniem do robienia postępów bywa trudne. Także nieustanne orientowanie się na przygotowania egzaminacyjne nie zawsze ma sens. Szczególnie wtedy, jeśli konstrukcja egzaminu nie daje pola do popisu ani tym najsłabszym, ani tym najzdolniejszym. Warto byłoby odejść od sprawdzania minimum programowego na rzecz zróżnicowanych co do trudności poleceń, dających możliwość wykazania się zarówno tym, którzy opanowali jedynie najbardziej podstawową część wymagań, jak i tym, dla których potrzebny jest poziom wymagań wykraczający poza elementarne umiejętności. Na podstawie wyników egzaminu można byłoby wtedy tworzyć w szkołach średnich grupy zaawansowania z języka angielskiego czy też wybierać uczniów do klas matematycznych. Byłoby to bardziej narzędzie do “kierowania ruchem” niż dość niedoskonale odcinające próg rekrutacji. Nauczyciele przedmiotów egzaminacyjnych najbardziej teraz czekają na informację, jak ma się zmienić system egzaminacyjny. Samo nowe brzmienie podstawy programowej przedmiotów egzaminacyjnych tej informacji im nie daje, a to ona właśnie określi ich pracę w ostatnich latach szkoły podstawowej z uwagi na dzisiejsze realia prawne (bez zmian zasad rekrutacji do szkół publicznych) i oczekiwania społeczne (dyrekcji szkół, rodziców uczniów).

Zmiana ramowych planów nauczania i podstaw programowych to zawsze okazja do przemyślenia na nowo w szkołach, jak chcemy pracować, co jest dla nas ważne. Jeśli mamy to przemyślane, będzie tylko lepiej, choć wcale tak bardzo dużo się nie zmieni…


Polecam także uwadze: 





Katarzyna Hall
Prezeska Stowarzyszenia Dobra Edukacja, minister edukacji narodowej w latach 2007–2011, współzałożycielka wielu szkół niepublicznych.


6 grudnia 2025

Zadanie matematyczne od Pani Prezydent Chabior

Jako nauczycielka matematyki proponuję potraktowanie tekstu miejskiego komunikatu z konferencji zastępczyni prezydenta Gdańska jako źródła danych do praktycznego zadania matematycznego z pytaniem, jaka część środków z dotacji na oświatę nie-samorządową została wydana zdaniem miejskich urzędników nieprawidłowo. Próba rozwiązania w oparciu o dane z tego tekstu znajduje się na końcu tego wpisu. Akurat tej informacji w tekście komunikatu nie ma. Ale jest trochę innych danych, opisujących edukację w mieście.

Cytaty: W Gdańsku działa obecnie 511 jednostek oświatowych, w tym 299 placówek niesamorządowych. …budżet edukacyjny na rok 2025 wynosi 2,3 miliarda złotych, z czego aż 30 procent stanowią dotacje dla sektora niepublicznego.

Wniosek: 70% budżetu utrzymuje 41% znajdujących się w mieście placówek. Część z 59% placówek (te nie-samorządowe)  jest wspierana przez dotację oświatową, stanowiącą te 30% budżetu. Nie wszystkie mają prawo do dotacji - na przykład niepubliczne poradnie na ogół żadnych nie otrzymują. Do dotacji budżetowych mają prawo zarejestrowane w mieście przedszkola i szkoły. Wśród przedszkoli i szkół znajdujących się w mieście mamy:
  1. przedszkola i szkoły publiczne - prowadzone i finansowane przez miasto,
  2. przedszkola i szkoły publiczne (bezpłatne dla rodziców) prowadzone przez inne podmioty - nie-samorządowe, finansowane głównie z dotacji budżetowej, czasem otrzymujące jakieś inne dofinansowanie od organu prowadzącego,
  3. przedszkola i szkoły niepubliczne - mające mniejsze niż publiczne dofinansowanie z dotacji budżetowej, najczęściej pobierające też czesne od rodziców.
Placówki wymienione w punktach 2 i 3 otrzymują dofinansowanie na podstawie comiesięcznych szczegółowych informacji o liczbie i potrzebach ich uczniów lub wychowanków. Następnie, mają obowiązek również bardzo szczegółowo się rozliczać z otrzymanych środków.

Pełniejszy obraz sytuacji otrzymalibyśmy znając jeszcze proporcje liczby uczniów oraz kadry wszystkich szkół i przedszkoli. Sama znam bezpośrednio bardzo wiele gdańskich placówek - publicznych i niepublicznych, nawet pewną liczbę z nich sama zakładałam. Pierwszą szkołę niepubliczną założyłam w Gdańsku, działając w Gdańskiej Fundacji Oświatowej, w 1989 roku. Było to istniejące do dziś i cieszące się bardzo dobrą opinią Gdańskie Liceum Autonomiczne. W ostatnich latach rejestrowałam szkoły w Gdańsku w imieniu Stowarzyszenia Dobra Edukacja. Za każdym razem utworzenie szkoły było poprzedzone dyskusją zespołu ludzi, który diagnozował konkretne potrzeby społeczne i starał się wyjść im naprzeciw.

Ostatnio Wojciech Książek przypomniał mi, że postulat przełamania państwowego monopolu poprzez tworzenie szkół niezależnych pojawił się już w 1981 roku podczas I Krajowego Zjazdu NSZZ „Solidarność”.

Wszystkich, którzy chcą lepiej poznać historię tworzenia się ruchu szkół niezależnych, serdecznie zapraszam do udziału w konferencji „Dlaczego chcieliśmy zmieniać świat? Historie twórców szkół z lat 1989–1995”, która odbędzie się 12 stycznia 2026 roku w Europejskim Centrum Solidarności w Gdańsku. Wydarzenie organizowane przez Stowarzyszenie Dobra Edukacja przy wsparciu Fundacji PZU podsumowuje ogólnopolski projekt badawczy dokumentujący początki edukacji niepublicznej w Polsce po 1989 roku.

Warto sobie odpowiedzieć na pytanie, dlaczego ludzie - mieszkańcy Gdańska - decydują się (chyba w coraz większej liczbie, bo szkół niepublicznych jest coraz więcej) posyłać swoje dzieci do przedszkoli i szkół płatnych, nawet jeśli jest dostępna całkiem niezła miejska bezpłatna oferta. Trzeba przede wszystkim mieć świadomość, że głównym wyzwaniem dla wszystkich jest demografia. Mamy starzejące się i wyludniające dzielnice, mamy też dzielnice młode, z dużym przyrostem małych dzieci. Zarządzający każdym dużym miastem ustawicznie mają kłopot z dostosowywaniem sieci szkół i przedszkoli do potrzeb demograficznych. Czasem sektor niepubliczny szybciej reaguje na nowe potrzeby i pomaga tu miastu. Gdy jednak demografia maleje, pojawia się konkurowanie. Zarówno z powodów demograficznych, jak i różnic w jakości i cenie, poznikało już trochę punktów przedszkolnych. Także likwidowane bywają szkoły. Zawsze jest to proces bolesny, ktoś traci pracę. Czasem miasto zyskuje przy tym jakiś budynek czy grunt do sprzedania lub innego wykorzystania. Ale czasem też musi jakiś oświatowy budynek w nowej dzielnicy wybudować.

Dlaczego, pomimo niekorzystnych tendencji demograficznych i sporej konkurencji niepublicznej, Stowarzyszenie Dobra Edukacja założyło w Gdańsku w latach 2013-2023 kilka szkół i wspiera zakładanie szkół w różnych miejscowościach w Polsce?

Szkoły prowadzone lub wspierane przez nasze Stowarzyszenie realizują wypracowane przez nas Standardy Dobrej Edukacji. Mamy przekonanie, że nasze Standardy to odpowiedź na wyzwania współczesności - to spersonalizowana edukacja wspierająca optymalnie uczniów w rozwoju. Co roku znajduje się spora grupa rodziców skłonna zainwestować w edukację swoich dzieci. Dobra Edukacja kosztuje więcej niż jest to możliwe do zapewnienia z dotacji budżetowej. Pracujemy w małych, najczęściej 10-12 -osobowych grupach. Każda z tych grup jest na ogół pod opieką dwóch osób z kadry. Każdy uczeń, niezależnie od realizowania celów przedmiotowych, ma godziny indywidualnej pracy ze swoim mentorem oraz godziny pracy projektowej, oceniany jest w sposób pomagający w rozwoju, przy pomocy opisowych informacji zwrotnych, bez tradycyjnych ocen, do tego ma mocne wsparcie psychologiczno-pedagogiczne - tych specjalistów, którzy są mu potrzebni. Przyjęta organizacja pracy, choćby praca w małych grupach i dodatkowa indywidualna, sprawia, że zatrudnienie - liczba godzin pracy kadry w proporcji do liczby uczniów - jest przynajmniej dwa razy większe niż w tradycyjnie zorganizowanych szkołach. Czesne poza tym zależy od kosztu najmu i utrzymania lokalu na szkołę, który czasem jest bardzo wysoki, gdy nie ma na danym terenie innych możliwości (na przykład szkoły prowadzone przez nasze Stowarzyszenie w Jarocinie mają czesne o ponad połowę niższe niż w Gdańsku przede wszystkim z uwagi na dużo niższy koszt najmu szkolnego lokalu).

