Strony

30 czerwca 2013

Jak będzie zmieniać się edukacja?

Wielkie szukanie nowych dróg w edukacji odbywa się wszędzie na świecie. Furorę robią filmy z wystąpieniami Kena Robinsona o potrzebie kreatywności w szkołach czy też konieczności spersonalizowania edukacji,a także to co robi Sugata Mitra na rzecz pokazania możliwości, jakie leżą w postawieniu na samodzielność ucznia i nowe technologie. Wszelkie raporty i ekspertyzy, również te poświęcone gospodarce, wskazują, że szkoła powinna stawać się inna, bardziej innowacyjna, kreatywna, współpracująca, wykorzystująca nowe technologie.

Jaka powinna być dobra edukacja? Dostosowana do potrzeb, możliwości, odkrywająca talenty, rozbudzająca zamiłowania, podsycająca kreatywność, dająca wewnętrzną motywację, wychowująca do odpowiedzialnego korzystania z wolności, biorąca pod uwagę indywidualne różnice. Aby mogła być zewnętrznie postrzegana jako dobra, musi też dawać drożność do "zwykłego" systemu, uczyć tego wszystkiego, co prawem wymagane.

Minimum konieczne polskiego prawa oświatowego to realizowanie programu zawierającego podstawę programową, coroczne przystępowanie do egzaminów klasyfikacyjnych i udział w końcowych egzaminach zewnętrznych.

Z autorami Programu Dobrej Edukacji z Uniwersytetu Gdańskiego, 27 czerwca 2013 roku, na spotkaniu z przedstawicielami mediów, w auli Instytutu Matematyki, Fizyki i Informatyki UG, opowiadamy o zmianach potrzebnych w pomorskiej edukacji.
Szkoły publiczne mają nad sobą mnóstwo przepisów szczegółowo regulujących ich organizację pracy, przede wszystkim dlatego, że powiązany jest z tym także ich system finansowania. Szkoły niepubliczne trochę mniej - tylko bardzo w niewielkiej części dotyczy ich np. rozporządzenie o planach nauczania w szkołach publicznych oraz Karta Nauczyciela.

 Różnica pomiędzy tym, co oferuje dziś oświata niepubliczna, a tym co jest obecne teraz w wielu szkołach publicznych, staje się coraz mniejsza. Szkoły niepubliczne, których powstało sporo od początku lat dziewięćdziesiątych, przecierały szlak różnych nowatorskich rozwiązań. Po latach zaczęły te rozwiązania również przenikać do oświaty publicznej. Warunki prawne oświaty publicznej dają jej coraz więcej możliwości mniej typowego zorganizowania pracy. Szkoły niepubliczne z kolei, z miejsc pełnych trochę nieuporządkowanego twórczego zapału, coraz częściej stały się komercyjnymi ofertami, przypominającymi po prostu trochę lepiej funkcjonującą oświatę publiczną. Szkoły obu typów, w czasach kurczącej się z przyczyn demograficznych liczby uczniów, swoją ofertą konkurują mocno o klienta.

Jednak potrzebne jest coś więcej. Dlatego w obecnie tworzonych niepublicznych przedszkolach i szkołach podstawowych przeżywa swój renesans metoda Marii Montessori, dlatego rośnie liczba entuzjastów edukacji demokratycznej i domowej.

Polskie prawo o edukacji domowej nie tylko daje szansę rodzicom, którzy sami chcą uczyć swoje dzieci w domu, ale także otwiera możliwość podejmowania prób innego organizowania szkoły, niż w sposób obecnie przyjęty i szczegółowo opisany prawem.