Wielu mieszkańców Gdańska jest w stanie i chce za dobre wspieranie w rozwoju swoich dzieci płacić czesne. Oferta niepubliczna w Gdańsku na każdym etapie edukacyjnym jest naprawdę spora i mocno zróżnicowana. Mamy bardzo różne szkoły i przedszkola, odpowiadające na różne potrzeby dzieci i rodziców. Zawsze wejście na oświatowy rynek z nową placówką jest obarczone pewnym ryzykiem i wymaga starannego opracowania jej koncepcji, dobrego jej zaprezentowania potencjalnym zainteresowanym, zaproponowania czegoś nowego, odróżniającego się od tego, co już jest dostępne. Rodzic powinien mieć prawo wyboru, aby jak najlepiej poznać wszelkie dostępne możliwości i jak najlepiej zadbać o potrzeby swojego dziecka. 

Takie tworzone niezależnie i z dofinansowaniem rodziców szkoły są jednocześnie laboratoriami szukania dobrych rozwiązań, które w przyszłości mogą się przydać również w oświacie masowej. Jeśli oferta niepubliczna obejmuje sporą część dzieci i młodzieży w mieście, ich edukacja w sumie kosztuje miasto istotnie mniej - średni koszt ponoszony przez miasto na ucznia niepublicznego jest niższy niż ucznia "miejskiego".

Czas początku transformacji ustrojowej otworzył nowe możliwości dla wielu pasjonatów edukacji i stworzył podwaliny pod dalsze reformy. Wiele wypracowanych wtedy pionierskich pomysłów, rozwiązań metodycznych i organizacyjnych przeniknęło później do oświaty publicznej, stało się inspiracją dla rozwiązań prawnych i organizacyjnych, które z czasem wydawały się oczywiste i stanowiły jedno ze źródeł późniejszych sukcesów polskiego systemu edukacji. Autorskie niepubliczne rozwiązania, również niektóre sprzed lat, mogą stanowić cenną inspirację organizacyjną dla oświaty samorządowej. Teraz, w obliczu demograficznych wyzwań, przed jakimi w naszym kraju stoimy, jest to szczególnie potrzebne.

W oparciu o zebrane doświadczenia przydałoby się mądre zbudowanie formalnej możliwości tworzenia partnerstw samorządów z podmiotami z sektora pozarządowego do realizowania zadań oświatowych.

Na koniec chcę wrócić do rozwiązania zadania, o którym napisałam na wstępie:
w 2025 roku Gdańsk przeznaczył na oświatę ponad 2,3 mld zł;
30 procent stanowią dotacje dla sektora niepublicznego - czyli jest to 0,3 x 2,3 mld zł = 690 mln zł;
15 milionów odzyskano w wyniku kontroli w tym roku, co stanowi 15/690 mln zł = 2% całości kwoty. 

Może wobec tego warto dodać, że najprawdopodobniej 98% dotacji wydano i rozliczono prawidłowo. Podmioty prowadzące dotowane placówki są ważnym partnerem miasta w realizowaniu zadań oświatowych, odpowiadającym na potrzeby mieszkańców. Wszystkim coraz więcej pracy dostarcza rosnący gąszcz trudnych do interpretowania i bardzo często zmieniających się przepisów. Zarówno organizując oświatę publiczną, jak i niepubliczną, na ogół jednak staramy się wszyscy działać uczciwie i w dobrej wierze. Można przypuszczać, że większość błędów wykrytych w trakcie kontroli wynika z trudności interpretacyjnych czy przeoczeń a nie działania w złej wierze. Czytając miejski komunikat odnosi się wrażenie, że miasto właściwie czeka na potknięcia, które przyniosą mu wpływy. Tymczasem jest potrzeba lokalnego dialogu i współpracy w interesie mieszkańców - najlepiej byłoby spotkać się i porozmawiać, na co zwracać uwagę, jak rozumieć przepisy, których znajomość jest potrzebna przy rozliczaniu dotacji. Błędów i nerwów będzie wtedy w kolejnym roku mniej.

18 listopada 2020

Narodowa strategia unikania testów

Głównym winowajcą tej ostro dziś w Polsce rosnącej liczby zachorowań na Covid i zgonów są zarządzający polską edukacją. Jedyne działania, jakie były przed początkiem roku szkolnego podejmowane przez rządzących to zaklinanie rzeczywistości. Po wakacjach postanowiono wrócić w stare koleiny organizacyjne, do przepełnionych budynków, sztywnej siatki godzin, braku możliwości wprowadzania elastycznych rozwiązań organizacyjnych. Jestem pewna, że gdyby mądrze zarządzać organizacją szkół, transmisja wirusa od września 2020 byłaby dużo mniejsza. Wystarczy spojrzeć na smutną statystykę poniżej. 


Dane: GUS, źródło wykresu

Całą sytuację można było potraktować jako szansę na testowanie nowatorskich rozwiązań w edukacji, przynajmniej tam, gdzie była do tego chęć i gotowość. Bronią przed wirusem mogła być zgoda na nieszablonowe rozwiązania organizacyjne, jak “bańki szkolne” (rozwiązanie zaproponowane między innymi przez Federację Inicjatyw Oświatowych polegające na pracy grup pod stałą opieką, bez mieszania się grup uczniów i nauczycieli) czy zajęcia organizowane naprzemiennie tygodniami dla różnych klas. Bezpośredni kontakt z uczniami, tak potrzebny dla ich równowagi emocjonalnej, zostałby w ten sposób utrzymany. Można się spodziewać, że przyrost zakażeń następowałby wtedy znacznie wolniej. Potrzebne było danie autonomii dyrektorom w profilaktycznym przechodzeniu na autorskie formy organizacyjne dostosowane do lokalnych realiów i możliwości, także zależnie od poziomu występowania zachorowań na danym terenie.

Postanowiono przyjąć taktykę “nic się nie stało”. Najpierw była mowa o tym, że mury i dzieci nie zarażają, potem co kilka dni słyszeliśmy, że “przytłaczająca większość szkół pracuje normalnie”. Rząd zachował się jak uczeń, który żeby nie dostać złej oceny, nie przychodzi na test. Zaniechano testowania uczniów i nauczycieli, którzy mieli kontakt z kimś zakażonym i utrudniano lub opóźniano decyzje o ich izolacji. Może przez parę tygodni statystyki zachorowań były lepsze od rzeczywistości, ale zarażenia ruszyły lawinowo. W niektórych szkołach brakowało zdrowych osób do prowadzenia zajęć. Nauczyciele zostali rzuceni na front bez broni. W wielu szkołach lekcje wielu przedmiotów przestały się odbywać pomimo dobrze brzmiących statystyk. To Sanepid, pracujący "po staremu" a obarczony od czasu pandemii olbrzymią liczbą zadań, zaczął dodatkowo odpowiadać za pracę szkół. Nie dziwi więc, że decyzje o zawieszeniu bezpośredniej pracy szkół przychodziły z dużym opóźnieniem. A wirus dalej rozprzestrzeniał się swobodnie. Statystyki liczby zachorowań i pracujących szkół można było naciągać, ale liczba zgonów jest prawdziwa. 

Stanowczo za późno, a jednocześnie bez uwzględniania lokalnej sytuacji, podjęto decyzje zawieszające zajęcia bezpośrednie, równo w całym kraju. Najpierw objęło to szkoły ponadpodstawowe (od 19 października), następnie klasy IV-VIII (od 26 października) a na końcu klasy I-III (od 9 listopada). Z jednej strony są szkoły małe, położone w miejscach, które na razie epidemia ominęła. Z drugiej strony sytuacja prawie całej kadry chorej dotyka teraz wielu żłobków i przedszkoli. Dlaczego ze strony rządzących tak trudno o zaufanie do dyrektorów szkół i nauczycieli? To oni po doświadczeniach z wiosny proponowali różne rozwiązania, mające na celu spowolnienie rozwoju epidemii połączone z dbałością o jakość edukacji. Dużo lepsze byłyby elastyczne lokalne decyzje, zaufanie prowadzącym szkoły i placówki.

Po doświadczeniach z okresu wiosny pojawiło się szereg pomysłów i propozycji, jak organizować edukację od września. Wiele szkół dopracowało się ciekawych zdalnych rozwiązań lub miało inne pomysły organizacyjne, mogące pomóc w sytuacji epidemicznej. Zamiast je w czerwcu zebrać, starać się upowszechnić i zorganizować wsparcie na jesień, postanowiono liczyć, że “jakoś to będzie”. Chociaż pojawiło się szereg badań i raportów różnych organizacji analizujących problemy edukacji w pandemii, władza do nich nie sięgnęła (wskazanie wielu z nich można znaleźć na przykład w aneksie do opracowania dr hab. Marty Zahorskiej).

Pewnie winni są również również zarządzający organizacją sanepidu, który dawno należało wzmocnić. Ale nawet najlepszy pracownik sanepidu nie stanie się nagle specjalistą od planowania edukacji w szkole, a taką rolę mu w pewnym momencie nakazano. 


źródło tabeli

Dane dotyczące rosnącej liczby zgonów są przerażające, nasz system ochrony zdrowia się załamał. W październiku umarło około 15 tysięcy osób więcej niż rok temu (wzrost o ponad 43%), z tego około 3 tysiące na Covid. Czyli zostawiliśmy bez pomocy najprawdopodobniej także umierających na zawał, wylew, w wypadkach. Dynamika narastania zachorowań na Covid spowodowała, że system ochrony zdrowia przestał dawać radę pomagać nam jak dawniej. 

Może być jeszcze tylko gorzej, jeśli moment powrotu do szkół znowu zostanie ustanowiony jako jednakowy dla wszystkich i zaczniemy wymagać dokładnie takich samych rozwiązań organizacyjnych, jak przed epidemią. Konieczne jest przekazanie przez rząd i ministerstwo edukacji decyzji w sprawie organizacji pracy szkół dyrektorom, włączenie zielonego światła dla pracy szkół w bardziej elastyczny sposób, poszukujący nowych, ciekawych hybrydowych rozwiązań. Potrzebna jest możliwość stopniowego i ostrożnego wracania do pracy bezpośredniej.

Niemądra organizacja edukacji, unikanie testowania innowacyjnych edukacyjnych rozwiązań organizacyjnych i unikanie robienia testów na Covid uczniom i nauczycielom to główni winni tej dynamiki wzrostu zgonów.

Tymczasem zamiast skupić się na wzięciu odpowiedzialności za to, co najważniejsze, cały czas wymyślane są tematy zastępcze, mające chyba na celu odciągnięcie uwagi opinii publicznej od wielkiego dramatu, jaki nam zgotowano. Głośna dyskusja o kontrowersyjnych poglądach nowego ministra nie pomoże w walce z pandemią.

10 października 2020

Zaufajmy dyrektorom szkół - lepiej późno niż wcale

W czasie wakacyjnym, 9 sierpnia, napisałam tu, że trzy proste cechy dobrej edukacji pożądane od września to: elastyczna, hybrydowa, zdroworozsądkowa. ZNP, OSKKO, wielu samorządowców i przedstawiciele innych podmiotów odpowiedzialnych za organizowanie oświaty, także przedstawiali i przedstawiają cały czas podobne oczekiwania wobec MEN: dania możliwości szkołom elastycznego reagowania, podejmowania pracy hybrydowej.

Tymczasem od 1 września postanowiono jednak wrócić w stare koleiny - wymagać pracy szkół zorganizowanej dokładnie tak, jak przed pandemią.

Jasne jest prawo sanepidu do zdecydowania, że z powodu zachorowania na Covid lub kontaktu z osobą chorą, konkretny uczeń czy nauczyciel powinien przebywać w izolacji. Jednak, jak dalej w takiej sytuacji organizować pracę innych nauczycieli i uczniów z tej samej szkoły, powinien móc decydować nie sanepid, ale dyrektor szkoły, kierując się poczuciem odpowiedzialności za jakość procesu edukacji. Wyłączenie niektórych nauczycieli lub klas może dać niemożność prawidłowego merytorycznie zorganizowania edukacji w klasach niewyłączonych, nawet jeśli te nie są zagrożone w danym momencie epidemicznie.

Obecnie już w ponad 1000 szkół za zgodą sanepidu prowadzona jest praca jest zdalna lub hybrydowa. Postęp zaczyna być wykładniczy. Bez zmiany zasad będzie tylko gorzej.



Zdecydowanie rekomenduję zaufanie dyrektorom, aby w kolejnych wypadkach wyłączenia z aktywności uczniów lub nauczycieli konkretnej szkoły mogli reagować sprawnie i optymalnie organizacyjnie. Lokalnie mogą wystąpić przeciążenia sanepidu, kłopoty z nawiązaniem kontaktu czy niemożność tam dobrej oceny, jak wyłączenie konkretnego nauczyciela przełoży się na pracę poszczególnych klas.

Wreszcie trzeba pamiętać o nauczycielach starszych wiekiem lub mających jakieś przewlekłe choroby. Im szybciej skierujemy ich do pracy zdalnej, tym bardziej możemy ich uchronić przed zarażeniem, a jednocześnie zapewnimy, że zamiast leżeć w szpitalu, będą dalej uczyć naszych uczniów.

Budynki szkolne bywają przepełnione - w końcu do 6-klasowych szkół podstawowych dodano dwa roczniki, a do szkół średnich jeden rocznik więcej. Wprowadzone ostatnio sztywne ramowe plany nauczania sprawiają, że nauczyciele niektórych przedmiotów muszą krążyć po kilku szkołach, bo w każdej ze szkół są w stanie mieć jedynie niewielką cząstkę etatu. W wypadku pracy w pięciu szkołach na przykład, stanowczo lepiej byłoby swoje zadania realizować zdalnie niż zapewniać co tydzień przenoszenie zagrożenia epidemicznego do pięciu szkolnych społeczności.

Sanepid ma kompetencje epidemiologiczne, ale nie do układania planu zajęć i zastępstw w szkole. Zrozumiałe i konieczne jest opiekowanie się bezpośrednie przedszkolakami i najmłodszymi uczniami szkół podstawowych (tu trzeba po prostu organizować odpowiednie zastępstwa), ale niektóre przedmioty mogłyby odbywać się zdalnie (jeśli prowadzą je nauczyciele zatrudnieni w kilku szkołach lub starsi wiekiem), zaś w szkołach średnich czy w najstarszych klasach szkoły podstawowej dość łatwo jest zaplanować pracę naprzemiennie co tydzień w dwóch rozłącznych grupach - zdalnie i bezpośrednio - i ograniczyć w ten sposób zagrożenia.

Dyrektor szkoły zna swoich nauczycieli i uczniów, ich możliwości, jest w stanie zaproponować rozwiązania organizacyjne ograniczające zagrożenia epidemiologiczne i zapewniające jakość.

Dlaczego ze strony rządzących dominuje nadal nieufność i potrzeba zarządzania szkołami przez sanepidy, nie mające przecież pojęcia o planowaniu procesu edukacji, kompetencjach oraz wieku nauczycieli poszczególnych szkół.

Konieczne jest zaufanie dyrektorom szkół, żeby proponowali jak najlepsze rozwiązania organizacyjne, ograniczające rozprzestrzenianie się epidemii.

23 kwietnia 2020

To jest wkurzające

Sposób działania ministra edukacji, który można określić jako "na ostatnią chwilę", ustawia zarządzających szkołami i placówkami oświatowymi w maksymalnej niepewności i zdenerwowaniu właściwie przez cały czas. Dalej przytaczam - dla przypomnienia - kalendarium komunikatów MEN.

  • 11 marca (środa) - komunikat o zawieszeniu zajęć dydaktyczno-wychowawczych w dniach 12-25 marca (trzeba w przedszkolach, szkołach i innych placówkach oświatowych zarządzić coś od jutra)
  • 20 marca (piątek) - wprowadzenie zasad kształcenia na odległość obowiązujących w dniach od 25 marca do 10 kwietnia (25 marca to środa, 10 kwietnia - piątek)
  • 9 kwietnia (Wielki Czwartek, początek ferii świątecznych) - decyzja o przedłużeniu kształcenia na odległość do 26 kwietnia (niedziela...), dzień później rozporządzenie o przesunięciu egzaminów na nieznany termin
  • 23 kwietnia (czwartek) - komunikat, jak zorganizować odbiór świadectw końcowych dla uczniów klas maturalnych, termin wydania których przypada dzień później, 24 kwietnia
  • tego samego dnia - najpierw zapowiedzi, że będzie jakiś komunikat, co od poniedziałku 27 kwietnia, ale potem jednak brak decyzji co dalej....

Od 11 marca do 23 kwietnia upłynęło już sporo czasu. Czasu, który mógł być spożytkowany także na opracowanie warunków i zasad, na jakich będzie możliwy powrót dzieci i młodzieży do szkół. Tymczasem placówki oświatowe żyją w ciągłej niepewności, dyrektorzy nie mają podstawy prawnej do podejmowania potrzebnych organizacyjnych decyzji.