Tworzone przez  Stowarzyszenie Dobra Edukacja Akademie Dobrej Edukacji mogą uczyć w sposób zupełnie inaczej zorganizowany, dlatego, że prowadzą edukację w imieniu i z upoważnienia rodziców, którzy formalnie wnioskują o nauczanie domowe. Jednocześnie jednak rodzice zobowiązują się do uzgadniania planu pracy swojego dziecka z kadrą pedagogiczną. Uczniowie i rodzice wspólnie z nauczycielami oraz psychologami planują pracę, określają cele, dostosowują program. Mają dużo większy wpływ na proces uczenia się niż w tradycyjnej szkole. Dużo więcej wolności i samodzielności. Trochę to w pół drogi, ani całkiem domowe, ani całkiem demokratyczne, ale będzie dobre. Wszystkim nam chodzi o naprawdę dobrą edukację i podchodzimy do tego z dużym zaangażowaniem. Znamy się na tym.

Inspiracją była dla nas na początku metoda Marii Montessori, stworzona kiedyś dla uczniów z niepełnosprawnościami, potem okazująca swoją skuteczność również wobec wszystkich innych dzieci, a także metoda, uczącej się u niej Heleny Parkhurst, zwana też planem daltońskim. Obie metody były tworzone ponad 100 lat temu. Postawiliśmy pytanie, co by było, gdyby Montessori czy Parkhurst żyły w trochę innych czasach, miały na przykład internet?

Wychowawczo inspiruje nas duch edukacji demokratycznej - również już prawie stuletni... Szacunek i zaufanie oraz wolność i odpowiedzialność, a także współpraca, to wartości przyświecające zarówno zwolennikom szkół demokratycznych, jak i metodzie Heleny Parkhurst.

Nie jest to po prostu w "czystej formie" edukacja domowa, w której wiodącą rolę w inspirowaniu swojego dziecka do uczenia się mają rodzice. Nie jest to również klasyczna edukacja demokratyczna, która także może być organizowana dzięki furtce prawnej edukacji domowej. Tam z kolei w centrum uwagi jest uczeń i jego dojrzewanie do chęci uczenia się. W tych obu wypadkach wyniki sprawdza system "z zewnątrz", do spełniania wymogów którego trzeba jakoś ucznia przygotować. Zadaniem "zwykłej" szkoły zapisującej takiego "domowego" ucznia jest pomóc mu poznać wymagania, zaplanować pracę.

Furtka edukacji domowej umożliwia bardzo rożne sposoby organizowania się rodziców, aby tworzyć edukację zgodnie ze swoją oceną potrzeb rozwojowych własnych dzieci. Stowarzyszenie Dobra Edukacja powstało, bo najpierw była potrzeba państwa Staniszewskich, świetnych profesjonalistów od edukacji, a jednocześnie rodziców dwójki dzieci, kilka lat temu jeszcze mieszkających w Gdańsku, obecnie w Warszawie. Ich potrzeba pchnęła cały spory profesjonalny zespół osób z tych dwóch miast do pracy. Pracujemy od wielu miesięcy, dopiero od paru tygodni mamy wpisy do ewidencji naszych szkół, które wobec prawa są miejscami pomagającymi organizować edukację domową. Teraz możemy odpowiedzialnie zachęcać do zapisania się do nich. W naszej formule ci sami nauczyciele są przez cały rok do dyspozycji uczniów, proponują różne formy wspólnej aktywności, udzielają im konsultacji, pomagają w nauce i potem na koniec roku egzaminują.

Będziemy wdrażać nasz Program Dobrej Edukacji, badać to wdrażanie, korygować. Warto nam zaufać. To będzie dobra edukacja. 

3 komentarze:

  1. Pani Minister,

    Zdumiewający jest czas, w którym dochodzi Pani do wniosków dość przecież oczywistych. Wspomniane przez Panią inspiracje, jak Pani sama zauważa, nie są przy tym nowe. O tyle nowiną są Pani enuncjacje, że jako minister nie wyglądała Pani na entuzjastjkę wspominanych tu rozwiązań. Np. edukacji domowej, która w polskim prawie oświatowym była i pozostaje groteskową protezą uragającą zasadzie, że to rodzice określają i odpowiadają za wykształcenie własnych dzieci. Przypomnę Pani, że Pani Program Dobrej Edukacji, jak całość niepublicznego szkolnictwa, musi podlegać np. tej samej podstawie programowej, którą za Pani czasów opracowano, a jest to żenująco prymitywny dokument.