Zapowiedź premiera, że będzie kiedyś - nie wiadomo kiedy - 3 etap wychodzenia z zagrożenia, na którym opieka dla małych dzieci, których rodzice powinni powrócić do pracy, będzie potrzebna (żłobki, przedszkola, wczesna edukacja), zapowiada też pośrednio przede wszystkim, że pewnie "zwykła" szkoła dla wszystkich jednak nie wróci tak szybko. Dlaczego jasny komunikat MEN na ten temat nie mógł towarzyszyć temu ogłoszeniu?

Dyrektor szkoły lub placówki oświatowej, aby wszystko co trzeba dobrze zorganizować, powinien więcej wiedzieć z pewnym wyprzedzeniem. Nie tylko termin egzaminów zewnętrznych trzeba podać trzy tygodnie naprzód (co zapowiedziano), ale też termin rozpoczęcia jakichkolwiek zajęć stacjonarnych - wraz z informacjami, jak trzeba się do tego w obecnych warunkach przygotować.

Ludzie edukacji czekają w dużym napięciu na kolejny komunikat, aby dowiedzieć się, jak mają funkcjonować od najbliższego poniedziałku. Przydałoby się na przyszłość trochę więcej empatii wobec pracowników oświaty ze strony ministra edukacji.

17 kwietnia 2020

Jak “odmrozić” szkoły - może jako hybrydy?

Z rządowych zapowiedzi etapów znoszenia ograniczeń wyłania się głównie potrzeba “odmrożenia” gospodarki. Wyłowiłam z tych zapowiedzi to, co dotyczy życia społecznego, a przede wszystkim dzieci, młodzieży i szkół.

17 listopada 2019

Samotność innowatorów

Nowe inicjatywy edukacyjne na starcie poszukują swojego miejsca, często zwyczajnie brakuje im lokalu odpowiedniej wielkości spełniającego odpowiednie przepisy. Także muszą uważniej niż szkoła “typowa” śledzić zmiany w prawie, aby dostosowywać do nich swoje rozwiązania. Poszukują inspiracji, czasem ulegają magii edukacyjnych inspiracyjnych mówców, którzy jednak tylko wskazują kierunki bez wskazania konkretnych rozwiązań organizacyjnych czy zapisów, które warto wprowadzić do szkolnej dokumentacji, aby wszystko było można uznać za działające może nietypowo, ale prawidłowo.

Dorota i Janusz Fiett na IV Forum Edukacji Realnej zaprezentowali "10 przykazań" charakteryzujących Szkołę Realną. Ostatnie z nich z pewnością charakteryzuje każdą dobrą szkołę.

13 marca 2016

Przegląd mediów nie tylko edukacyjny

Wobec różnych fundamentalnie ważnych politycznych tematów, edukacja jest teraz na dalszym planie. Tymczasem wprowadzane obecnie zmiany będą także miały istotne skutki dla jakości wykształcenia młodych Polaków za kilka, kilkanaście lat. Chcę zwrócić uwagę na kilka tekstów, które mogą umknąć uwadze. Najpierw dwa linki nie-edukacyjne, choć mówiące o aktywności osób, które ludziom edukacji są dobrze znane.

Romana Giertycha uważałam zawsze za najgorszego ministra edukacji naszego 25-lecia, który wprowadził do szkół atmosferę strachu, zahamował myślenie o upowszechnianiu przedszkoli, obniżaniu wieku szkolnego, czynieniu szkoły bardziej przyjazną dla uczniów. Poprzednie rządy PiS-u uważałam za bardzo duże szkodnictwo w kwestii pogarszania klimatu pracy szkoły. Dziś na Twitterze przeczytałam jego wpis z Facebooka, wyraziście zapowiadający początek dyktatury w Polsce, który podałam dalej i na Twitterze, i na Facebooku. Dzisiejsza sytuacja polityczna sprawiła, że będę obserwować Romana Giertycha i nawet się z nim zgadzać... Nigdy nie myślałam, że do tego dojdzie.

Z kolei ważny i znany autorytet edukacyjny, wystepujący również na ostatnim Kongresie Polskiej Edukacji, wybitny psycholog, prof. Zimbardo, wygłosił wykład we Wrocławiu, w którym mówił na temat zła i władzy totalitarnej, zorganizowany z inicjatywy Instytutu Pamięci Narodowej, w trakcie którego scharakteryzował rozwijanie się dyktatur. Cały jego opis jak ulał przystaje do naszej sytuacji. Powiedział: wszystkie dyktatury rodziły się od małych kroków. Niestety dobrze to współgra z tym, co napisał Roman Giertych. Czy również w systemie edukacji zaobserwujemy wkrótce to, co prof. Zimbardo opisuje jako charakterystyczne w edukacji dla rodzenia się systemów totalitarnych?

Natomiast Justyna Suchecka donosi z Dubaju, gdzie trwa Global Education & Skills Forum, że chwalono tam Polskę jako kraj, który w ostatnich 10 latach wskoczył do światowej, edukacyjnej czołówki. Według prezentowanych tam danych przodujemy także m.in. w nauce krytycznego myślenia i rozwiązywania niestandardowych problemów.

Tymczasem zapowiedziane teraz jest, że te zmiany, którym zawdzięczamy postęp, czyli zmieniona struktura szkolna, podstawa programowa i godziny na zindywidualizowaną pomoc uczniom bedą wycofane.

W ostatnich latach udało się znacząco zredukować odsetek uczniów osiągajacych wyniki najniższe, zaś wzrosła grupa tych o najwyższych wynikach. Z pewnością zawdzięczamy to zindywidualizowanej pomocy nauczycieli, z której to właśnie będzie się rezygnować. W sejmie jest po pierwszym czytaniu rządowego projektu zmian w Karcie Nauczyciela, likwidującego godziny karciane. O tym, i także trochę o historii tego dokumentu napisałam na polityka.pl.

Zapowiedzi zmian w strukturze i programach na razie pojawiały się już różne, jak to ostatecznie będzie miało wyglądać, mamy się dowiedzieć dopiero za parę miesięcy. Na razie zaleca się małym dzieciom repetowanie i pokazano jedynie projekt zmiany podstawy programowej dla najmłodszych uczniów, o czym już pisałam w poprzednich dwóch wpisach. Na ten temat udzieliłam też ostatnio wywiadu Piotrowi Skurze. Przekonamy sie niedługo, czy dalsze zmiany programowe pójdą w kierunku, jaki rysuje prof. Zimbardo.

Kolejne działania cofające postęp osiągnięty w edukacji w natłoku innych politycznych zawirowań najprawdopodobniej przejdą prawie niepostrzeżenie. Efekty różnych zmian, przeprowadzonych kilka lat temu, są po paru latach pozytywnie zauważane na świecie, u nas mało nagłaśniane. Zmiany wprowadzane dzisiaj w edukacji też będą miały swoje skutki. Pewnie ktoś je zmierzy, porówna, dostrzeże, za kolejnych ileś lat. W edukacji skutki zmian widać dopiero po sporym czasie...


1 marca 2016

Ku rozwadze przed zmianą podstawy programowej

Ministerstwo Edukacji ogłosiło projekt zmiany rozporządzenia o podstawie programowej, proponując pozornie niewielkie zmiany w podstawach wychowania przedszkolnego i wczesnej edukacji w szkole podstawowej.

Warto przypomnieć główne powody zmiany stanu prawnego w tej sprawie w 2008 roku. Do podjęcia nauki czytania i pisania trzeba mieć pewne przygotowanie, także emocjonalne, społeczne, grafomotoryczne. Zmiana podstawy programowej wychowania przedszkolnego zwracała uwagę właśnie na ten aspekt edukacji przedszkolnej.

Niestety wcześniej, gdy sześciolatki, które nie uczestniczyły w edukacji przedszkolnej jako pięciolatki, zaczynały zgodnie ze starymi zerówkowymi programami przystepować od razu do zajmowania się nauką pisania, bez odpowiedniego do tego przygotowania, cały czas odstawały od rówieśników chodzących wcześniej do przedszkola i miały potem trudności szkolne. Obowiązek uczestniczenia w przygotowaniu przedszkolnym pięciolatków miał na celu zwiększenie szans edukacyjnych dzieci, zadbanie o dobry start każdego dziecka. W przedszkolu, wbrew obiegowym opiniom, jeśli osiągnięto wobec dzieci to, co zakłada podstawa programowa, można było uczyć więcej, także zacząć czytać i pisać, jednak najpierw do tego odpowiednio przygotowując.

Chcąc przesunąć rozpoczęcie nauki pisania i czytania do przedszkolnej zerówki dla sześciolatków, trzeba wprowadzić obowiązek edukacji przedszkolnej pięciolatka, przygotowujący do tej edukacji, zaś w klasie pierwszej dać już obecne programy klasy drugiej, wtedy zaoszczędzimy dzieciom nudzenia się na starcie szkolnym i powtarzania drugi raz tego samego.

Może obecnie rządzący powinni mieć odwagę powiedzieć: dotychczasowe programy są dobre i dostosowane do wieku dzieci. Mamy polityczną wolę obowiązkową edukację sześciolatka nazwać zerówką a nie pierwszą klasą i przesuwamy po prostu odpowiednio programy o rok. W ten sposób przy obecnej strukturze szkolnej (nawet wykorzystując "rządowe" podręczniki, tylko w klasach rok niżej...) możemy wygospodarować rok więcej dla liceum, co jest naszym celem. Tylko wróćmy jednak do obowiązku przedszkolnego dla pięciolatka, aby nie robić krzywdy dzieciom, których rodzice nie są świadomi potrzeby dobrego przygotowania dziecka do bardziej szkolnych form edukacji!

Dla zainteresowanych szczegółami: bardzo dobra analiza porównawcza proponowanych obecnie zmian w podstawach programowych znajduje się na stronie Fundacji "Przestrzeń dla edukacji".

1 grudnia 2015

Ku refleksji przed zawracaniem

Zmiana programów
Wymiana podstawy programowej wymaga namysłu, konsultacji, opracowania do tego podręczników i innych materiałów edukacyjnych. Na pewno musi to potrwać dłużej niż kilka miesięcy, raczej kilka lat. Chcąc szybko wyjść naprzeciw przeciwnikom obniżania wieku szkolnego, trzeba widzieć pozostałe elementy całej edukacyjnej układanki. Zdjęcie obowiązku korzystania z poradni przy podejmowaniu decyzji o dacie rozpoczynania nauki, korzystanie przy tym przez rodziców z opinii nauczyciela przedszkola, a także, dla dzieci rozwijających się na jakimś etapie wolniej, wprowadzenie możliwości wydłużania cyklu edukacyjnego na podstawie opinii rady pedagogicznej, mogłyby bez zaburzania całej struktury systemu edukacji spełnić postulat rodziców, wymagających od tego systemu bardziej przyjaznego i elastycznego podejścia do potrzeb ich dzieci.

Czego można i należy uczyć w przedszkolu
Można w przedszkolu - także zgodnie z obecnym stanem prawnym - uczyć czytać i pisać. Tak samo, jak na każdym etapie edukacyjnym, z każdego przedmiotu, można i trzeba uczyć dzieci więcej, niż to jest minimalnie na danym etapie konieczne, jeśli tylko uczniowie umieją już to wszystko, co na danym etapie powinni. 
Kiedyś 6-latka, bez wcześniejszego uczestnictwa w edukacji przedszkolnej, sadzano w starej “zerówce” do ławek szkolnych i zaczynano od razu naukę kaligrafii oraz czytania. Dzieci, których do tego wcześniej odpowiednio nie przygotowywano były wtedy w dużo gorszym położeniu od swoich, lepiej zadbanych, wcześniej edukowanych przedszkolne lub domowo rówieśników i wraz z upływem kolejnych lat obowiązkowej edukacji te różnice tylko się pogłębiały. 
Dużo ważniejszymi i koniecznymi efektami edukacji przedszkolnej jest nauczenie dziecka funkcjonowania w grupie, współpracy, także samodzielności, skupienia uwagi, koordynacji wzrokowo-ruchowej, zainteresowania czytaniem, gotowości manualnej do podjęcia nauki pisania. Dzieci powinny lepić, wycinać, wiązać, wiele czasu spędzać na świeżym powietrzu, na grach i zabawach ruchowych, tańczyć, malować, umieć słuchać czytania im bajek. W wielu domach niestety dzieci tego wszystkiego nie robią. Bez czasu na to wszystko, skupienie się na samym pisaniu jest zdecydowanie przedwczesne.
Uczyć czytać i pisać w przedszkolu można i bez zmiany podstawy programowej. Zmiana jej na wymagania bardziej szkolne sprawi skupienie się właśnie na nich. Na to, co najbardziej na tym etapie konieczne, może zbraknąć czasu i uwagi.

Prawo do przedszkola
Prawo 3- i 4-latka do bezpłatnej edukacji przedszkolnej (4-latka od 2015, a 3-latka od 2017 roku) i obowiązek przygotowania przedszkolnego 5-latka (od 2009 roku gmina musi zapewnić miejsce w jakiejś formie przedszkolnej dla wszystkich 5-latków i tych 6-latków, które nie podjęły nauki w szkole), do tego od 2015 roku obowiązkowy, bezpłatny język obcy w przygotowaniu przedszkolnym - to najbardziej wartościowe, najważniejsze w naszym kraju narzędzia zwiększania szans edukacyjnych dzieci ze środowisk, które dostępu do dobrego przygotowania do edukacji szkolnej - płatnego lub domowego - nie są w stanie swojemu dziecku dać, dużo bardziej istotne niż sama data obowiązkowego zaczynania edukacji szkolnej, choć z nią ściśle powiązane. 
Zlikwidowanie któregokolwiek z tych praw byłoby z ogromną szkodą dla wielu dzieci. Można poprawić dofinansowanie edukacji przedszkolnej, aby gwarantować bezpłatne posiłki, aby także za czas powyżej bezpłatnych 5 godzin nie pobierać opłat (tej złotówki za godzinę). Środowiska, z których dzieci szczególnie potrzebują jak najwcześniejszego objęcia zorganizowaną profesjonalnie edukacją, właśnie bezpłatnym posiłkiem i czasem bezpłatnej opieki możemy najszybciej do tej edukacji przekonać. 

Data rozpoczynania nauki w szkole
Data rozpoczęcia edukacji szkolnej powinna wynikać z pozytywnej i profesjonalnej diagnozy przygotowania do podjęcia tej edukacji. Obowiązkowa diagnoza przedszkolna ma za zadanie dostarczyć rodzicowi jak najwięcej informacji o tym, co w edukacji przedszkolnej udało się osiągnąć. 
Krzywdą dla dziecka może być wysyłanie go do szkoły, jeśli nie jest na to jeszcze gotowe, nie ma szeregu potrzebnych tam umiejętności. Także jednak wielką szkodą dla dziecka będzie hamowanie jego ciekawości poznawczej. Wczesna edukacja ma za zadanie nauczyć podstaw właśnie czytania, pisania, rozumowania matematyczno-przyrodniczego, funkcjonowania społecznego. Wydłużanie czasu uczenia tych podstaw przez najpierw powtarzanie przygotowania przedszkolnego, a potem jeszcze zapowiadane wydłużenie do 4 lat cyklu wczesnej edukacji w szkole, może sprawić, że niektóre dzieci i przez sześć lat będą się głównie uczyć czytać i pisać i niewiele poza tym. Do edukacji przedmiotowej mogą trafić już kompletnie znudzone i nieciekawe świata. 
Elastyczne podejście do daty rozpoczynania nauki ma sens, tak samo jak może mieć sens wydłużenie cyklu edukacyjnego (stosuje się to obecnie czasem, zgodnie z prawem, w wypadku dzieci z niepełnosprawnościami), aby te same efekty, które trzeba osiągnąć na danym etapie można było osiągnąć trochę wolniej, zależnie od predyspozycji i możliwości dziecka. Takie decyzje mogą być podejmowane na poziomie szkoły czy przedszkola, we współdziałaniu rodziców z nauczycielami, bez konieczności udawania się do poradni. Jednak powinny być podejmowane w oparciu o ocenę funkcjonowania i dla dobra konkretnego dziecka. 
Jeśli po prowadzonym z wieloma zakrętami i trudnościami obniżaniu wieku szkolnego pozostanie nam przyglądanie się każdemu dziecku i decydowanie o przechodzeniu na kolejne etapy edukacyjne w sposób poprzedzony indywidualną diagnozą, będzie to coś pożytecznego. Jeśli jednak na siłę będziemy dzieci w ich ciekawości hamować, utrudniać przechodzenie na kolejne etapy, pogorszymy efekty edukacji. 

Umiejętność personalizacji
Wyzwanie dzisiejszych czasów to spotkanie w szkole z dziećmi czerpiącymi wiedzę z bardzo wielu pozaszkolnych źródeł, to potrzeba uczenia krytycznej analizy i weryfikacji takiej wiedzy. Szkoła będzie przestawiać się w coraz większym stopniu na pracę w grupach różnowiekowych, grupach zaawansowania, grupach zainteresowań. Nauczyciele wczesnej edukacji powinni czuć się szczególnie odpowiedzialni za planowanie i indywidualnej drogi edukacyjnego rozwoju każdego dziecka, pomoc dzieciom w podążaniu własnymi drogami, dostosowanymi do ich potrzeb. Ważny cel to pomoc nauczycielom w bardziej spersonalizowanym organizowaniu edukacji, czyli zakładającym różne cele dla poszczególnych dzieci. W tym kierunku działa wymóg przygotowania i realizowania indywidualnego programu edukacyjno-terapeutycznego dla każdego ucznia posiadającego orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego, potrzeba zatrudniania dodatkowych osób pomagających nauczycielom organizować pracę z takimi uczniami, możliwość zatrudniania asystentów nauczycieli także w “zwyczajnych” klasach, wymóg ograniczenia liczebności oddziałów klasowych. Zamiast kolejnej wymiany programów i podręczników, lepiej byłoby zafundować nauczycielom pomoc w dobrym przygotowaniu się do uczenia w sposób spersonalizowany. 