    Czy aby dostrzec zalety pedagogiki Montessori trzeba mieć za sobą doświadczenie ministra, czy też może trzeba już nie być ministrem, by mieć oko i ucho na tego rodzaju "nowinki"?

    Dobrej Edukacji życzę wszystkiego najlepszego, natomiast nie życzę rodzicom amnezji. Może odrobina ekspiacji uczyniłaby Pani deklarację nieco bardziej wiarygodną.

    Paweł Kasprzak

    www.osswiata.pl/kasprzak

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam w odpowiedzi wpis: http://katarzynahall.natemat.pl/63101,motorowki-dobrej-edukacji

      Usuń
  2. Pani Minister,

    Jeszcze raz życzę Dobrej Edukacji samych sukcesów, natomiast nadal pozostaję zadziwiony tym, co robiła Pani jako minister od "edukacji takiej, jak zwykle". Proszę spojrzeć na następujący fragment tej samej podstawy programowej z 2008 roku, z której jest Pani tak dumna, a której realizację przez Pani "dobre szkoły" będą weryfikować nauczyciele "szkół zwykłych", zgodnie z prawem oświatowym:

    "Dlaczego w podstawie mówi się o tym, co uczeń potrafi, a nie akcentuje się tego, że ma też rozumieć wymagane pojęcia?

    Słowo 'rozumie' jest za mało precyzyjne, […] wszelkie próby ustalenia, czy uczeń rozumie dane pojęcie, jeśli nie prowadzi tego profesjonalnie przygotowany psycholog, grożą sprawdzaniem jedynie werbalnej wiedzy, wymaganiem od ucznia teoretycznych sformułowań, definicji, wyuczonych formułek. Z tego powodu o tym, czy uczeń należycie rozumie dane pojęcie (na swoim poziomie wiekowym), ma się wnioskować pośrednio z tego, czy poprawnie i z sensem wykonuje określone w podstawie programowej czynności.

    Zbigniew Semadeni, Komentarz do Podstawy programowej przedmiotu Matematyka
    MEN

    Dla porównania fragment odpowiedniego amerykańskiego dokumentu na ten sam temat:

    'Jak właściwie wygląda matematyczne zrozumienie? Jednym ze znamion jest zdolność do wyjaśnienia – w sposób odpowiedni do matematycznej dojrzałości ucznia – dlaczego jakieś matematyczne zdanie jest prawdziwe, albo skąd się bierze ta lub inna reguła. Cała przepaść dzieli ucznia pamięciowo opanowującego wzory rozwijające iloczyn (a + b)(x + y) od tego, który potrafi wyjaśnić, skąd się te wzory biorą. Tylko ten drugi rozumie matematykę.'

    Common Core Standards for Mathematics
    Common Core Standards Initiative
    Preparing America’s Students for College & Careers

    Zgodnie z cytowaną deklaracją podstawa nauczania matematyki skutecznie i do szczętu eliminuje z programu szkoły już tym razem wszystkie ślady po jakimkolwiek myśleniu i rozumowaniu. Wbrew Pani deklaracjom w programie szkoły pozostają wyłącznie reguły do wkucia i "stosowania". Nie jest to przy tym bynajmniej wymaganie minimalne i podstawa nie oczekuje od naczycieli wykraczania poza nie w miarę możliwości. Przeciwnie - to jest w podstawie zdecydowanie niezalecane, co również expressis verbis wyrażono.

    Pani Minister, ja nie uważam, żeby to władze resortu wyłącznie odpowiadały za katastrofalną intelektualną jakość polskiej szkoły. To jest złożone zjawisko kulturowe. Jednak na MEN niewiele zostaje suchych nitek, jeśli się przyjrzeć polskiej polityce oświatowej, a Pani ulubiona podstawa zajmuje prominentne miejsce na liście oświatowych skandali. Proponując teraz odwrotny kurs, mogłaby Pani chociaż krytycznie spojrzeć na tamtą własną przeszłość.

    OdpowiedzUsuń