18 września 2015

Dzieci autystyczne - razem czy osobno?

Organizacja edukacji dzieci autystycznych w przedszkolach i szkołach ogólnodostepnych to nie lada wyzwanie. Nauczyciele powinni zapewnić należyte efekty edukcyjne i terapeutyczne, ale też zwykłe bezpieczeństwo. Bez specjalistycznej wiedzy i przygotowania bywa to bardzo trudne.

W trakcie spotkania liderów świata autyzmu w Polsce "Power of Leaders. Autism Help", zorganizowanego 15 września 2015 roku przez Fundację JiM, podczas pracy grup warsztatowych wspólnie zastanawialiśmy się, które problemy dotyczące dzieci i osób z autyzmem uważamy za najważniejsze i które potrzebujemy rozwiązać działając razem.


W dyskusji padały przykłady różnych rozwiązań organizacyjnych dotyczących edukacji. Z jednej strony mamy wysokiej klasy specjalistów w szkołach i ośrodkach specjalnych, z drugiej strony wielu rodziców oczekuje pracy z ich dziećmi ukierunkowanej na jak najlepsze włączenie społeczne.

Tymczasem kierowane chęcią integracji wysłanie dziecka autystycznego do szkoły masowej często kończy się skierowaniem go do nauczania indywidualnego, gdyż nie udaje się tam zapewnić bezpieczeństwa dzieciom. Zamiast włączania w efekcie mamy więc kompletną izolację.

Jak zapewnić pomoc specjalistów i jednocześnie włączanie? Znane są przykłady pracy - trochę po osobno i trochę razem - grup złożonych z dzieci typowych oraz obok, w jednym przedszkolu czy szkole, dzieci autystycznych skupionych w małych grupach terapeutycznych (na przykład składających się z 4 dzieci i 3 terapeutów). Są też podejmowane działania stopniowego wprowadzania do szkół masowych dzieci odpowiednio przygotowywanych wcześniej w specjalnych placówkach: przedszkolu, szkole czy ośrodku.

Dzięki ostatnim zmianom w przepisach, rozwiązania stosowane raczej dotychczas raczej rzadko, najczęściej w formach niepublicznych, skupiania pod jednym dachem różnych form organizacji edukacji, możemy też zastosować w masowej oświacie publicznej.

Umożliwia to rozporządzenie Ministra Edukacji Narodowej z dnia 24 lipca 2015 r. w sprawie warunków organizowania kształcenia, wychowania i opieki dla dzieci i młodzieży niepełnosprawnych, niedostosowanych społecznie i zagrożonych niedostosowaniem społecznym, którego § 7 pkt 2 mówi, że:

„W przedszkolach ogólnodostępnych, innych formach wychowania przedszkolnego i szkołach ogólnodostępnych, w których kształceniem specjalnym są objęte dzieci i uczniowie posiadający orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego wydane ze względu na autyzm, w tym zespół Aspergera, lub niepełnosprawności sprzężone, zatrudnia się dodatkowo:
1) nauczycieli posiadających kwalifikacje w zakresie pedagogiki specjalnej w celu współorganizowania kształcenia uczniów niepełnosprawnych lub specjalistów, lub
2) w przypadku klas I–III szkoły podstawowej – asystenta, o którym mowa w art. 7 ust. 1e ustawy, lub
3) pomoc nauczyciela
– z uwzględnieniem realizacji zaleceń zawartych w orzeczeniu o potrzebie kształcenia specjalnego.”

Rozporządzenie to, w wypadku przyjęcia do szkoły lub przedszkola ucznia autystycznego, nakazuje zatrudnienie dodatkowej osoby, aby można było go odpowiednio wspomagać w rozwoju, aby mógł się rozwijać zgodnie ze swoimi potrzebami i zaleceniami wynikającymi z orzeczenia o potrzebie kształcenia specjalnego.

Przyjmując takie dziecko, szkoła lub przedszkole ma obowiązek zapewnić mu odpowiednie warunki do rozwoju. Dyrektor szkoły, zgodnie z art. 39, pkt 10, ust. 1 ustawy o systemie oświaty odpowiada za realizację zaleceń wynikających z orzeczeń o potrzebie kształcenia specjalnego ucznia, stąd ma obowiązek wystąpić do organu prowadzącego szkołę o środki na zatrudnienie dodatkowego nauczyciela lub asystenta tego ucznia. Organ prowadzący otrzymuje na kształcenie tego ucznia odpowiednio wysokie środki w subwencji edukacyjnej i zgodnie z art. 5 ust. 7 pkt 1a ustawy odpowiada za zapewnienie warunków umożliwiających stosowanie specjalnej organizacji nauki i metod pracy dla dzieci i młodzieży objętych kształceniem specjalnym, czyli ma obowiązek takie środki przyznać.

Dzięki zasadzie przyznawania na dołączające do szkoły dzieci autystyczne dodatkowych etatów, możemy pomyśleć o stworzeniu w szkole ogólnodostępnej małych grup terapeutycznych czy oddziałów specjalnych, pracujących częściowo osobno, a częściowo włączanych do "zwykłych" klas, jeśli tylko jesteśmy w stanie wygospodarować na potrzeby takiej grupy jakieś dodatkowe, choćby małe pomieszczenie.

Tego rodzaju formy organizacyjne są możliwe. Uczniowie autystyczni mogą realizować swoje indywidualne programy edukacyjno-terapeutyczne (taki program musi mieć każde dziecko posiadające orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego) z odpowienio do ich potrzeb dobranymi specjalistami w bardzo małych grupach. Jednocześnie taka mała 2-4 osobowa grupa może czuć się częścią większej, "zwykłej" klasy, z którą się od czasu do czasu spotyka i uczestniczy we wspólnych działaniach.

Opisany sposób daje i możliwość bycia razem i możliwosć pracy osobno, żeby zapewnić jak najlepsze efekty edukacyjne, terapeutyczne, bezpieczeństwo i jednocześnie włączać dzieci w życie społeczne innych rówieśników. Czy nowe przepisy sprawią, że rozwiązania takie, uważane przez wielu specjalistów za optymalne, staną się bardziej powszechne?


Ważna dla uczniów autystycznych zmiana ustawowa, z którą też współgra cytowane wyżej rozporządzenie, została wprowadzona kilka miesięcy temu; więcej w artykule:
Zadanie odpowiedniego zorganizowania edukacji uczniów z niepełnosprawnością umocowane w ustawie.

Problem dorosłych osób autystycznych zależnych od pomocy innych, uważany przez zgomadzonych przez Fundację JiM za najważniejszy do załatwienia, w tej kadencji Sejmu niestety już nie znajdzie rozwiązania; o co w tym projekcie chodziło, więcej w tekście:
Pomoc osobom najbardziej zależnym od pomocy innych odpowiednia do potrzeb.

6 sierpnia 2012

Edukacyjny spis treści

Artykuły napisane przeze mnie w w portalu NaTemat.pl to autorskie spojrzenie na polski system edukacji, na sprawy w nim ważne, potrzebne, czasem niedokończone. Od lutego 2012 roku (kiedy to zaczęłam się tam pojawiać), przez ostatnie pół roku napisałam ich sporo. Niżej wymieniam tematy większości z nich w sposób uporządkowany (tematycznie a nie chronologicznie). Zapoznanie się z nimi może dać w miarę całościowe spojrzenie na problemy systemu (choć uproszczone z uwagi na przyjętą krótką formę). Lista ta pewnie będzie jeszcze uzupełniana, z czasem stanie się dłuższa. Czytając prasę i różne internetowe wypowiedzi o edukacji można zauważyć, ile jeszcze edukacyjnych spraw wymaga lepszego zrozumienia, zbadania i opisania. Staram się na to, co istotne, zwracać uwagę również na swoim Facebooku i Twitterze. Chętnie tam przyjmę również podpowiedzi, które z tematów oświatowych warte są szerszego rozwinięcia. Zachęcam wszystkich tych, których różne rzeczy w edukacji denerwują lub niepokoją, aby spojrzeli na sytuację trochę szerzej. Zmiany demograficzne, rosnące aspiracje edukacyjne młodych Polaków, upowszechnienie kształcenia średniego i wyższego - to przede wszystkim wpływa na obecny kształt szkoły, na problemy, przed którymi stają organizatorzy edukacji na wszystkich poziomach. Szkoła musi wyglądać inaczej niż wyglądała 30 czy 40 lat temu. Zmiany są konieczne. Wiele z tego, co się zdarzyło w polskiej szkole przez ostatnie 30 lat to zmiany na lepsze.

Osobisty punkt widzenia
Kim jestem
Potrzebne forum debaty o edukacji ponad podziałami. Wspomnijmy Annę Radziwiłł

Uczniowie są różni
Kiedy i dlaczego warto, aby dziecko sześcioletnie repetowało przygotowanie przedszkolne zamiast iść do pierwszej klasy?
Uczniowie są różni. System edukacji powszechny
Jak zadbać o najzdolniejszych?
Jak zadbać o niepełnosprawnych?
Programy indywidualne potrzebne dla wszystkich

Edukacja marzeń
Zadania opiekuńcze systemu edukacji
Wychowanie - ważne zadanie szkoły
Edukacja marzeń. Najpierw żłobek i przedszkole
Przyjazna i bezpieczna szkoła podstawowa
Mądry gimnazjalista
Nowoczesne kształcenie zawodowe i ustawiczne
Dobrze przygotowany kandydat na studia
Uczelnie wyższe wpływają na poziom swoich kandydatów

Najważniejsze wyzwania polskiego systemu edukacji
Ze starych kolein na nowe tory. Edukacja przyszłości
Na pomoc szkole
Egzaminy mają wady. Ale bez nich wiedzielibyśmy o szkołach jeszcze mniej
Biznesowy pomysł na e-podręczniki i e-prasę pilnie potrzebny
Wyniki badań edukacyjnych zamiast stereotypów
Oświatowe zadania samorządowe. Zmiany mogą być ewolucyjne

Architektura oświatowa
Budynki za duże
Wnętrza
Architekci czyli marzenia

Nauczyciele - słabość i siła
Nauczyciel autorem lekcji
Iluzja Karty Nauczyciela - przywileje czy raczej wykluczenie
Potrzebne kwalifikacje

Wokół szkoły
Organizacje pozarządowe
Potrzeby rodziców w centrum uwagi
Młodzież




24 marca 2012

Przedszkolak i gimnazjalista - przed nimi ważne wywania

Zarówno przedszkolak inaczej niż kiedyś przygotowujący się do szkoły, jak i gimnazjalista dokonujący wyboru drogi dalszego kształcenia w sposób bardziej przemyślany, dojrzały, to tylko fragmenty większej, przemyślanej całości.

Postrzegamy tradycyjnie szkołę jako zbiór uczniów usadzonych twarzami do tablicy i patrzących w nauczającego nauczyciela, który wszystko wie lepiej i jest jedynym źródłem wiedzy. Zmiany w aranżacji przestrzeni szkolnej oraz wymóg indywidualnego podejścia do rozwojowych potrzeb każdego ucznia przez cały zespół mających z nim do czynienia nauczycieli i specjalistów mogą zmienić tę perspektywę.

Po opisaniu wcześniej różnych trudności na drodzie do edukacji marzeń oraz wyzwań związanych z opieką i wychowaniem na wszystkich etapach systemu oświaty, zajęłam się pokazaniem dwóch bardzo istotnych barier: przestrzennej i mentalnej. Kolejne "odcinki" mojego pisania w naTemat.pl są temu poświęcone:
Uczniowie są różni. Programy indywidualne potrzebne dla wszystkich - 22.03.2012
Uczniowie są różni. Jak zadbać o niepełnosprawnych? - 20.03.2012
Uczniowie są różni. Jak systemowo zadbać o najzdolniejszych? - 19.03.2012
Uczniowie są różni. System edukacji powszechny - 18.03.2012
Kiedy i dlaczego warto, aby dziecko sześcioletnie repetowało przygotowanie przedszkolne zamiast iść do pierwszej klasy? - 15.03.2012
Architektura oświatowa. Architekci czyli marzenia - 11.03.2012
Architektura oświatowa. Wnętrza - 11.03.2012
Architektura oświatowa. Budynki za duże - 9.03.2012

Największym wyzwaniem związanym z indywidualnym podejściem do dzieci jest nowe, zmienione, opisane w wymienionym wyżej tekście, podejście do edukacji przy obniżaniu wieku szkolnego.

Druga bariera mentalna zrobiła się widoczna przy dyskusji o zmianach programowych na poziomie ponadgimnazjalnym. Możliwość dobrego uczenia historii najnowszej również w szkołach zawodowych oraz pogłębiania w liceach wybranych, interesujących nauczyciela i uczniów wątków, bądź systematycznego poszerzenia wiedzy w dużym zakresie dla tych, którzy wybiorą program rozszerzony nie jest dla tradycjonalistów atrakcyjna.

W dyskusji publicznej ważniejsze dla kształtowania patriotycznie nastawionego i rozumiejącego dzisiejszą społeczną rzeczywistość młodego człowieka okazało się trzykrotnie uczenie o piramidach i niepoznawanie dogłębnie historii najnowszej. Tymczasem szkoła dla ucznia atrakcyjna i ciekawa, dająca mu prawo wyboru co do kształtowania swojej drogi edukacyjnej, na ogół będzie dla niego bardziej rozwijająca i skuteczna niż ta odbierana jako przekazująca w jedną stronę, powtarzająca się i nudna.

26 lutego 2012

Autyzm w centrum uwagi

Dwadzieścia lat temu powstało Stowarzyszenie Pomocy Osobom Autystycznym w Gdańsku. Wśród założycieli byli Małgosia i Aram Rybicki - przyjaciel mojego męża jeszcze ze szkolnych lat. W wywiadzie, który ukazał się z okazji 20-lecia Stowarzyszenia, Małgosia wspomina ten pionierski czas. Wówczas mało wiedziano o autyzmie, a rodzice na własną rękę dochodzili do potrzebnej wiedzy i doświadczenia, jak organizować dzieciom z autyzmem pomoc. To organizacje skupiające rodziców dzieci z różnymi niepełnosprawnościami wpłynęły na szereg rozwiązań prawnych pomagających lepiej zajmować się niepełnosprawnymi dziećmi w systemach edukacji, polityki społecznej, ochrony zdrowia. Jednak dalej jest wiele do zrobienia. Aram Rybicki jako poseł zawiązał Parlamentarną Grupę ds. Autyzmu, której był do swojej tragicznej śmierci pod Smoleńskiem przewodniczącym. Trwała tam dyskusja, jak poprzez zmiany prawne można lepiej pomagać i dawać szanse dobrego rozwoju osobom autystycznym.

Z okazji 20-lecia działalności Stowarzyszenia Pomocy Osobom Autystycznym w Gdańsku na Wydziale Nauk Społecznych Uniwersytetu Gdańskiego odbyło się Sympozjum "Żyć Razem - Budowanie systemu wsparcia dla osób z autyzmem na przykładzie Gminy Gdańsk". W Gdańsku na rzecz osób autystycznych rzeczywiście sporo się robi. Powstaje szereg modelowych rozwiązań.

Właśnie w Gdańsku, dzięki Funduszom przekazanym przez Barbarę Piasecką-Johnson została stworzona Fundacja - Instytut Wspomagania Rozwoju Dziecka. Pod koniec 2010 roku odbyło się uroczyste otwarcie założonego przez tę Fundację przedszkola dla dzieci autystycznych, pięknie położonego i wyposażonego. W ramach Instytutu obecnie działa:
- Przedszkole Specjalne dla Dzieci z Zaburzeniem Autystycznym,
- Niepubliczna Poradnia Psychologiczno –Pedagogiczna,
- Niepubliczny Ośrodek Doskonalenia Nauczycieli,
- Jednooddziałowe Przedszkole Integracyjne.

Podczas uroczystej gali w Polskiej Filharmonii Bałtyckiej w Gdańsku, wręczono Nagrody Prezydenta Miasta Gdańska im. Lecha Bądkowskiego dla najlepszych organizacji pozarządowych za 2011 rok. Autyzm znalazł się w centrum uwagi. Barbara Piasecka-Johnson zosyała darczyńcą roku, Instytut Wspomagania Rozwoju Dziecka otrzymał wyróżnienie, zaś Stowarzyszenie Pomocy Osobom Autystycznym główną nagrodę.

Najnowszą inicjatywą Stowarzyszenia Pomocy Osobom Autystycznym jest budowa Wspólnoty Domowej dla Dorosłych Osób z Autyzmem. Wymaga ona zarówno zebrania środków finansowych, jak i odpowiednich rozwiązań prawnych. Można też im pomóc przekazując swój 1%. Jest właśnie czas rozliczeń podatkowych. Pamiętajmy o tym, aby wspierać inicjatywy, co do których mamy przekonanie. W tym roku to im zamierzam przekazać swój 1%.

Cieszę się, że w nowej kadencji parlamentu udało się także doprowadzić do utworzenia Parlamentarnej Grupy ds. Autyzmu. Wybrano mnie tam na przewodniczącą. To ogromna odpowiedzialność. Gdańskie doświadczenia w budowaniu systemu wsparcia dla osób z autyzmem będą tu mi na pewno bardzo pomocne. Zaś pozytywnej energii najlepiej może dostarczyć piękna piosenka: "Żyjmy razem”, która powstała z okazji 20 rocznicy działalności Stowarzyszenia Pomocy Osobom Autystycznym w Gdańsku.

16 lutego 2012

O wzmocnienie pozycji rodziców w szkole

Z ogromną uwagą wysłuchałam argumentów przedstawianych w debacie o dwóch projektach ustaw zmieniających ustawę o systemie oświaty - poselskim (przedstawiciel wnioskodawców: poseł Kłosowski) i obywatelskim (przedstawicielka: pani Elbanowska). Niestety raczej nie dyskutowano jednak o konkretnych zapisach projektów, ani o ewentualnych konsekwencjach ich przyjęcia, tylko o zupełnie innych sprawach.

Projekt posła Kłosowskiego przyciągnął uwagę większości dyskutantów kuriozalnym terminem wejścia w życie. Naprawdę trudno jest cokolwiek planować w systemie prawnym z aż tak wielkim wyprzedzeniem. Większość posłów musiałaby dożyć 100 lat, żeby zobaczyć skutki tego projektu. W Gdańsku wyobrażamy sobie od paru lat Gdańszczanina 2020, minister Boni widzi Polskę 2030, ale pokusa posła Kłosowskiego, aby dać szansę na zmiany w edukacji bodaj dopiero w roku 2050 jest zaiste zdumiewająca.

Uwaga dyskutujących o projekcie obywatelskim skupiła się z kolei na czarnym obrazie polskiej szkoły namalowanym przez panią Elbanowską. Posłowie dzielili się na tych, którzy znają zupełnie inne szkoły niż wnioskodawcy, widzą jak zmieniają się one, stają się coraz bardziej przyjazne dzieciom, lepiej wyposażone i dobrze opiekujące się dziećmi oraz na tych, którzy głównie widzieli same złe przykłady.

Jeśli nawet niepokój wielu rodziców jest mocno wyolbrzymiony przez własne złe doświadczenia szkolne, obraz medialny tematu i argumenty natury politycznej, trzeba zrobić wszystko, żeby go jak najszybciej rozwiać. Mamy tysiące szkół, setki gmin. Są tam tysiące kompetentnych i oddanych dzieciom nauczycieli. Niestety z pewnością są tam także jacyś niemądrzy czy nielubiący swojej pracy nauczyciele, źle wykonujący swoje zadania i obowiązki dyrektorzy szkół czy wójtowie. Nawet jeśli nie stanowią większości, już kilkanaście takich złych przykładów jest w stanie zapełnić pierwsze strony wszystkich ważnych dla opinii publicznej gazet i pogłębiać lęki rodziców i ich dzieci.

W zapisach projektów trudno znaleźć to, co naprawdę może coś polepszyć. Przecież powrót do zapisów obowiązujących kiedyś, to raczej próba cofnięcia się w czasie, niż faktycznego poprawienia tak krytycznie opisywanego stanu rzeczy. Pozytywnym elementem wśród zgłaszanych propozycji jest na pewno subwencja przedszkolna. Co do niej w Sejmie panuje raczej powszechna zgoda, tylko nie wiadomo kiedy minister finansów otworzy tu zielone światło.

Analizując argumenty projektodawców lub choćby śledząc dyskusje na Facebooku, można dojść jednak do przekonania, że potrzebne są rozwiązania wzmacniające pozycję rodziców wobec dyrektora szkoły lub wójta w tych trudnych sytuacjach, kiedy to czują się szczególnie zaniepokojeni o swoje dzieci.

Przecież wysłanie dziecka rok później do szkoły, jeżeli ona naprawdę źle i nieprzyjaźnie dla dzieci działa, niczego nie poprawi. Do szkoły, której czarny obraz nakreśliła pani Elbanowska, strach posłać również 10-letnie dziecko. Ono też zasługuje na dobre warunki, przyjazne traktowanie, zabawę i opiekę. Jeśli sytuacja gdzieś wygląda aż tak dramatycznie, chyba trzeba wtedy zaangażować się w referendum wymuszające zmianę wójta lub zdecydować się na nauczanie domowe własnego dziecka. Lub właśnie zaproponować wzmocnienie pozycji rodziców w szkole.

20 stycznia 2012

Ile godzin dziennie dziecko powinno uczyć się w przedszkolu? 10 godzin pracy dziennie to za dużo także dla dorosłego.

Wczesna edukacja jest bardzo korzystna dla małego dziecka. Wśród innych dzieci i pod fachowym ukierunkowaniem dziecko dobrze się rozwija, uczy się funkcjonować w grupie, dostaje wiele bodźców do rozwoju swoich zdolności. Ta nauka przynosi odpowiednie efekty, gdy trwa po kilka godzin dziennie. Edukacyjne programy przedszkolne i szkolne dla małych dzieci są tak skonstruowane, aby mogły być zrealizowane w wymiarze około 20-25 godzin tygodniowo. Jeśli z przyczyn innych - potrzeby zapewnienia opieki podczas pracy rodziców - małe dziecko przebywa w przedszkolu czy szkole nie po 5, a po 10 godzin dziennie, niekoniecznie nauczy się więcej, raczej po swoim dniu pracy będzie bardziej zmęczone, a spora część jego zajęć będzie spełniać funkcję opiekuńczą w dużo większym stopniu niż dydaktyczną.

Decyzja, aby przedszkole było bezpłatne przez 5 godzin i mogło pobierać odpłatność dopiero za następne godziny, w biedniejszych regionach czy dzielnicach doprowadziła do tego, że wielu rodziców głównie korzysta z bezpłatnych godzin, zaś na pozostałe stara się zapewnić opiekę kogoś z rodziny. W sumie wyszło na dobre: i edukacyjne efekty pozostają w takim wypadku odpowiednie (rodzice z przyczyn ekonomicznych nie rezygnują z posyłania do przedszkola), i dziecko spędza więcej czasu z członkami rodziny (czynnik ekonomiczny mobilizuje do szybszego odbierania dzieci, jeśli tylko rodzina jest w stanie tak się zorganizować). Dzisiejsza Rzeczpospolita cytuje opinie związkowców, którzy woleliby, aby nauczycielom zapewniać pracę również wtedy, kiedy nie mają nikogo pod opieką. Akurat w opisywanej Łodzi za całodniowy pobyt przedszkolu płaci się bardzo podobnie jak przed zmianą przepisów, ale po zmianie - wprowadzeniu dla wszystkich dzieci prawa do nieodpłatnych 5 godzin - wielu rodziców wybiera płacić mniej lub wcale.

Jeśli nauczyciele uważają, że taka organizacja odpłatności za edukakcję przedszkolną spowoduje, że w sumie będzie dla nich mniej pracy, są w błędzie. Być może liczba godzin pracy nauczycieli w jakimś konkretnym miejscu się zmniejsza, ale potrzeba wspomagania dzieci w rozwoju w sposób bardziej zindywidualizowany oraz obejmowania wczesną opieką i edukacją dużo większej liczby dzieci niż obecnie, jeszcze długo będzie prowadzić do powstawania kolejnych miejsc pracy dla nauczycieli mających odpowiednie po temu kwalifikacje. Cały czas dużo więcej dzieci może zostać objętych wczesną edukacją (wiele obecnie nie ma do niej dostępu).

Jeśli z powodu wcześniejszego odbierania części dzieci z przedszkoli, będzie potrzebna gdzieś mniejsza liczba nauczycieli, mogą oni:
1) zorganizować edukację przedszkolną dla kolejnych dzieci - które wcześniej nie zostały zakwalifikowane do przedszkola;
2) tworząc różne formy opieki żłobkowej, zająć się edukacją jeszcze młodszych dzieci, na przykład 2-letnich, które dostęp do zorganizowanej opieki mają dotychczas bardzo utrudniony;
3) poszerzyć swoje kwalifikacje, aby zająć się prowadzeniem zajęć specjalistycznych, wczesnym wspomaganiem w rozwoju dzieci zagrożonych niepełnosprawnością lub też zajęć rozwijających różne zdolności dzieci.

Czas pracy nauczycieli zostałby wówczas zagospodarowany dla dzieci, które tego naprawdę potrzebują. Potrzeby zostaną w pełni zaspokojone gdy 100% małych dzieci będzie miało zapewniony dostęp do przynajmniej 5 godzin zorganizowanej opieki i edukacji dziennie. Jeszcze sporo nam do tego brakuje.